Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (97) / 2008

Łukasz Iwasiński,

BAJZEL. GITARA, GŁOS I LOOPY

A A A
Bajzel to dowód na to, że o sile muzyki decyduje wizja, charyzma i pomysłowość, a nie zastępy instrumentalistów, tabuny sprzętu czy drogie studia. Wyposażony jedynie w gitarę, głos, sampler i parę efektów, artysta wysmażył porcję wyśmienitych psycho-rockowych piosenek, które wkrótce wydane zostaną nakładem należącej do Tymona wytwórni Biodro Rec. Nie przegapcie tej premiery.

Łukasz Iwasiński: Jak wyglądały początki Twojej przygody z muzyka? Bajzel to nie jest Twój pierwszy i jedyny projekt...

Bajzel: Zaczęło się od tego, że już jako gówniarz kochałem muzykę. Kończąc podstawówkę, skumałem się z kolegą Belle i zaczęliśmy wspólnie brzdąkać na gitarkach na chacie. Pewnego dnia przyszedł Rysiu, któremu daliśmy poduszkę, co by w nią walił tak jak walą bębniarze.
Po jakimś czasie przenieśliśmy się na salę prób i zaczęliśmy grać troszkę głośniej. I tak funkcjonowaliśmy przez jakieś 15 lat – z różnymi wokalistami i pod różnymi nazwami, bez żadnych szczególnych sukcesów estradowych i wydawniczych. Po jakimś czasie stwierdziłem, że trzeba spadać z naszej uroczej, lecz przymałej miejscowości, świata liznąć, gdzieś się pokazać i zacząć w końcu działać. Niestety, nikt ze mną nie pojechał, chłopaki zostali, a ja po paru latach bezskutecznego szukania w Poznaniu kolejnych niezastąpionych kamratów muzycznych zacząłem kombinować, jak to ogarnąć samemu i wykombinowałem na bazie loopów, gry i śpiewania taki właśnie solowy projekt. No i tak sobie gram sam – 4 lata już będą – starając się o to, by muza dobra była i o to, by grać coraz więcej koncertów.

Ł.I.: Dziś doskonale radzisz sobie w pojedynkę. Czy wykluczasz poszerzenie składu? Partnerzy byliby dla Ciebie zbędnym balastem, ograniczali Twoją ekspresję?

Bajzel.: Oczywiście zdążyłem wypracować sobie odpowiedź na pytanie: „czy nie chcę grać z innymi muzykami” – otóż, bardzo chętnie, ale takie projekty nie wykluczą mojego solowego grania. Po prostu siłą rzeczy byłaby to inna muza niż to, co robię sam i na pewno nie zarzucę solowego projektu, co najwyżej stworzę parę innych, a pomysłów trochę mam. Jeno czas musi mi na to pozwolić.

Ł.I.: Eklektyzm, zabawa konwencjami i lekkość ich łączenia, psychodeliczny czy też nieco surrealistyczny klimat, przy zachowaniu bezpośredniości przekazu i lo-fi’owej aury – wszystko to zamknięte w formę zgrabnych piosenek, w których, pomimo tej rożnorodności, słychać jednak indywidualną, oryginalną wrażliwość. Co powiesz na taki opis Twojej muzyki?

Bajzel.: Lepiej bym tego nie ujął!

Ł.I.: Ten – nazwijmy to umownie – postmodernistyczny, piosenkowy lo-fi kojarzy mi się nieco z Beckiem (bardziej w sensie metody, niż konkretnych stylistycznych podobieństw). Zgodzisz się z tym?

Bajzel.: Zgadzam się z Beckiem. I mam nadzieję, że on ze mną też by się zgodził

Ł.I.: W trakcie pracy nad utworami, jakiego instrumentarium / sprzętu używasz? – piosenki, mimo dość prostej formy, bywają (zwłaszcza jak na 1-osobowy skład!) zaskakująco bogate aranżacyjnie.

Bajzel.: Mój główny instrument to gitara, do tego używam efektu zapętlającego. Przy tworzeniu prostych form groove’owych łączę je z samplami perkusyjnymi, a jak już się zrobi z tego dobra sekcja rytmiczna, to sobie gram i śpiewam, wymyślając piosenki, które zamykam, dzięki jakiejś ciekawej aranżacji oraz pomysłowi na melodię i warstwę tekstową.

