ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (469) / 2023

Katarzyna Szkaradnik,

BRAT SYNA MARNOTRAWNEGO I SZKOŁA ŻYWEJ MYŚLI (CONSTANTIN NOICA: 'DZIENNIK FILOZOFICZNY')

A A A
„Słuchałem nagrania: Dinu Noica czyta »Hioba« i »Psalmy«! Wszystko jest możliwe u tego piekielnego człeczyny. Jakże zbija z tropu – chcę powiedzieć: jak jest nadzwyczajna – ta umysłowość” (Cioran 2016: 914; notatka z 1971 r.).


Ponieważ książki w biblioteczce układam tematycznie, a nie według podobieństwa zewnętrznego, „Dziennik filozoficzny” Constantina Noiki znalazł w niej miejsce na regale obok „Dziennika intymnego” Miguela de Unamuna, „Myśli” Blaise’a Pascala oraz „Zeszytów 1957–1972” Emila Ciorana. To ostatnie sąsiedztwo jest najbardziej uzasadnione, choć w zestawieniu z tomem o grubości cegły omawiana tu pozycja wygląda mało okazale, wręcz skromnie. Liczy bowiem zaledwie sto stron, z czego aż jedna piąta przypada na posłowie Andrzeja Zawadzkiego. Ale obszerny komentarz wydaje się potrzebny, gdyż w przeciwieństwie do autora „Na szczytach rozpaczy”, swego rodaka, Noica nie cieszy się w naszym kraju zainteresowaniem szerszych kręgów humanistycznych. Sama dowiedziałam się o nim właśnie dzięki wspomnianemu badaczowi, który w monografii „Literatura a myśl słaba” powiązał Rumuna z bliskim mi Giannim Vattimem, czołowym reprezentantem hermeneutyki ponowoczesnej (radykalnej). Z kolei w posłowiu do „Dziennika…” Zawadzki przedstawia zarys historii filozofii rumuńskiej, by pokazać, że tacy myśliciele jak Mircea Eliade, Cioran i Noica (notabene rówieśnicy, w młodości zaprzyjaźnieni) nie wzięli się znikąd. Znamienne, iż chociaż dwaj pierwsi, przypuszczalnie poniekąd za sprawą powojennej emigracji, zyskali na Zachodzie rozgłos, to trzeciego z nich Ireneusz Kania – jego główny popularyzator i tłumacz w Polsce – nazwał „najwybitniejszym bodaj filozofem rumuńskim ostatnich dekad” (Kania 2001: 183).

Decyzja o nieopuszczeniu kraju odcisnęła piętno na życiu i rzutuje na interpretację idei autora „Europejskiego modelu kultury”. Co się tyczy warstwy biograficznej, został on w 1958 roku aresztowany, a sześć lat później wypuszczony po ciężkich przejściach. „D[inu] chce mi przesłać rękopis, w którym opisuje okropności, jakich zaznał w więzieniach (…)” – relacjonował Cioran (2016: 342) i wyrokował: „Wszelako jego cierpienia nie obchodzą tutaj nikogo (…). Tylko tam miałyby jakieś znaczenie (…) [podkr. oryg.]”. Drugi aspekt wiąże się z „krytyk[ą], na jaką Noica świadomie się narażał, usiłując uprawiać filozofię w warunkach totalitarnej cenzury, czyli w istocie rzeczy usiłując płynąć pomiędzy Scyllą intelektualnej niezależności a Charybdą oportunizmu i nieuchronnych kompromisów (…)” (Jurczak 2018: 188). Zarzutom sprzyjała zbieżność pewnych jego poglądów z ideologią protochronizmu, czyli z przekonaniem o wyższości i wyjątkowości rumuńskiego ducha oraz pionierstwie tamtejszych twórców kultury i sztuki względem zachodnich. Antyokcydentalizm i narodowe pierwiastki w filozofii autora „Dziennika…” korespondowały z obowiązującym w Rumunii komunizmem zorientowanym nacjonalistycznie, którego hasłem przewodnim było „dowartościowanie dackiego substratu etniczno-kulturowego kosztem łacińskiego i chrześcijańskiego wymiaru rumuńskich dziejów. (…) Koncepcje Noiki w tej kwestii wpisują się raczej w wizję »tradycjonalistów«, z tym tylko, że centralne miejsce, które u nich zajmuje prawosławie, u niego przypadło językowi (…)” (Kania 2018: 42).

