Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (96) / 2007

Monika Ruszało,

A-CHRONIZM

A A A
Przytaczając znamienne zdanie autorstwa Jeana Cocteau: „Jesteśmy pokornymi sługami drzemiących w nas mocy”, Piotr Kurka, wskazał, w którą stronę ma zmierzać stający naprzeciw jego dzieł (którego nie chcemy nazwać „odbiorcą” – czyt.: „od–biorcą”). To „droga lasu”, zaś potwierdzeniem słuszności takiego rozpoznania jest sam tytuł wystawy w Galerii Zderzak: „To, co się nam przydarza, już do nas nie należy”. Ów tytuł (stanowiący zarazem tytuł jednego z jedenastu prezentowanych obrazów), został – jak wyjaśnił Kurka – zaczerpnięty z rozprawy „Patańdżatali i Joga”, której autorem jest religioznawca, mitolog, filozof kultury - Mircea Eliade. Zdanie: „To, co się nam nie zdarza…” stanowi, w traktacie rumuńskiego badacza, podpis pod zdjęciem przedstawiającym zwłoki zawinięte w całun.

Jak istotne jest w przypadku twórczości Kurki funkcjonowanie słowa, przekonuje także – a może przede wszystkim odczytanie tytułów prac (tylko jedna z nich jest opatrzona podpisem „Bez tytułu”, a i to zdaje się być świadomym zabiegiem). Ze swej natury precyzyjne, nie stanowią tłumaczenia jednego języka na drugi, czy też inwazyjnego postulatu interpretacyjnego, a wyłącznie wskazówkę, za którą, jeśli chcemy, możemy podążyć.
„To, czemu nie nadaliśmy nazwy
lub czego nie ubraliśmy w symbol
umyka naszej uwadze.
Nigdy nie widzimy dwóch ludzi,
lub jednego człowieka,
dwa razy tak samo”
(Wystan Hugh Auden, „Nie jestem aparatem fotograficznym”)
Prezentowane na wystawie akwarele oraz (jedna) rzeźba powstały w 2007 roku. Godząc się poddać sugestiom artysty, udajemy się w retrospektywną podróż, podążając jego tropem. Jak bowiem poinformował Kurka, akwarele, które można oglądać w Zderzaku, są ilustracją impulsów, które pociągnęły za sobą powsta(wa)nie wcześniejszych prac – rozwiniętych w przestrzeni.

Powtarzające – niepowtarzające się motywy, konfrontowane ze sobą w obrębie jednego dzieła, ale i w szerszej perspektywie całej wystawy, tworzą kalejdoskop znaczeń. Dopiero analiza każdej pracy z osobna oraz ich wzajemnych relacji, umożliwiłaby podjęcie próby ogarnięcia całej tej palety znaczeń, docenienie ich przenikania się na różnych płaszczyznach i powielania. Motywy powracające, nawet nie przetwarzane, a wręcz – cytujące same siebie, to postać marynarza, czaszka, zając, postaci (nieomal) bliźniacze, woda, lustro, woda – lustro, potworne zwierzęta morskie (mątwy i manty, czyli płaszczki), dywan, z umieszczonymi w czterech rogach syfonami, napełnionymi cieczą.

Symbolika akwatyczna pojawia się w kontekście wielu prac. Już sam wybór techniki to potwierdza – obrazy są malowane techniką akwarelową, czy raczej wodna farba (czasem w towarzystwie pasteli) wypełnia precyzyjny, ostry kontur. Tym samym powstają jakby lawowane rysunki, stylizowane na ilustracje magazynów czy książek dla młodzieży wydawanych na początku XX wieku.

Chłopcy – bliźniacy, wyłaniający się jakby z czarnej czeluści, czy też zanurzający w nią? Ponad nimi góruje nieproporcjonalne wielka postać królika – albinosa (akwarela „Toxic Twins”). Identycznie ubrani skłaniają do zapytania, czy to faktycznie dwie, czy też jedna osoba, odbijająca się w ciemnej – a więc jednoznacznie negatywnie nacechowanej – wodzie.

Ciekawe słowne korelacje posiada akwarela zatytułowana „Antonin Artaud”, na której został ukazany mężczyzna, ciągnący łódź. Na pierwszym planie widnieje dywan, w którego czterech rogach umieszczono syfony. Tytuł wskazuje na postać, związanego z ugrupowaniem surrealistów, twórcy Teatru Okrucieństwa. Artaud, zainteresowany zwłaszcza religiami Dalekiego Wschodu, rozumiał teatr jako rodzaj rytuału, który miał stać się rzeczywistością samą dla siebie.

W obrazie „Avenida Diagonal” (avenida – hiszp. aleja) przedstawia obramioną żółtym i pomarańczowym pasem elipsę – centrum krzyżujących się opozycji. Z elipsy wyrastają: półpostać chłopca – marynarza i odpowiadająca jej, umieszczona po przeciwnej stronie głowa dziewczynki, z otwartymi jak do krzyku ustami. Pojawiają się tu, także skontrastowane, sylwetki wilka i zająca, zwierząt chtonicznych i lunarnych zarazem, związanych ze sferą nocy, płodności i śmierci.
O byciu marynarzami i podróżowaniu po całym świecie marzyli niegdyś mali chłopcy, przywdziewając obowiązkowo marynarskie ubranka. Marynarz to człowiek, który, będąc nieustannie w ruchu (nieraz nieodczuwalnym), spędza życie na wodzie. Wbrew prawom fizycznym, spaceruje, śpi, je, bawi się – na jej powierzchni. Żyje więc w środowisku, do którego nie jest predysponowany jako przedstawiciel gatunku homo sapiens. Jednakże, czyż nieustannie nie wraca tym samym do praźródeł, prapoczątków gatunku? Albo też po prostu do początku każdego ludzkiego istnienia? Na obrazach Kurki marynarze, zawieszeni pomiędzy światami, kołysani przez bezdenne otchłanie, zmieniają się częstokroć w śpiących (małych) królewiczów. Być może jest zupełnie na odwrót.

