ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 listopada 22 (430) / 2021

Przemysław Piwowarczyk,

STARE ODPOWIEDZI NA NOWE PYTANIA ('POCZĄTKI BIZANTYŃSKIEGO IKONOKLAZMU (726-754). TEKSTY ŹRÓDŁOWE')

A A A
Chcąc poznać pytania i dylematy współczesnych katolików, można zrobić niewiele lepszych rzeczy niż zajrzeć na prowadzony przez Fundację „Gość Niedzielny” portal wiara.pl i kliknąć w zakładkę „Zapytaj”. W tym to miejscu znajdziemy odpowiedzi na takie pytania, które wielu wierzącym przychodzą do głowy po wielokroć, oraz na takie, które aż dziw, że komukolwiek kiedykolwiek przyszły do głowy. Dział jest prowadzony od 2005 roku, a więc mamy tutaj naprawdę solidny przegląd religijnych dylematów. Odpowiedziami szczególnie zajmować się nie warto, pytania natomiast zasługują na uwagę najpilniejszą – zwłaszcza tych, którzy próbują zrozumieć swych wierzących (także współwierzących) bliźnich. Jedno z najczęstszych pytań –

choć, co oczywiste dla katolików, daleko za pytaniem o to, które pieszczoty to już grzech ciężki – powracające w wielu wariantach, odnosi się wprost do źródeł zebranych w omawianej tu książce Małgorzaty Jesiotr i Józefa Naumowicza. Dajmy kilka przykładów (ortografia i interpunkcja poprawione):

- I jeszcze jedno. Kościół twierdzi, że katolicy wcale nie modlą się do obrazów, ale do osób, które się na nich znajdują. I to potrafiłabym zrozumieć. Ale przecież pielgrzymując np. do Częstochowy, wierzymy, że jeśli pomodlimy się przed tym konkretnym obrazem, to on nas uzdrowi. Czy to nie jest aby jawne oddawanie czci obrazom? [Aga, 24.03.2008]

- Od pewnego czasu staram się zrozumieć, dlaczego w Kościele czci się obrazy, rzeźby. Dlaczego miliony pielgrzymów wędrują do sanktuariów maryjnych, żeby ujrzeć cudowny obraz? [Kuba, 09.01.2005]

- Czemu Kościół nie przestrzega starotestamentalnego przykazania, które zakazuje wykonywania obrazów itp., które miałyby przedstawiać Boga („nie będziesz czynił żadnego wizerunku...” – tak to mniej więcej brzmi). Czy to znaczy, że Boże przykazanie może się zdezaktualizować? [---, 13.05.2004]

Te wątpliwości współczesnych katolików nie dziwią patriarchy konstantynopolitańskiego Germana (episkopat w latach 715-730): „Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że nie tylko teraz stawia się nam taki zarzut, ale wiele razy robili to Żydzi, a także ci, którzy rzeczywiście oddają się bałwochwalstwu” („List Germana, patriarchy Konstantynopola do Tomasza z Klaudiopolis” 4, przeł. M. Jesiotr, s. 28). German uznaje też wątpliwości anonimowego internauty: „Słusznie ktoś jednak mógłby powiedzieć, że koniecznie powinniśmy przestrzegać przykazań Pisma Świętego, na przykład: »Nie będziesz sporządzał sobie bożków, ani żadnej podobizny (…)«” („List Germana” 12, przeł. M. Jesiotr, s. 34).

Pewne pytania powracają w chrześcijaństwie nieustannie i każdy jako tako myślący chrześcijanin musi się z nimi zmierzyć. Nie chcę odbierać młodym ikonoklastom momentu olśnienia i euforycznego przekonania, że oto teraz obalają Kościół i odkrywają prawdziwy sens Biblii – ale nawet redakcja wiara.pl znużyła się regularnością tego typu olśnień i obecnie odsyła obrazoburców do gotowej odpowiedzi w dziale FAQ (https://zapytaj.wiara.pl/doc/525324.Rozne-wersje-Dekalogu). Jeśli ktoś woli odpowiedzi wypróbowane przez czas, to można też sięgnąć po „Apologię chrześcijańskich obrazów” Leoncjusza z Neapolis (na Cyprze, nie we Włoszech) z pierwszej połowy VII wieku (zob. Naumowicz 1994) albo po klasyczne „Mowy obronne przeciwko tym, którzy odrzucają święte obrazy” Jana Damasceńskiego z ok. 730 roku (zebrane w 1 tomie Biblioteki Bizantyńskiej, który jednak jeszcze się nie ukazał; przekłady mów autorstwa Marii Magdaleny Dylewskiej, 1999-2009, były wcześniej publikowane w „Vox Patrum”), albo wreszcie po teksty zebrane w omawianym tu tomie.