Stanowiło to co prawda jedynie część jego teorii, ale też nie nimi zasłynął bohater niniejszego szkicu, lecz zrealizowaniem pod koniec życia projektu nakreślonego właśnie w „Dzienniku…”. Owe notatki, choć czynione w latach 1939–1944 (i od razu wydane!), są niemal pozbawione dat i zawierają bardzo nieliczne i ogólnikowe odniesienia do sytuacji wojennej. Należą do nich niepokojące rozważania nad moralnością czy takie fragmenty jak obserwacja obyczajowa, że musiały m.in. wybuchnąć dwie wojny światowe, aby na przyjęciu kobieta mogła zaciągać się fajką pożyczoną od innego gościa i by nie traktowano tego nadzwyczajnie. Tymczasem refleksje autora zdominowała – może jako azyl przed dookolną rzeczywistością – idea Szkoły w sensie przestrzeni dzielenia się doświadczeniem poznawczym i duchowym oraz transmisji kultury, a nie w sensie instytucji z narzuconym programem, według Noiki doktrynerskiej i sformalizowanej. W wymarzonej Szkole upatruje zatem antytezę tradycyjnych placówek edukacyjnych, symbolizowanych przez pojęcia profesorstwa i pedagogiki: „Sednem profesorstwa jest wysiłek, by myślenie nie stało się poszukiwaniem, lecz by było dążeniem do ścisłości” (s. 52). Jako przeciwwagę postrzega filozofię, nie tyle nauczającą prawdy, ile wskazującą ku niej kierunek – „żywą myśl”, którą eksplikuje następująco: „Właśnie to znaczy być »żywym«: pojedynczy, nieskończenie drobny element może stać się ośrodkiem skupienia dla reszty. Jeden Człowiek przekształca się w kościec całości. Nie pniesz się stopniowo, matematycznie (…), lecz bezpośrednio (…) wznosisz się od prostego do całości. Oto paradoks życia – wszelkiego życia” (s. 38).

Już na pierwszej stronie znajdziemy nawiązanie do Sokratesa, kładącego nacisk na rozmowę, na interakcję jako sferę, gdzie rodzi się refleksja. Także w innych miejscach książki wybrzmiewają twierdzenia w duchu filozofii dialogu: „Odpowiada ktoś Inny. Odpowiada na wszystko, o co pytamy i o co nie pytamy. Ktoś Inny” (s. 13). Noica wyraźnie podpisuje się pod majeutyczną metodą greckiego mędrca, gdy fantazjuje o „garś[ci] przyzwoitych młodych ludzi, przychodzą[cych], by uwolnić się od belferskiej tyranii” (s. 6). Cioran po latach oceniał przyjaciela bez ogródek: „Ambicją D.N. było zawsze stać się mistrzem intelektualnym, co jest możliwe (…) tylko za cenę schlebiania młodym” (Cioran 2016: 542). Istotnie, na kartach „Dziennika…” autor gloryfikuje młodość, trochę à la Gombrowicz, za nieokreśloność, niewinność i nieznany jeszcze potencjał. Za problematyczną trzeba jednak uznać kwestię płci owych „młodych”: Noica utrzymuje, że osiemnastoletnia dziewczyna „wie i rozumie wszystko” (!), lecz „nie ma przyszłości, jeśli więc kochasz przyszłość, chłopiec okaże się ciekawszy” (s. 79). Niestety, nie potrafię odczytać tego enigmatycznego zdania inaczej niż jako przejawu mizoginizmu i powielania schematycznej dychotomii pierwiastka żeńskiego, który uosabia cykliczny czas natury, oraz pierwiastka męskiego, który utożsamiany jest z linearnym czasem kultury, czyli z możliwością rozwoju (przyszłością). Mocno to kontrowersyjne kryterium selekcji uczniów, aczkolwiek odsyła do antycznego wzorca paidei.

