ISSN 2658-1086

15 listopada 22 (454) / 2022

Dorota Kołodziej,

CZYTAJ I PATRZ! CZYLI OBSERWATORIUM WOJNY TOMASZA SZERSZENIA (TOMASZ SZERSZEŃ: 'WSZYSTKIE WOJNY ŚWIATA')

A A A
„Wszystkie wojny świata” Tomasza Szerszenia to przedziwny aparat do kierowania naszym okiem. Autor nie tyle bowiem opisuje wojnę, ile pokazuje. I to nie tylko dlatego, że publikacja jest pełna zdjęć i interpretacja filmu i fotografii okazuje się w niej co najmniej tak samo ważna (jeśli nie ważniejsza) jak analiza tekstów pisanych, ale także dlatego, że sama książka zbudowana została na podobieństwo filmowej kamery. Eseistyczny, swobodny styl czy enigmatyczne tytuły rozdziałów mogą sugerować, że mamy tu do czynienia ze swobodnymi impresjami na temat wojennych opowieści. Nic bardziej mylnego: Szerszeń próbuje zbudować precyzyjne obserwatorium wojny, skomplikowany mechanizm umożliwiający spoglądanie na wiele obrazów wojny przez pryzmat różnych fragmentów, zdjęć, filmów, wspomnień, narracji. Konstruując książkę, Szerszeń to zwiększa, to oddala dystans od opisywanych wydarzeń, to przyspiesza, to zwalnia opowieść, aby umożliwić wytworzenie perspektywy właściwej, odpowiedniego oglądu.

Ponieważ dzięki naszemu patrzeniu – jak pisze Szerszeń, komentując film „Jeńcy wojny” – „pozbawiony twarzy ponownie – choć na krótki moment wyznaczony spojrzeniem oglądającego – ją odzyskuje. Gest ponownego montażu służy w nich ponownemu połączeniu ze sobą fragmentów świata, który uległ katastrofie” (s. 336), zaś – jak czytamy w innym fragmencie – „ruiny – obrazu czasu, historii, imperium – istnieją tylko dzięki spojrzeniu, które na nich koncentrujemy. Bez niego rozpadłyby się na dobre” (s. 266). Tylko nasze spojrzenia, przeszywające z uwagą jak długie najazdy kamery, czy krótkie ukradkowe zerknięcie, jakbyśmy robili zdjęcie, ocalają przed dezintegracją. Chcielibyśmy odwrócić wzrok od okropieństw wojny, ale gdy to zrobimy, te znikną. Trzeba więc czytać i patrzeć, a książka Szerszenia pomaga wypracować odpowiednią perspektywę, pokazuje, jak spojrzeć na wojnę, na wojny, na wszystkie wojny świata.

Oczywiście deklaracja, którą możemy wyczytać z tytułu, jest nie do zrealizowania. Książka o wszystkich wojnach świata musi być z konieczności jedynie zbiorem fragmentów, montażem katastrof, sekwencją klęsk. Przyjrzyjmy się zatem, z czego Szerszeń komponuje swój obraz wojny.

(1)

Czy w ogóle da się napisać książkę o wojnie? Zwłaszcza że jest ona „pojęciem, które już dawno wykroczyło poza pierwotne znaczenie – niczym entropia pożerająca kolejne przestrzenie i połcie czasu – obejmując nie tylko jako metafora, rozmaite, często odległe od siebie aspekty życia, ale również przekształcając na swoje podobieństwo całe globalne systemy kolonialnej i ekonomicznej przemocy, w tym także państwa – idealne maszyny wojenne” (s. 39). Zamiast definiować to niepoddające się tłumaczeniu słowo, Szerszeń postanawia zarysować jego mapę. Książka rozpoczyna się bowiem właśnie od rozdziału (Mapa), w którym za stroną tytułową autor wypisuje w porządku alfabetycznym przestrzenie opisywanych konfliktów od A-Bomb City (Hiroszima) przez Majak niedaleko Czelabińska (ZSRR) aż po World Trade Center (Nowy Jork). Szerszeń dostrzega konieczność umiejscowienia historii wszystkich wojen, zmapowania konfliktów. Można zatem mieć wrażenie, że kluczem do zrozumienia wojny jest właśnie mapa, wszak: „często wracamy do jej obrazu, próbując powiedzieć wojnę, zrekonstruować jej niszczącą siłę, zrozumieć jej morfologię, rozrysować geografię” (s. 139).

(2)

Jednak wbrew porządkowi oferowanemu przez alfabet, wbrew zasadom kartografii i ścisłemu opisowi autora obraz wojny nie daje się w całości opowiedzieć w geograficznych ramach. Towarzyszy nam silne poczucie, że „coś” się wymyka, że tym sposobem trudno wyrazić „sens rozumienia historii, która zawsze jest indywidualna, jednostkowa i jednocześnie wspólna uniwersalna. Hiroszima jest wszędzie” (s. 138). Gdzie więc prowadzi nas Szerszeń przez te wszystkie wojenne (Podróże) – (bo taki tytuł nosi drugi rozdział publikacji)? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć, dostrzegając w jego projekcie jedynie kartograficzną próbę. To wszak tylko jedna z możliwości lektury, książka czytana w planie ogólnym domaga się koniecznego zmontowania ze zbliżeniami, z detalami, powolnego najazdu kamery na szczegół.

