Wydanie bieżące

15 listopada 22 (94) / 2007

Izabela Franckiewicz,

DZIEŃ, KTÓREGO NIE SPOSÓB ZAPOMNIEĆ

A A A
„4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni” – to tytuł, a zarazem czas, jaki upłynął od momentu zajścia w ciążę jednej z bohaterek najnowszego filmu rumuńskiego reżysera Cristiana Mungiu. Niczym w tragedii antycznej, akcja rozgrywa się tu od świtu do zmierzchu, a dylematy, z którymi muszą zmierzyć się bohaterki, przypominają te ze starożytnych dramatów. Akcja filmu ma miejsce w Rumunii, tuż przed upadkiem komunizmu. Gabita decyduje się usunąć ciążę. W zorganizowaniu zabiegu pomaga jej koleżanka z akademika – Otilia. Nielegalnej aborcji ma dokonać, polecony przez inną mieszkankę domu studenckiego, Bebe. Od początku jednak sprawy nie idą tak, jak powinny. Apogeum fatum ciążącego nad bohaterkami okazuje się niezwykle wygórowana cena, jaką muszą zapłacić za zabieg.

Akcja, która przez cały czas wręcz z dokumentalną precyzją pokazuje podejmowane przez Otilię, na prośbę koleżanki, przygotowania do zabiegu, wprowadza nas również w klimat komunistycznego systemu. Choć, być może z racji pamięci o naszych niedawnych realiach, przedstawione sceny wydają się momentami dość groteskowe. Dzieje się tak również za sprawą Ganity, postaci tak nierozgarniętej i niezaradnej, że pomimo tragizmu sytuacji, w jakiej się znalazła, trudno jej współczuć. Szczególnie, że w konsekwencjach jej nieudolności, zdecydowała się partycypować Otilia, która mimo iż nie jest główną bohaterką opowieści, stanowi ogniwo zapalne perypetii. Stopniowo jednak napięcie wzrasta, a dramaturgia angażuje widza tak bardzo, że czas i miejsce przestają się liczyć. Jedno z ostatnich ujęć, w którym widzimy Otilię krążącą po ciemnych uliczkach, by pozbyć się płodu, stwarza napięcie i trwogę niczym w thrillerze. Wyczuwamy jednak, że Muniu igra z widzem, daje sygnały, że coś się stanie, straszy odbiorcę, po czym odpuszcza.

Film „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni” podbił tegoroczne Cannes. Zdobył Złotą Palmę i nagrodę FIPRESCI. Prasa pisała o nim, jako o obrazie zmagania się bohaterek z rzeczywistością, własnymi emocjami i moralnością. Można go tak odczytać, dla mnie jednak jego realizm, czy wręcz naturalizm, każe odbierać go, jako film o skrobance – zabiegu, którego kolokwialna nazwa w języku polskim brzmi równie drastycznie, jak historia opowiedziana przez Cristiana Muniu. Jest to film przejmujący w sferze wizualnej i poruszający na płaszczyźnie scenariusza, którego z pewnością łatwo się nie zapomina, jednak reżyser szokuje, nie interpretując, pokazując drastyczne fakty, a nie osądy. Zabrakło w „4 miesiącach…” psychologii postaci i uwiarygodnienia niektórych rozwiązań w świecie przedstawionym. Czyżby kluczem do niektórych absurdalnych działań bohaterów, powinna być świadomość wypaczenia, na jakie skazywał ich system totalitarny? Może.

Mimo to, film Cristiana Mungiu warto zobaczyć. Reżyser zaproponował niecodzienny zabieg formalny, łącząc dokumentalną precyzję z thrillerową grozą. A wszystko osiągnął zaledwie zdjęciami, naśladującymi w swojej estetyce formę dokumentalną – z częstymi zbliżeniami postaci i ujęciami momentami przypominającymi amatorskie nagrania. Dobry warsztat, kontrowersyjny temat – czego można chcieć więcej?
”4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni” (4 Luni, 3 Saptamini si 2 Zile) Reż.: Cristian Mungiu. Scenariusz: Cristian Mungiu. Obsada: Anamaria Marinca, Laura Vasiliu, Luminita Gheorghiu, Vlad Ivanov, Alex Potocean. Dramat, Rumunia, 2007, 103 min.