Interesujące natomiast, że pisząc o „garści młodych” i życiu „statecznie gdzieś na przedmieściu” (s. 6), autor liczył sobie zaledwie trzydzieści lat, a wcielał się w doświadczonego mentora. Już wówczas też – zgodnie z „Dziennikiem…” – poszukiwał właściwego locum dla Szkoły, którą założył, jak wspomniałam, dopiero na emeryturze. Niewątpliwie imponujący to przykład konsekwencji i zdeterminowania w dążeniu do urzeczywistnienia swojej idée fixe. Noica osiadł zatem w górskiej wiosce nieopodal Sibiu otoczony obiecującymi intelektualistami, z których duża część współtworzyła elity państwowe po obaleniu komunizmu. Atmosferę tego miejsca oraz spotkań i dyskusji z nauczycielem oddał Gabriel Liiceanu we własnych zapiskach, tu zaś warto przytoczyć dłuższy cytat z jego przedmowy do nich: „[P]iekło stawało się znośne, skoro możliwy był raj kultury. A stronice »Dziennika [z Păltinişu]« dowodziły, że ten raj jest możliwy, nawet w Rumunii Ceaușescu. (…) wystarczyło trochę greki, trochę niemieckiego, trochę nabożnej lektury wielkich ksiąg ludzkości. Jednakże kultura nie była tutaj zwykłym szkolnym ćwiczeniem, (…) lecz czymś, co miało kształtować i przemieniać od wewnątrz – pajdeją, Bildung, formowaniem indywidualności, autonomicznej myśli wyrywającej się ze świata przymusowego i zaplanowanego ogłupienia. Tego, czego nie mogły zrobić szkoły i uniwersytety, dokonał pojedynczy człowiek. Obok, czy może już poza dziełem Noiki »Dziennik z Păltinişu« wykreował legendę. (…) Rokrocznie tysiące młodych ludzi (…) pielgrzymowały do Păltinişu, aby z pomocą »duchowego trenera« szukać życiowych rozwiązań. (…) Noica stał się prawdziwą narodową instytucją (co prawda pod ścisłym nadzorem bezpieki); pozostawił kilkudziesięciu uczniów, których wykształcił osobiście, i kilka tysięcy tych, których uformował duch jego książek” (Liiceanu 2001: 35, 36).

Szkopuł w tym, że nakłaniał wychowanków do poświęcenia się kulturze wysokiej, a ignorowania domeny polityczno-społecznej. Jak objaśnia Kania: „Był żarliwym, nawet fanatycznym wyznawcą wiary w kulturę jako: a) totalność ogarniającą całego człowieka, (…) c) najwyższą i jedyną, autoteliczną wartość dla człowieka współczesnego (…). Kultura (…) to coś przeznaczonego dla nielicznej, wybranej garstki arystokratów ducha, którzy wtajemniczani mają być w nią niby w ezoteryczne misterium. Tylko pod tym warunkiem Kultura może uzyskać walor soteriologiczny w aspekcie indywidualnym i zbiorowym” (Kania 1997: 6). Ośrodek w Păltinişu jawi się więc niczym zmaterializowana Kastalia z „Gry szklanych paciorków” Hermanna Hessego (szerzej o tej analogii zob. Antohi 2001: 5–8), co nasuwa pytania o etyczne implikacje postawy klerka i eskapizmu – złożenia vita activa na ołtarzu vita contemplativa. „Siła jego [Noiki] bezsilności, by odwołać się do znanego powiedzenia Vaclava Havla, sprowadzała się chyba do tego, że udało mu się przekształcić filozofię (…) w skuteczny bastion chroniący wysoką kulturę przed chamskim obejściem »towarzyszy inżynierów«” (Nowak 2018: 82). Niemniej czy to wystarcza w okolicznościach, które wymagają zajęcia jednoznacznego stanowiska? Czy nastawienie typu „niech na całym świecie wojna, byle Szkoła ma spokojna” nie jest umywaniem rąk?