Jedenaścioro postaci w strojach z drugiej dekady XX wieku, stojących w rzędzie na wąskim pomoście – kładce, wychodzącym w morze. Radosne postaci – wśród których znajduje się jedno dziecko, zdają się pozować do fotografii jak uczestnicy wycieczki. Obok w wodzie rysuje się sylwetka gargantuicznych rozmiarów głowonoga. Wszystko to opatrzone jest tytułem „Metoda Hellingera”. Dodajmy, iż „metoda ustawień rodzinnych” Berta Hellingera jest, kontrowersyjnym w oczach specjalistów, działaniem psychoterapeutycznym, mającym na celu uzdrawianie relacji rodzinnych. Pacjent, podążając za sugestiami terapeuty, wybiera kilkoro obcych ludzi, którzy zostają ustawieni symbolicznie „na miejscu” członków jego rodziny. Nie orientując się w sytuacji rodziny, doświadczają takich samych odczuć, jakich członkowie, zaś zadaniem terapeuty jest doprowadzić te relacje do ładu. Wybór tytułu i formuły obrazu wskazuje, iż penetrowanym obszarem jest „mit” szczęśliwej rodziny i beztroskiego dzieciństwa. Szczególnie bliskie związki zdają się łączyć artystę z okresem drugiej dekady wieku XX. Podstawą tej identyfikacji jest wygląd strojów ukazanych tu postaci. Czy to nie swoisty powrót do nieznanej przeszłości, do dzieciństwa przynależnego poprzedniemu wcieleniu?

Szczególna konstelacja, nawracających jak zły sen, „elementów”: czaszek – w tym jednej – przestrzelonej, popiersia, a właściwie korpusu śpiącego marynarza, zająca, jest uchwytna w obrazie „Tiger Lilies”. Widzimy wyżej wymienione „przedmioty”, spoczywające w ziemnych dołach. Zza przekroju gleby, wyłaniają cię lilie, w całej swej białej niewinności. Skonfrontowane z własnym mianem, obnażają to, co rodzi targana popędami podświadomość – kwiaty, które kłamią, iż nie są drapieżnikami – „tygrysami”, oblekając się w białą szatę.

Rzeźba „Dunia” nawiązuje jednocześnie do akwareli „Tańce na lodzie”, jak i do obiektu, w odniesieniu do którego owa akwarela powstała. Chodzi tutaj o pracę eksponowaną na wystawie „Konflikt między dobrem a złem jest chorobą umysłu” w jeleniogórskim BWA wiosną 2006 roku. Oba przestrzenne obiekty łączy technika i materiały, użyte do wykonania „rzeźb”: na wystawie krakowskiej bardzo skrupulatnie odnotowano: „kulki szklane, silikon, filc, igliwie, żywica epoksydowa, lusterko”. „Dunia” może być czytana jako imię, ale w języku suahili oznacza – „świat”. W konsze, przypominającej kielich kwiatu i wyrastającej z, uformowanej ze szklanych kulek, nogi (obutej w niestabilną łyżwę), znajdujemy igliwie, z którego wyrastają białe grzyby, które były kojarzone z zaświatami, jako że rodziły się poza ekumeną – w lesie. Ta przedziwna struktura to obraz świata – ziemi (w dosłownym znaczeniu), cykliczności, która nią rządzi. A jednak ten doskonały mechanizm potrzebuje lustra.

Twórczość Piotra Kurki to „figuracja symboliczna”, sztuka erudycyjna. „Erudycję” należy „wyczytywać” z przesłanek. Nie ma tu epatowania. Nie ma też anachroniczności. W istocie, bez-czas wcielenia w życie refleksji nad czasem, którego nie ma, zezwala na zastosowanie obok siebie silikonu i filcu, szklanych kulek, farby wodnej i igliwia. Wszak mówi się o tym co było-jest-będzie…

Autor pokazuje rudymenty, fundament ludzkiej egzystencji, istnienia świata. Zakreślając, nie zamyka. Odsłania ślad, zachęcając do eksploracji, które w zamierzeniu mają wykroczyć poza zadane treści, dotrzeć do głębszych pokładów – zarówno tych, które przynależą nam wszystkim jako niezbywalne dziedzictwo gatunku, jak i osobniczym interpretacjom tychże oraz warstwom bardziej „zewnętrznym” – indywidualnym przeżyciom i ich skutkom dla człowieczej duszy (psyche).
„W lesie są drogi, które często zarastają i kończą się nagle chaszczami, w których nie postąpiła ludzka noga. To są drogi lasu” (Martin Heidegger).
Piotr Kurka „To, co się nam przydarza, już do nas nie należy”. Galeria Zderzak, Kraków. 14 grudnia 2007 – 26 stycznia 2008.