ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (468) / 2023

Magdalena Piekara,

ANTYSEMITYZM NIE JEST POGLĄDEM (CELESTYN ZYBLIKIEWICZ: 'NOWA JUDEA CZYLI PRAKTYCZNE ZAŁATWIENIE KWESTII ŻYDOWSKIEJ', OPRACOWAŁ I WSTĘPEM OPATRZYŁ BOGDAN BURDZIEJ)

A A A
Gdy w 2012 roku, w Bibliotece Jagiellońskiej, zapoznałam się z wydaną pod pseudonimem C. Omega broszurą Celestyna Zyblikiewicza „Nowa Judea czyli praktyczne załatwienie kwestii żydowskiej” (1887), nie przypuszczałam, iż kiedyś jeszcze będę się tym tekstem zajmować. Nie jest to dzieło, które warto byłoby, nawet na tle innych podobnych „produkcji” tamtych czasów, uznawać za warte cytowania czy uwagi, a tym bardziej prowadzić szczegółowe badania. Jeśli zaś ta antysemicka rozprawka może budzić zainteresowanie badaczek i badaczy, to wyłącznie dlatego, że poziom nonsensu, którym jesteśmy raczeni podczas lektury, okazuje się naprawdę niezwykły.

Pomysły Zyblikiewicza są tak fantastyczne, że nawet w latach 80. XIX wieku, kiedy ukazywała się duża liczba antysemickich esejów, artykułów czy rozpraw, nie mógł znaleźć wydawcy i musiał wydać publikację własnym sumptem, potem zaś starał się jak największej liczbie osób ją dostarczyć (wraz z autografem, a nawet kolejnymi notatkami), żeby jego „myśl” zdobyła popularność. Tak się jednak nie stało, co dziwić nikogo, kto tylko do tekstu Zyblikiewicza zajrzał, nie może. Notabene broszura Zyblikiewicza została już kilka razy w stanie badań odnotowana, zawsze jest traktowana jako tekst powstały na fali antysemityzmu lat 80. XIX wieku, np.: „Już wówczas w atmosferze narastającej fobii antyżydowskiej pojawiła się propozycja Celestyna Zyblikiewicza przesiedlenia Żydów z Galicji do zachodnich regionów Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Projektował on szczegółowe rozwiązania akcji osadniczej oraz prawne, gospodarcze i administracyjne zasady funkcjonowania tam wspólnoty żydowskiej. Dowodził, że wysiedlenie ludności żydowskiej – »żywiołu obcego«, umożliwi rozwiązanie wszystkich problemów życia galicyjskiego, a więc m.in. kwestii socjalnej, bo dla polskich robotników pojawią się nowe miejsca pracy w przemyśle i handlu, oraz powstrzyma rozwój szkodliwych prądów liberalnych, kosmopolitycznych i przyczyni się do odrodzenia moralnego i kulturalnego społeczeństwa na zasadach chrześcijańskich” (Śliwa 1994: 21).

Cecha charakterystyczna wywodu Zyblikiewicza to jego stałe zapewnianie o życzliwości wobec Żydów, a także podkreślanie, że zaproponowane przez niego rozwiązania są rozsądne, a także praktyczne i przyniosą rzeczywiste, dla wszystkich pożądane, efekty. Jednak już w pierwszych słowach tekstu „Nowej Judei” znajdziemy stwierdzenia świadczące o zrozumieniu dla antysemityzmu, któremu sami Żydzi są winni z powodu „pasożytniczego” sposobu życia oraz ich „obcości” w Europie: „Gdy żydzi są obcym żywiołem, rozsiedlonym pomiędzy wszystkimi ludami Europy i nie żyjącym, w znacznie większej części, ze ściśle produkcyjnej pracy, lecz przeciwnie z wyzyskiwania pracy ludów, między którymi żyją, a dla tego nie mającym sympatii u tych ludów, co ruch antysemicki ostatnich lat najdoraźniej dowodzi” (Omega 1887, przedmowa, s. nienumerowana [w przypadku tekstu Zyblikiewicza korzystam z wydania oryginalnego i to do niego odsyłają numery stron w dalszej części omówienia]).