Mroczny rewers idei swego guru oczywiście dostrzegał również Liiceanu, przyznający, że model formacyjny zogniskowany na przetrwaniu Rumunii w dziedzinie duchowej „odwrócił się plecami do historii realnej, »zdarzeniowej«, (…) niewartej tego, by w nią poważniej inwestować. Dialog z ludźmi polityki (…), tymi »lokajami historii«, wydawał się Noice najzupełniejszym nonsensem; stąd dysydentów uważał on za ofiary iluzji szamoczące się w uścisku nierzeczywistości. Tym sposobem można było obronić esencję cywilizacji, władza jednak pozostawała bezpośrednio niczym niezagrożona” (Liiceanu 2001: 37, 38). Choć zatem autor „Dziennika filozoficznego” zwierzał się: „Chyba znalazłem dla siebie miejsce w społeczeństwie – mam być niewygodny” (s. 37), po latach jego podejście niespecjalnie przeszkadzało rządzącym; w przeciwieństwie do Sokratesa nie przypominał gza, który drażni obywateli polis. W dodatku problem moralnych i politycznych wyborów filozofa (por. kazus Heideggera) rozciąga się wstecz, bo do ugodowości wobec komunizmu dochodzi tu młodzieńcza fascynacja Żelazną Gwardią (podobnie plamiąca biografie Ciorana i Eliadego). Według Piotra Nowaka bohater tego szkicu „zdecydował odciąć się od świata, w którym ludzie, jak uważał, zamiast żyć dla przyszłości, żyją w jakiejś »zdegradowanej nieskończoności«. Ale życia Noiki nie da się ująć w karby logiki dwuwartościowej” (Nowak 2018: 84).

Drugim lejtmotywem „Dziennika…” – przeplatającym się z medytacjami nad Szkołą – jest opozycja syna marnotrawnego z ewangelicznej przypowieści i jego brata jako symboli pewnych postaw mających komponenty etyczny i epistemologiczny. Autor wydobywa analogię między ową dwójką a innymi skontrastowanymi rodzeństwami z Biblii, przy okazji zaś snuje rozważania nad różnymi jej fragmentami, niekiedy frapujące: o sensie wyrażenia „Ja Jestem”, o literackim talencie św. Pawła, o grzechu i upadku, o sprzeczności teodycei opartej na koncepcji „najlepszego z możliwych światów” z początkiem Genesis, o filozofii historii zawartej w Starym Testamencie czy wreszcie o redukującym ujęciu tej części Pisma Świętego jako wyłącznie Prawa: „Zazdrość, arbitralność, ekskluzywizm, popędliwość – tyle nieoczekiwanych cech miłości Boga do »swojego« ludu? To jest miłość ludzka w sercu Boga. Która ma przygotować serca ludzkie na miłość Boga” (s. 76).

