Wydanie bieżące

1 listopada 21 (93) / 2007

Paweł Goryl,

KOWAL Z KRAKOWA

A A A
Choć nie uświadczy się ich na Rynku, Plantach czy w Parku Jordana, to prace krakowskiego rzeźbiarza w stali – Piotra Twardowskiego, można oglądać na placach i w parkach całego świata. Zwłaszcza w miejscach znanych z najbardziej prestiżowych konkursów rzeźby współczesnej. Przecież dopiero co, ten krakowski doktorant ASP, otrzymał Grand Prix na biennale w japońskim mieście Ube, jednym z największych otwartych muzeów rzeźby. Nie jest to pierwszy tej rangi sukces artysty. Rok temu otrzymał główną nagrodę na biennale w argentyńskiej Resistencii, miejscowości od wielu lat aspirującej do bycia światowym centrum współczesnej rzeźby. Niedawno zaś został zaproszony do wykonania jednej z kilkunastu rzeźb na wystawę w Turcji, a także do udziału w finale konkursu zorganizowanego przez Mittel Steel we Francji. Tym bardziej zdumiewa jego ciągła nieobecność na rodzimym artystycznym podwórku. Szczególnie, że jego dzieła to nowoczesne konstrukcje, idealnie wpasowujące się w dzisiejszą przestrzeń miejską. Dużo bardziej niż standardowe, czasem siermiężne pomnikarstwo, którego wszak nigdzie nie brakuje. A już zupełnie zaskakuje absencja na którymś z honorowych miejsc ekspozycji w zasłużonym skądinąd dla rozwoju krajowej rzeźby Orońsku.

Praca Twardowskiego, która tak oczarowała jurorów w Japonii, należy do cyklu kilkunastu projektów z serii ,,Permutacje’’. Dzieło Twardowskiego, należące do serii „Permutacje”, nie bez kozery zostało przezeń ochrzczone mianem „Zmienności”. Pomimo nieożywionych właściwości użytego surowca i jego ciężaru, rzeźba, sprawiająca wrażenie realnie uchwyconego ruchu, lekkiego, wręcz zwiewnego, jest przesycona delikatnością. Nasuwa skojarzenie z podrywającym się do lotu ptakiem, istotą należącą do dwóch odrębnych światów – nieba i ziemi, która tym samym jest symbolicznym łącznikiem pomiędzy tym, co boskie i ludzkie, poziomami ze sfer sacrum i profanum. Pomimo pozornych sprzeczności, dyktuje się tu analogia do „Ptaka w przestrzeni”, jednego z najbardziej znanych dzieł Constantina Brâncuşiego.
Paradoksalnie, mimo tak różnej formy, zdaje się, iż obaj rzeźbiarze pragną przekazać odbiorcom to samo, posługując się przy tym archetypicznym symbolem lotu. Wyraża on jedną z najbardziej istotnych dla człowieka wartości – wolność. Co za tym idzie, również szczęście, którego każdy pragnie doświadczyć. Jakże łatwo słowa Leonarda da Vinci: ,,Wystarczy, że raz doznasz lotu, a będziesz zawsze chodził z oczami zwróconymi w stronę nieba, gdzie byłeś i gdzie pragniesz powrócić”, można odnieść do uniwersalnego, idąc za Eliadem, mitu Wiecznego Powrotu – poszukiwania i tęsknoty za utraconym Rajem. Cofnięcia się i pozostania na zawsze w mitycznej, zaprzepaszczonej kiedyś krainie szczęśliwości. Praca Brâncuşiego powstała w marmurze, który jako rodzaj skały (uznanej za jedną z najbardziej „szlachetnych”) jest wytworem przyrody, tworzywem w pełni do niej przynależnym i najbardziej pierwotnym. Sam rzeźbiarz wychował się w kręgu tradycyjnej, rumuńskiej ludowości, przepełnionej za jego czasów jeszcze wciąż magią, i z niebywale rozbudowaną, nasyconą archetypicznymi elementami obrzędowością. W dorosłym życiu zainteresował się kulturą Indii i Afryki. Okoliczności te wpłynęły na kształt jego sztuki. Rzeźbiarz, sięgając w swej twórczości do samych źródeł myśli ludzkiej, posługując się najbardziej pierwotnymi, mitologicznymi wzorcami, pragnął, jak sam kiedyś przyznał, sięgnąć do samych korzeni, odkryć ,,początkową istotę lotu”. Nie dziwi, więc fakt, że jego „Ptak” sprawia wrażenie niezupełnie wyklutego. On dopiero szykuje się do wzniesienia, sprawia wrażenie, jakby wysuwał nieopierzony łebek, wprawdzie już z rozbitego, ale wciąż jeszcze jajka.

