ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (479) / 2023

Maria Janoszka,

COŚ POD CZARNYM WELONEM (ANN RADCLIFFE: 'TAJEMNICE ZAMKU UDOLPHO')

A A A
Z notki wydawniczej na okładce wznowienia powieści mającej blisko dwieście trzydzieści lat możemy dowiedzieć się, że „dzięki nowatorskim rozwiązaniom: fabule z pogranicza snu i jawy oraz halucynacyjnemu przedstawieniu stanów psychiki bohaterów – dzieło Ann Radcliffe od dwóch wieków poraża czytelników”. Czy rzeczywiście „poraża”? Rzecz jasna, poetyka blurba ma swoje prawa: zachwala, korzysta więc z hiperbol, wyrazów nacechowanych emocjonalnie, stara się dramatycznie wyostrzyć te cechy publikacji, które mogą zachęcić czytelnika do kupna. Czy jednak faktycznie powieść gotycka z 1794 roku może „porażać”? Zapewne po Stephenie Kingu i tak wielu klasykach grozy, także tych znacznie bliższych Radcliffe czasowo – niespecjalnie.

Faktem jest jednak, że pierwszych swoich czytelników Radcliffe porażała. Nie uzyskiwała jednak tego efektu dzięki licznym, bardzo dosłownym obrazom krwawych zbrodni i przemocy, szaleńczych namiętności (te bardzo konsekwentnie krytykuje, ukazując ich tragiczne skutki) czy działaniu niepoznawalnych, nadprzyrodzonych sił, lecz przede wszystkim dzięki doskonale rozwiniętym technikom fabularnym. Składały się na te ostatnie: wspomniana już halucynacyjna wizja rzeczywistości, sugestie (to słowo ważne w kontekście stosunku Radcliffe do fantastyki) nadnaturalnego charakteru określonych zdarzeń, długo nierozstrzygniętych, wreszcie stosowanie retardacji i suspensu, które w tak dojrzałej formie pojawiły się właśnie dopiero w jej powieściach. Radcliffe nie gustowała więc w nadmiernie drastycznych obrazach, choć i tych w „Tajemnicach zamku Udolpho” nie zabrakło, lecz poruszała się najchętniej niejako w sferze niedosłowności, na granicy dwóch światów, gdzie rzeczy mogą być tym, czym są, i być zupełnie inne, w zależności od oświetlenia, stanu psychicznego obserwującego je podmiotu, wiedzy czy innych czynników.

Nie ma chyba drugiego gatunku przynależącego do szeroko pojętej przeszłości literackiej, który od razu uruchamiałby w umysłach czytelników tak długą i schematyczną listę czy mapę mentalną obowiązkowych „rekwizytów” świata przedstawionego bądź elementów fabuły, jak powieść gotycka. Świadomość owej schematyczności ujawniały już rozmaite kręgi czytelnicze ostatniej dekady XVIII wieku, które były świadkiem bardzo szybkiego przyrastania liczby dzieł podejmujących tę konwencję. „Tajemnice zamku Udolpho” mają zaś w dziejach literackiego gotycyzmu status wyjątkowy – niejako „skodyfikowały” samą formę gatunkową powieści gotyckiej, utrwalając wspomniane schematy fabularne i rekwizyty wprowadzone przez „Zamek w Otranto” Horace’a Walpole’a (1764), doposażyły je jednak o szerszy „oddech” epicki, rozlewność narracji, dojrzałe operowanie jej dynamiką, pogłębione charakterystyki psychologiczne postaci, wreszcie o plastyczne, sugestywne obrazy pejzażu, który współodczuwa z człowiekiem. Warto również podkreślić, że powieść ta odniosła wielki sukces wydawniczy i zapewniła Radcliff ogromny dochód (honorarium przekroczyło dziesięciokrotnie oferowane zwykle autorom sumy; zob. Castle 1998: XX), co uczyniło z niej pierwszą profesjonalną pisarkę nowoczesnej Europy. 