Jeśli chodzi o wspomniane dwie figury, postawę syna marnotrawnego można określić jako gotowość do opuszczenia strefy komfortu, wyjścia poza dogmaty, imperatyw poszukiwania, nienasycenie status quo, pociągające za sobą jednak błądzenie i wystawienie się na niebezpieczeństwo; w tym kontekście jasne staje się przypisanie przez Noicę archetypicznego Głodu owemu synowi, natomiast Lęku – jego bratu. Co więcej, omawiany motyw nie tylko przeplata się na kartach „Dziennika…” z motywem Szkoły, lecz jest z nim wręcz spojony, ponieważ obmierzłe grono profesorów zalicza autor do wcieleń biblijnego brata. Z kolei tłumacząc, dlaczego zamierza pozwalać w Szkole na czytanie samodzielnie wybranych pozycji, twierdzi: „Książka to nie żadne pensum, bez miłości zaś niepodobna tworzyć kultury, a w każdym razie filozofii. Choć oczywiście mnóstwo jest tęgich erudytów, braci syna marnotrawnego, tworzących kulturę bez miłości. Ale oni raczej puszczają w obieg pojęcia (…)” (s. 55). Uderzać może wszakże następujący opis pewnych fresków: „Gest odmowny (jakby się odwracał plecami) objawia w skrócie całość postępowania brata zbłąkanego syna (…); jego etykę na »nie«, »oczyszczające« lektury klasyków, pychę, znieczulenie. (…) sceny w monastyrze Humor (…) zacierają się coraz bardziej. Ale brat pozostaje. On się nie zatrze – ani tam, ani na innych murach” (s. 45). Czy ta krytyka paradoksalnie nie trafia rykoszetem w désintéressement Noiki i elitaryzm jego ośrodka w późniejszych latach? O ile sam pokornie identyfikuje się z bratem syna marnotrawnego, który poprzez ideę Szkoły „szuka pogodzenia się ze światem” (s. 79), o tyle w świetle tekstów poświęconych owemu myślicielowi pokuszę się o hipotezę, że zrealizowana Szkoła uczyniła z tego swobodnego ducha – brata z przypowieści, który ogranicza się do własnego kokonu.

Można wyodrębnić także trzecią nić przewodnią „Dziennika…”, połączoną z poprzednią, gdyż – jak podkreśla Zawadzki – wątek syna marnotrawnego „filozoficznie zinterpretowany (i swą inwencją dorównujący Kierkegaarda analizie postaci Abrahama […]) będzie jednym ze źródeł (…) najważniejszej koncepcji Noiki, czyli stawania się ku bytowi” (Zawadzki 2023: 103). Wiąże się ona z rozważaniami o charakterze narodowym Rumunów oraz specyfice ich kultury i mentalności; niemniej według autora posłowia rozważaniom tym przyświeca nie nacjonalizm, lecz uniwersalizm. Ku niemu zaś można podążać nie z jakiegoś abstrakcyjnego punktu, ale z usytuowania w danym czasie i miejscu (notabene w „Dzienniku…” pada opinia, że nie ma rzekomej „odwiecznej Rumunii”, bez osadzenia w historii). Za szczególnie istotne uważa Noica zakorzenienie w języku, tworze idiomatycznym, stąd roztrząsa kategorie gramatyczne czy etymologię pewnych słów kluczowych dla „rumuńskości”. Choć niektóre jego hipotezy i konkluzje wydają się ryzykowne i zbyt daleko idące, wartość filozoficzną zachowuje ich podłoże, czyli ontologia antyesencjalistyczna, wyrastająca ze sprzeciwu wobec dualizmu bytu i stawania się.

Idee te streszcza Zawadzki w posłowiu, z kolei w książce „Literatura a myśl słaba” koncentruje się na elementach, które są zbliżone do pojęć pietas i Andenken u Vattima: „[K]oncepcja sytuacyjności bytu oznacza przyjęcie perspektywy historycznej, (…) sub specie temporis, a nie aeternitatis, i zakłada, że zrozumienie bytu możliwe jest tylko w konkretnych warunkach (…). Tematem ontologii słabej jest więc to wszystko, co można by określić mianem bytowej resztki, a co sam Noica określił jako »kruchą naturę« (…), [to,] co przejawia się jako chaos i nieporządek. Tę sferę ontyczną rumuński filozof uznał za bardziej »rewelatorską« (…); nie jest to »klasyczny« obszar bytu, lecz ten, którego intuicję poddają raczej ruiny (…)” (Zawadzki 2009: 38, 44). Zdaniem badacza ów potencjał ułomności należy rozpatrywać dwojako: chodzi, po pierwsze, o rozbicie spetryfikowanych struktur, wyzwolenie żywego i stającego się; po drugie, o godność tego, co słabe, organiczne, ulegające destrukcji, przemijające. Kojarzy się tu umieszczona w „Dzienniku…” przygana pod adresem kobiety, która poprawia makijaż, bo chce zaprzeczyć zmianom (stawaniu się) – jednak według Ciorana o masce nałożonej raz na zawsze można mówić również w odniesieniu do Noiki. Autor „Brewiarza zwyciężonych” tak charakteryzował starego przyjaciela, spotkawszy się z nim po trzydziestu jeden latach: „Zarazem subtelny i naiwny, osądza was [ludzi] w sensie absolutnym, jakbyście byli jakimś bytem wsobnym albo kategorią, wcale nie przejmując się wiekiem czy okolicznościami. (…) Bezprzedmiotowy staje się dialog z kimś niezmiennym, wymykającym się upływowi czasu” (Cioran 2016: 948).