Autora interesuje bliska perspektywa, stawia na konkretne prywatne historie wydobywające ludzi (lub jedynie ślady ich bytności, jak w przypadku fragmentów dotyczących Samotraki) z bezimiennego tłumu. Szerszeń umiejętnie operuje zbliżeniem. Pojęcie wojny jest zatem z jednej strony pojmowane bardzo szeroko, z drugiej zaś – lokalnie i prywatnie. Autor montuje niejednokrotnie sprzeczne ujęcia tematu, żeby pokazać możliwie pełny obraz.

(3)

W pokazywaniu wszystkich wojen świata chodzi o to, żeby patrząc na skutki katastrofy nuklearnej, zamachy terrorystyczne, konflikt piłkarzy na boisku futbolowym, bitwę po Beresteczkiem, na chwilę zatrzymać spojrzenie. Ten „Brak ruchu jak uczy nas rozdział (Fotografie) – nie oznacza jednak utraty możliwości doświadczenia, nie oznacza pozostawiania poza Historią. To tylko inny sposób jej obserwacji” (s. 365). Myślenie o publikacji Szerszenia jako o serii zdjęć umożliwia dostrzeżenie nie tylko jej wizualnego potencjału oraz sprawności autora w interesującym zestawianiu twórczości Jerzego Lewczyńskiego i Marka Piaseckiego z Henrim Cartierem-Bressonem. Sposób działania kliszy fotograficznej dostarcza użytecznej metafory rozumienia skutków użycia bomby atomowej: „Wybuch sprawił, że wszystko co znajdowało się na drodze światła, stało się rodzajem płyty fotograficznej. (…) Hiroszima staje się na moment olbrzymim fotograficznym negatywem – odwróconym »światem na opak«” (s. 119). Ukazuje także nadrzędną strategię, która wydaje się przyświecać badaczowi przy wywoływaniu konkretnych efektów. Jak deklaruje Szerszeń: „być równocześnie w wewnątrz filmu i poza nim, zanurzyć się w rzeczywistość i spojrzeć na nią niczym na wyświetlany film – takie jest zadanie tłumacza obrazów” (s. 207). Wszystkie wojny świata to zatem laboratorium tłumaczenia obrazów, prześwietlania problemów, wywoływania w czytelniku emocji.

(4)

Czasem jednak tłumacz obrazów zwraca oko kamery na siebie, pokazując rozmaite (Autoportrety). I to właśnie jego prywatne przeżycia stanowią kolejną ramę tej opowieści. Tak czytana historia wszystkich wojen rozpoczyna się od… czytania z dziadkami „Ogniem i mieczem”, od zabawy w wojnę, będącej „być może rodzajem rytuału mającego odpędzić ją jak najdalej, po to, by nie zaistniała naprawdę” (s. 17), a kończy się osobistym zetknięciem z atakami terrorystycznymi w Paryżu w 2015 roku. Książka Szerszenia stanowi więc w tym ujęciu osobistą opowieść, ale także pokazuje, że opowiadając o wojnie, w sposób nieuchronny opowiadamy o sobie. Stąd być może powracający wciąż motyw odbicia w lustrze lub szybie (zob. s. 185, 324, 261) i świadomość „przykrej autorefleksji towarzyszącej zobaczeniu własnego odbicia tam, gdzie nie powinniśmy byli spoglądać” (s. 260).

(  )

„Przestań mówić o wojnach i o wojnie… Dopiero co się skończyła” – powtarza za Hektorem ze sztuki „Wojna trojańska” Szerszeń we „Wszystkich wojnach świata”. Ciągłe spoglądanie na wojnę przez pryzmat różnych doświadczeń historii i obrazów uświadamia, że wojna jest narracją porządkującą wszystkie inne narracje, opowieścią zagarniającą inne opowieści. W wykreowanym w omawianej publikacji obserwatorium wojny Szerszeń odpowiada na pytanie: jak wyjść poza wojenne przedstawienie? Jak „zdekolonizować ją (i siebie wraz z nią), ale w sposób, który nie zafałszuje tej operacji?” (s. 364). Pokazuje narzędzie, pozwalające, jak w tytułach poszczególnych rozdziałów, wziąć wojnę w nawias. Zbliżyć się do tego, co wewnątrz, pozostając w odległości. Sposobów widzenia jest więcej, niż unaoczniłam w omówieniu, a sama publikacja z założenia jest „czymś niedopełnionym, otwartym na kontynuację, ciągi dalsze, na powtórzenie” (s. 367). Widzenie „Wszystkich wojen świata” jest wybiórcze, moje widzenie tego widzenia jest wybiórcze, „widzenie jest wybiórcze” (s. 366). Nawias jest zawsze uchylony i domaga się dalszego opowiadania.
Tomasz Szerszeń: „Wszystkie wojny świata”. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Gdańsk-Warszawa 2021.