ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lutego 3 (51) / 2006

Krzysztof Ociepa,

DOŚWIADCZENIE WOJNY

A A A
Początek filmu jest nieco zwodniczy i mógłby sugerować, że widzom zaserwowano kolejną typowo hollywoodzką fabułę. Anthony Swofford ma dwadzieścia lat i właśnie znalazł się w szczególnym życiowym momencie. Miłosne rozczarowanie i brak pomysłu na przyszłość pchają go w objęcia Wuja Sama. Jeżeli ktoś widział takie filmy jak „Top Gun” czy „Oficer i dżentelmen” to doskonale wie, że amerykańska armia, jak żadna inna instytucja w tym kraju, potrafi pomóc młodemu człowiekowi sprecyzować życiowe priorytety, temperując jednocześnie jego wybujały indywidualizm i ucząc odpowiedzialności za bliźnich. Krótko mówiąc: pozbawiony kręgosłupa maminsynek dostaje krótką szkołę życia i opuszcza koszary jako dorosły mężczyzna. Poza tym wojsko, jako miejsce odosobnienia, pozwala uchronić się od zdradliwych knowań płci pięknej. Być może armia łamie charaktery, kręgosłupy i inne części ciała, ale serce rekruta pozostaje bez najmniejszego szwanku.

Film Sama Mendesa wolny jest od tego rodzaju dydaktyzmu. Jego obraz nosi w sobie intencję polemiczną wobec propagandowych obrazków chwalących zalety służby wojskowej, wpisując się raczej w nurt amerykańskiego filmu wojennego, którego reprezentantami są „Czas apokalipsy” Coppoli i „Full Metal Jacket” Kubricka. Inspiracje są wyraźne i twórca filmu wcale się z nimi nie kryje – podział filmu na dwie części (pierwsza – przedstawia szkolenie rekrutów w Stanach Zjednoczonych, druga – ich frontowe losy) to nic innego, jak tylko powtórzenie schematu fabularnego z filmu Kubicka. „Czas apokalipsy” niewątpliwie zainspirował reżysera do pokazania wojny jako widowiska, a żołnierzy jako aktorów świadomych ról, które mają do odegrania. Reżyser był zapewne świadom, iż nie ucieknie od porównań z wielkimi poprzednikami, dlatego sceny wprost nawiązujące do klasycznych pozycji amerykańskiego kina wojennego wzięte zostały w ironiczny cudzysłów. Scena, w której rozentuzjazmowani rekruci oglądają „Czas apokalipsy” zapada w pamięć nie mniej niż słynny atak kawalerii powietrznej z filmu Coppoli. Jeszcze bardziej dosadnie reżyser potraktował „Łowcę jeleni”. Zamiast filmu o wietnamskiej traumie, żona jednego z żołnierzy „uszczęśliwiła” go kasetą wideo z „domowym porno”, w którym wystąpiła razem ze swoim sąsiadem. W przypadku filmu Coppoli jest to bezpośrednie unaocznienie inspiracji, w przypadku „Łowcy”… bezpośrednie zdeprecjonowanie potencjalnego tropu interpretacyjnego. Takie zabiegi zmuszają widza do szukania wartości filmu poza obszarem cytatów i nawiązań. Mimo świadomości istnienia wielkich poprzedników Sam Mendes wyraźnie daje widzom do zrozumienia, że jego film należy traktować jako w pełni autorski przekaz.

Strategia reżysera wolna jest od radykalizmu, który każe wielu filmowcom nieustannie demaskować i demolować kino gatunków wraz z zawartą w nim amerykańską mitologią. Dla Mendesa ta mitologia jest częścią amerykańskiej rzeczywistości i nie można jej po prostu uznać za anachroniczną i odrzucić. Reżyser dostrzega zarówno dobre jak i złe strony amerykańskiego doświadczenia. Służba wojskowa i doświadczenie wojny przyniosły Swoffordowi wiele bólu i upokorzeń, ale jednocześnie sprawiły, że rzeczywiście stał się dojrzałym człowiekiem. Postacie wojskowych zostały nakreślone grubą kreską, zaś ich ostentacyjny patriotyzm wydaje się być mocno groteskowy, ale jednocześnie dla reżysera jest oczywiste, że to świetni fachowcy w swojej dziedzinie, którzy wiedzą, że pozy i retoryka rodem z Dzikiego Zachodu są dobre jako materiał propagandowy, ale na polu bitwy nie mają racji bytu.

Zawartość myślowa filmu Mendesa może budzić konsternację wśród tych, którzy domagają się czarno-białej wizji świata. Jednak reżyser nie stara się burzyć zastanych struktur, raczej woli je wykorzystywać dla wiarygodnego oddania doświadczenia, jakim była wojna o Kuwejt. Swój cel osiąga przede wszystkim dzięki wiarygodnemu rysunkowi psychologicznemu postaci. Wprawdzie młodzi żołnierze zostają skutecznie zainfekowani patriotyczną propagandą, w efekcie czego ich rozmowy często przypominają przerzucanie się sloganami. Ale w przeciwieństwie do odhumanizowanej wizji odmalowanej przez Stanleya Kubricka w „Full Metal Jacket”, Swoffordowi i jego kolegom udaje się zachować tożsamość.

Z pełnowymiarowymi portretami postaci wiąże się szeroki wachlarz ludzkich zachowań, różnorodnych reakcji, tonacja serio przeplata się z groteską i koszarowym humorem rozładowującym powagę sytuacji. Reżyser nie ucieka od okropieństw wojny, ale stara się przykładać odpowiednią miarę do tego czym dla amerykańskich żołnierzy była pierwsza wojna w Zatoce Perskiej. Jego bohaterowie przeszli szlak bojowy, nie oddając ani jednego strzału i dopiero w finale mogą sobie postrzelać na wiwat z radości po zakończeniu wojny. Konflikt w Zatoce Perskiej był w gruncie rzeczy pokazem siły i skuteczności, który pochłonął stosunkowo niewielką liczbę ofiar. Pojedynczy żołnierz był tylko trybikiem w wielkiej machinie wojennej i od jego postawy naprawdę niewiele zależało. Bohaterowie są szczęśliwi, gdy wreszcie dostają zlecenie zabicia irackiego oficera. Niestety w ostatniej chwili rozkaz zostaje odwołany. Sprawą zajmie się lotnictwo, które zrówna wszystko z ziemią. Frustracja, rozczarowanie, bezsilność to słowa, które najlepiej opisują sytuację zwykłych żołnierzy podczas tego konfliktu. Przygotowani do walki i przekonani o słuszności swojej misji, nie mieli szans, by wykazać się na polu bitwy. Być może ten problem może się jawić jako wydumany. Wietnamska klęska zostawiła Ameryce w spadku tysiące okaleczonych psychicznie i fizycznie weteranów. Anthony po powrocie do domu będzie zapewne prowadzić normalne życie. Jednak udział w wojnie o Kuwejt odciśnie się na pewno na jego późniejszych losach. Pod tym względem niewiele będzie się różnić od żołnierzy walczących w Wietnamie czy Korei. Reżyser ukazując wyjątkowość pierwszej wojny w Zatoce Perskiej postarał się ująć problem w ramę, którą jest uniwersalne doświadczenie wojny. Wydaje się, że efekt jest co najmniej zadowalający.
„Jarhead”. Reżyseria: Sam Mendes. Scenariusz: William Wisher Jr. (na podstawie powieści Anthony'ego Swofforda). Występują: Jamie Foxx, Jake Gyllenhaal, Chris Cooper, Peter Sarsgaard. Gatunek: dramat/wojenny, USA 2005, 120 min.