ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (468) / 2023

Patryk Szaj,

O CYWILIZACJI, KTÓRA WYBIERA UPADEK (TOMASZ ULANOWSKI: 'OSTATNIA MINUTA. PIESZO PRZEZ ANTROPOCEN')

A A A
„Ostatnia minuta. Pieszo przez antropocen” to dobra książka, z pewnością dużo lepsza niż poprzednia publikacja Tomasza Ulanowskiego, „O powstawaniu Polaków”, którą również miałem okazję omawiać dla „artPAPIERu”. Autor potrafi pisać o trudnych sprawach w zajmujący i angażujący sposób. Oferuje coś w rodzaju „osobistej historii antropocenu”, co ma tę zaletę, że pomaga oswoić tę nieintuicyjną epokę: to, co „ogólnoludzkie” (geologiczna sprawczość Homo sapiens), „wielkoskalowe” (długie trwanie czasu geologicznego), „wzniosłe” (konfrontacja z pozaludzką przyrodą), urasta tu – czy raczej „maleje” – do rangi jednostkowej opowieści, z którą łatwo się utożsamić. Podczas lektury czuć, że Ulanowski rzeczywiście tę książkę wychodził. Inaczej mówiąc, ma antropocen w kościach – wraz z całą dwuznacznością tego sformułowania.

Dla tych, którzy i które wiedzą o antropocenie niewiele, „Ostatnia minuta” będzie miała dużą wartość poznawczą. Ulanowski przybliża takie zjawiska jak zmiana klimatu, wzrost poziomu mórz i oceanów, epidemie towarzyszące osiadłemu trybowi życia czy cyrkulacja oceaniczna, za każdym razem pieczołowicie tłumacząc zarówno ich cywilizacyjne przyczyny, jak i stojące za nimi prawa fizyczne, chemiczne czy biologiczne. Rozmawia z ważnymi badaczami, takimi jak geolog polskiego pochodzenia Jan Zalasiewicz (do niedawna przewodzący Grupie Roboczej ds. Antropocenu), oceanolog Jan Maria Węsławski czy bohater filmu „Można panikować”, fizyk atmosfery Szymon Malinowski. Pokazuje potencjalny – i wielce prawdopodobny – wpływ opisywanych procesów na globalną cywilizację. Choćby to, że wedle bardzo ostrożnych szacunków do 2100 roku 190 mln ludzi żyjących na terenach nadmorskich stanie się uchodźcami klimatycznymi. Ustami oceanologa Jacka Piskozuba ubolewa, że w ogóle się do tego nie przygotowujemy.

Warto podkreślić, że Ulanowski z reguły unika pułapki apokaliptyczności. Nawet jeśli jeden z rozdziałów książki nosi tytuł „Czas apokalipsy”, to autor nie powiela częstej w tego typu publikacjach retoryki „końca świata”. Posługując się instruktywnym rozróżnieniem zaproponowanym przez Macieja Jakubowiaka w jego „Ostatnich ludziach” (2021), powiedziałbym, że Ulanowski pisze o końcu „przymiotnikowym”, a nie „rzeczownikowym”, czyli nie o końcu świata w ogóle, ale o końcu świata, jaki znamy. Wbrew pozorom nie umniejsza to ciężaru jego rozważań. Z jednej strony z książki wyraźnie przebija duch pilności – konieczności bardzo szybkiej i radykalnej transformacji całego społeczno-polityczno-ekonomicznego urządzenia ludzkich cywilizacji. Z drugiej – stawką jest tu też spadek, jaki pozostawimy swoim ludzkim i pozaludzkim potomkom.

Również takim osobom jak ja, które od dłuższego już czasu oswajają się z antropocenem, Ulanowski ma sporo do zaoferowania. Nawet jeśli opowiada historie, które znamy skądinąd –takie, które cyrkulują w literaturze klimatycznej – wprowadza sporo od siebie, odsłaniając ich dodatkowe anegdotyczne lub poznawcze aspekty. Tłumaczy na przykład, skąd się bierze „nierychliwość” geologów i geolożek, gdy idzie o oficjalne uznanie antropocenu za nową epokę geologiczną. Przypomina też, co dobrego dla ustalenia mapy prądów morskich zrobiły chińskie żółte kaczuszki, ale przy okazji razem z Janem Marią Węsławskim udaje się na „lekkie spacerki przez tundrę” (s. 30) w poszukiwaniu jednej z owych kaczuszek. A wracając do „przymiotnikowego” (nie „rzeczownikowego”) końca świata: bardzo podoba mi się odpowiedź Ulanowskiego na pytanie, kto „zyska” na antropocenie, tym razem wypowiedziana ustami Zalasiewicza. Brzmi ona tak: „Na razie korzystają (…) szczury, które świetnie przystosowały się do życia obok ludzi. A w dalszej perspektywie – wygranym może być technosfera, sztuczna inteligencja” (s. 55).

