Wydanie bieżące

15 września 18 (90) / 2007

Anna Zielińska,

N.R.M.

A A A
„Nul Sześć”. 2007.
Na białoruskiej scenie pojawia się wiele nowych kapel, ale N.R.M. nie doczekał się godnego następcy. Ich pozycja jest niezagrożona. Właśnie wydali nowy, szósty już studyjny album.

Początki grupy sięgają 1984 roku, kiedy Lawon Wolski założył zespół Mroja. Po kilkunastu latach grania zmienili nazwę na N.R.M., czyli Niepodległa Republika Marzeń, pod którą funkcjonują do dziś. Publiczność ich kocha. Widać to na każdych Basowiszczach – Festiwalu Muzyki Młodej Białorusi pod Gródkiem, gdzie fani zjeżdżają specjalnie na każdy koncert N.R.M.-u. Fenomen zespołu tkwi nie tylko w muzyce wypełnionej rockowym brzmieniem z melodyjnymi refrenami i zgrabnymi, śpiewanymi po białorusku tekstami, ale też w politycznym zaangażowaniu w walkę o niezależność kraju. N.R.M. ma swój rząd, paszporty, wizy, pieczątki, a na nowej płycie przyznali sobie nawet nawiązujące do ich przebojów medale, np. Kryž Troch Čarapachaŭ czy Kryž Odzirydzidziny.

Na „Nul sześć” muzycznie nie zaskakują. Nadal grają harmonijnego, solidnego rocka czasem z punkowym przytupem, a czasem z balladową melancholią. Jednak stopień zaangażowania tekstów jest większy niż kiedykolwiek. Weźmy choćby pierwszy z brzegu – „Nas da chalery”, w którym padają słowa: „nie boimy się stalowych krat (...), my na czarnej liście, my już długo tam (...), nas miliony (...), nas nie sprowadzisz z obranej drogi”. A na koniec: „prawda z nami, z nami wolność”. Dalej jest podobnie. Ostro wyrzucane teksty opisują absurdalną białoruską rzeczywistość: zniewolone media i pozorny demokratyczny wymiar konstytucji. Powstały pod wpływem wydarzeń marca 2006 roku, kiedy Białorusini zebrali się w namiotowym miasteczku, protestując przeciwko reżimowi Łukaszenki. Nigdy nie byli tak zjednoczeni i N.R.M. jeszcze nigdy nie zdecydował się na tak radykalne, rewolucyjne wręcz pieśni. Twórcy kultury białoruskiej, dziennikarze, studenci, a przede wszystkim działacze opozycji tworzą pewnego rodzaju podziemną społeczność, która pragnie wolności. Wolski śpiewa o nich (nawiązując do Beatlesów) w „Padvodnajej łodce”: „my żyjemy w biało-czerwono-białej podwodnej łodzi”.

Na płycie znalazło się również kilka lżejszych utworów m.in. „Toje, što jość pamiž nami” i „Tolki dla ciabie”. W połowie i końcówce robi się miałko. Nieudane utwory: „Kitaj” („Chiny”), „Himn biełaruskaha rok-n-rolščyka” (choć z obiecującym tytułem i wyznaniem, że rock’n’roll to ich życie) czy „Nie pytaj”, sprawiają wrażenie wypełniaczy. Sytuację ratuje Lawon, który zachwyca wokalnie w przejmująco smutnym „Nikoli-nikoli” (jakby z ich najlepszych czasów), dając sobie znakomicie radę z wysokimi, niewdzięcznymi dźwiękami. Wyśpiewując też jeden z lepszych tekstów – „nigdy, nigdy nie będzie bez bólu, nigdy nie zmienisz bez walki światowej gry (...), niewiadomo, co lepsze kiepsko latać czy dobrze upaść” (fragmenty w wolnym tłumaczeniu), wręcz nawołuje do zrywu. Próbują też nieco urozmaicać swój repertuar, wprowadzając dęciaki, zamieniając się instrumentami czy głosami. W ostatnim utworze „Mama, tata, heta ja” zaśpiewały nawet ich latorośle.

Na niewiele jednak zdają się te zabiegi. Brzmią archaicznie. Tak grało się kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat temu. Próżno szukać tu eksperymentów czy aranżacyjnego polotu. Trochę ciężko to znieść nam – przyzwyczajonym do nowatorskich rozwiązań zespołów z Wysp czy USA. Nie znajdziemy tu też „killerów” z poprzednich płyt tej miary, co „Lohkija – lohkija”, „Katuj – ratuj” czy „Try čarapachi”.

Myślę jednak, że wielbiciele właśnie na taki N.R.M. czekają – tradycyjny (na swój sposób wtórny), ze zwrotką i refrenem, porywającą solówką i przede wszystkim z Wolskim na czele. W jego ciekawym głosie jest miękkość i wschodnia śpiewność. Nie można również zapominać, że zespół musi się sporo nagimnastykować, by nagrywać w swoim kraju. Możliwości, choćby techniczne, muzycy też mają zdecydowanie ograniczone. Mimo tych trudności nagrali już 10 płyt i nie opuszcza ich energia. Biorą udział w innych projektach m.in. Narodny Albom, Śviaty Vieczar, Ja naradziusia tut czy Krambambula. Nowy album (dostępny na ich stronie www.nrm.com.pl) promują w Polsce nie tylko na białoruskich imprezach. Dlatego wybaczam im słabsze momenty na tym krążku.