ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (432) / 2021

Elżbieta Dutka,

ANTROPOLOGIA PRAKTYKOWANA (KUBA SZPILKA: 'CHODZĄC W TATRY')

A A A
„Górskie” serie wydawnicze

Miłośnicy literatury o tematyce górskiej dobrze znają Serię Tatrzańską Wydawnictwa Literackiego, ze względu na charakterystyczną szatę graficzną nazywaną także często serią z parzenicą. Ukazały się w niej, między innymi, cenione, klasyczne utwory: „Na przełęczy” Stanisława Witkiewicza czy „Album tatrzańskie” Jarosława Iwaszkiewicza, a także antologie – takie jak „Czarny szczyt” – oraz wspomnienia: Władysława Krygowskiego i innych autorów. Nawiązując do wyraźnego w literaturze i badaniach anglojęzycznych podziału na mountain literature i mountaineering literature, można powiedzieć, że kilkadziesiąt publikacji z tej legendarnej serii tworzy zbiór, swego rodzaju bibliotekę polskiej literatury gór/górskiej. Odróżniają się bowiem niewątpliwie od tak często teraz publikowanych wspomnień himalaistów czy gorących, medialnych relacji z wypraw nie tylko większą literackością, ale przede wszystkim nieco innym stosunkiem do przestrzeni górskiej. Ciekawe, że w ostatnich latach na polskim rynku wydawniczym pojawiły się dwie nowe serie również skoncentrowane wokół gór.

Zdecydowanie naukowy charakter ma redagowana przez Ewę Grzędę Seria Górska Wydawnictwa Universitas. Ukazała się w niej książka zbierająca prace Jacka Kolbuszewskiego z zakresu historii literatury i kultury „Góry. Przestrzenie i krajobrazy” oraz monografia zbiorowa pod tytułem „Od Kaukazu po Sudety. Studia i szkice o poznawaniu i zamieszkiwaniu gór dalekich i bliskich”. Zapowiadana jest publikacja kolejnych prac wpisujących się w polskie mountain studies.

Bardziej różnorodna i trudna do scharakteryzowania pod względem genologicznym i tematycznym jest Seria Zakopiańska – wspólna inicjatywa Wydawnictwa Czarne i Muzeum Tatrzańskiego. Tworzą ją reportaże, felietony, przewodnik, kroniki, eseje, choć w żadnym przypadku kwalifikacje nie okazują się oczywiste, wymagałyby szerszych wyjaśnień i uzasadnień. Tomy z Serii Zakopiańskiej są rozpoznawalne ze względu na utrzymane w podobnej stylistyce okładki, nadające im nieco charakter retro. Zamieszczono na nich monochromatyczne, bardzo wysmakowane fotografie, dyskretnie uzupełnione ornamentami zaczerpniętymi z podhalańskiej kultury ludowej. W tej serii ukazały się cztery książki przybliżające historię zimowej stolicy Polski: „Kroniki zakopiańskie” Macieja Krupy (2015); „Nieobecne miasto” autorstwa Macieja Krupy, Piotra Mazika, Kuby Szpilki (2016); „Krupówki” Piotra Mazika i Kuby Szpilki (2018) oraz napisane przez Agnieszkę Lisak „Sielankowanie pod Tatrami. Życie codzienne i niecodzienne Zakopanego w XIX wieku” (2019). Skomplikowane sprawy związane z „czasem Goralenvolk” przybliża opracowanie „Krzyżyk niespodziany” Bartłomieja Kurasia i Pawła Smoleńskiego (2017). W Serii Zakopiańskiej ukazała się ponadto książka wybitnego krajoznawcy – Lechosława Herza: „Świsty i pomruki. Sceny tatrzańskie” (2017), którą można zaliczyć do przyrodopisarstwa.

Tak różne „górskie” serie wydawnicze same w sobie stanowią już interesujący impuls do refleksji na temat zmian w postrzeganiu kulturotwórczej roli gór od czasu pierwszych odkrywców i zdobywców do epoki masowej turystyki i sportów ekstremalnych, gdy zatłoczony jest nawet Mount Everest – najwyższy szczyt świata. To materiał do różnorodnych badań, w których nostalgia za „górami niewzruszonymi” (określenie Jacka Woźniakowskiego) będzie spotkać się ekokrytyczną wrażliwością. Poszczególne tomy mogą być zatem fascynującą lekturą nie tylko dla pasjonatów gór. Tak jest również w przypadku siódmej, najnowszej publikacji z Serii Zakopiańskiej – „Chodząc w Tatry” Kuby Szpilki (2021).

