ISSN 2658-1086

15 listopada 22 (454) / 2022

Andrzej Ciszewski,

NIEUMARŁY ANTYBOHATER (DRAKULA NA DZIKIM ZACHODZIE)

A A A
Pogłoski o śmierci Księcia Ciemności były nieco przesadzone: Vlad ma się dobrze i czyni dobro (z właściwym sobie wdziękiem), udowadniając, że honorowa z niego bestia. Ale po kolei.

Finał nieśmiertelnego utworu Brama Stokera nieco rozminął się z prawdą: Drakula zdołał uciec swoim prześladowcom, tułając się odtąd po świecie, by w finale przybić do brzegów Ameryki Północnej. Przemierzając bezkresne tereny nowego kontynentu, hrabia dociera na pustynię Chihuahua, gdzie zastaje go świt. Pozbawiony kryjówki wampirzy arystokrata zaczyna płonąć, jednak przed zgubą ratuje protagonistę rezolutny Jair. Chłopiec zabiera zawiniętego w koc przybysza do puebla, gdzie babcia Jaira – szamanka – przygotowuje napar i maści mające pomóc nieznajomemu w procesie leczenia. Jednak kiedy kobieta wpada w mistyczny trans, odkrywa prawdziwą naturę „gościa”, który po odzyskaniu przytomności wie, że nie jest mile widziany.

Szamanka mimo to zaopatruje Drakulę w napar, dzięki któremu (przez pewien czas) będzie mógł wędrować w świetle dnia. Zapewniając dobroczyńców o swojej wdzięczności, Vlad udaje się w stronę miasteczka Penny Town, którym rządzi Torres, bezwzględny właściciel ziemski. Siepacze rzeczonego łotra skutecznie terroryzują okolicę, ściągając między innymi haracz od właściciela saloonu, w którym postanawia zatrzymać się bladolicy arystokrata. Nieuchronna konfrontacja z Torresem to jedno – wkrótce na horyzoncie pojawia się o wiele poważniejszy przeciwnik, który wedle wszelkich przesłanek również jest Dziecięciem Nocy (w dodatku wyjątkowo szkaradnym).

„Drakula na Dzikim Zachodzie” to kameralna (w formie i treści), utrzymana w czarno-białej poetyce opowieść oferująca dość nietypowy szkic do portretu tytułowego jegomościa: przegranego, zmęczonego potępieńca szukającego spokoju i starającego się trzymać w ryzach swoje drapieżne instynkty. Scenarzysta Gianluca Piredda („Airboy: Deadeye”) zadbał o stosowny westernowo-gotycki sztafaż dla tej dwuczęściowej opowieści (okraszonej partiami trzecioosobowej narracji oraz zamkniętej w elegancko wydanym, twardookładkowym tomiku), w czym niemała zasługa partnerujących mu rysowników.

Odpowiedzialny za oprawę wizualną pierwszego segmentu Luca Lamberti („Samuel Stern”) operuje uproszczoną kreską, którą sprawnie zarysowuje rzeczywistość świata przedstawionego ze szczególnym uwzględnieniem plenerów, planu miasteczka czy wystroju wnętrz. Z kolei styl Emiliana Albano („Home Before Dark”) wprowadza do recenzowanego komiksu poetykę fotorealistyczną, mocą której zmiennokształtny protagonista do złudzenia przypomina aktora Jasona Momoę, zaś burmistrz Donald McKenzie – nieodżałowanego Billa Paxtona.

Podsumowując: „Drakula na Dzikim Zachodzie” pozytywnie zaskakuje. Scenariusz może nie jest przesadnie skomplikowany, niemniej oferuje nietuzinkowe spojrzenie na biogram Księcia Ciemności i jest gwarantem błyskawicznej lektury, która ma szansę pozostać w pamięci na dłużej. W asyście rzetelnej szaty graficznej – bardzo przyjemne czytadło. Polecam!
Gianluca Piredda, Luca Lamberti, Emiliano Albano: „Drakula na Dzikim Zachodzie” („Dracula in The West”). Tłumaczenie: Mikołaj Sobolewski. Elemental. Warszawa 2022.