Kościół zdążył przez dwa tysiące lat wypracować odpowiedzi na wiele pytań. Dobra odpowiedź wymaga czasu mierzonego niekiedy w stuleciach. Nie sposób jednak coś poradzić na to, że niektórzy chcą dzisiaj otrzymać dobrą odpowiedź z miejsca lub najdalej nazajutrz. Signum temporis, a że tempus fugit coraz prędzej, to i mores już takie, że pozostaje tylko westchnąć „o tempora!”. Jest jednak prawdą, że zanim te, póki co ostateczne, odpowiedzi zostały przypieczętowane, wcale nie były jedynymi możliwymi. I to potwierdza właśnie spór o kult obrazów, bowiem wśród przeciwników wizerunków znajdziemy także świętego wielu kościołów (w tym rzymskokatolickiego) Epifaniusza z Salaminy (przeł. Dylewska 2002). Również ikonoklaści VIII wieku nie byli tylko nieliczącą się mniejszością tyranizowaną wolą cesarza, jakby to chciały widzieć zachowane źródła, które przedstawiają rację tylko jednej strony. Nie jest możliwe, aby państwo prowadziło agresywną i do pewnego stopnia skuteczną kampanię przeciw obrazom bez rzeczywistego i względnie szerokiego poparcia. Musimy o tym pamiętać, kiedy będziemy czytali źródła zgromadzone w niniejszej książce.

Publikacja została wyśmienicie skomponowana. Zawiera źródła ilustrujące zaledwie ok. 30 lat kontrowersji ikonoklastycznej, ale są to źródła bardzo różnorodne, jeśli chodzi o gatunek literacki. Na tej niewielkiej książeczce można by uczyć studentów metodologii krytyki źródeł.

Mamy tutaj listy głównych protagonistów sporu (oczywiście tylko obrońców obrazów – ikonodulów); mamy teksty teologiczne i egzegetyczne, historiografię i hagiografię, a nawet inskrypcje. Te same wydarzenia i osoby jawią się nam w kolejnych odsłonach, widzimy pojawianie się i rozwój całych wątków fabularnych – wraz z upływem czasu (a niektóre źródła historiograficzne i hagiograficzne są znacznie późniejsze niż opisywane wydarzenia) coraz bardziej obfitujących w detale.

Wszystkie przekłady zaopatrzono w należyte wstępy i opatrzono szczegółowymi przypisami. Książce blisko do niektórych tomów standardowej anglojęzycznej serii przekładów dzieł późnoantycznych „Translated Texts for Historians” wydawanej przez Uniwersytet w Liverpoolu. Jest godna polecania historykom Kościoła, historykom sztuki, teologom, ale także każdemu, kto chce sobie wyraźnie uzmysłowić, na czym polega specyfika źródeł późnoantycznych i jak trudno odtworzyć na ich podstawie przeszłość; jak nieostra jest granica między zdarzeniami a ich retorycznym opracowaniem. Niekiedy na sicie krytyki źródeł nie zostaje ani jedno ziarenko faktów, pod nogami mamy zaś ładny stosik plew retoryki. Wiemy jednak, że wypieki z plew poprawiają perystaltykę, wielu historyków trawi więc czas na badaniu faktów językowych, propagandy czy pamięci zbiorowej. Nie widzę w tym nic zdrożnego, nie tylko dlatego, że znajduję się wśród nich, warto jednak, aby i postronny czytelnik publikacji historycznych zdawał sobie z tego sprawę. Świadomie przeczytana i przemyślana książka Naumowicza i Jesiotr będzie mu nieocenioną pomocą, nawet jeśli sama kontrowersja ikonklastyczna go nie interesuje.

Na koniec kilka wypisów ze źródeł, które zwróciły moją uwagę, choć niekiedy mają charakter poboczny.

Natkniemy się np. na perełki egzegezy, które mogą nas dzisiaj zaszokować: „Ludzie z całego świata, lecąc jak orły, zaczęli przybywać do Jerozolimy, jak powiedział Pan w Ewangeliach: gdzie jest padlina, tam zbiorą się orły [Łk 17,37]. Chrystus to padlina, a orły latające wysoko to pobożni i miłujący Go ludzie” („List papieża Grzegorza III do cesarza Leona III” 4, przeł. M. Jesiotr, s. 81). Chrystus jako padlina to na pewno koncept zwracający uwagę.