Autor „Nowej Judei” ogarnięty jest obsesją przesiedlania. Zaczyna swoje rozważania od sytuacji Polaków wysiedlanych w zaborze pruskim i uznaje, że „polityka społeczno-ekonomiczna mocarstw europejskich zdaje się ku temu zdążać, ażeby każdy naród żył sam sobą, bez przymieszki obcych żywiołów”. Jest, oczywiście, przeciwny wysiedlaniu własnych rodaków, jednak uznaje „za stosowne przygotować naród żydowski, na podobną – możliwą ewentualność” (przedmowa, strona nienumerowana). Proponuje więc zbiórkę pieniężną, którą ma przeprowadzić społeczność żydowska, zgromadzone zaś środki miałyby umożliwić zakup ziemi na terenie Stanów Zjednoczonych: „Wedle naszych pojęć najstosowniejszym miejscem dla osiedlenia byłyby okolice nad brzegami rzek Nelracka* [sic!] stop. północ. szerokości 42, nad brzegami Kansas, stop. północ. szerokości 38, nad brzegami Arkansas, stop. północ. szerokości 35 t. j. w równinach u podnóża gór, i na podgórzu, przeto w kraju pszenicy, kukurydzy i wina, w kraju bujnych miododajnych traw i wypasów bydła, w kraju obfitych i smacznych ryb, w klimacie takim, jak północne Włochy lub południowe Węgry” (s. 13). Terytoria, jakie autor „Nowej Judei” uznaje za odpowiednie dla Żydów, należą do dwóch lub trzech stanów, opis wszak nie jest zbyt precyzyjny, można jednak stwierdzić, iż chodzi o część stanów Arkansas, Teksas, a także Iowa oraz terytoria Indian. Nie uzyskamy z tekstu Zyblikiewicza informacji, gdzie podzieją się wszyscy ludzie zamieszkujący te obszary. Złośliwie można by powiedzieć, że pewnie się ich gdzieś przesiedli.

Nie zamierzając streszczać wszystkich pomysłów Zyblikiewicza, należy zwrócić jednak uwagę na niektóre z nich, są bowiem nie tylko anachroniczne, lecz także absolutnie nonsensowne, przedstawione zaś zostają z absolutną powagą w otoczeniu argumentów quasi-racjonalnych. Na przykład twórca pomysłu zawartego w „Nowej Judei”, która ma być państwem rolniczym, uważa, że nie powinno się przykładać zbytniej wagi do wykształcenia, ale „Wykłady praktyczne nauki rolnictwa, ogrodnictwa, winiarstwa, jedwabnictwa i pszczelnictwa, udzielane przez zarządców ekonomicznych, ogrodników, jedwabiarzy i pszczelarzy w lecie, zaś teoretyczne w zimie, tak dorosłej młodzieży, jako też i ojcom rodziny, winne fachową szkołę rolniczą zastąpić” (s. 84). Ma także postulaty dotyczące wykorzenienia języka jidysz, hebrajski zaś wedle niego powinien (przez dwie godziny tygodniowo) być nauczany wyłącznie w szkołach religijnych: „W szkole ludowej winien naród żydowski przyjąć język niemiecki książkowy, gdyż żargon zepsutej niemczyzny, nie jest językiem do wykładów szkolnych przydatnym, dla tego należy takowy zupełnie wykorzenić” (s. 84). Oczywiście Żydów przesiedlonych trzeba będzie także uczuć angielskiego, żeby mogli się porozumiewać z Amerykanami.