Ł.I.: Jak radzisz sobie na koncertach? – nie miałem niestety okazji zobaczyć Cię na żywo...

Bajzel.: Nie mnie sądzić, jak radzę sobie na koncertach, ale z tego, co mi opowiadano, wynika, że daje z siebie dużo energii, jeszcze więcej niż udaje mi się zarejestrować w nagraniach. Staram się nie zastanawiać tylko grać, przekazywać piosenki w jak najbardziej swobodnej i szczerej formie.

Ł.I. Kiedy pojawi się płyta? Opowiedz o niej.

Bajzel.: Płyta ukaże się na dniach. Jest już dawno nagrana i wytłoczona. Ponoć od razu, jak tylko poczta dostarczy płytki do serpent.pl, będzie można je nabyć, a w styczniu dokładnie 7 stycznia, płyta ma się pojawić w sklepach muzycznych. Oczywiście, czy wszystko przebiegnie zgodnie z naszym punktualnym jak życie planem tego, nie mogę zagwarantować.
Płytka jest kompilacją piosenek obejmujących okres 4 lat – od początku powstania
projektu, do tej pory. Większość z nich rozpowszechniałem już od dawna w wersji demo na koncertach, jednak wszystkie (z wyjątkiem jednej) zarejestrowałem ponownie w trochę bardziej eleganckiej jakości i formie oraz dodałem do tego z 4 nowe pieśni i parę dziwnych przerywników. Wszystko to wydaje Biodro Records jako zamkniętą nieodwołalnie formę, chyba, że kiedyś wkurzę się i postanowię jeszcze coś poprawić. Oby nie.

Ł.I.: Jaka była rola Piotra Pawlaka – zrobił tylko mastering, czy miał też wpływ na produkcję płyty?

Bajzel.: Piotr Pawlak uszlachetnił barwę oraz jakość i dynamizm pojedynczych śladów, po czym wspólnie stwierdziliśmy, że najlepiej będzie, gdy sam zmiksuję wszystkie kompozycje jak tylko potrafię najlepiej. Następnie Piotrek zmasterował i podkręcił całość, by brzmiała jak najlepiej.

Ł.I.: Opowiedz o teledysku, który zrobiłeś w Stanach. Skąd taki pomysł, w jakich okolicznościach powstał?

Bajzel.: Z tym teledyskiem to było tak, że na dość hipisowskim weselu Marysi Dąbrowskiej i Grzesia w Szczecinie pojawił się zaprzyjaźniony z nimi kolega Matthew Shroeder z żoną Natalią Szostak, a że na weselu ktoś uparł się i puszczał w kółko moją demówkę, to wpadła mu w ucho piosenka pt. „Window". Postanowił nakręcić do niej teledysk, jako że pracował w
Stanach przy produkcji podobnych rzeczy i marzył o tym, by samemu jako scenarzysta i reżyser zrealizować taki właśnie samodzielny projekt. Po jakimś czasie przysłał mi rozrysowany na sekwencje scenariusz własnego pomysłu, który mnie rozwalił, no i zaprosił do Stanów, ponieważ tam miał możliwość praktycznie darmowego korzystania ze sprzętów
potrzebnych do uchwycenia teledysku. Mógł też liczyć na pomoc paru znajomych z branży i nie z branży.
Wszystko to brzmi tak łatwo i prosto, ale tak naprawdę trwało ok. 1,5 roku, łącznie z moją walką w ambasadzie o wizę, tysiącem problemów, maili, itd. Na szczęście teledysk jest już zrealizowany od początku do końca i mam nadzieje, że nasze wspaniałomyślne kanały muzyczne będą na tyle łaskawe, że puszczą go od czasu do czasu. Na razie jest do zobaczenia
na YouTube i gdzieś tam jeszcze w necie.

Ł.I.: Jakie są Twoje dalsze plany?

Bajzel.: Mam nadzieje grać dużo koncertów w Polsce i nie tylko. Chcę cały czas udoskonalać brzmienie i formę moich kompozycji, pracuję także nad tym, by w niedalekiej przyszłości móc nagrywać wszystkie kompozycje na żywo na tzw. setkę, co pozwoli mi rejestrować dużo piosenek, które chciałbym wydawać na kolejnych płytach.

Ł.I.: Dziękuję za rozmowę.