Napięcie między światopoglądami obu myślicieli ma zresztą fundamentalne znaczenie. „Po prawie ćwierćwieczu Cioran nie ustaje w okazywaniu tkliwego zdziwienia faktem, że po powrocie z internowania Noica-filozof był w stanie z powrotem zająć się swoimi spekulatywnymi konstrukcjami, (…) ontologią, »dobrem kultury« i wszystkim, co prowadzi do laickiej, niemożliwej ascezy. Życie filozofa z Păltinişu wydaje mu się w istocie egzystencjalną epoche, metodycznym braniem życia w nawias (…). Noica tymczasem przeżywa kulturę jako spełnienie życia. (…) Z drugiej strony, czytając wersy adresowane do (…) przyjaciela negatywisty, który stawia na »człowieka elpidycznego«, człowieka nadziei, podczas gdy Noica sam go ucieleśnia, musimy wierzyć, że chwała w czterech ścianach Noiki karmi się rozpaczliwą [podkr. oryg.] walką nadziei z człowiekiem antyelpidycznym” (Vieru 2018: 150, 151).

Jedną z zapowiedzi owego optymizmu stanowi uwaga w „Dzienniku…”, że człowiek przeżywający dane doświadczenie tworzy subiektywną przestrzeń, przekształca mentalnie otoczenie (brzmi to też niczym antycypacja praktyki ośrodka w Păltinişu) – może spoglądać na nią „życzliwym okiem” (s. 14). Nie trzeba wszakże stosować zasady życzliwości, by przyznać rację autorowi posłowia, że wraz z omawianą tu pozycją trafia do nas „po prostu bardzo dobra proza, zarówno pod względem wartości literackich, jak i intelektualnych, świetna stylistycznie, (…) pełna inspirujących wglądów w ważne zagadnienia filozoficzne” (Zawadzki 2023: 103). Tym ciekawiej może się prezentować obszerny „Dziennik idei” (potencjalny przekład tytułu) powstający w latach 60.–80. i opublikowany pośmiertnie – przypuszczalnie rzuca światło na ówczesną postawę Noiki, a jeśli zawiera równie intrygujące przemyślenia, to warto rozważyć udostępnienie go polskim czytelnikom.

O czym więc bohater tego szkicu snuje refleksje w dzienniku „wojennym” oprócz przedstawionej już triady? Między innymi o pierwiastkach męskim i żeńskim (dość sztampowo kontrastowanych, chociaż niebanalnie tłumaczy, dlaczego jego zdaniem trudno sobie wyobrazić Narcyza w wersji kobiecej, mimo że lusterko zdaje się wręcz atrybutem płci pięknej), o muzyce klasycznej (zwłaszcza Bacha), o architekturze, o rozumie, o „tyranii komunału” w ustrojach demokratycznych, o stosunkach między ofiarującym a otrzymującym, o filozofii greckiej jako mającej źródło w absurdzie i przesadzie, o „relacjach metafizycznych” z psem, o Heloizie i Abelardzie, o głupcach i mądrych, o kolizji ducha i duszy oraz filozofii i nauki, o samotności absolutnej, o niewystarczalności zdrowego rozsądku, o sukcesach i porażkach, o języku i jego inwencyjności, o przywracaniu ładu w biegu rzeczy, a nawet o jeździe koleją (w ujęciu filozoficznym).