Wśród najbardziej kuriozalnych pomysłów Zyblikiewicza jest ten związany z korzyściami płynącymi z wielożeństwa. Autor „Nowej Judei” zwraca bowiem uwagę na to, że nawet w krajach cywilizowanych (przeciwstawnia je krajom azjatyckim – to sformułowanie ukazuje charakterystyczną dla XIX-wiecznego rasizmu perspektywę) istnieje wielożeństwo, które, chociaż nie występuje pod względem prawnym, jest stanem faktycznym, co oznacza, że instytucję kochanek, metres czy utrzymanek uznaje Zyblikiewicz za nawet pożądaną. Zauważa także, że ograniczanie kontaktów seksualnych (jak należy rozumieć – mężczyzny i jego kobiet) ogranicza choroby płciowe, a także uniemożliwia prostytucję, dlatego właśnie usankcjonowanie tego stanu próbuje wpisać w prawo „Nowej Judei”: „Dlatego winien naród żydowski, osiedliwszy się raz w swojej ojczyźnie, starać się, zaraźliwych chorób płciowych, tej zdobyczy cywilizacyjnej, które tysiące cór Izraela w domach rozpusty europejskich ulegają, choćby najsurowszymi ustawami pozbyć. A jeśli przez emigrację naród żydowski niechby więcej nie osiągnął, jak tylko uzdrowotnienie, to już, warta, żeby przesiedlił się za Ocean – i to bez zwłoki” (s. 89). Gdyby tego było jeszcze mało, autor „Nowej Judei” przedstawia kolejny pomysł, który miałby wpłynąć na uzdrowienie instytucji małżeństwa, a także miałby dobroczynny wpływ na moralność społeczeństwa, czyli zamykanie w domach zamężnych kobiet, które dzięki temu nie byłyby wystawiane „na tysiąc pokus” (s. 89).

Zyblikiewicz szczególnie uważnie przygląda się dziewczętom żydowskim, wśród których nadmierne wykształcenie uznaje za szczególnie niebezpieczne: „Darwinizm i bezreligijność są najwięcej rozpowszechnione między Żydóweczkami, które wyższe szkoły żeńskie kończą” (s. 63). Dlatego też uznaje, że należy ograniczyć radykalnie szkolnictwo dla kobiet: „System nauczania w szkołach żeńskich winien stosować się ściśle do przyszłych zajęć kobiety, jako gospodyni domu i matki, wszystkie inne przedmioty, nie zmierzające do tego celu, wykładane w wyższych szkołach żeńskich, nie powinny być do wykładów dopuszczone” (s. 87). Notabene wykształcenie kobiet w ogóle uważa Zyblikiewicz za źródło wszelkiego zła, ponieważ prowadzi do wyemancypowania kobiet: „Europa zaś powinna ich [emancypantek – M.P.] istnienie, na jej całej długości i szerokości, ustawami zabronić, gdyż panny emancypantki są niczym innym, jak tylko jednym, z pomiędzy wielu innych nonsensów, 19-go stulecia” (s. 88).

Mizoginistyczne poglądy Zyblikiewicza na temat kobiet wystarczy zestawić z innymi, postępowymi, jak np. z tekstem Elizy Orzeszkowej „Kilka słów o kobietach”, który na dodatek powstał prawie dwadzieścia lat wcześniej: „Kobieta, która w porze dzieciństwa i pierwszej młodości zdobyła sobie gruntowny zapas wiedzy, wykształciła swój umysł logicznie i praktycznie, nabyła szerokich pojęć i przekonań, powinna iść lub jechać, gdzie się jej podoba, czytać, co zechce, mówić, z kim i o czym zechce, wybierać sobie ten lub ów zawód, to lub owo zajęcie czy towarzystwo. Niebezpieczeństwo nie grozi jej stąd żadne, bo dobry smak, poważne przyzwyczajenia umysłu i miłość dla pracy zwrócą jej zamiłowania i zajęcia ku pożytecznym, a w każdym razie nieszkodliwym rzeczom” (Orzeszkowa 1873: 128).

Czy jest więc sens dziś wydawać broszurkę (dostępną przecież dla badaczek i badaczy epoki w bibliotekach cyfrowych) autorstwa poczmistrza z Kołomyi, który nie dość, że chce przesiedlać ludzi z kontynentu na kontynent w taki sposób, jak przekładałby klocki w pudełkach, to kwestie z jego perspektywy niewygodne rozwiązywałby zakazującymi ustawami państwowymi bądź religijnymi? To, że „Nowa Judea” nie powinna być państwem świeckim, tylko religijnym, Zyblikiewicz uznaje za rzecz niewartą tłumaczenia, co doskonale ukazuje jego stan wiedzy na temat stosunku Żydów drugiej połowy XIX wieku do religii. Skoro nowe państwo przesiedlonych Żydów ma być de facto wyznaniowe, to prawodawstwo „Nowej Judei” według Zyblikiewicza powinno się opierać na osobach rabinów, którzy powinni nakładać surowe kary, aby „wrodzonemu niechlujstwu polskich żydów, którzy sobie przez to pewny rodzaj sławy światowej zdobyli, po osiedleniu w nowej ojczyźnie tamę położyć” (s. 19). Co ciekawe, chociaż uznaje autor „Nowej Judei” znaczenie społeczne rabinów, to jednak twierdzi, że: „We wiejskich szkółkach winne przeto duchowej części człowieka 10 przykazań za podstawę wychowania służyć” (s. 84). Nie precyzuje jednak, co uczynić należy z 613 zasadami judaizmu (micwot), których treść wynika ze słów Tory, co oznacza, że jego wiedzę na temat judaizmu ortodoksyjnego należy uznać za miałką. Notabene nie ma nic do powiedzenia w kwestii różnic religijnych między judaizmem ortodoksyjnym, konserwatywnym, postępowym, a także chasydyzmem. Pomija także milczeniem kwestie dotyczące Żydów innego niż judaizm wyznania, w tym np. katolików czy protestantów.