Można oczywiście czytać „Tajemnice zamku Udolpho” dla barwnej, trzymającej w napięciu fabuły czy dreszczyku emocji wywoływanego przez opisy ciemnych korytarzy i tajemniczych komnat starego gotyckiego zamczyska, tytułowego Udolpho. Niemało tu sensacyjnych wydarzeń (akcja powieści rozgrywa się w 1584 roku): próby porwania głównej bohaterki, zbrodnie dokonane lub planowane, pojedynki, oblężenie zamku, spotkania ze zbójcami i przemytnikami, tajemnicze zniknięcia. Wielki walor utworu stanowi jednak misterna konstrukcja rozlicznych tajemnic otaczających protagonistkę – piękną, dobrą i cnotliwą, dopiero wchodzącą w życie Emilię St. Aubert, która, niedawno osierocona przez rodziców i zmuszona do rozstania z ukochanym Valancourtem, dostaje się pod władzę bezwzględnego Włocha Montoniego, pana Udolpho. Owe tajemnice wiążą się nie tylko z zamkiem i losami bądź zamiarami jego mieszkańców, lecz także z dziejami rodziny Emilii czy miejsc, które miała okazję poznać w podróży. Pajęczyna zagadek oplatających protagonistkę i jej bliskich jest wyjątkowo gęsta, Radcliffe mnoży bowiem znaki zapytania wokół interpretacji nawet drobnych epizodów, nakazując swej bohaterce nieustannie wahać się między porywami wyobraźni dręczonej przez lęki lub tęsknoty a głosem zdrowego rozsądku czy świadectwem zmysłów. Stąd właśnie ów halucynacyjny charakter powieści, o którym wspominają zgodnie niemalże wszyscy jej badacze – pisarka z niespotykanym w swej epoce wyczuciem analizowała działanie ludzkiej wyobraźni, która może wodzić na manowce, gdy podda się przerażeniu, może jednak też – dzięki wspomnieniom, pracy pamięci – przynosić ukojenie i konsolację (zob. Castle 1998: XXIII–XXIV).

Mimo dużego skonwencjonalizowania literatura gotycka miała doniosłe znaczenie w historii powieści europejskiej, bynajmniej nie tylko w zakresie unowocześnienia technik kreowania sensacyjnych fabuł czy atmosfery zagrożenia (np. dzięki odkryciu możliwości tkwiących w kształtowaniu przestrzeni). Przede wszystkim po raz pierwszy w dziejach piśmiennictwa europejskiego o wiele dokładniej analizowała tkwiące w ludzkiej psychice źródła lęku (torując drogę psychoanalizie), a także reakcje jednostki w kontakcie z niewytłumaczalnymi fenomenami. Zgłębiała również skłonność człowieka do przemocy, zła czy perwersji i stawiała pytania o ich genezę. Dodatkowo posiadała swoisty wymiar polityczny – co szczególnie chętnie eksponują współczesne analizy – eksplorowała społeczną sytuację kobiet, ofiar różnorodnie pojętej przemocy czy opresji w rodzinie lub określonym środowisku. Nawet jeśli zazwyczaj autorzy nie wychodzili poza upatrywanie szczęścia kobiety w miłości, małżeństwie i życiu domowym, będące podstawową częścią schematu gotyckiego historie pięknych, szlachetnych i cnotliwych dziewic, dręczonych czy więzionych przez rozmaitych łotrów i tyranów, obnażały skalę opresji, jakim podlegały na co dzień kobiety z różnych środowisk i stanów. Niekiedy opresorkami stawały się również inne kobiety, najczęściej w roli strażniczek własnego interesu bądź panującego systemu (na przykład zakonnice w „Mnichu” Matthew Gregory’ego Lewisa i „Italczyku” Radcliffe). 

