ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 listopada 22 (94) / 2007

Maciej Malicki,

TAKIE TAM (1)

A A A
1.
– Jak się mówi? Irak, czy Iran?


2.
Miłość w samoobronie


3.
Wysyfisko


4.
– Roman nie żyje.
– Który?
– No ten, co tu chodził.
– A, ten. Co się stało?
– Umarł.


5.
Piwo, piwo, nie ma Warsu, nie ma Warsu, piwo, piwo!


6.
– Kocham pana wyroby panie Bolku.
– Ależ ja ich nie robię pani Hermeno, ja je kupuję.
– No tak, ale pan je kupuje spod serca.


7.
– Nie wiem która godzina bo mi się telefon rozładował.


8.
Wczesne lata siedemdziesiąte. Warszawa. Mecenas z kolegą jadą trabantem spod uniwersytetu. Na wysokości hoteli Europejskiego i Bristolu przez pasy przechodzi kurwa. Nie ma wątpliwości. Wygląd, miejsce. Kierowca hamuje w ostatniej chwili. Prostytutka wali pięścią w dach samochodu.
– Kurwa, królowie życia, co!? – krzyczy.


9.
Joko ono jest gupio.


10.
Mieszkałem kiedyś u Kolesia. W Górnych. Wynajmowałem pokój. Spędzałem tam sylwestra z dziewczyną. Rano, w nowy rok, słyszymy łomot. Szafka się przewróciła? – zastanawiam się. Wybiegam do przedpokoju – patrzę – leży Koleś. W ręku siatka. W siatce pizza. Podnoszę go, wlokę do pokoju, sadzam w fotelu. Koleś, zrobię ci coś do jedzenia. Koleś ocyka się i mówi – sam se zrobie. Koleś pizzę do mikrofalówki [mikrofalówka stoi na stole], podchodzi do lodówki wyciąga kawał żółtego sera, kładzie bryłę na środku pizzy, zamyka drzwiczki mikrofalówki i nastawia ją na pięć minut. Idę do swojego pokoju, do dziewczyny. Słyszymy, że dzwoni mikrofalówka. Zaglądam do Kolesia, a on znowu wciska guzik i natychmiast zasypia. Następne pięć minut. Wracam do pokoju. Historia powtarza się kilkanaście razy. Wkurwia mnie dzwonek mikrofalówki. No to idę. Koleś – pizza, szarpię go za ramię. Koleś wstaje, podchodzi do lodówki i wyciąga krauze ogórków. Dobra – myślę. Będzie jadł. Dziewczyna wychodzi. Musi wracać do domu. Zaglądamy do niego. Śpi w fotelu. Na kolanach pusta krauza. Ogórki rozsypane wokół. Dobra. Dziewczyna pojechała. Wyjebałem pizzę do kosza, Koleś się budzi. Coś bym zjadł – mruczy. Jest od ciula makaronu – proponuję, ugotuję, ale musisz iść do sklepu po sos. Dobra, idę – godzi się Koleś. Wychodzi. Ja gotuję. Mija godzina, dwie, trzy. Wkurwiam się. Jestem potwornie głodny. Ubieram się – idę szukać Kolesia. Obok domu jest bar Reginka. Sprawdzę – postanawiam. Wchodzę – jest. Siedzi na krześle. Śpi. Na kolanach ściska krauze ogórków.


11.
Quo vadis – kaj ciśniesz chopie?


12.
Cacao anchois


13.
Spotkałem nawet szczęśliwą konduktorkę


14.
W pociągu rozmawiam z mężczyzną w średnim wieku. Rozmawiam – za duże słowo. Ot, wymieniamy od czasu do czasu kilka zdań. Facet od czasu do czasu wychodzi z przedziału. Za każdym razem zabiera ze sobą plecak. Wchodzi do toalety. [Słyszę, bo siedzimy w pierwszym przedziale]. Wraca po kilku minutach. Coraz bardziej pijany. Po kolejnym powrocie mówi:
– Tak, my nic o sobie nie wiemy. Nie chcemy wiedzieć.
Chodzi o to, że on jest z Sosnowca – Zagłębia, ja – Mikołowa – z Górnego Śląska.


15.
Matka [nie akceptuje mnie, od roku nie byłem w domu], buty [dwa lata w adidasach], gitara [ciężka praca], odrabiam wojsko [ośrodek pomocy społecznej], pieniądze [wystarcza na czynsz i jedzenie, od dwóch lat nic sobie nie kupiłem – maszynki do golenia – nic, nie chciałbym mieć za dużo kasy, nie wiedziałbym co z nią zrobić], pacjenci ośrodka [w ułamku sekundy stał się rośliną, ośmioletni Waldek (obejmuje mnie, kocham cię – mówi, zawsze uśmiechnięty), dziewczyna po porażeniu mózgowym, w pokoju stoi zdjęcie, ktoś wyciął z niego jej chłopaka, większości pensjonariuszy nikt nie odwiedza, nie rozumiem tego], praca [wstaję o piątej, autobus 620, wracam czwarta, piąta, jem, drzemka, dwie, trzy godziny z gitarą, spać], mieszkanie [u rodziców dziewczyny] prości ludzie [ojciec górnik], godni i uczciwi, na maturze miałem poprawkę z angielskiego, zdałem ją dopiero pod koniec sierpnia, za późno, nigdy już nie będę studiował, chciałem filologię polską, kiedyś bardzo dużo czytałem, od kilku lat nic, nie mam czasu.


16.
– Zapomniałem o jedzeniu. Wczoraj rano zjadłem drożdżówkę.


17.
– Dlaczego tak cicho mówisz?
– Bo jak powiem coś głośniej, to kaszlę.


18.
Auchan, Mikołów, „restauracja staropolska”, propozycja z menu: – kotlet z hamburgera.


19.
Kiosk Ruchu. Podchodzi bezzębny kibic. Pyta:
– Szom bierki?
– Nie ma.


20.
– Jaki wynik?
– Zero zero.
– Którzy nasi?
– Niebiescy.
– To znaczy?
– Z prawej.
– Aha.


21.
– Poproszę najtańsze wino.
– O jakim smaku?
– Wszystko jedno. Takie, żebym mógł butelkę otworzyć scyzorykiem.


22.
– Dobrze się czujesz?
– Ja?
– Ty. Widzisz jeszcze kogoś?
– Nie. Źle. Dlaczego pytasz?
– Zgasiłeś papierosa w moim piwie.
– Przecież nie palę.
– Właśnie.


23.
– Masz ogień?
– Hm.
– Masz?
– Hm. Nie wiem.
– Dobra. Był pod gazetą.


24.
– Jak leci?
– Z litra kibel.


25.
– Co dzisiaj będzie robił Siwy?
– Siwy dzisiaj będzie nie pił.