Wydanie bieżące

1 października 19 (91) / 2007

Grzegorz Mucha,

KOBIETY

A A A
„Amnestia”. Biodro Records 2007.
Kobiety urodziły nową płytę. Kobiety się zmieniły. Ale Kobiety nadal są Kobietami. Tak w dużym skrócie można powiedzieć o nowej propozycji gdańskiej grupy.

Nowa, trzecia już, płyta, przynosi wiele wesołej, aczkolwiek nie wesołkowatej, muzyki. Jedenaście piosenek zajmuje słuchaczowi zaledwie czterdzieści cztery minuty, ale nie jest to czas stracony. Charakteryzują się na ogół zniewalająco prostą melodyką i podobnie zniewalającym wykonaniem. Główny kompozytor (tylko w trzech utworach wspierają go pozostali członkowie zespołu), wokalista, gitarzysta i „klawiszowiec”, Grzegorz Nawrocki, bardzo się stara wypaść, jakby się… nie starał. I to mu wychodzi. Bo wszystko jest podane trochę od niechcenia, a śpiewane teksty bywają na przemian śmieszne i nieco absurdalne. Na szczęście Nawrocki nie przekracza pewnej granicy, która bardzo często w przypadku innych polskich grup zostaje przekroczona. Mam na myśli zjawisko, które na użytek tego tekstu nazwałbym „jajcarskim przesytem”. Podążając „kobiecym tropem” powiem, że grupa jedzie odrapanym trabantem, ale jest to jazda na trzeźwo. Dowcip muzyczny, jak i słowny jest wyważony.

Poważnie zmienił się skład grupy. Na basie znów gra dziewczyna, wcześniej gitarzystka (?!) zespołu Saluminesia. Na razie nie odczuwa się braku, współzałożycielki zespołu, utalentowanej Ani Lasockiej. Ale, czy zmiana wyszła Kobietom na dobre, dopiero się przekonamy (zwłaszcza na koncertach). Grupę uzupełniają śpiewający i grający na wibrafonie, marimbie i „klawiszach” Paweł Nowicki oraz perkusista Karol Pawłowski. Gościnnie śpiewa Marta Handschke. Warto dodać, że czyni to bardzo, jakżeby inaczej, kobieco. Pojawia się też, grający na saksofonie barytonowym Mateusz Pośpieszalski. Jego zaskakująco rozbudowane solo ozdabia piosenkę „Dżuma”.

Na stronie internetowej grupy można znaleźć wiele dziwacznych określeń na ich muzykę. Pojawiają się terminy „avant-pop”; „alternatywny rock rodem z Trójmiasta”, a także „Hamburger schule”; „French chanson” czy „Berlin style”. Może bardziej wtajemniczonym te terminy coś mówią, ale nie jest to najważniejsze. Lepiej byłoby się pochwalić własną nazwą, choć ta może z czasem przyjdzie sama. Może zatem pozostańmy przy tym, że Kobiety to poważny zespół „jajcarski” z pewnymi ambicjami.