Tak układa się historia Emilii: pod władzą Montoniego, który chce przejąć jej posiadłości, poddana jest podwójnej opresji – ekonomicznej i seksualnej. Bezpośredniego doświadczenia przemocy seksualnej udaje jej się uniknąć, jednak od pierwszych godzin pobytu w Udolpho wie, że łatwo może stać się jej ofiarą – Montoni umieszcza ją w pokoju, który oprócz drzwi wejściowych ma także drugie, otwierające się na tajemnicze schody. Te drzwi mają zaś zamki tylko z zewnętrznej strony, są więc nie po to, by Emilia w sytuacji zagrożenia mogła salwować się ucieczką, lecz by obcy mógł łatwo dostać się do jej sypialni. Montoni niejako zarządza bezpieczeństwem dziewczyny – chroni ją przed zakusami zainteresowanych nią mężczyzn, dopóki odpowiada to jego interesom, cofa zaś swą opiekę, gdy chce wymusić na Emilii cesję majątków – wtedy zagrożenie gwałtem staje się bardzo realne.

Pobyt w Udolpho jest próbą wytrzymałości psychicznej Emilii, która musi stawić czoła otaczającym ją tajemnicom i własnym lękom, poczuciu permanentnego zagrożenia psychicznego i fizycznego, wreszcie całkowitemu osamotnieniu (za wyjątkiem wiernej służby) i obcości (podkreśla to sam Montoni: „[...] jesteś obcym człowiekiem w obcym kraju i w twoim interesie leży żyć ze mną w przyjaźni”, s. 280). Mimo doświadczanego co rusz paraliżującego strachu, słabości, omdleń (bohaterki powieści gotyckich często oczywiście mdleją pod wpływem emocji), smutku i melancholii Emilia, co istotne, nie traci zdrowego rozsądku (zasady wpojone jej przez ojca – by panowała nad sobą [zob. s. 12] – okazują się trwałe), nie opuszcza Udolpho złamana przeżyciami, lecz mimo wielu wahań i rozczarowań (także w sferze miłosnej) pozostaje wierna sobie. Ma też pewne zasługi w odkrywaniu kolejnych tajemnic – choć nie jest jeszcze prototypem kobiecego detektywa, a rozwiązanie wielu zagadek odbywa się nieraz dość przypadkowo, ciekawość i determinacja nierzadko pozwalają jej zdobyć bardzo przydatną wiedzę. Historia Emilii opowiada więc także o dojrzewaniu – do samodzielności i samoświadomości. Wydaje się, że właśnie ten wymiar powieści chciał podkreślić wydawca, umieszczając na okładce fragment ryciny przedstawiającej nagą młodą kobietę o wijących się włosach i nieufnym spojrzeniu – dla porównania, pierwsze polskie wydanie z 1977 roku zdobiły inspirowane pracami René Magritte’a ilustracje Romana Cieślewicza, sugerujące raczej surrealny klucz lektury.

Halucynacyjny charakter „Tajemnic zamku Udolpho” ma związek również z wykorzystaniem motywu sobowtórstwa, tak chętnie podejmowanego później przez romantyzm do eksploracji ludzkiej tożsamości (jej budowania, utraty), lecz również skłonności do zła. Radcliffe mnoży podobieństwa i pomyłki – Emilia przypomina zmarłą markizę z nawiedzonego Chateau-le-Blanc, dwaj wielbiciele bohaterki – Valancourt i Du Pont – dziwnie się ze sobą mylą, tajemnicza muzyka rozbrzmiewa i w chateau, i w Udolpho, dawna właścicielka Udolpho jest znów podobna do jednej z poznanych przez Emilię mniszek. Radcliffe mnoży te zaskakujące podobieństwa przede wszystkim w celu budowania atmosfery tajemniczości i niesamowitości, wystawiającej na próbę zdrowy rozsądek Emilii, skłonnej nieraz podejrzewać, że stała się „ofiarą straszliwych wizji nawiedzających chorą wyobraźnię” (s. 518). Sobowtórstwo jest więc próbą dla rozumu i zmysłów, które nieraz tu zawodzą. Pisarka dba jednak o to, by każde z tych niezwykłych podobieństw ujawniło swój prawdziwy charakter i zupełnie ludzkie/ziemskie pochodzenie.