Noica zwraca uwagę na ukryty wymiar błahych zdarzeń, ale też doszukuje się głębszego znaczenia różnych pojęć. Analizuje tragedie Ajschylosa, zastanawiając się, komu przypada w nich słuszność, duma nad sednem filologii czy psychologii, dzieli ludzi na uczących się przez pokojową wymianę z przyjaciółmi i uczących się pod presją wrogów, wyjaśnia, dlaczego powinna nas dotykać pochwała, a nie obraza, stawia i uzasadnia przewrotne tezy (np. „Człowiek zły czyni o wiele więcej dobra niż dobry” [s. 28], co w czasie wojny ma wydźwięk szczególnie prowokacyjny), formułuje zgrabne aforyzmy („Z jaką łatwością ludzie sprzedają swoją wolność, tę jedyną, wielką wolność – za parę swobód” [s. 73]) oraz syntetyczne twierdzenia („Być może wszystkie mity powiązane są z mitem upadku. Albowiem gdyby człowiek nie był istotą upadłą, nie potrzebowałby mitów” [s. 18]). Jakże zyskała na aktualności po osiemdziesięciu latach, w epoce smartfonów i Google Maps, obserwacja, że „[c]złowiek nieuczący się niczego w trakcie działania jest jak głuchy zadający pytania, na które odpowiedzi już zna; to współczesny turysta, udający się w podróż, by oglądać pejzaże tymi samymi oczyma, którymi w domu oglądał ich fotografie” (s. 65). „Dziennik filozoficzny” zabiera czytelników w krótką wprawdzie, ale intensywną podróż, dzięki której na rozmaite zagadnienia można spojrzeć innymi oczyma. W kontekście nieoczywistych kwestii związanych z postawą autora i funkcjonowaniem jego „szkoły” wyprawa ta staje się jeszcze bardziej pouczająca.

LITERATURA:

Antohi S.: „Koleją podmiejską do Kastalii: „szkoła” Noiki, kultura a władza w komunistycznej Rumunii”. W: G. Liiceanu: „Dziennik z Păltinişu. Pajdeja jako model w kulturze humanistycznej”. Przeł. I. Kania. Sejny 2001.

Cioran E.: „Zeszyty 1957–1972”. Przeł. I. Kania. Warszawa 2016.

Jurczak K.: „Los filozofa w czasie marnym. Spory wokół dzieła i biografii Constantina Noiki”. W: „Constantin Noica i filozofia XX wieku”. Red. J. Kornaś-Warwas, A. Zawadzki. Kraków 2018.

Kania I.: „Constantin Noica: kultura jako projekt soteriologiczny”. W: C. Noica: „Sześć chorób ducha współczesnego”. Przeł. i wstęp I. Kania. Kraków 1997.

Kania I.: „Nihilista pielgrzymujący”. W: tegoż: „Ścieżka nocy”. Kraków 2001.

Kania I.: „Noica o »duchu rumuńskim«: VIII rozdział »Sześciu chorób ducha współczesnego”. W: „Constantin Noica i filozofia XX wieku”. Red. J. Kornaś-Warwas, A. Zawadzki. Kraków 2018.

Liiceanu G.: „Zamiast przedmowy”. W: tegoż: „Dziennik z Păltinişu. Pajdeja jako model w kulturze humanistycznej”. Przeł. I. Kania. Sejny 2001.

Nowak P.: „Zespół Noiki”. W: „Constantin Noica i filozofia XX wieku”. Red. J. Kornaś-Warwas, A. Zawadzki. Kraków 2018.

Vieru S.: „Harmonia przeciwieństw”. W: „Constantin Noica i filozofia XX wieku”. Red. J. Kornaś-Warwas, A. Zawadzki. Kraków 2018.

Zawadzki A.: „Constantin Noica: filozof i diarysta”. W. C. Noica: „Dziennik filozoficzny” Przeł. I. Kania. Warszawa 2023.

Zawadzki A.: „Literatura a myśl słaba”. Kraków 2009.
Constantin Noica: „Dziennik filozoficzny”. Przeł. Ireneusz Kania. Posłowie Andrzej Zawadzki. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2023.