ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (479) / 2023

Natalia Barańska,

AKT ODKRYWANIA, NIE TRANSFORMACJI ('IGRZYSKA ŚMIERCI. BALLADA PTAKÓW I WĘŻY')

A A A
Film podąża za uczęszczającym do szkoły dla młodzieży elity Kapitolu, 18-letnim Coriolanusem Snowem (Tom Blyth), który próbuje wznieść się ponad swoją pozycję w społeczeństwie po tym, gdy zmarł jego ojciec i rodzina straciła cały swój majątek. Ostatnim zadaniem dla uczniów kapitolskiej Akademii jest mentoring uczestników 10. Igrzysk Śmierci w Panem. Kiedy głównemu bohaterowi zostaje przydzielona uczestniczka z Dystryktu 12, jego szanse wydają się nikłe. Jego podopieczna jednak – enigmatyczna Lucy Gray Baird (Rachel Zegler) – okazuje się mieć talent do przyciągnięcia tłumu. Pragnący wygrać za wszelką cenę bohater podejmuje szereg decyzji, które w ostateczności doprowadzą go do szczytu władzy, ale czy obejdzie się bez problemów i ofiar? Znający trylogię mogą domyślać się, jaka jest odpowiedź na to pytanie.

Kiedy definiujemy coś jako „klasyk”? Ta etykieta jest poważnie traktowana przez kinomanów na całym świecie, ale oczywiście czegoś tak subiektywnego nie da się sprowadzić do jednej definicji. Dla niektórych to film, który wykracza poza czas, w którym został nakręcony, posiadając w oczach widza ponadczasową jakość. Dla innych znowu mogą to być kultowe sceny i fragmenty dialogów, które mają emocjonalne znaczenie w ich codziennym życiu. Pod każdym względem cała seria „Igrzyska śmierci” zasługuje na miano klasyka – w świecie książki, jak i filmu. W szczególności gdy zwróci się uwagę na kulturowy wpływ całej serii książek na kulturę młodzieżową i rozpoczęcie trendu tworzenia dystopijnych produkcji, których grupą docelową jest głównie młodzież.

Nowy film z serii, „Ballada ptaków i węży”, to prequel oryginalnej opowieści, którą poznaliśmy w poprzednich filmach. Akcja filmu rozgrywa się 63 lata przed znanymi nam wydarzeniami związanymi z 74. igrzyskami oraz ich następstwami, które doprowadziły do upadku Kapitolu oraz zakończenia terroru Prezydenta Snowa – ten film to właśnie historia dojścia do władzy znanego antagonisty. Jakie wydarzenia doprowadziły go do kierowania całym Panem i przejęcia władzy? Opowieść skupia się na przedstawieniu niepokojącego origin story tak złożonej postaci, jaką jest Coriolanus Snow.

Ze względu na obszerność książki, adaptacja jest skondensowana do najważniejszych momentów. Wycina całkiem sporo informacji o uczestnikach 10. igrzysk (oprócz Lucy Gray) oraz o kolegach z klasy Coriolanusa innych niż Sejanus (Sejanus Plinth). W szczególności postacie takie jak Clemensia Dovecote (Ashley Liao) zostały zredukowane do niezbędnego minimum. Każda scena, którą twórcy wybrali bezpośrednio z książki, została zaadaptowana w dokładny sposób. Żaden wybór nie był tutaj przypadkowy – pozostawiono sceny, które moim zdaniem są najważniejsze dla zachowania integralności przesłania książki. Nadal wprowadzono jednak kilka zmian w samych rozgrywkach na arenie, jak i w trzecim akcie opowieści. Na przykład zmieniona została kolejność śmierci i sposób, w jaki umiera kilku uczestników, co może okazać się nieco frustrujące dla niektórych odbiorców, ale nie było to coś tak drastycznego, aby całkowicie zmieniło przekaz historii. Istnieją brakujące informacje z książki, które dopełniłyby całokształt fabuły filmu, i ich rzeczywiście może nam momentami brakować – czasami wręcz wydaje się to być bardzo powierzchownym traktowaniem materiału źródłowego.