Podobny celom służy również wybór nocnej pory jako tła wielu wydarzeń – Radcliffe zapowiada już estetykę romantyczną, chętnie eksplorując kształty rzeczywistości modyfikowane przez brak światła i reakcje ludzkiej psychiki w sytuacjach ograniczonej sprawności zmysłów. Opowiadająca się jednak po stronie racjonalizmu autorka nie bada tu jednak romantycznej „nocnej strony istnienia” z zamiarem dotarcia do prawd nadprzyrodzonych, ukrytych dla rozumu, lecz zwraca uwagę na rolę emocji w procesie poznania. W tym sensie jest to także powieść o fikcji i łatwości przekraczania granicy między jawą a snem – rację ma Karol Samsel, gdy pisze w posłowiu, że „dojrzały gotycyzm powieści Ann Radcliffe niezależnie od pisarskich celów autorki pozostaje przede wszystkim doświadczeniem fikcji, nierealności, świata stworzonego na próbę” (Samsel 2023: 850). W pewien sposób fikcja „Tajemnic zamku Udolpho” daje się więc czytać również jako refleksja nad wszelkim artystycznym światotwórstwem.

W powieściach Radcliffe Niesamowite jest tylko efektem iluzji, pomyłki, maskarady czy zbiegu okoliczności. Znika, gdy zostaje nazwane – przez postać, która rozwikłała zagadkę, lub przez samą narratorkę, dbającą o to, by czytelnik nie ugiął się pod ciężarem nadmiaru tajemnic. Ciekawym przykładem operowania chwytem wyrażalności i niewyrażalności jest powracająca przez dwie trzecie powieści kwestia „okropnego widoku” (s. 320), który ukazał się Emilii w jednej z komnat, gdy z ciekawości podniosła czarny welon okrywający – jak myślała – obraz. Dopiero na ostatnich kartach powieści narratorka, korzystając ze swych praw instancji wszechwiedzącej – decyduje się ujawnić, co dokładnie tak długo napawało pannę St. Aubert przerażeniem. Gdy otrzymuje to imię – znika groza.

Mimo że miłośnicy horroru i fantastyki mogą podczas lektury poczuć niedosyt bądź rozczarowanie sposobem, w jaki Radcliffe traktuje to, co nadprzyrodzone, lub krzywić się na nie tak znowu mało sentymentalnych westchnień, z pewnością jest to powieść warta przywrócenia pamięci, choćby z uwagi na to, jak wiele szeroko pojęty nurt współczesnej grozy zawdzięcza wypracowanym przez pisarkę technikom. Tego typu wznowienia udowadniają także, że literatura uznawana za dawną nie jest martwa i z powodzeniem daje się czytać na nowo, w nowych kontekstach, z wykorzystaniem nowych perspektyw badawczych. Pozostaje mieć nadzieję, że to nie ostatni mało znany dziś klasyk przypomniany przez PIW. 

LITERATURA:

Castle T.: „Introduction”. W: A. Radcliffe: „The Mysteries of Udolpho”. Ed. By B. Dobrée. With an Introduction and Notes by T. Castle. Oxford University Press. Oxford–New York 1998.

Samsel K.: „Wstęga Möbiusa”. W: A. Radcliffe: „Tajemnice zamku Udolpho. Romans strofami poezji przetykany”. Przeł. W. Niepokólczycki. Posłowie K. Samsel. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2023.
 

Ann Radcliffe: „Tajemnice zamku Udolpho. Romans strofami poezji przetykany”. Przeł. W. Niepokólczycki. Posłowie K. Samsel. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2023.