Streszczenie tez „Nowej Judei” ukazuje nie tylko anachroniczność poglądów Zyblikiewicza, lecz także całkowity brak wiedzy dotyczącej społeczności żydowskiej, uznawanej przez niego za grupę jednorodną, która dopiero wtedy stanie się wartościowa, gdy zaprojektuje się jej cel (rolnictwo) w obrębie nowego państwa. Dużą część broszury Zyblikiewicza zajmują szczegółowe wyliczenia, ile sznurka, gwoździ czy desek potrzebować będą mieszkańcy „Nowej Judei” i w jaki sposób będą spłacać zaciągnięte przy przesiedleniu długi, albo w jaki sposób mają być stworzone kasy zapomogowe dla robotników. W podsumowaniu Zyblikiewicz przedstawia zbawienne skutki przesiedlenia Żydów do Ameryki: „Europa pozbyłaby się demoralizującego żywiołu, który obecnie żydzi, jako naród bez poczucia miłości ojczyny, między innymi narodami rozprószony i niedostatkiem do różnych nieuczciwych zajęć (lichwa, przemytnictwo, stręczenie do nierządu, rozpajanie stanu włościańskiego) powodowany, niezaprzeczenie przedstawiają raz na zawsze, a tym samem umoralniłaby się. Żydzi również, żyjąc sami sobą i mając uczciwy sposób wyżywienia zapewniony, staliby się narodem o wiele moralniejszym jak są obecnie i zasłużyliby sobie na cześć i szacunek u wszystkich innych narodów” (s. 94-95).

Zakończenie „Nowej Judei” dobitnie wskazuje, że autor tej broszury opiera się na stereotypach i obiegowych twierdzeniach, u podstaw których znajdziemy wszystkie charakterystyczne dla antysemityzmu (a także antyjudaizmu) przekonania. W tym fragmencie, gdy Zyblikiewicz rezygnuje z protekcjonalnego tonu pełnego współczucia i troski, najlepiej ujawniają się jego poglądy: „oddała Europa w tem stuleciu około 50 milionów bitnych chrześcijan zamorskim krajom, a czemużby miała 6-om milionom żydów, którzy na całym globie ziemskim są najlichszymi żołnierzami (…) emigracji wzbraniać” (s. 96).

W wydaniu „Nowej Judei” z 1887 roku i w jego tegorocznej edycji znajduje się jeszcze „List otwarty do P.T. patriotów narodu irlandzkiego”. Zyblikiewicz, podobnie jak w tekście dotyczącym Żydów, wskazuje możliwości wzbogacenia się Irlandczyków przez wieki gnębionych przez Anglików. Cóż powinni uczynić Irlandczycy, by osiągnąć szczęście i bogactwo? To chyba dość oczywiste, powinni sami i dobrowolnie się przesiedlić: „Zalecamy przeto, żeby naród Irlandzki w taki sam sposób, jaki dla narodu żydowskiego wskazaliśmy, do Stanów Zjednoczonych przesiedlił i tam osiedlił się. Lat dwadzieścia najwięcej wystarczy, a powstanie za Oceanem nowa – wolna Irlandia” (s. 99).