W przeciwieństwie do niewielkiego i „introwertycznego” pisklęcia Brâncuşiego, rzeźba Twardowskiego jest ogromna. Otwarta na świat i pełna witalności, a nie uśpiona i zastygła, jak gdyby nie do końca ożywiona (owa dostrzeżona przez rumuńskiego artystę, a przynależna światu natury „nieśpieszność” znalazła odbicie w angielskim przysłowiu: ,Monotony is a law of nature. Look at the monotonous manner in which the sun rises. Czy dlatego Twardowski nadaje swej rzeźbie tytuł „Zmienności”? Jakby alegorycznie przekuwa pracę swego poprzednika – rozwija myśl ukrytą przez rumuńskiego artystę pod kamienną powierzchnią rzeźby. Doprowadza do wyklucia się „Ptaka w przestrzeni”. Jego stworzenie nie marzy o locie, ono już poczuło jego smak. W końcu opuszcza krępujący je kokon, dumnie trzepoce skrzydłami.

Odrzucając pierwotny ciężar, Piotr Twardowski upodabnia się do mitycznego czarnoksiężnika. Nawiązuje do postaci legendarnego mistrza magii, noszącego takie samo nazwisko. Nieskrępowany „ptak”, niczym kogut maga, staje się łącznikiem między ziemią i niebem. Twórca wzmacnia ten efekt poprzez symboliczne nałożenie maski kowala. Tworzy w materiale przyjmującym dwojaki charakter ognia: może być zarówno symbolem życia (na przykład pług oracza, który „zapładnia” ziemię), jak i siać śmierć, vide – ostrze miecza. Ważne jest tu przeniesienie z pierwotnego poziomu. Brâncuşi tworzy w skale, wciąż jeszcze głęboko tkwiąc w świecie natury. Twardowski, sięgając po stal, wybiega w przyszłość, odrzuca stary porządek. Dokonując semantycznej ewolucji, przechodzi do porządku kultury.

Sięgnięcie „do gwiazd” nie byłoby możliwe, gdyby nie ujarzmienie płomienia. Ogień – od zawsze fascynował człowieka, szczególnie, iż jego natura jest ambiwalentna. Jest on darem boskim, ofiarowanym ku chwale stworzenia, jego rozwojowi. Istnieje jednak też ogień zły – piekielny, zsyłany, by siać trwogę, śmierć i zniszczenie. W wielu kulturach, szczególnie o tradycjach indoeuropejskich, personifikowano ten żywioł i obdarzano wielkim szacunkiem. Tak jak ludzi, którzy z nim na co dzień obcowali. Odnoszono się z respektem do kowala, gdyż uważano, że przejmuje on od „żywego ognia” jego dychotomiczne właściwości. Podobne cechy przypisywano wytworom z żelaza (bez ognia przecież nie byłby możliwy wytop rud). Tak więc korzystanie ze stalowych przedmiotów obwarowywane było wieloma zasadami. Należy też pamiętać, że stal – przynależna porządkowi kultury, to także symbol nowoczesności, znak zwycięstwa nad światem natury.