„Chodząc w Tatry” – cztery drogi

Według informacji, zamieszczonej na czwartej stronie okładki, „Chodząc w Tatry” to: „(…) zbiór esejów antropologiczno-filozoficznych o życiu w Tatrach i pod Tatrami pisanych z perspektywy mieszkańca Kościeliska, to próba zrozumienia istoty tatrzańskości i elementów, które się na nią składają. To także osobista opowieść o wieloletniej relacji z górami, o fascynacji wspinaczką i wędrówkami, o obserwacjach zmieniającej się natury – wciąż wspaniałej, mimo że coraz bardziej niszczonej przez człowieka. To także uniwersalna refleksja o przemijaniu i o tym, że w górach mocniej doświadcza się swojego istnienia”. Choć jest to lapidarna charakterystyka, to jednak trafnie oddaje złożoność i różnorodność książki autorstwa Kuby Szpilki.

Teksty zamieszczone w „Chodząc w Tatry” swój pierwodruk miały na łamach kwartalnika „Tatry” (w latach 2006–2018). W tomie zostały one podzielone na cztery części. Autor nie opatrzył ich jednak tytułami, pozostawiając czytelnikom zadanie poszukiwania tego, co łączy poszczególne eseje. Zasada kompozycyjna nie jest tu zatem oczywista, wiąże się raczej z interpretacją. W moim odczuciu wydaje się ona jednak dość wyraźna, cztery części znacznie różnią się między sobą, choć dostrzec można także pomiędzy nimi wiele elementów wspólnych. Zarysowane w ten sposób zostały cztery drogi różnie rozumianego „chodzenia w Tatry”.

Część pierwsza, najobszerniejsza, zawiera dwanaście esejów, ukazujących najwyższe polskie góry jako to, co łączy. Centralna wydaje się tu myśl o tatrzańskiej wspólnocie, której wyznacznikiem jest nie tylko sama przestrzeń, ale i to wszystko, co się z nią związane. Zebrane w pierwszej części eseje przenika myśl o lokalności, która w globalnym świecie, czasach mobilności i nowych mediów, musi być nieustannie redefiniowana. To ścieżka pytań o istotę „tatrzańskości”. Otwiera tę część tomu esej tytułowy „Chodząc w Tatry”, w którym eseista zarysowuje własną perspektywę. Jako mieszkaniec Kościeliska jest „tutejszy”, czego zewnętrzny przejaw stanowi sposób, w jaki przekracza bramę parku narodowego. Nie musi płacić za wstęp, tak jak wszyscy turyści, gdyż „jest stąd”. Ta „sezamowa formuła”, otwierająca „drzwi tatrzańskiego skarbca” (s. 7), okazuje się jednak czymś więcej. To pytanie i wyzwanie, które będzie powracać w kolejnych esejach.

Co to znaczy być stąd? Dla eseisty to nie tylko dosłowne zamieszkiwanie w bezpośredniej bliskości gór, ale skomplikowane relacje z tatrzańską przestrzenią. Tworzą się one poprzez bycie w Tatrach, które może mieć różne formy: wędrówki, wspinaczki, foczenia czy jazdy na rowerze. Istotą jest jednak chodzenie „w” Tatry. Nie zdobywanie szczytów, wędrówki „po” górach i wchodzenie „na” nie, lecz ruch w głąb. To „chodzenie”, a zatem zadanie podejmowane nieustannie. W esejach można dostrzec tradycję refleksyjno-romantycznego podejścia do gór, w której istotna jest kontemplacja natury i konfrontacja z innością, a szczyty postrzega się jako szkołę charakteru, miejsce zmagań ze sobą i braterstwa z innymi – „Góry nas łączą” (s. 29). Patronami na tej drodze są założyciele Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, którym przyświecały idee ochroniarskie i chęć budowanie więzi – „towarzystwa”. „Chodząc w Tatry”, można dostrzec Tatry ukryte – obszar intersubiektywności, a także tego, co intymne. Pierwsze wyznaczają znaczenia i symbolika, utrwalone w tradycji kultury, drugie – prywatna topografia emocji. Ta droga prowadzić może i w stronę metafizyki, przekraczania siebie, transgresji: „Wymykamy się czasowi, w każdym razie jego linearnej postaci, opuszczamy kalendarzową ciągłość z jej nieodłączną przemijalnością. Focząc, wykonujemy kilkanaście wciąż tych samych ruchów, wędrując po ciągle tym samym – chociaż nie takim samym – górskim świecie, jesteśmy na sposób niecodzienny, świąteczny” (s. 24–25).