W związku z tym problemem dla niektórych, również dla mnie, jest tempo filmu. Twórcy film starają się poruszyć wiele kwestii, więc dają przedsmak tych wszystkich wspaniałych momentów, ale nigdy nie dają nam czasu, aby usiąść i się nimi delektować. Wydaje się więc, że tylko dotykamy powierzchni tych interesujących postaci, a przepracowywanie przez nich, ale także widzów, rozgrywających się wydarzeń jest niemożliwe. W kontekście tempa filmu i rozwoju fabuły pojawiają się głosy, że film mógł zostać podzielony na dwie części, aby ominąć płytkie przechodzenie z jednego punktu fabuły do drugiego, przez co nie pokazuje się realnych konsekwencji i wpływu wydarzeń na postaci. Może gdyby tytułem zajął się niezwiązany wcześniej z serią reżyser, to film mógłby zostać podzielony, dając możliwość rozwinięcia każdego wątku, tak jak zagorzali fani by tego chcieli. Jednak Francis Lawrence od lat powtarza, że żałuje podziału „Kosogłosa”, także nie wydaje się dziwne, że zdecydował się na utrzymanie trzyczęściowej struktury z książki w ramach jednego dzieła filmowego, tym samym decydując się na usunięcie niektórych wątków, które w ostateczności prowadzą do tego, że momentami wydarzenia trwają w nieskończoność, a inne nie mają wystarczającego czasu ekranowego.

„Ballada ptaków i węży” to najbardziej makabryczna i bezwzględnie przemocowa opowieść z całej serii. Wielu widzów obawiało się, że film powstrzyma się przed ekploracją mroczniejszej natury uniwersum przedstawionej w tej konkretnej książce w celu zachowania PG-13. Jednakże brutalność i przemoc są obecne na ekranie, w szczególności odczuwa się je, jak można się domyślić, podczas rozgrywek 10. igrzysk, ale także poza samą areną. Momentami surowość i bezwzględność Kapitolu może odrzucać, na przykład w momencie, gdy „naturalne” dla świata przedstawionego jest umieszczenie uczestników w klatce, w ogrodzie zoologicznym. Niektóre momenty przemocy może nie zostają wyraźnie pokazane na ekranie (sposobem na to jest przedstawienie tego, co ma się wydarzyć, a następnie pokazanie reakcji innej postaci), ale mają miejsce i bohaterzy mierzą się z ich konsekwencjami – i to ważne dla widza, w szczególności tego, który zna materiał źródłowy. Nie trzeba raczej tego podkreślać w przypadku franczyzy posiadającej tak wielką fanowską społeczność, ale to film, który zdecydowanie „puszcza oczko” w kierunku widza doświadczonego. Nie chodzi tylko o pojawienie się ikonicznych elementów takich jak kosogłos, teksty piosenek czy roślina o nazwie Katniss, ale film daje również wgląd w to, jak doszło do rozwoju igrzysk na skalę, jaką znamy z pierwszego filmu. Jednym z najciekawszych elementów prequela jest zdecydowanie przedstawienie tego, jak Panem wciąż próbuje rozgryźć, w jaki sposób igrzyska powinny wyglądać, jak uczynić z nich wielki spektakl. Widzimy rozwój systemu prezentacji uczestników, pokazane zostają na przykład początki rozwoju postaci mentora, sponsorów, wysyłania podarunków na arenę, tworzenia pułapek na uczestników, a także pojawienie się pierwszego oficjalnego prowadzącego, Lucky’ego Flickermana.

To, co naprawdę uwielbiam w tym filmie, to fakt, że zanurza nas z powrotem w tym świecie, jednocześnie przedstawiając nam Panem, którego technicznie nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Kreację Kapitolu tamtych czasów opisałabym jako retrofuturyzm, który staje w opozycji do wizerunku miasta znanego widzom po skoku technologicznym.

Największym wyzwaniem dla mnie jako oglądającej okazało się to, aby nie wspierać głównego bohatera, czasami liczyłam, że mu się uda, i musiałam sobie przypominać, kim on jest. Nie powinniśmy mu współczuć, on zdecydowanie nie jest ofiarą. Z tego powodu chcę podkreślić, że to, czego moim zdaniem film zupełnie nie przedstawił, to totalne zepsucie i nieobliczalność Snowa, które może dostrzec odbiorca książki – dzięki monologowi wewnętrznemu, który ujawnia, jak bardzo obłąkany i zniszczony był bohater od samego początku. W filmie niektóre działania Snowa nie były tak jasne moralnie, jak przedstawiono to w książce, zdecydowanie brakowało w takich momentach monologu głównego bohatera. Przez wcześniej wspomnianą powierzchowność, Snow momentami wydaje się biednym chłopcem, który podjął szereg niefortunnych decyzji, ale o to właśnie chodzi w jego postaci – on miał możliwość podjęcia dobrych decyzji, ale nie były one dla niego opłacalne i nie doprowadziłyby go do celu, jaki stanowi objęcie władzy. Jeśli chodzi o zmianę podejścia do głównego bohatera, to niewątpliwie odgrywa rolę również sam aktor wybrany do wcielenia się w postać Snowa, Tom Blyth. W momencie pojawienia się pierwszych zdjęć z planu filmowego w internecie od razu pojawiły się żartobliwe komentarze: „Czemu Prezydent Snow musi być taki seksowny?”. To łatwe do przewidzenia, że Blyth stanie się kolejnym white boy of the month na TikToku i niektórym może być trudno oddzielić aktora od postaci.