Przyjrzyjmy się jeszcze raz głównej myśli, którą poprzez akt twórczy próbują wyrazić artyści. Głównym ich celem jest przedstawienie zjawiska lotu. Czyli uosobienie tym samym abstraktu, jakim jest wolność. Dlaczego, więc ich rzeźby są takie różne? Pytanie jest jedno, możliwych odpowiedzi zapewne wiele. Ale jedna nasuwa się mimochodem, jest jak gdyby podyktowana sama przez się. Wydaje się, że rzeźbiarze, będący przecież uważnymi obserwatorami i egzegetami rzeczywistości, skupiają się głównie na ukazaniu zastanej, współczesnej im kondycji danej wartości. Twór Brâncuşiego powstał około roku 1923, czyli w momencie, gdy Europa nadal dochodziła do siebie po świeżo zakończonej wojnie. W okresie wielkich niepokojów, gdy sporą popularnością cieszyły się rozmaite trendy katastroficzne, rodził się totalitaryzm, a elity intelektualne wieściły rychły kres nowożytnej cywilizacji. Te, które zdewaluowały wyróżnioną przez obydwu artystów wartość, a często wręcz zupełnie wypaczyły jej sens. Dodajmy, że wolność również posiada dwojaki charakter: daje szczęście, ale i można się w niej – śmiertelnie – zatracić. Przykład stanowi los mitologicznego Ikara, który nie potrafiąc jej we właściwy sposób wykorzystać, myli prawdziwe szczęście z jego symbolem – lotem, czyli jedynie przyjemnością. Los Ikara zdaje się abstrakcyjny w kontekście społecznych i politycznych mechanizmów, które do niedawna rządziły ludzkim bytowaniem, istnieniem. Nie można zapomnieć, że drogę z Rumunii do Paryża Brâncuşi był zmuszony przebyć pieszo... To w dzisiejszych czasach i europejskiej przestrzeni, także tej kulturowej, coś niepojętego. Można polemizować, czy dzisiejszemu światu dane jest gdziekolwiek odetchnąć pełną i prawdziwą wolnością. Na pewno jednak, jest ona nieporównywalnie większa, niż wtedy, gdy żył i tworzył Brâncuşi.

Swoboda, jednak często źle pojmowana, narzucająca się i natarczywie nas zalewająca, odbiega od docelowego ideału. Mówiąc o wolności mamy przeważnie na myśli pogląd bardzo zbliżony do Heglowskiego jej rozumienia. (czyli ,,wolność od’’ czegoś złego i ,,wolność do’’ czegoś pozytywnego, stawiająca nacisk na akcent wyboru i możliwość jego zaspokojenia). Ale szansa, jaką wszyscy otrzymujemy od ,,ponowoczesności’’ jest wielka, wraz z rozwojem nowoczesnej cywilizacji, mamy coraz szersze spektrum jej doznawania. Twardowski to zauważa, posługując się odpowiednio dobranym materiałem oraz nadając swojemu stworzeniu formę w pełni odzwierciedlającą ducha współczesności. „Ptak’’ optymistycznie wzlatuje w ,,ponowoczesność’’. A materiał, jakim posłużył się stwórca przydaje mu dodatkowej mocy w warstwie konotującej. Bowiem żelaza raz wprawionego w ruch nie da się, ot tak zatrzymać, jego siła przebicia jest wielka.

Należy dodać, że „permutacja” to termin zaczerpnięty z kombinatoryki i oznaczający wzajemnie jednoznaczne przekształcenie pewnego zbioru skończonego na siebie (na przykład ,,1’’ na ,,n1’’, ,,2’’ na ,,n2”, etc.). W powyższym kontekście, interpretacja dzieła Polaka zdaje się być tym bardziej uprawniona. Nie zmieniając pierwotnego znaczenia, nadaje mu inną twarz – skrytą pod zmienioną formą rzeźby. Pełniej odpowiadającą jego idei. Nie dziwi więc fakt, że brodaty artysta o fizjonomii i warsztacie Wulkana coraz częściej jest honorowany na najbardziej prestiżowych konkursach rzeźby współczesnej. Zastanawia co innego: aby obejrzeć jakiekolwiek dzieło Twardowskiego w najbardziej docelowym i naturalnym środowisku – zurbanizowanej przestrzeni miejskiej, jesteśmy zmuszeni przekroczyć granice. Nie tylko mentalne, także i „fizyczne”, niestety.
Grand Prix Piotra Twardowskiego na 22 Biennale w Ubu (The 22nd Ube Biennale). Jesień 2007.