W epoce atrofii uczuć, gdy zachwyt nad krajobrazem w pierwszym rzędzie kojarzy się z kiczem, Szpilka nie waha się pisać właśnie o uczuciach i emocjach. Na czwartej stronie okładki przytoczone zostały słowa Aldony Łaniewskiej-Wołłk, która nazwała ten zbiór esejów „intymnym spojrzeniem na ukochaną przestrzeń” i „wyznaniem miłości”. Tak, Szpilka nie kryje, że jest zakochany w Tatrach, że także dlatego jest „tutejszy”. Ale zachwyt w tym przypadku nie zaślepia, nie wyklucza krytycznego spojrzenia na górską i lokalną wspólnotę – „Mieszkańcy Tatr są nadzy jak król w znanej bajce” (s. 10). Szczególnie gdy tak mocno zarysowuje się podział pomiędzy tym, co jest w górach, a co dzieje się pod nimi, gdy antropopresja i antropocen okazują się nie tylko tematami naukowych dyskusji, ale czymś, co w Tatrach można dostrzec „gołym okiem”. Te wątki jednak mocniej brzmią w kolejnych częściach tomu.

Część druga ukazuje Tatry jako przestrzeń zmian i przestrzeń zmieniającą (zob. s. 62). Zgromadzone w niej eseje mają wyraźnie osobisty charakter. Szpilka pisze o zmianach obserwowanych w ciągu jego własnego życia i doświadczanych bardzo bezpośrednio, bo cieleśnie. Pojawia się tu myśl, znana chociażby z poezji Marii Kaloty-Szymańskiej i Michała Jagiełły, o oddalaniu i wypiętrzaniu się gór wraz z wiekiem, gdy słabnie ciało. „Tatry rosną” (s. 59); „Słabniemy, bo jakby inaczej, a Tatry potężnieją wraz z naszą słabością” (s. 59). Paradoksalnie z upływem lat coraz więcej jest gór niezdobytych. Tatry dzielą się na te dostępne i te, w które już pójść się nie da. Szpilka wprost pisze o tym, jak inne są „dorosłe Tatry” od tych, które były doświadczane w młodości (zob. s. 77). To góry może i mniej dostępne, wyższe, ale zarazem postrzegane bardziej uważnie z większym zaangażowaniem w tatrzańskie „lekcje” (zob. s. 79). To zdecydowanie najbardziej intymna część książki, w której eseista ma odwagę pisania o własnej słabości w czasach „maczymu”, gdy po prostu „trzeba” być silnym. Zmęczenie sprawia, że z jeszcze większą mocą brzmi słynne pytanie: „po co?”. George Mallory pytany, po co po raz kolejny idzie na Mount Everest, odpowiedział: „bo jest”. Szpilka w swojej odpowiedzi uwzględnia takie aspekty, jak rozeznawanie się w sobie, poznawanie i przekraczanie własnej miary, pisze także o górach, które są budulcem pamięci – „Dzięki temu każdy ma swoje góry” (s. 67).