***

Dokładne streszczenie tez broszury Zyblikiewicza, zauważenie sprzeczności i nonsensu w nich zawartych, a także kompletnej niewiedzy ich autora na temat problemów Europy i świata w latach 80. XIX wieku pozwoli mi teraz przejść do polemiki z opracowaniem tego tekstu przez Bogdana Burdzieja, który wydał „Nową Judeę”, a także opatrzył wstępem, w którym znajdziemy zdanie: „Dzieło to przedstawia prekursorską, intelektualnie dojrzałą, opracowaną w najdrobniejszych szczegółach koncepcję rozwiązania kwestii żydowskiej w Europie poprzez utworzenie państwa Żydów”. I to właśnie zdanie stanowi część blurbu na czwartej stronie okładki.

Doskonale wiemy, że istnieją symbole, czy też słowa, które zmieniły swe znaczenie. Filolożki i filolodzy powinni rozumieć ich współczesne konotacje i to, co może się wydarzyć, gdy użyjemy ich w znaczeniu pierwotnym, niegdyś bezstronnym i obiektywnym, tak jakby dziś nie było ono nacechowane. Wiemy, że w latach 20. XIX wieku istniało w Polsce wydawnictwo „Ignis”, w którego sygnecie była swastyka. Wiele oddziałów Wojska Polskiego w II RP miało także swastykę na swych odznakach (np. 1 Pułk Artylerii Górskiej, 20 Pułk Piechoty Ziemi Krakowskiej, 21 Pułk Artylerii Lekkiej, 4 Pułk Strzelców Podhalańskich itd.). Po II wojnie światowej nie możemy (w Polsce zabrania stosowania tego typu znaków ustawodawstwo: konstytucja oraz kodeks karny) używać fraz czy znaków, które stały się symbolami złowieszczej mocy faszyzmu. Dla badaczek i badaczy haskali, asymilacji, antysemityzmu, syjonizmu, chasydyzmu i wielu innych zagadnień związanych z Żydami w XIX wieku fraza „rozwiązanie kwestii żydowskiej” jest wyrażeniem o charakterze neutralnym. Wszak znajdziemy je w podtytule „Państwa Żydowskiego” Theodora Herzla („Poszukiwanie nowoczesnego rozwiązania kwestii żydowskiej”) czy w tytule broszury Alfreda Nossiga – „Próba rozwiązania kwestii żydowskiej”. Jednak, od czasów konferencji w Wannsee (1942 roku), słowa te straciły swą neutralność, użyte w kontekście, który jednoznacznie wiążemy z Zagładą. Notabene, w języku niemieckim różnica jest znacznie wyraźniejsza: ostateczne rozwiązanie to „Endlösung”, zaś rozwiązanie to „Lösung”. To prawda, że w polszczyźnie istnieje przymiotnik „ostateczne”, jednak bywa on opuszczany, a tym samym fraza „rozwiązanie kwestii żydowskiej” nie może zostać uznana za niewinną czy neutralną. Rozumiem, że Burdziej, jako badacz XIX wieku, nie rozumie, nie zwraca uwagi na kontrowersje związane z tym wyrażeniem, chociaż – jako filolog – powinien, nie może bowiem uznawać, że XIX-wieczna fraza może być odczytywana bez określonych konotacji, odniesień czy skojarzeń. Nawet jeśli badacz przeoczył tę kwestię bądź nie wie, iż jej znaczenie w powszechnym odbiorze się zmieniło, to powinno zauważyć to wydawnictwo, szczególnie naukowe (Wydawnictwo UMK).

Opisany w poprzednim akapicie problem dotyczy całego opracowania „Nowej Judei” – bardzo wiele w nim kwestii pominiętych, niezauważonych, potraktowanych jednostronnie, bezkrytycznie albo wspomnianych marginalnie. Taki sposób lektury, opracowania, a także interpretacji tekstu prowadzi do wrażenia braku warsztatu krytycznego. Już w przypisie czwartym, który dotyczy słów Zyblikiewicza: „Gdy Żydzi są obcym żywiołem”, znajdziemy odniesienie do innego antysemickiego tekstu z epoki, a mianowicie do broszury Witolda Lewickiego „Nasze czy obce żywioły” (wydanej dwa lata po tekście „Nowej Judei”). Tym samym Burdziej tłumaczy jedną antysemicką frazę przy pomocy innych, bardzo im podobnych, stwarzając perspektywę, iż właśnie taki sposób pisania i mówienia o Żydach pod koniec XIX wieku jest absolutnie dopuszczalny, niewzbudzający kontrowersji.

