ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (487) / 2024

Mateusz Wojda,

WIEM, ŻE NIC NIE WIEM? ('ANATOMIA UPADKU')

A A A
„Anatomia upadku” Justine Triet, świeżutki laureat Oscara za scenariusz (a rok temu – Złotej Palmy w Cannes) przypomina kryminał z gatunku whodunit. Mamy denata, podejrzaną o zabójstwo oraz proces dochodzenia do prawdy… i tu powinniśmy się zatrzymać na chwilę. Rzadko się bowiem zdarza kryminał (ubrany w szaty dramatu sądowego), który poddaje w wątpliwość możliwość dotarcia nie do sprawcy, ale do samej prawdy. Który mówi do widza: czy na pewno wiesz wszystko? Czy czegoś nie przegapiłeś? Jesteś pewien? Mnoży pytania, z których to najważniejsze na początku – kto zabił? – przestaje takim być.

We francuskim Grenoble, wracając z przechadzki z psem-przewodnikiem, nastoletni Daniel Maleski (Milo Machado-Graner) znajduje przed domem ciało swojego ojca, Samuela (Samuel Theis). Sekcja zwłok wskazuje, że Samuel zginął od uderzenia w głowę, ale patolodzy nie są w stanie stwierdzić z całą pewnością, czy uderzenie pochodziło od upadku, czy od ciosu jakimś przedmiotem. Znaki zapytania podczas śledztwa namnażają się i prowadzą do oskarżenia Sandry Voyter (Sandra Hüller), żony Samuela i uznanej pisarki, o zabójstwo męża. Sandra uparcie twierdzi, że jest niewinna, a śmierć Samuela mogła być wypadkiem. Lecz zgodnie z przewidywaniami adwokata, prokuratura nie daje jej wiary.

Proces Sandry daje zadość tytułowi, który nie tyle odnosi się wyłącznie do analizy, jak Samuel spadł z wysokości na zmrożony śnieg, ile też do upadku małżeństwa Samuela i Sandry. Małżeństwa, w którym było coraz mniej miłości, a coraz więcej frustracji, wzajemnych żalów, oskarżeń i zadawania sobie bólu. Węzeł gordyjski ujawnianych w toku procesu pretensji okazuje się tak mocno spleciony, że wzajemnie się one równoważą i trudno z czystym sercem powiedzieć, po której stronie jest więcej winy. Nie dlatego, że spięć i sporów jest tak wiele, ale również z powodu narzucającej się samoczynnie chęci interpretacji i wartościowania. Dla jednej osoby większym ciosem będzie zdrada małżeńska Sandry (do tego z kobietą), dla drugiej może być zaniedbywanie przez Samuela obowiązków rodzicielskich, by pisać powieść, przez co Daniel stracił wzrok po potrąceniu przez motocykl. Jedni z empatią spojrzą na Samuela, oskarżającego Sandrę o kradzież jego pomysłu na książkę, inni staną po jej stronie i uznają mężowską wściekłość za zazdrość o sukces wydawniczy żony. Poparcie którejś ze stron od razu pcha do podjęcia następnego kroku – uznania winy bądź niewinności Sandry. Że wpada się przez to w pułapkę, nie muszę pisać.

Cały film jest tak skonstruowany, by podczas seansu widz odczuwał coraz większe wątpliwości. Narastają, oplatają go coraz bardziej, aż w końcu zawijają w kokon. Każdy detal może mieć znaczenie, zgubienie byle poszlaki staje się dziurą nie do wypełnienia, kolejne dowody i analizy sobie zaprzeczają, robiąc z mózgu widza koktajl. W tym jest metoda Triet – w cierpliwym utwierdzaniu widza w przekonaniu, że za żadne skarby świata i Chiny Ludowe nie dowie się na własną rękę, co tak naprawdę zdarzyło się na strychu domu Maleskich. Samuel mógł się zabić, ponieważ nie był w stanie już znieść utraty autonomii i podporządkowania się żonie, a samobójstwo było nie tyle aktem desperacji, ile ostatnią próbą samostanowienia o sobie. Sandra mogła zabić Samuela, bo miała serdecznie dość jego narcystycznego użalania się nad sobą z powodu decyzji, jakie sam podjął (ktoś mu kazał oddać Sandrze pomysł na powieść lub uczyć syna w domu?), oraz zachowań pasywno-agresywnych. Obie opcje są tak samo możliwe… jak i niemożliwe.