Tatry jako przestrzeń zmian naznacza historia i polityka. Widocznym znakiem tych przemian są granice, niegdyś rzeczywiście dzielące, obecnie bardziej umowne. Trudno nie dostrzec również zmian w biosferze, zdecydowanie inne są współcześnie lasy porastające Tatry od tych, które rosły tu jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Ale już więcej wysiłku trzeba włożyć w to, żeby dostrzec, a może jeszcze bardziej, uświadomić sobie, zmiany kulturowe i mentalne: „Tatry to przestrzeń zmieniająca. Kto w nie wkracza, godzić się musi na tatrzańskie – co najogólniej znaczy inne od tych w dolinach – hierarchie, jakości rodzaje. Wspinaczkowa czy narciarska kompetencja waży tu więcej od zamożności, znajomość topografii od świadomości układów. Przewodnik rządzi prezesem, celebryci bledną i uchodzi z nich powietrze, a błyszczą i moc objawiają osoby małe na nizinach” (s. 62). Tatry, według Kuby Szpilki, to zmieniający, podzielony i „osobny świat” (s. 72), przestrzeń różnie rozumianych transgresji i doświadczeń granicznych.

Część trzecia zbiera eseje, w których przedstawione zostały subiektywne Tatry, indywidualne doświadczenia, których efektem są różne zapisy i przekazy. To Tatry: „przyjaciółki zwierząt” – Bożeny Wajdy; autora przewodników – Władysława Cywińskiego, piszącego o górach artystów Jacka Woźniakowskiego; himalaisty, który chodzi własną „ścieżką góry” – Wojciecha Kurtyki i wielu, wielu innych. W tej części Szpilka pisze także o Żydach, którzy współtworzyli tatrzańską kulturę, zapisali się w tym miejscu, choć ich ślady trzeba na nowo odkrywać, gdyż są coraz słabiej widoczne. Patrząc na „spersonalizowane” góry, eseista stwierdza, że wciąż trwa czas „odkrywców”, choć jest on „może bardziej skryty, uwewnętrzniony” (s. 108). Dla tej części zbioru „Chodząc w Tatry” najistotniejsza wydaje się wielość, mnogość, różnorodność. Tu także pada bardzo istotne pytanie o głos samych gór, o to, jak „góry górzą”, gdyż historie, w których wydaje się, że „góry wołają”, w istocie są naszą, ludzką opowieścią o nich (zob. s. 127). A jak byłaby możliwa inna narracja, ta płynąca właśnie z wnętrza samych gór? „A góry gór? Jak góry górzą? Jak ich ciężar, ruch własna historia w górzeniu są obecne? Jak ich górzenie z naszym mówieniem (co zawsze znaczy również: myśleniem, obecnością) się spotyka? Nowo-słowo-twór »górzenie« pobrzmiewa bzdurzeniem, gaworzeniem, bajdurzeniem i ku tym formom bełkotliwego, ciemnego niezrozumiałego, dziecinnego przekazu odsyła. Można chcieć, próbować tego słuchać, wyglądać tu początku. Taka możliwość nie wynika z żadnej konieczności i niewykluczone, że prowadzi tylko na manowce. To trochę jest podszyte szaleństwem. Czy jednak wszystkie górskie aktywności – wspinanie, foczenie, bieg po górę – każdy może swoje dopisać – nie są trochę szaleństwem? Jak mówi zdrowy rozum, po co się drapać tam, gdzie nie swędzi? Wielkie pytanie!” (s. 123–124).

Czwarta część ma wyraźnie ekologiczny charakter, zgromadzone w niej zostały najbardziej zaangażowane, wręcz publicystyczne eseje. Szpilka przypomina długą historię prac na rzecz ochrony tatrzańskiej natury, wysiłki Ludwika Zajsznera, Eugeniusza Janoty, Jana Gwalberta Pawlikowskiego, Władysława Szafera i wielu innych. Dopiero po wielu latach różnych zabiegów udało się utworzyć Tatrzański Park Narodowy. Eseista ten fakt sytuuje w kontekstach historycznym i antropologicznym. Szpilka pisze o wielowarstwowym i dynamicznym obrazie gór w kulturze, który ewoluował od przestrzeni grozy, fascynacji i sacrum przez wykształcenie się w procesie urbanizacji i industrializacji różnicy pomiędzy obszarami ucywilizowanymi i naturalnymi, dziwiętnastowieczne „tradycje wynalezione”: czas wolny, wakacje, turystykę po sytuacje, gdy góry wymagają obrony, bo są dobrem zagrożonym. Z jednej strony wysiłki wielu „ochroniarzy” przyniosły efekt w 1955 roku, gdy powołano do istnienia Tatrzański Park Narodowy. Z drugiej strony, nie był to koniec, lecz początek misji, otwierający nową tatrzańską epokę, przynoszący inne wyzwania i problemy. Eseista zwraca uwagę na dokonane wraz z ustanowieniem parku wydzielenie samych Tatr – swego rodzaju „odgrodzenie” gór od szerszego otoczenia, od Podtatrza. Nieco ironicznie Szpilka przywołuje topos ogrodu – „Tatry stają się coraz bardziej ogrodem, zadbanym i dobrze urządzonym, szczęśliwie wciąż w angielskim stylu” (s. 139).

