ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lutego 3 (51) / 2006

Kamil Dąbrowski,

LISA GERRARD & JEFF RONA

A A A
„A Thousand Roads”. Reincarnate, 2005.
Lisy Gerrard nie trzeba szczególnie przedstawiać. Połowa znanego duetu Dead Can Dance, autorka muzyki do wielu filmów… i oczywiście niesamowity głos. Na scenie muzycznej nie ma zbyt wielu takich niezwykłych talentów. W swej najnowszej płycie Lisa Gerrard po raz kolejny eksploruje egzotyczne kontynenty dźwięków. Tym razem, a jest to romans z muzyką ilustracyjną do filmu „A Thousand Roads”, przenosi nas w krainę Indian obu Ameryk. Dzieło wspomógł Jeff Rona, twórca znany choćby z tematów muzycznych do takich filmów jak „Traffic” czy „Black Hawk Down”.

Lisa od wielu lat współpracuje z wieloma muzykami i kompozytorami, a jej przygoda z obrazami dźwiękowymi zaczyna przeistaczać się w pasję. Niedawno w wywiadzie zwierzyła się, że reaktywacja Dead Can Dance miała charakter iście symboliczny i było to podyktowane organizacją trasy koncertowej „Umarlaków”. Dzięki temu na krótko fani na całym świecie mogli znowu zobaczyć i usłyszeć jeden z najbardziej mistycznych i oryginalnych duetów muzycznych. Gerrard przyznała też, że nie zamierza kontynuować kariery pod sztandarem DCD. Ostatnio dała się poznać jako współtwórczyni muzyki, wespół z Ennio Morricone, do filmu „Los utracony” na podstawie powieści węgierskiego noblisty Imre Kertésza.

„A Thousand Roads” powstała w domowym studio Gerrard przy użyciu laptopa Jeffa (Macintosh G4), zaawansowanych programów na PC-ecie Lisy (Akai S5000 i Nuendo), partii Slovak Radio Symphony Orchestra i oczywiście różnego rodzaju sampli. Wszystko to, jak stwierdził Jeff, jest prostym sposobem na kolaborację. Muzyka jest częściowo przesiąknięta klimatami znanymi już z wcześniejszej twórczości L.G. – zarówno z Hansem Zimmerem (przy pracy nad ścieżką dźwiękową do „Gladiatora” współpracował także Jeff Rona), Patrickiem Cassidy czy Pieterem Bourke. Oczywiście dużo mamy elementów jednoznacznie określających tematykę tej płyty: zaśpiewy Indian Mohawk, Inupiat i Navajo czy dźwięki fletni, tak często kojarzonej z Ameryką Południową.

Zawsze, gdy słyszę głos niesamowitej Australijki, ciarki na moich plecach przechodzą w niebiański dreszcz. Tak jest i tym razem. Mistyczną i transową płytę „A Thousand Roads” polecam nie tylko fanom Dead Can Dance i solowej twórczości Lisy Gerrard. Poczujcie powiew wolności Ameryki sprzed epoki kolonizacyjnej.