ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (97) / 2008

Paweł Goryl,

W POSZUKIWANIU MOCY

A A A
Ewa Saj urodzona w 1971 roku w Tarnowie, absolwentka Wydziału Nauk Społecznych Akademii Pedagogicznej, na wyprawy w odległe zakątki świata zawsze zabiera ze sobą aparat fotograficzny. Utrwala wszystko to, co udaje jej się dostrzec. A spogląda na otaczającą rzeczywistość wnikliwie i z wyczuciem. Fotografuje zwyczajnych ludzi – uchwyconych podczas prozaicznych czynności – przy pracach w pełni oddających ich naturę. W cyklu zdjęć pt. ,,Z filtrem lub bez’’ artystka przyłapuje ludzi podczas palenia papierosów, znajdziemy w nim zarówno twarze członków pierwotnego plemienia Dani, jak i ludzi bardziej ,,ucywilizowanych’’. Poszukując wspólnego dla różnych kultur mianownika, znajduje go w tytoniowym dymie. Z upodobaniem tropi również miejsca wyjątkowe, pełne niespotykanej energii – ,,miejsca mocy’’.

Do jej największych osiągnięć zaliczyć można zdobycie srebrnego medalu FIAP na Międzynarodowym Konkursie Fotografii Artystycznej ,,Fotosalon Drzewo’’ w Rużomberok na Słowacji. Nagrodzono tam jej fotografie pochodzące z cyklu ,,Moc mieszka w kamieniach i drzewach’’, powstałe podczas podróży do Kambodży, do ruin miasta Angkor. Dawna stolica Khmerów była największym urbanistycznym kompleksem świata sprzed Rewolucji Przemysłowej. Stanowiła swoisty Raj na Ziemi – skąpane w zieleni miasto poprzecinanych kanałami pół ryżowych, monumentalnych świątyń i porozrzucanych na olbrzymiej przestrzeni skupisk drewnianych domów. Kiedy aglomeracja na skutek klęsk, powracających epidemii i wrogich najazdów w końcu opustoszała, w miejscu, w którym niegdyś tętniło życie, wyrosła dżungla. Krakowska artystka podjęła próbę uchwycenia magnetycznej istoty ruin, najpełniej chyba zachowanej w nieoczyszczonym z porastającej świątynie roślinności kompleksie Ta Prohm. Bichromatyczne fotografie w sepii z polaryzującym filtrem, dodatkowo ,,przepalane’’, zdają się oddawać unikalny charakter miejsca. Buddyjskie świątynie są efektownie zasymilowane z otaczającą je dżunglą. Konary i korzenie oplatają mury i monumentalne posągi, liany zwisają z wysokich schodów. Całość zdaje się być uchwycona w ruchu – przez co zdjęcia Saj przypominają bardziej baśniowe kadry niż pocztówki, pamiątki z wakacji. Tropikalna roślinność upodabnia się w nich do nawiedzonego, teutońskiego lasu z baśni braci Grimm, zachwycając amalgamatem natury ożywionej, symbolizowanej przez drzewa i nieożywionej – skał, z których zbudowano budowle (znamiona kultury).

Miejsce świątynne, który portretuje Saj już z definicji, jako poświęcone rzeczywistości ze sfery sacrum, posiadają olbrzymią moc o dodatniej konotacji przeciwstawną mrocznym siłom desakralizującym z poziomu profanum. Ruiny Angkor są więc same w sobie miejscem magicznym. Rozmaite gatunki figowców rosnące w ruinach Ta Prohm przechowują bogaty ładunek semantycznym, ponieważ we wszystkich miejscach, gdzie występują, uznawano je za drzewa wyjątkowe. W Afryce Środkowej ten, kto zetnie figowca, skazuje sam siebie na bezpowrotną bezpłodność. W starożytnym Egipcie traktowane były jako ziemskie odzwierciedlenia Nut i Hathor – a więc bogiń nieba i życia. Właśnie pod tym drzewem wilczyca karmiła Remusa i Romulusa, co uznano za oznakę pomyślności. W Islamie to figa, a nie jabłko, była owocem poznania. W chrześcijaństwie nie rodzące drzewo figowca świadczyło o herezji i zostało przeklęte przez Chrystusa, owocujące, było znakiem niezachwianej wiary. Gautama, siedząc pod drzewem figowca, które uczynił później znakiem nieśmiertelności i nauczania moralnego, doznał oświecenia, stając się Buddą.


Samo drzewo, niezależnie od gatunku, zawsze stanowi emblemat żeńskości, jest bowiem symbolem lunarnym. Ucieleśnia ziemię z której wyrasta, czyli mityczną Mater Tellus. Stanowi alegoryczną oś świata – centralne miejsce przepływu boskiej energii, swoisty axis mundi. Czerpie poprzez korzenie pierwotną energię Matki Ziemi, a przez gałęzie boską energię Wszechświata. W jego koronie żyją ptaki – boscy posłańcy, łączący świat ludzki z nadprzyrodzonym. Niektóre figowce, ściślej baniany, potrzebują do wzrostu podpór z innych drzew, jako pasożyty ostatecznie duszą i pochłaniają swoje podpory, będąc niejako odwrotnością Drzewa Życia. Jednak przez to, że nim wykształcą własne korzenie i wrosną w glebę, zwisają w powietrzu, stanowią manifestację nieograniczonej duchowej transcendencji – obecnej w całej przestrzeni. W miejscach, gdzie rosły pierwotnie baniany często stawiano budowle sakralne. Znamienne, że w będącym inspiracją dla Ewy Saj Angkor rolę podpór pod fikusy przejęły świątynie i posągi. W ten sposób buddyjskie Koło Dharmy wykonało pełny obrót – ,,początek stał się końcem, a koniec początkiem’’.

Warto wspomnieć, że część świątyń nadal pełni rolę sakralną. Artystce udaje się na niektórych fotografiach uwiecznić przemykające sylwetki mnichów, którzy w białych, powłóczystych szatach wyglądają niczym zjawy – duchy przodków z czasów świetności Angkor. O ich niemej obecności zdaje się przypominać jeden z nich, zapalając kadzidełko. Zdjęcia mogą razić niektórych odbiorców swą nieco mroczną i oniryczną nienaturalnością, rodem z komiksów fantasy. Być może z założenia nie mają one przedstawiać świata takim, jaki jest, być kalką – raczej mają za zadanie zinterpretować na płaszczyźnie estetyki budowle, twory cywilizacji, którym udało się przetrwać stulecia w doskonałej symbiozie ze światem przyrody. Natura, w imię buddyjskich wartości, nie zniszczyła tego miejsca, wtopiła się w nie na wieki, nadając mu niespotykanego nigdzie indziej kolorytu.

Ewa Saj dostrzegła milczącą siłę opuszczonego miasta. Ze smakiem i estetyczną wnikliwością udało jej się wydobyć moc ukrytą w kamieniach i drzewach, przetworzyć ją na własny sposób. Odrzuciwszy mistyczne skojarzenia, nie możemy odmówić jej trafnego ukazania esencji dzisiejszej Kambodży, z historią niezłomnego narodu, który pomimo wieków niedoli i upadku, nie zatracił poczucia własnej tożsamości. Miejsca, trwającego przez stulecia w buddyjskich naukach i pamięci o przodkach, którego esencją są dziś między innymi kamienne ruiny Angkor.

Ewa Saj „Moc mieszka w kamieniach i drzewach”. Galeria Bielska BWA w Bielsku Białej, 7 stycznia – 3 lutego 2008.