Trwałe dziedzictwo filmów z tej serii jest najbardziej zauważalne w ich dzisiejszej kulturze. „Igrzyska śmierci” całkowicie przedefiniowały gatunek dystopijny dla młodych dorosłych i otworzyły oczy widzów na ten gatunek jako wartościową formę opowiadania historii. Ponad dziesięć lat później tytuł pozostaje największą dystopijną serią, jaka kiedykolwiek trafiła na duży ekran. Można śmiało powiedzieć, że „Igrzyska śmierci” nadal mają lojalną bazę fanów. Chociaż seria książek ukazała się ponad 15 lat temu, franczyza jest nadal często omawiana na platformach społecznościowych, takich jak TikTok czy YouTube. Seria filmów jest również często ponownie oglądana. W kontekście najnowszej części serii warto wspomnieć, że filmowa trylogia została udostępniona w serwisie Netflix w marcu 2023 roku i doświadczyła odrodzenia popularności w mediach społecznościowych. Dostępność filmu wywołała zainteresowanie „Balladą o ptakach i wężach”, pokazując tym samym, jak era cyfrowa radykalnie zmieniła sposób sprzedaży filmów. Wszystko to odbyło się bez żadnych kosztów dla Lionsgate, studia, które wyprodukowało i wydało filmy, ponieważ Netflix płaci im za umieszczanie swoich filmów na platformie streamingowej. Promocja, która wcześniej kosztowałaby miliony, teraz odbywa się za darmo za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Wielu fanów miało nadzieję, że nowy film zapoczątkuje renesans „Igrzysk śmierci”. I tak też się stało – temat serii powrócił w mediach społecznościowych i „dystopijna gorączka” się rozprzestrzenia. „Igrzyska śmierci” są znane ze swojego marketingu, ponieważ wykorzystały przyjazną mediom społecznościowym performatywną naturę swojej fabuły. Wiralowa kampania transmedialna serii stała się wzorem dla innych i nie zawiodła również w przypadku premiery prequela. W przypadku tego uniwersum nie musimy czekać do premiery, aby zacząć cieszyć się narracją. Najświeższym przykładem są dodane na konto The Hunger Games na TikToku materiały promocyjne (np. te, w których mentorzy opowiadają o poszczególnych dystryktach) prezentowane nam tak, jakbyśmy my, widzowie ze smartfonem w ręku, byli odbiorcami znajdującymi się bezpośrednio w Kapitolu. Tego typu taktyka marketingowa świetnie współgra z easter eggami. Na przykład – dlaczego na koncie nie pojawił się materiał o Dystrykcie 2? Widzowie znający książkę od razu wiedzą, że jest to spowodowane negatywną postawą Sejanusa, ucznia Akademii, względem corocznych rozgrywek. Tego typu podejście i przywiązanie do detali ze strony twórców, nawet w praktykach promocyjnych, stanowi bardzo satysfakcjonujący zabieg dla mnie jako fanki uniwersum.

Film stanowi próbę rozszerzenia marki, jaką jest dystopijna seria, z wnikliwością oraz troską o dorobek poprzedzającej premierę trylogii. Obecne odrodzenie dystopijnej serii nie ma na celu odzyskania dawnej chwały, która w przypadku „Igrzysk śmierci” nadal ma się dobrze, mimo upływu lat. Bardziej chodzi o odkrycie, co w tym uniwersum jeszcze się kryje, jednocześnie nie wpływając na poprzednie filmy – jest to świadomy akt odkrywania, a nie transformacji uniwersum.
Igrzyska śmierci. Ballada ptaków i węży” („The Hunger Games: The Ballad of Songbirds and Snakes”). Reżyseria: Francis Lawrence. Scenariusz: Michael Lesslie, Michael Arndt. Obsada: Tom Blyth, Rachel Zegler, Josh Andrés Rivera, Peter Dinklage, Viola Davis. Stany Zjednoczone 2023, 157 min.