Broszura Lewickiego wydana przez „Gazetę Narodową” dotyczy wykupywania ziem polskich w Galicji przez Żydów, stanowi studium o charakterze ekonomicznym, nie bardzo więc wiadomo, w jaki sposób byłby to tekst, który mógłby objaśnić kwestię „swojskości” czy „obcości” Żydów. Poglądy Lewickiego są zbieżne z tymi, które Zyblikiewicz prezentuje w „Nowej Judei”: „Żydzi w miastach i miasteczkach siedzący tłumnie są ich prawdziwą »letnią i zimową szarańczą« jak się skarżył ongi St. Staszic. (…) Oni są destruktorami samorządu, demoralizatorami sądownictwa, plagą administracji po naszych małych miastach i miasteczkach, gdzie siedzą kupą, a idą zawsze ławą” (Lewicki 1889: 51-52). Dobranie przypisu więc jest wręcz przypadkowe. Odnośnik ten niczego nie tłumaczy, jedynie przedstawia inną broszurę, nawet niezbieżną tematycznie, wyłącznie ideologicznie.

Burdziej zapowiada analizę idei państwa żydowskiego przez pryzmat żydowskiego patriotyzmu i jego religijnych źródeł oraz samych koncepcji państwa żydowskiego i ich formułowania zarówno, jak pisze, „przez Żydów, jak i chrześcijan”, a także polską refleksję dotyczącą tożsamości żydowskiej (Burdziej 2023: 15). Jak można zauważyć, brakuje jednej z najważniejszych kwestii – antysemityzmu. Tak, jakby autor opracowania „Nowej Judei” nie zdawał sobie sprawy, co spowodowało odwrót Theodora Herzla od asymilacji i rozbudzenie idei syjonizmu. Nie było to wyłącznie uczucie miłości do Syjonu, ale – przede wszystkim – narastający w krajach europejskich antysemityzm oraz związane z nim poczucie zagrożenia, co Herzl dobitnie formułuje we wstępie do swego dzieła (zob. Herzl 1917: 23). Herzl był także sprawozdawcą prasowym w Paryżu w trakcie procesu Dreyfusa, słyszał nienawistne krzyki tłumu i pisał w swym dzienniku o bezsensowności walki z antysemityzmem, który ciągle się odradza. Co ciekawe, Burdziej, opisując poglądy Herzla, w ogóle nie zwraca uwagi na to traumatyczne doświadczenie, zaś sprawę Dreyfusa komentuje jednozdaniowo, uważając, iż uświadomiła ona „części opinii publicznej, zarówno żydowskiej, jak i nieżydowskiej, (…) niedostateczność, nieskuteczność albo wręcz błędność asymilacji” (Burdziej 2023: 11). Warto zwrócić uwagę, że takie ujęcie, czyli asymilacja przedstawiona w kontraście do syjonizmu i emigracji, jest kolejnym przemilczeniem, jakby w tym czasie w Europie obecne były tylko te dwa stanowiska. A co np. z żydowskim autonomizmem Szymona Dubnowa (fołkizmem)? Co prawda jest to ruch nieco późniejszy, ale warto byłoby, przy okazji omawiania syjonizmu i idei państwa żydowskiego, go przedstawić.

Z opracowania Burdzieja w żaden sposób nie wynika, dlaczego nastąpiło masowe odchodzenie Żydów od asymilacji, chociaż, jak wiemy, jest to już wielokrotnie przeanalizowana kwestia, dogłębnie zbadana w wielu tekstach na całym świecie. Wszak w latach 80. XIX wieku przez prawie dwa lata przez tereny cesarstwa rosyjskiego przechodziła fala pogromów, w trakcie której Leon Pinsker w odezwie „Autoemancypacja” stwierdził, iż tylko ucieczka z Europy uchronić może Żydów przed agresją, albowiem judeofobia jest wspólna dla całej ludzkości. Judeofobię nazywał także nieuleczalną aberracją psychiczną. Co ciekawe, Burdziej odnosi się do poglądów Pinskera, ale wyłącznie od strony zerwania z asymilacją. Znów mamy do czynienia z przemilczeniem, niedopowiedzeniem. Lata 80. w Galicji to z kolei rozbudzenie demonów teorii o spiskach żydowskich oraz nowej, zlaicyzowanej odsłony legendy o mordach rytualnych (sprawa Ritterów, 1881 roku). Tematu tego sam Zyblikiewicz nie porusza, doskonale przyodziewając się w szaty protekcjonalnego przyjaciela Żydów, jednak przy opracowaniu broszury nie można tych wydarzeń pominąć, jako niesłychanie ważnego kontekstu historycznego, ukazującego atmosferę narastania antysemityzmu panującą na tamtych terenach.