Ulanowski ma umiejętność obrazowego tłumaczenia zjawisk i rządzących nimi praw. „Ostatnia minuta” obfituje w udane metafory (np. atmosfera to „maszyna parowa” [s. 61], Arktyka i Antarktyka to „silniki ruchu oceanicznego” [s. 99], a życie to „specyficzna forma samoorganizacji atomów węgla” [s. 128]), ale popularyzatorskie talenty autora na tym się nie wyczerpują. Tam, gdzie trzeba, zrozumiale, ale i z wiarą w zdolności poznawcze osób czytających, wykłada podstawowe sprawy, tak jak na przykład w epilogu, gdy podczas marszu przez wybrzeże Morza Bałtyckiego snuje rozważania o globalnym ociepleniu. Generalnie rzecz ujmując, gdy trzyma się nauki, jest uważny, ścisły i przekonujący.

Nieco gorzej – przynajmniej moim zdaniem – robi się, gdy wyciąga z ustaleń naukowych pewne wnioski natury cywilizacyjnej. Przede wszystkim warto zauważyć, że dwoma „nienaukowymi” patronami „Ostatniej minuty” są Barry Lopez i Jared Diamond. Ulanowski często ich przywołuje, czasem opatruje rozdziały mottami z nich, za każdym razem jednoznacznie obsadzając ich w roli autorytetów. Wydany niedawno po polsku „Horyzont” tego pierwszego omawiałem dla „artPAPIERu” – jeśli ktoś chciałby się zapoznać z moimi wątpliwościami wobec generalnej strategii Lopeza (którą Ulanowski raz po raz powiela), odsyłam do tamtej recenzji. Co do Diamonda natomiast, jego „Collapse” daje lekcję historycznych upadków dawnych cywilizacji po doszczętnym wyeksploatowaniu przez nie przyrody. Aluzja jest oczywista: również nasza cywilizacja znajduje się na skraju upadku, a zdaniem Ulanowskiego (z czym chętnie się zgodzę) popełniamy fatalny błąd, nie odrabiając tej lekcji.

Problem polega na tym, że gdy autor formułuje remedia na kryzys antropocenu, niepostrzeżenie popada w maltuzjanizm. Najwyraźniej dzieje się to wtedy, gdy aprobatywnie powołuje się na Paula Ehrlicha i jego (nie)sławną książkę „The Population Bomb”. Nie chcę być źle zrozumiany: przywoływane przez Ulanowskiego środowiskowe (a nie etniczne) przyczyny ludobójstwa w Rwandzie, a także teza, że konflikt zbrojny w Syrii, okrzyknięty pierwszą wojną klimatyczną, wybuchł z powodu radykalnego wzrostu liczby ludności (z 4 do 22 mln), wydają się przekonujące. Retoryka przeludnienia planetarnego jest jednak niebezpieczna i – jak dowodzi choćby Jason W. Moore (2023) – bardzo na rękę neoliberalnym warstwom rządzącym, nie tylko bowiem indywidualizuje winę za kryzys klimatyczny, ale sytuuje ją po stronie najbiedniejszych, którzy najmniej się do niego przyczynili.

W żadnym wypadku nie dyskwalifikuje to książki Ulanowskiego, wskazuję jednak na potencjalny zapalnik debaty, ponieważ uważam, że z naukowego punktu widzenia wiemy o antropocenie wystarczająco dużo, kluczowe jest natomiast sprawiedliwe wdrożenie tej wiedzy, a właśnie nad tą kwestią autor raczej się prześlizguje. Kiedy na przykład pisze, że „Bogatsza część świata przejada więc ziemskie zasoby naturalne indywidualnie (…), a ta biedniejsza – swoją rosnącą populacją (…)” (s. 153), jest to po prostu nieprawda, co parę lat temu znakomicie udowodnił Martín Caparrós w swym monumentalnym i dojmującym „Głodzie” (2016). Również w kontekście debaty nad antropocenem Ewa Bińczyk (2018) przypominała, że emisje najbiedniejszej 1/6 ludzkości wynoszą zero – mimo że to właśnie populacja owej najbiedniejszej 1/6 rośnie w zastraszającym tempie. Owszem, przeludnienie jest problemem, ale jego źródła tkwią gdzie indziej: w radykalnie niesprawiedliwej dystrybucji bogactwa pomiędzy globalną Północą i globalnym Południem.

Dlatego też gdy Ulanowski pisze: „albo sami się opamiętamy, albo dalsza historia Ziemi potoczy się bez nas” (s. 202), z jednej strony się z nim zgadzam, z drugiej jednak zastanawiam się, kto jest adresatem tego wezwania. Czy na pewno powinien nim być bliżej nieokreślony „antropos” antropocenu? Wydaje mi się, że od odpowiedzi na to pytanie zależy to, „jak” się opamiętamy i czy zrobimy to skutecznie.

LITERATURA:

Bińczyk, E.: „Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu”. Warszawa 2018.

Caparrós, M.: „Głód”. Przeł. M. Szafrańska-Brandt. Kraków 2016.

Jakubowiak, M.: „Ostatni ludzie. Wymyślanie końca świata”. Wołowiec 2021.

Moore J.W.: „Our Capitalogenic World: Climate Crises, Class Politics, and the Civilizing Project”. „AUPC. Studia Poetica” 2023, t. 11.
Tomasz Ulanowski: „Ostatnia minuta. Pieszo przez antropocen”. Wydawnictwo Agora. Warszawa 2023.