Możemy też przekonać się w związku ze sporem o obrazy, że czerpanie argumentów z Biblii ma naturę błędnego koła i do żadnej konkluzji nie prowadzi. Doskonale wiemy, że w Piśmie można znaleźć cytat na obronę i odrzucenie dowolnego twierdzenia, ale szczególnie dobrym przykładem jest argumentacja z węża miedzianego w sporach o kult wizerunków. Używali jej zarówno ich zwolennicy – bo przecież Mojżesz uczynił węża na rozkaz Boga (Lb 21,8-9), ale powoływali się na niego też przeciwnicy czczenia obrazów, potłukł go bowiem pobożny król Ezechiasz, o którym Pismo mówi: „czynił on to, co jest słuszne w oczach Pańskich” (2 Krl 18,1-4, por. „List papieża Grzegorza III do cesarza Leona III” 8, przeł. Jesiotr, s. 83).

Gdy nie daje rady Biblia, argumentem mogą być bezpośrednie boskie interwencje, czyli cuda. Patriarcha German jest jednak świadom, że współcześnie już się one nie zdarzają. Podobne uwagi czyniono odnośnie do niemal każdej współczesności, ciekawe jednak, że German wygłasza je w epoce pełnej, wedle nas, cudowności: „Wielu było świadków tego cudu [cytat dotyczy cudu ikony, z której dłoni wypływał olej – PP]. Jeśli zaś teraz nie mają miejsca cudowne zjawiska, nie powinno się na tej podstawie podawać w wątpliwość wcześniejszego [wydarzenia], aby za niewiarygodne nie zostały również uznane opowiedziane w Dziejach Apostolskich na początku znaki przepowiadania i różne dary Ducha, które teraz wcale się nie dzieją” („List Germana, patriarchy Konstantynopola do Tomasza z Klaudiopolis”, przeł. Jesiotr, s. 39).

Niezależnie od powyższej argumentacji znajdują się zwykle ludzie, którzy za daną sprawę są gotowi oddać życie (świadomie czy z przypadku, to już rzecz inna). Wówczas sprawy broni nie litera, ale krew męczenników. Gorzej, jeśli akurat pryncypialne dla nas wartości nie prowadzą mas na barykady. Wówczas męczenników trzeba wymyślić. Mamy właśnie takich świętych obrońców obrazów (całkowicie fikcyjne postaci, tradycja o nich jest zresztą późna). Co ciekawe jednak szczególnie, to fakt, że owi (fikcyjni) męczennicy dopuścili się (fikcyjnego na szczęście) umyślnego zabójstwa, które nie zostaje opatrzone później żadną pokutą ani w ogóle napiętnowane. To rzecz wyjątkowa w znanych mi żywotach świętych: „Następnie [cesarz] próbował zerwać również czcigodną ikonę Pana, Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, której okazywano szacunek w świętej [Bramie] Chalke. Sporządzone zostały drabiny, a niszczyciele po szczeblach już wdrapywali się, aby zabrać się do pracy. Wtedy zjawili się owi szlachetnie urodzeni, którzy szarpnęli jedną z drabin i pociągnęli ją ku sobie, a spatiariusza-niszczyciela ściągnęli z góry na dół i zabili. Bezbożnego cesarza przeklęli i obłożyli anatemą” („Akta męczenników konstantynopolitańskich”, z synaksarionu Kościoła konstantynopolitańskiego na 9 sierpnia, przeł. Jesiotr, s. 144-145).

I na koniec coś dla tych, których nie interesują już żadna teologia, żadni święci, a egzegezy unikają bardziej niż egzemy, i którym pozostaje w życiu już tylko skatologia. W naszych źródłach znajdziemy na szczęście także i ją: „Gdy arcybiskup German chrzcił [Konstantyna – późniejszego cesarza – PP], wypróżnił się on [cesarz, nie arcybiskup – PP] do świętego basenu, jak mówią naoczni świadkowie” (Teofanes: „Kronika” AM 6211, przeł. M. Jesiotr, s. 103).

Nie pozostał zatem chyba już nikt, kto nie znalazłby w tym zbiorze źródeł czegoś dla siebie interesującego.

LITERATURA:

Św. Jan Damasceński, „Mowy obronne przeciw tym, którzy odrzucają święte obrazy”. Przeł. i oprac. M.M. Dylewska. „Vox Patrum” 1999, nr 19; 2005, nr 5; 2009, nr 29.

Epifaniusz z Salaminy. „Pisma przeciw obrazom”. Przeł. i oprac. M.M. Dylewska. „Vox Patrum” 2002, nr 22.

„Leoncjusz z Neapolis i jego Apologia chrześcijańskich obrazów”. Przeł. i oprac. J. Naumowicz J. „Warszawskie Studia Teologiczne” 1994, nr 7.
„Początki bizantyńskiego ikonoklazmu (726-754). Teksty źródłowe”. Przeł. Małgorzata Jesiotr. Oprac. Małgorzata Jesiotr, Józef Naumowicz. Wydawnictwo Neriton, Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Warszawa 2021 [Seria: Biblioteka Bizantyńska, t. 2].