Burdziej wielokrotnie odnosi się także do Kościoła katolickiego, do jego poglądów na kwestię żydowską, notabene dużą część tych poglądów streszcza na podstawie kolejnej (tym razem najprawdopodobniej niemieckiej) broszurki antysemickiej, uznając poglądy w niej zawarte za „reprezentatywne” (Burdziej 2023: 39). Co ciekawe, nie wspomina jednak o stosunku papieża do państwa żydowskiego. Wszak Herzl udał się na audiencję do papieża, podczas której usłyszał, że skoro Żydzi wyrzekli się Jezusa, to Watykan nie może wspierać ich dążeń. Ponadto papież, modląc się o nawrócenie Żydów, obiecał wysłanie do Ziemi Świętej kapłanów, którzy będą budować świątynie w celu ochrzczenia wszystkich przybyłych tam Żydów (zob. Patai 1960: 1601-1605).

Autor opracowania „Nowej Judei” nie zauważył, że tekst Zyblikiewicza jest antysemicki, co wydaje się bardzo znaczące, jednak, skoro w całym opracowaniu Burdzieja nie znajdziemy słowa „antysemityzm”, dziwić nie może. Czy nawet przez tak zarysowaną, niepełną perspektywę badawczą w którymkolwiek momencie lektury „dzieła” Zyblikiewicza można przyjąć, iż u podstaw pomysłów poczmistrza z Kołomyi leży życzliwość wobec zbiorowości żydowskiej (abstrahując od tego, że potraktowana zostaje ona jako jednolita masa, której – ze względu na jej dotychczasowy tryb życia – należy wyznaczyć pożyteczny cel działania)? Na dodatek, w streszczeniu wykazałam, że autor „Nowej Judei” nie kryje swej niechęci wobec Żydów, a w tekście broszury znaleźć można liczne sformułowania krzywdzące tę grupę, a także stereotypy już wielokroć obalane, w tym także w XIX wieku, nie tylko współcześnie. Dlaczego więc rozpatrywać ten tekst jako wartościowy, a na dodatek nazywać go prekursorskim i intelektualnie dojrzałym? Co jest dojrzałego i prekursorskiego w XIX-wiecznym antysemityzmie, który „stanowił amalgamat wcześniejszych uprzedzeń o charakterze religijnym (zabójcy Chrystusa) i społecznym (Żydzi jako część feudalnego systemu wyzysku) oraz XIX-wiecznego dyskursu »narodu« i »rasy«” (Forajter 2022: 292).

Współcześnie, głównie w prasie amerykańskiej oraz anglojęzycznej prasie izraelskiej, zaczął pojawiać się termin „goysplaining”, stworzony przez analogię do terminu „mansplaining” spopularyzowanego przez Rebeccę Solnit w książce „Mężczyźni objaśniają mi świat”. Definicję „goysplainingu” doskonale przedstawia Lilit Marcus w artykule „Sztuka goysplainingu”. Pisze tam, że dzięki esejom Solnit i innym, podobnym tekstom ma „w końcu (…) słowa, by wyrazić uczucie traktowania w sposób protekcjonalny przez ludzi mniej poinformowanych” gorzej niż ona. Marcus dodaje także, iż „goysplaining” paradoksalnie, chociaż jest przejawem antysemityzmu, „bierze się z szacunku” (Marcus 2015). Warto także dodać, że „goysplaining” jest narzędziem, którego można używać do zanegowania istoty antysemityzmu – to protekcjonalne objaśnianie Żydom świata, zaprzeczenie ich odczuciom, a także wyjaśnianie żydowskiej historii w taki sposób, by zanegować doświadczenie poniżenia czy zaprzeczyć doświadczeniu i faktom (antyjudaizm, antysemityzm).