„Anatomia upadku” nie może podjąć innej decyzji, niż zrezygnować z roszczenia do pokazania, jaka jest prawda. Poznajemy tylko wyrok wydany przez sąd. Ale czy oddaje prawdziwy stan rzeczy? Tego nie wiemy. Reżyserka zostawia nas z niczym. Można oczywiście uznać, że decyzji sądu nie powinno się komentować i trzeba ją zaakceptować taką, jaka jest. Ale chyba nie po to Triet nas „czołgała” przez całe śledztwo, proces, zderzała opinie, hipotezy, podsuwała materiał dowodowy i podawała go w wątpliwość, przypominała ustami swoich bohaterów o subiektywności przedstawionych dowodów i zeznań czy kazała nam wątpić we własne zdolności do rekonstrukcji zdarzeń z pamięci, byśmy ot tak zaakceptowali to, co powiedziała pani sędzia, nieprawdaż?

I co wyciągniemy z tej lekcji anatomii, jaką nam dała doktor Triet? Że jesteśmy więźniami własnej subiektywności? Że prawda może i istnieje, ale dotarcie do niej jest dość trudne? Że prawdziwe życie to nie jest kryminał Agathy Christie, gdzie dowiemy się na ostatniej stronie, że winny jest ogrodnik? Gorzka to puenta – dowiedzieć się, że fraza „wiem, że nic nie wiem” to nie tylko filozoficzny bon mot starego Ateńczyka irytującego przechodniów egzystencjalnymi pytaniami, ale i opis kapitulacji człowieka przed własnymi ograniczeniami. Ale to nie jest naszą winą. Tak jak Daniel nie był winny temu, że stracił wzrok. On najlepiej ze wszystkich opisuje ludzką kondycję. Jesteśmy ślepi, zdani na omylne zmysły, nie raz wątpimy w to, czy na pewno celne odtwarzamy przeszłość. Ale jednak to robimy, wierząc, że się nie okłamujemy.

Polski prozaik Józef Mackiewicz, znany powszechnie z bon motu, że „tylko prawda jest ciekawa”, mówił też, że „całkowitej prawdy nie zna żaden człowiek na tym świecie. To co my, ludzie, nazywamy „prawdą” jest zaledwie jej szukaniem” (Mackiewicz 1962). Możemy tylko sklejać jej odłamki, licząc na to, że ułożymy jakiś sensowny obraz. Na tym polega swoisty geniusz filmu Justine Triet, polemiczny wobec dominującego dyskursu produkowanego przez filmy kryminalne i sądowe. Nie na zanegowaniu prawdy, tylko na pokazaniu, że wciąż jej szukamy i być może nigdy jej nie poznamy w stopniu, w jakim byśmy chcieli. Bo zawsze może pojawić się inny punkt widzenia, „nowy dowód”. Albo w najmniej spodziewanym momencie zawiedzie nas pamięć.

LITERATURA:

J. Mackiewicz [1962]: „Zwycięstwo prowokacji”. https://www.pogon.lt/czytelnia-dziel-juz-mackiewicza/58-ksiegarnia-biblioteka/jozef-mackiewicz/63-zwycistwo-prowokacji.html.

„Anatomia upadku” („Anatomie d'une chute”). Reżyseria: Justine Triet. Scenariusz: Arthur Harari, Justine Triet. Obsada: Sandra Hüller, Swann Arlaud, Milo Machado-Graner, Antoine Reinartz. Zdjęcia: Simon Beaufils. Francja 2023, 151 min.