ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 sierpnia 15-16 (471-472) / 2023

Natalia Zając,

'TO PISANIE BIERZE SIĘ WŁAŚCIWIE Z CIEMNEGO DNA' (DOROTA KOTAS: 'CZERWONY MŁOTECZEK')

A A A
Dorota Kotas po raz kolejny proponuje nam zabarwioną autobiografią historię, będącą w pewnym sensie kontynuacją dwóch poprzednich książek – „Pustostanów” (2020) i „Cukrów” (2021). Znów mamy więc do czynienia z pierwszoosobową narratorką, która zwraca się bezpośrednio do czytelnika – nie dajmy się jednak zwieźć, lektura nie będzie imitacją przyjemnej pogawędki. Narratorka już na wstępie uprzedza: „Uwaga, opowiem teraz jedną historię, ale będzie ona dosyć szarawa, będzie pospolita jak trikolorowe kocięta, a jednocześnie dżdżysta, szorstka w dotyku jak stara kapa na wersalkę i podskakująca w miejscu, słowem naprawdę nieznośna” (s. 5). Później ostrzegani jesteśmy jeszcze kilkukrotnie, za każdym razem bardziej stanowczo, kontynuowanie czytania jest wręcz odradzane: „Ostrzegam, ponieważ jest to książka pełna ostrzeżeń. Gdyby była ona drogą krajową, powiedzmy, że drogą numer trzy, to cały pierwszy odcinek mieniłby się na żółto. Od poruszania się tą drogą dostawałoby się żółtaczki (…)” (s. 15). Szybko okazuje się, że przestrogi  nie są pisane na wyrost, w tej prozie obrywa się bowiem wszystkim: czytelnikom, recenzentom, środowisku krytyki literackiej, prowadzącym spotkania autorskie, szkole, liście lektur, patriarchatowi i kapitalizmowi, dyskursowi psychoterapeutycznemu, lekarzom czy użytkownikom mediów społecznościowych   

„Czerwony młoteczek” wzbudza w odbiorcy irytację – odczytuję to jednak jako w pełni świadomy zabieg zastosowany przez Kotas. Sama forma książki odsyłać może do konwencji internetowych wpisów – tekst podzielony jest na krótkie segmenty, które mogłyby być postami umieszczonymi w mediach społecznościowych. Poszczególne części są od siebie oddzielone hasztagami, a siłą napędową tych tekstów są gniew i potrzeba skomentowania uwierającej rzeczywistości. Narratorka tej prozy nieustannie na wszystko narzeka, ma dość otaczającego świata, gdyż jest on dla niej miejscem nieprzyjaznym, męczącym, w którym na każdym kroku spotyka się z brakiem zrozumienia dla neuroróżnorodności. Inaczej niż w dwóch poprzednich książkach, które razem z omawianą pozycją mogą być traktowane jako autofikcyjny tryptyk, w „Czerwonym młoteczku” mamy do czynienia ze strategią wypowiedzenia (czy wręcz wykrzyczenia) złości i nagromadzonej frustracji. Elementy te były obecne już we wcześniejszych pozycjach Kotas, lecz nie było one wysunięte na pierwszy plan i nie stanowiły narracyjnego centrum opowieści. Narratorka „Czerwonego młoteczka” (a po części sama Kotas, gdyż figury narratorki i autorki zacierają się w tej prozie) jest zmęczona – i trudno jej się dziwić – ciągłym reprezentowaniem: osób w spektrum, społeczności LGBT+, osób dotkniętych depresją. Nieustannie odczuwa nacisk ze strony otoczenia, nie tylko związany z presją, aby podporządkować się społecznym normom, ale także z tym, że wymaga się od niej ciągłego wypowiadania się z pozycji reprezentantki danej marginalizowanej grupy (uporczywie powracające pytania na spotkaniach autorskich). 

Ważnym tematem książki Kotas jest także relacja matka-córka. Autorka używa w tym kontekście ciekawych metafor takich jak „bycie w ciąży z własną matką” czy „kobiety o dwóch ciałach”, jednak zauważyć trzeba, że jej próba sportretowania trudnego związku z matką nie jest w literaturze czymś nowym. Przywołać trzeba chociażby „Bezmatek” Miry Marcinów czy głośną ostatnio książkę „Cieszę się, że moja mama umarła” Jannette McCurdy. Fragmenty „Czerwonego młoteczka” poświęcona matce są jednak jednymi z lepszych w całej książce, to właśnie w tych fragmentach narratorka zdaje się być najbardziej szczera. Mimo że jest kierowana silnymi emocjami, nie spłyca jednak opisu tej relacji do prostego wyrzutu. Jest w jej sposobie pisania o matce wiele odwagi i buntu względem zastanych norm społecznych. Jednak w szerszym kontekście moglibyśmy zadać pytanie o to, czy to właśnie narracja o dobrej relacji matka-córka nie byłaby czymś deficytowym w literaturze. Nie jest to oczywiście zarzut w stosunku do prozy Kotas, a jedynie zauważenie pewnej luki w literaturze poświęconej figurze matki. 

Proza Kotas wpisuje się w nurt literatury autofikcjonalnej. Mimo że w książce padają następujące słowa: „to nie jest książka o autorce książki. Nie jest to też świadectwo ani pamiętnik, ani nawet literatura rozliczeniowa lub konfesyjna” (s. 128), to trudno nie wpisać „Czerwonego młoteczka” w szerszy kontekst autofikcji. Zbytnim uproszczeniem byłoby potraktowanie tej prozy jako zapisu z życia autorki, jednak sposób kreacji narratorki (która sama siebie nazywa, używając nazwiska Kotas) oraz liczne metakomentarze związane z poprzednimi książkami zacierają tu granice między fikcją i autokreacją. Pisarka w mojej opinii bardzo świadomie gra zacieraniem tej granicy, jest to także bardzo wyraźny element charakterystyczny dla jej pisarstwa w ogóle.  

Kotas decyduje się w swojej książce na oddanie głosu subiektywnej narratorce, która o świecie mówi głównie przez pryzmat swoich własnych doświadczeń wzbudzających w niej gniew. Autorka spotkała się więc z krytyką na temat rzekomego egotyzmu i nadmiernego narzekactwa. Myślę jednak, że tego typu tezy nigdzie nie prowadzą. „Czerwony młoteczek”, biorąc pod uwagę wcześniejsze „Pustostany” i „Cukry”, raczej nie zaskakuje przyjętą mocną, subiektywną perspektywą – w przypadku tej książki ogrywane są jednak inne emocje (gniew, złość, niemoc, frustracja), co stanowi atut omawianej pozycji, a nie wadę. Widać tutaj dużą chęć walki o miejsce na swoją narrację, poprowadzoną na własnych zasadach. Narratorka narzeka na te elementy rzeczywistości, które wielokrotnie już krytykowano, wydawać by się mogło, że jest to próba wyważenia otwartych drzwi – problem jednak tkwi w tym, że w praktyce społecznej większość z tych drzwi nigdy nie zostało wyważonych. Właśnie to nieustanne stykanie się z tymi samymi problemami zdaje się być w „Czerwonym młoteczku” źródłem frustracji – gniew jest spowodowany nadmiarem: problemów, głosów, informacji, oczekiwań, które są niezwykle obciążające dla jednostki. W tym kontekście czytam nową książkę Kotas jako głos wypowiadający doświadczenie wielu osób oraz jako opowieść, która wyrasta z ciemnego dna współczesności.
Dorota Kotas: „Czerwony młoteczek”. Wydawnictwo Cyranka. Warszawa 2023.