Wydanie bieżące

1 lutego 3 (51) / 2006

,

HEY

A A A
„Echosystem”. Sony/ BMG 2005
Mimo że zespół powstał w 1992 roku, to uważam, że dopiero teraz naprawdę nagrał swoją debiutancką płytę. Wcześniejsze można uważać za wprawki, za preludium do „Echosystemu”. Dopiero na tym albumie dostrzec można pozytywne skutki odejścia Piotra Banacha z zespołu i zastąpienia go nowym gitarzystą Pawłem Krawczykiem. Na szczęście, nie stara się on kopiować Banacha, co dobrze rokuje na przyszłość muzyce grupy. Hey wszedł w fazę dorosłości, kończąc z indiańskimi przebierankami na scenie, zerkaniem w kierunku Pearl Jam i Nirvany, a także angażowaniem się w muzyczne koszmary typu „Moja i twoja nadzieja”.

Zespół poszukuje form i ciekawych, nietypowych brzmień. Zachowuje się trochę jak The Beatles w studiu przy Abbey Road Grzebie w dźwiękach, oddzielając ziarno od plew. Zarówno Hey jak i realizator nagrań Leszek Kamiński uczą się, jak dobrze rejestrować utwory, jak przekazać energię piosenek tak, aby w studiu nie straciła swojej wagi i mocy. To dobry znak, zwłaszcza, że na wcześniejszych nagraniach zespołu brzmienia przesterowanej gitary przypominały sypanie piachu na tekturę falistą.

Zawsze wzdrygam się, słuchając tekstów Kasi Nosowskiej. Nie napawają zbytnim optymizmem. Opowiadają historie z tej ciemniejszej strony życia. Trącą traumą i fatalizmem. Myślę, podążając tropem tekstów, że życie Nosowskiej nie należy do zbytnio udanych i szczęśliwych. Jest drogą przez mękę, wzmocnioną jeszcze fundamentem fatalistycznej filozofii Emila Ciorana. W utworze emancypacyjno-feministycznym „W imieniu dam” jest taki fragment: „do cholery!/ spróbuj wbić do łba!/ ja na imię Kaśka od kołyski mam!”. Czy wokalistce Hey chodzi wyłącznie o to, by nie mówić do kobiet zdrobniale, czule, intymnie, tylko „walić” po imieniu, czy raczej, aby szanować i tolerować bliską osobę, z jej wadami, zaletami i własnym sposobem postrzegania samej siebie? Każdy niech sam odpowie na to pytanie.