ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 listopada 22 (94) / 2007

Bernadetta Darska,

PRASKIE POZY CZY PŁASKA PROZA

A A A
Aleksander Kaczorowski znany jest ze swojej fascynacji Pragą. Opublikował zbiór esejów, których bohaterami są czescy pisarze – „Praski elementarz”, zbiór wywiadów z czeskimi twórcami pt. „Europa z płaskostopiem” oraz biografię Bohumila Hrabala zatytułowaną „Gra w życie”. „Praskie łowy” to jego debiut powieściowy. Przyzwyczajeni do fascynujących opowieści na temat tuzów czeskiej literatury, oczekiwalibyśmy równie intrygującej fabuły z Pragą w roli głównej. Tymczasem otrzymujemy książkę wyraźnie bazującą na znajomości praskiej architektury i anegdot z życia pisarzy, ale niedopracowaną stylistycznie, napisaną szkolnym językiem, fabularnie nieangażującą. Tajemnica anonsowana czytelnikowi na początku nie jest, niestety, na tyle fascynująca, by uznać, że Kaczorowskiemu udało się w prozie to, co wcześniej w esejach, wywiadach czy biografii. Porównywanie przez wydawcę książki do pisarstwa Hrabala i Kundery to zdecydowanie nadużycie, próba ratowania słabej powieści poprzez skojarzenie z prawdziwymi mistrzami pióra.

Oto niespełniony pisarz, zwany Słomką, wraca po latach do Pragi, miasta, w którym przeżył wielką miłość i wielkie rozczarowanie. Wydawca zapowiada pikantne sceny erotyczne, co jest dość dyskusyjne. Niemniej bohater chętnie wspomina własne podboje i przyglądając się kobietom, ocenia je pod kątem potencjalnych talentów łóżkowych. Dość wyeksploatowany to literacko pomysł, zwłaszcza że typ macho posługujący się językiem rażącym sztucznością, jest delikatnie mówiąc mało przekonujący. Autor funduje czytelnikowi opowieść spod znaku wspomnień. Próbuje odtworzyć klimat Pragi lat dziewięćdziesiątych, wrócić do czasów młodości. Słomecki musi nie tylko spotkać się z dawnym przyjacielem, który zdradził, ale też zmierzyć się z kilkoma demonami przeszłości. Wspomina również swoją ukochaną – nowojorską Żydówkę Miriam. Przeszłość zostaje przywołana w stosunkowo schematyczny fabularnie sposób. Bohater bowiem wręcz wymusza na przypadkowo spotkanej autostopowiczce wysłuchanie swoich zwierzeń.

Kaczorowski świadomie stosuje chwyty, mające pomóc w przekonaniu czytelnika, że ma do czynienia z równie pasjonującą historią jak na przykład w przypadku „Europy z płaskostopiem”. Znajdziemy tu więc chociażby wplecione w fabułę opowieści z życia Ladislava Fuksa, Bohumila Hrabala czy Egona Schiele. Fragmenty autentycznych biografii to za mało, by z książki bez pomysłu uczynić powieść z kluczem. Paweł Dunin-Wąsowicz porównuje „Praskie łowy” z „Bądź moim Bogiem” Remigiusza Grzeli – na korzyść tego pierwszego. Problem w tym, że obaj autorzy zbyt mocno zaufali interesującym biografiom innych, autentycznie istniejących ludzi, za mało natomiast dali z własnej wyobraźni i umiejętności konfabulacji.

Autor próbuje też opowiedzieć o trudnych czasach komunizmu. Odsłania przed nami historię zdradzania i szpiegowania osób najbliższych, ukrywania własnej podłości przez lata, wreszcie problemów z przebaczeniem i zapomnieniem. Gdy jednak porównamy opowieści Kaczorowskiego z tymi, które na przykład znajdziemy w „Gottlandzie” Mariusza Szczygła, razi ich schematyczność i przewidywalność. Temat współpracy ze Służbami Bezpieczeństwa wydaje się być kolejnym, w zamiarze atrakcyjnym, wypełniaczem, podobnie jak wspomniane wcześniej elementy biografii sławnych twórców.

By uatrakcyjnić swoją schematyczną historię, Kaczorowski zamieszcza fragmenty w stylu: „Najlepiej, jak dziewczyna trzyma cię za jaja” (s. 7) lub: „Zastanowiłem się: czy ja na jej miejscu miałbym ochotę kochać się z każdym klientem? Na pewno nie. Lecz z drugiej strony, to chyba nienaturalne poznawać codziennie dziesiątki mężczyzn, z których przynajmniej kilku na dobę musi być całkiem do rzeczy, i nie mieć ochoty na seks” (s. 10). Przy tak „filozoficznych” rozważaniach inspirowanych atrakcyjną kobietą w hotelowej portierni, nietrudno posądzić autora o talent kabaretowy. Nic bardziej błędnego jednak. Kaczorowski zajmuje się tym na poważnie. Dla uatrakcyjnienia fabuły wprowadza także delikatnie zarysowany wątek lesbijski.

A jaki jest finał książki? Może tam chociaż pojawia się coś niebanalnego? Niestety. Autor usiłuje zaskoczyć czytelnika, decydując się na rozwikłanie tajemnicy z przeszłości. Oczywiście, niezbędny jest element zaskoczenia. Czyli – w dużym uproszczeniu rzecz ujmując – nie ten był zły, o którym myśleliśmy, że taki jest.

Powieść Aleksandra Kaczorowskiego rozczarowuje. Okazuje się, że znajomość Pragi, czeskich realiów i czeskiej literatury nie wystarczy do napisania ciekawej opowieści. Autor chciał, żeby było trochę ambitnie, trochę popularnie – wyszło nijako. A to najgorsze, co mogło przydarzyć się książce z Pragą w tle.
Aleksander Kaczorowski: „Praskie łowy”. Wydawnictwo Świat Książki. Warszawa 2007.