Istotne, a może także ambiwalentne czy problematyczne, są w takiej sytuacji relacje pomiędzy naturą i kulturą. Wyzwaniem staje się wyważenia proporcji, właściwe gospodarowanie ogrodem. Zwłaszcza, że „dolinna sodoma i gomora, pełny rozkurz” (s. 139) wokół parku, uświadamiają jeszcze bardziej, jak cennym, ale i jak rzeczywiście zagrożonym fenomenem są Tatry. W kolejnych esejach przywołane zostają konkretne niebezpieczeństwa, wydarzenia, tendencje, mody, które zmieniają przestrzeń gór. O niektórych z nich jest głośno, bo toczą się na ten temat publiczne dyskusje. Przykładem, przywoływanym w książce, są imprezy masowe, takie jak sylwester marzeń na Równi Krupowej. Niektóre niebezpieczeństwa okazują się skomplikowane pod względem moralnym, gdyż mogą wynikać z fascynacji Tatrami, z miłości do nich. Niszczące dla tatrzańskiej przyrody są tłumy na szlakach, „wiosenne rekordy”, gdy niezliczone rzesze ruszają w Dolinę Chochołowską, by zobaczyć kwitnące krokusy. Jeszcze inne wynikają z nieodpowiedzialnej gospodarki i polityki – Tatry często bywają postrzegane jako towar, który należy jak najlepiej sprzedać (zob. s. 177). Lektura ostatniej części książki jest przejmująca, gdyż pobrzmiewa w niej wyraźnie poczucie bezsilności, a nawet przegranej. Idee ekologiczne wciąż nie trafiają do wielu, zmian odwrócić się nie da, „Podtatrze choruje” (s. 157), „drzewobójstwo trwa nieustannie i ma społeczną aprobatę” (s. 173), przestrzeń jest kamieniowana. Przede wszystkim zerwane zostały bardzo istotne więzi – „Nie czujemy ziemi – wykorzenieni i niepojmujący związku ze światem. Tej relacji, która często zobowiązuje nas do trudnych prac i postaw, odbierających łatwe i szybkie korzyści, zarazem jedynego odniesienia, dzięki któremu jesteśmy zadomowieni gdzieś u siebie” (s. 157).

Nadzieję eseista pokłada w kolejnych pokoleniach, spekulując, że może im uda się zmienić myślenie o naturze, kulturę gwałtu i przemocy przemienić w troskę i opiekę – „Czas na innych” (s. 188).

Antropologia praktykowana

Cztery drogi chodzenia w Tatry, wyznaczone przez kompozycję zbioru esejów Kuby Szpliki, zbiegają się i przecinają. Takim skrzyżowaniem jest relacja człowiek – góry. To szczególnie złożona więź, w której splata się to, co ludzkie z przestrzenią. A zatem można powiedzieć, że w centrum tomu „Chodząc w Tatry” znajduje się antropologia, w której pod uwagę bierze się różne sfery ludzkiego funkcjonowania (biologiczne, społeczne, psychologiczne, duchowe, kulturowe) w określonej przestrzeni. Jaka jest opisywana przestrzeń? Jakie więzi tu się zawiązują? Zaraz na początku eseista stwierdza: „Tatry to małe góry. Fakt, że można je w jeden dzień objechać wokół na rowerze, ujawnia ich ludzki wymiar. Wędrowanie po nich nie wymaga rozbudowanej logistyki i znacznego cywilizacyjnego oprzyrządowania. Góry ziarno, góry orzech, skondensowane, zwarte, pełne potencji, żądają tylko uważnego spojrzenia, czułej obecności, cierpliwego namysłu. A może nade wszystko naszej gotowości na otwierające spotkanie” (s. 17).