Najciekawszym dla mnie pytaniem, które można postawić wobec tekstu Burdzieja, jest: jak udaje się nie odróżnić dwóch, diametralnie odmiennych, typów dyskursów? Jednego, związanego z pozbyciem się szkodliwego elementu, jakim są Żydzi (to te teksty pisane przez antysemitów całej Europy), drugiego zaś – syjonistycznego – dotyczącego ucieczki od zagrożenia. Dziwne to, jeśli profesor literaturoznawstwa, pochylający się nad tekstami wcale nie na ten sam temat – powstanie państwa żydowskiego versus usunięcie Żydów z Europy – nie zdaje sobie sprawy z faktu utrwalonego w starym przysłowiu: „Gdy dwóch robi to samo, to nie jest to samo”.

 

*Zyblikiewicz skądś przepisuje nazwę rzeki, o czym świadczy rozpoczęty, ale niezakończony cudzysłów w wydaniu „Nowej Judei” z 1887 roku, na dodatek przepisuje ją błędnie. Nie istnieje rzeka „Nelracka”. W wydaniu Burdzieja znajdziemy informację, że chodzi o rzekę „Nebrasca”, co nie do końca odpowiada stanowi faktycznemu. Rzeka o nazwie Nebrasca obecnie także nie istnieje, nazwa ta pochodzi od wyrażania w języku Indian Otoe i oznacza płaską rzekę, jednak dość szybko nazwę tę wyparł jej francuski odpowiednik „Platte” i pod taką nazwą dziś ów ciek wodny funkcjonuje. Przy opracowaniu tekstu XIX-wiecznego należy sporządzać pełne przypisy, a nie skazywać odbiorców na samodzielne poszukiwania. Takich niezrozumiałych edytorsko decyzji w edycji Burdzieja jest, niestety, nieco więcej (np. zastąpienie słowa „najdoraźniej” słowem archaicznym „najdoradniej” – to decyzja przyjęta za autorskimi notatkami w jednym z egzemplarzy, warto byłoby ją jednak wyjaśnić).

 

LITERATURA:

Burdziej B.: „Nowa Judea (1887) Celestyna Zyblikiewicza i spory o państwo żydowskie przed Herzlem”. W: C. Zyblikiewicz: „Nowa Judea czyli praktyczne załatwienie kwestii żydowskiej”. Opracował i wstępem opatrzył B. Burdziej. Toruń 2023.

Forajter W.: „Fuga niegościnna. Glosy do praktyki i teorii antysemityzmu”. „Teksty Drugie” 2022, nr 2.

Lewicki W.: „Nasze, czy obce żywioły? Studium społeczne”. Lwów 1889.

Marcus L.: „The Art of Goysplaining”. „The Forward. Jewish. Independent. Nonprofit”, 30 marca 2015. https://forward.com/life/217607/the-art-of-goysplaining/?fbclid=IwAR1hzhM131-lVhuMzQkjwqRLb__5bLG_y4si8PbVCHrwalzkDzPAGJxt6tc.

Omega C.: „Nowa Judea czyli Praktyczne załatwienie kwestyi żydowskiej i otwarty list do P.T. patryotów Irlandyi”. Kołomyja 1887.

Orzeszkowa E.: „Kilka słów o kobietach”. Lwów 1873.

Patai R.: „The Complete Diaries of Theodor Herzl”. Przeł. H. Zohn. Nowy Jork–Londyn 1960.

Pinsker L.: „Autoemancipation! Mahnruf an seine Stammesgenossen von einem russischen Juden”. Berlin 1882.

Śliwa M.: „Obcy czy swoi. Z dyskusji nad kwestią żydowską w Galicji u schyłku XIX wieku”. W: „Galicyjskie dylematy”. Red. K. Karolczak i H. Żaliński. Kraków 1994.
Celestyn Zyblikiewicz: „Nowa Judea czyli praktyczne załatwienie kwestii żydowskiej”. Opracował i wstępem opatrzył Bogdan Burdziej. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Toruń 2023.