ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 września 18 (90) / 2007

Kamil Dąbrowski,

PJ HARVEY

A A A
“White Chalk”. Island Records, 2007.
Na dwa tygodnie przed swoimi urodzinami PJ Harvey wydaje ósmą studyjną płytę. Produkcją zajęli się John Parish i Flood, którzy pracowali także nad „To Bring You My Love” (1995) oraz „Is This Desire?” (1998). Samej Harvey towarzyszyli w nagraniach: klawiszowiec Eric Drew Feldman (grał m.in. w Captain Beefheart) i perkusista Jim White (The Dirty Three).

Malkontenci przegraliby zakłady bukmacherskie, stawiając na to, iż kariera charyzmatycznej Polly Jean Harvey zakończy się krążkiem „Uh Huh Her” wydanym 3 lata temu. W międzyczasie na rynku pojawił się album z retrospektywnymi nagraniami radiowymi „The Peel Sessions 1991-2004” oraz DVD „On Tour: Please Leave Quietly”. „White Chalk” na pewno okaże się dużym zaskoczeniem dla wszystkich, którzy znali artystkę nieujarzmioną, wściekłą i kipiącą jak lawa. Wraz z tą pozycją płytową piosenkarka ukaże nam swoje nowe oblicze.

Na okładce PJ prezentuje się w wiktoriańskiej sukni. Sesja zdjęciowa przygotowana na potrzeby albumu ukazuje artystkę stylizowaną na amerykańską sufrażystkę Susan B. Anthony. Wystarczy porównać fotografie Anthony z lat jej młodości, aby zauważyć duże podobieństwo. To kolejna z widocznych transformacji Angielki.

PJ Harvey jest rozpoznawalna nie dzięki swojemu stylowi, ale głównie charakterystycznemu wokalowi. Jej nagrania mogą brzmieć czasem niczym rasowy punk-garage rock czy południowo-amerykański blues. Na „White Chalk” będziemy towarzyszyć piosenkarce przez ciemne i niepokojące opowieści w czasach, kiedy nie istniały elektroniczne instrumenty. Głównym motorem napędzającym i scalającym wszystkie 11 piosenek jest fortepian, za którym usiadła główna aktorka tego albumu. I to właśnie fortepian, fundament tych przejmujących kompozycji, które dzięki odpowiednim aranżacjom, równie dobrze mogłyby być grane na przełomie XIX i XX stulecia. Gdzieniegdzie pobrzmiewa banjo (tytułowy utwór). Prawie 34 minuty subtelnego i wysmakowanego grania. Nawet Polly Jean śpiewa wyżej niż na swoich poprzednich płytach. Sporo w jej głosie smutku i bólu. Nic dziwnego, jeśli w tekstach pojawiają się mało sympatyczne obrazy. Aura z „The Piano” może wydać się komuś sceną jakiegoś thrillera. Początek tekstu nie jest optymistyczny: "Hit her with a hammer/teeth smashed in/ripped arms twitching/look inside the skeleton".

Całość idealnie wkomponowuje się w nadchodzącą jesień. Od słuchaczy zależy czy ta płyta będzie słuchana nie tylko w pochmurne dni. Dla takich utworów jak otwierający „The Devil” czy tytułowy „White Chalk” warto się skusić i posłuchać wybitnej Polly Jean Harvey.