Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (95) / 2007

Marta Lisok,

ZAMAZYWANIE/PRZYPOMINANIE

A A A
Wizualny patchwork pędzla Radka Szlagi prezentowany w Galerii Zderzak, niepokojący w swym manierycznym upodobaniu do cytatów, intryguje i uderza do głowy. Tropikalno – arktyczne baśnie Szlagi dają się rozciągać i kawałkować jak wata cukrowa. Przepływ obrazów przypomina migawki reklam rozmazanych za szybami pędzącego metra, wszystko zlewa się w zhomogenizowany i smakowity estetycznie serek podany na tacy nowodzikiej ekspresji. Świat przedstawiony jego prac przyciąga jak magnes swoim psychodelicznym klimatem. Basquiatowskie rozmazania zostają doprawione skrobanymi dziecięcą ręką napisami. W obrazie z marszałkiem Piłsudskim na koniu czytamy, że „grom wali w pączki wolności. Rspkt józefkasztanka”, w innym, przedstawiającym górali, procesję księży i przyglądających się im niedźwiedzi polarnych, znajdziemy reklamę karty visa. Mamy tu do czynienia z kopią bez oryginału, dobrze odrobioną lekcją z najnowszych trendów. Z kogo zatem ściąga Radek S.?

Przypominające hermetyczne rebusy czy krzyżówki, z których wyrwano zestaw pytań, pozostawiając jedynie przecinające się poziome i pionowe kratki, palimpsestowe obrazy Szlagi niewątpliwie spełniają postulat Tadeusza Brzozowskiego, według którego dzieło sztuki powinno dla odbiorców stanowić raczej książkę niż aforyzm czy telegram. W nawarstwieniu elementów pączkujących niczym uczniowskie bazgroły na marginesach zeszytów, tło przenika się z tym co na pierwszym planie. W spływających strugach koloru dalekim echem pobrzmiewają przecierki Roberta Rauchenberga. Wobec rosnącej prędkości życia, artysta pośpiesznie destyluje z mnogości sensów receptę na prowizoryczne odnalezienie się w rzeczywistości nowych mediów. Opisując ją, Paul Virilio zauważył, że „rzeczy zjawiają się mocą swego znikania”. Zjawisko to określił mianem pyknolepsji, stanu chwilowego znikania świadomości, gdy zmysły pozostają przytomne, jednak nieczułe na zewnętrzne wrażenia. Ta parosekundowa nieobecność, niezauważana przez otoczenie, stwarza momenty zniknięcia, które kształtują nasz obraz rzeczywistości na równi z przytomną obecnością. Pyknoleptyk Szlaga nie chce się zgubić, wpaść w szczeliny między zjawianiem się i znikaniem, dlatego na swoich płótnach dla własnego bezpieczeństwa zamraża docierające do niego przemieszane, męczące świadomość komunikaty, przypominające się uporczywie informacje i niekompletne wyrwane z kontekstu historie.


Jego bluźniercze i obrazoburcze mazanie bazuje na chaotycznej pierwotnej energii, która zdaje się buzować jak magma gdzieś pod powierzchnią obrazów. Szlaga postępuje podobnie jak Tomek Kozak, o którym Stach Szabłowski, pisał, że narzuca sobie strategię poszukiwacza skarbów, pirata sięgającego bez skrupułów po fragmenty cudzych narracji, archeologa, penetrującego marginalne pokłady kultury i medialny szum, przez który przepuszcza migawki zaczerpnięte z brukowców i przetransponowane w malarstwo. Stylistyka reklamy idealnie współgra z komiksowym skrótem. Cykl „Historia i geografia” bazuje na kolistych formach wpisanych w kwadrat płótna, wielkoformatowych pieczęciach wytłoczonych w zbiorowym postrzeganiu, zamazanych przez wielokrotne powielanie sloganów. Postkolonialne błądzenie artysty sytuuje się gdzieś pomiędzy rozliczaniem się z malarskim dziedzictwem (powtarzające się obsesyjnie słowo „malarstwo” pisane w stylu solidarność, czy „Malarstwo. Patrz z daleka i nie dotykaj” jako gra z hasłem protominimalisty Ada Reinhardta) a Stasiukowym włóczeniem się na obrzeżach Europy w dziejowym bezczasie. Wystawa przypomina miejsce eksplozji zarówno pod względem formalnym z uwagi na ferie barw, jak i penetrację meandrów globalnego dziedzictwa, na którego peryferiach wylega się amorficzna i egzotyczna polskość. Szkolny tytuł zdaje się być grą artysty z kodami, obrazującą kryzys zdolności przedstawienia jakiejkolwiek formy stałej geograficzno – historycznej wiedzy jako zbioru drogowskazów dotyczących tożsamości, przynależności i prawa, o którym pisze Irit Rogoff w swojej książce pt „Terra Infirma – Geografia Kultury Wizualnej”. Rogoff postuluje odejście od dyskursu usytuowania, określającego, kim mamy być, gdzie i kiedy, co umożliwi wydostanie się z urojonej przynależności lub z tragedii jej braku.

Co ciekawe, w Zderzaku „Historia i geografia” to już trzecia „szkolna/przedmiotowa” wystawa w tym roku, wcześniej już „Lekcje angielskiego” Basi Bańdy i „Puszcza” Ryszarda Grzyba sięgały po podręcznikowe konwencje, nawiązując do słownikowej potrzeby klasyfikacji, wyznaczania granic i uściśleń. W mrocznej, pomimo stylistyki hawajskiej koszuli, opowieści Szlagi – edukatora zarówno historia, jak i geografia staje się zmurszałym systemem klasyfikacji, sposobem prostego ulokowania, płaszczyzną przetapianie się narodowych i lingwistycznych narracji. Zmutowana, karykaturalna historia w polskiej Nibylandii wybucha na jego płótnach, naruszając rutynę i zamknięte struktury poszufladkowanego postrzegania i usytematyzowanej wiedzy. Artysta swobodnie zamazuje szkolną tablice, przygotowując ją do zapisania nowych wzorów, nie rządzących się żadnymi ze znanych reguł.

Radek Szlaga „Historia i geografia" Galeria Zderzak, Kraków, 9 listopada – 11 grudnia 2007