Tatry są „mizerne powierzchnią, mocarne sensem” (s. 50): „W Tatry się chodzi i ta ich pieszość wskazuje na bliskość, swojskość, domowość” (s. 52). Szpilka pisze o zamieszkiwaniu Tatr poprzez różne formy górskiej aktywności. W tym sensie jest to „antropologia pod Tatrami praktykowana. Ćwiczenia z liną, nartami, rowerem. Chce się” (s. 36), daleka od abstrakcyjnego myślenia, teoretyzowania, potwierdzana własnym doświadczeniem. Tatry jednak są także zamieszkiwanie – po Heideggerowsku – myślą, poprzez namysł, pogłębioną refleksję. Istotne dla eseisty okazują się relacje z przestrzenią, z innymi, z naturą, tworzące gęstą sieć, splot, siatkę. Wydaje się, że antropologia praktykowana chodzeniem w Tatry i namysłem nad „tatrzańskością” jest „spod znaku” Tima Ingloda. Autor „Being Alive: Essays on Movement, Knowledge and Description” pisze o splataniu otwartego świata i o ekologii życia, która mówi o tkaniu i łączeniu linii, związków, a nie o ciosaniu bloków. Podobnie brzmią refleksje Kuby Szpilki: ani góry, ani wspólnota górska nie mają raz na zawsze ustalonego kształtu, są raczej „dziejącym się wydarzeniem” (s. 73), na skutek którego „powstaje gęsta sieć wikłająca ludzi, zdarzenia, naturę, rzeczy, krajobrazy we wspólną całość, układ wzajemnych zależności” (s. 73); „Skalny świat” jawi się jako „sieć związków, relacji, w które wpisana jest namowa do ich objawiania, wypowiadania, tworzenia” (s. 79). Chodząc w Tatry, odkrywa się to osobliwe „coś” (s. 79).

LITERATURA:

Herz L.: „Świsty i pomruki. Sceny tatrzańskie”. Wołowiec 2017.

Ingold Tim: „Being Alive: Essays on Movement, Knowledge and Description”. London 2011.

Ingold T.: „Więzy i granice. Splątanie życia w otwartej przestrzeni”. Przeł. D. Wąsik. W: Tegoż: „Splatać otwarty świat. Architektura. Antropologia. Design”. Wybór i oprac. E. Klekot. Kraków 2018.

Iwaszkiewicz J.: „Album tatrzańskie”. Kraków 1976.

Kolbuszewski J.: „Góry. Przestrzenie i krajobrazy. Studia z historii literatury i kultury. Kraków 2020.

Krupa M.: „Kroniki zakopiańskie”. Wołowiec 2015.

Krupa M., Mazik P., Szpilka K.: „Nieobecne miasto. Przewodnik po nieznanym Zakopanem”. Wołowiec 2016.

Krygowski W.: „Góry mojego życia”. Kraków 1987.

Kuraś B., Smoleński P.: „Krzyżyk niespodziany. Czas Goralenvolk”. Wołowiec 2017.

Lisak A.: „Sielankowanie pod Tatrami. Życie codzienne i niecodzienne Zakopanego w XIX wieku”. Wołowiec 2019.

Mazik P., Szpilka K.: „Krupówki”. Wołowiec 2018.

„Od Kaukazu po Sudety. Studia i szkice o poznawaniu i zamieszkiwaniu gór dalekich i bliskich”. Pod red. E. Grzędy. Kraków 2020.

Witkiewicz S.: „Tatry w śniegu, Na przełęczy. Wrażenia i obrazy z Tatr”. Oprac. i posł. R. Hennel. Kraków 1978.

Woźniakowski J.: „Góry niewzruszone. O różnych wyobrażeniach przyrody w dziejach nowożytnej kultury europejskiej”. Warszawa 1974.
Kuba Szpilka: „Chodząc w Tatry”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2021 [seria: Zakopiańska].