ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (97) / 2008

Adam Andrzej Fuss, Honza Zamojski,

PATRZEĆ I DOSTRZEGAĆ

A A A
Za nieustanną grą konwencji i stylów, za mnożeniem fałszywych przesłanek i fikcyjnych tropów kryje się lęk Honzy Zamojskiego, młodego artysty z Poznania, przed dookreśleniem go przez krytykę, przed przyczepieniem mu etykiety i wtłoczeniem w ramy jakiejś poetyki, rozpoznawalnego stylu. Gdyby Zamojski nie był artystą gruntownie wykształconym, można by widzieć w nim prymitywa. Bezkompromisowo, bez obciążeń tradycją awangardy i postnowoczesnej estetyki, podejmuje zagadnienia często inspirowane światem przyrody, rozumianej przez niego jako potencjalność, z której wszystko może się narodzić.

W realizacji „vs CSW”, na drzewie rosnącym w parku przy głównej alei prowadzącej do Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, zawiesił nienaturalnie dużych rozmiarów budkę dla ptaków. Jego „Muchomory” wyrastają jak po deszczu przed operą w Poznaniu, i na londyńskim East Endzie. W innej realizacji oblepił billboardy, śmietniki, znaki uliczne, ściany różowymi, uśmiechniętymi dżdżownicami. Na wystawie „We Came From Beyond” Honza pokazał wyświetlane na widocznej z balkonu ścianie opuszczonego mieszkania, relaksujące wideo „One Day it Will All Make Sense”, przedstawiające ocierające się o siebie konie.

Jest założycielem Outsiders Gallery (www.outsidersgallery.org) promującej sztukę w przestrzeni publicznej, członkiem grupy designerskiej Medicine, która wydała książeczkę wierszowo-ilustracyjną pt. „Mili i smutni”, oraz prężnie działającego stowarzyszenia Starter- (www.starter.org.pl). Prócz tego od trzech lat redaguje internetowy magazyn „Pornoffiti” dostępny na www.ekosystem.org/pornoffiti.




Z Honzą Zamojskim rozmawia Adam Andrzej Fuss

Adam Andrzej Fuss: Skąd bierzesz tematy do swoich prac?

Honza Zamojski: Patrzę, szukam, zauważam. Często inspiracją są konkretne sytuacje, miejsca, które katalizują jakiś pomysł i przyśpieszaj moje działania. Powstają wtedy dosyć efemeryczne realizacje, które niekoniecznie miałoby sens powtarzać w innym miejscu. Lubię niczym archeolog czy odkrywca, znajdywać niuanse, drobnostki, które układają się w większą całość.

A.A.F: Wolisz zastawiać na widza pułapki czy go uspokajać?

H.Z.: Ani jedno ani drugie; nie mam zamiaru manipulować widzem tak, aby w jakikolwiek sposób spełniał moje wcześniejsze założenia. Zależy mi raczej, aby patrzył (ang. look) uważnie i widział/dostrzegał (ang. see) jeszcze uważniej.

A.A.F.: Czy mógłbyś scharakteryzować swoją ostatnią pracę pod kątem aktualnych zainteresowań artystycznych? Czy stanowi ona jakiś nowy etap, okres czy też jest kontynuacją Twoich wcześniejszych poszukiwań?

H.Z.: Ostatnią realizację, kuratorowanie „We Came From Beyond”, która z jednej strony była kontynuacja wcześniejszych działań tylko w dużo większej skali i z pomocą innych artystów, mógłbym określić jako reżyserię miejsca. Myślę, że udało się odpowiednio zrównoważyć ambicje poszczególnych osób i potencjał wielkiego, opuszczonego mieszkania, w którym odbywała się wystawa. Chcąc wykorzystać atmosferę tego miejsca, zaprosiliśmy do projektu artystów, którzy mają za sobą doświadczenia w tworzeniu w przestrzeni miejskiej. Używając terminologii zaczerpniętej z graffiti, uczestnicy wystawy – writers napisali więc historię pustego mieszkania od nowa.

A.A.F: Co wyobrażają Twoje prace? Jaki jest ich cel?

H.Z.: Nie mają żadnego przeznaczenia, to dopiero konkretny odbiorca może nadać im cel i „wyobrazić” je sobie. Na to, jak zostają one odebrane i do czego użyte, nie mam najmniejszego wpływu. To widz subiektywnie i po swojemu interpretuje to, co widzi. Fajnie to robią dzieci, kiedy używają różnych przedmiotów wbrew ich pierwotnemu przeznaczeniu np. łyżka została wymyślona do nabierania płynów, a można nią równie dobrze zrobić podkop w więzieniu, wydłubać oko albo przyczepić do brzucha, jeśli ktoś jest człowiekiem-magnesem.

A.A.F: Dlaczego Twój konceptualny bytomski projekt „Polowanie na konika” miał z założenia zostać zamknięty dla publiczności?
H.Z.: W pokoju planowałem zamontować pułapkę na konia, zwierzę nieprzeciętnych gabarytów i smakosza cukrowych kostek. Pułapka ta, o bardzo prostej konstrukcji ze sznurka, cegły oraz przynęty – kostek cukru, miała być pod stałą obserwacją, na wypadek gdyby jakiś koń, kuc, źrebak zechciał posmakować cukrowych sześcianów. Jeżeli jakiemuś osobnikowi udałoby się wdrapać niepostrzeżenie do Kroniki to na 100% wpadłby w zastawione przeze mnie sidła. Niestety jako, że nie było to możliwe, więc polowanie – obserwacja miałoby inny wymiar, byłoby raczej medytacją nad sześcianem ułożonym z kostek cukru.
A.A.F.: Czy w Twojej biografii artystycznej wyróżniasz jakieś przełomowe momenty?

H.Z.: Przełomowe to za dużo powiedziane. Chyba nie ma jakiegoś jednego momentu, który stanowiłby moje prywatne „trzęsieniem ziemi”. Bardzo ważne było dla mnie spotkanie Jurka Hejnowicza na samym początku tzw. drogi artystycznej. Dużo mu zawdzięczam. Udało mi się też załapać na ostatnie 2 lata Jerzego Kałuckiego w poznańskiej ASP. Chyba był najmłodszy duchem z całej reszty „betonu” poznańskiej uczelni. Na pewno ważny, z trochę innej perspektywy, był również roczny pobyt w Londynie i praca w White Cube Gallery, podpatrywanie jak działa jedna z najbardziej renomowanych galerii, w jak misterny sposób jest zbudowana machina artbusinessu.

A.A.F: Czy w sztuce są jakieś granice, których nie wolno przekroczyć?

H.Z.: Nie ma takich granic, i wielokrotnie te dotychczasowe granice były przesuwane lub wręcz miażdżone. Wydaje mi się, że to już osobista kwestia, kto jakich granic nie chce lub nie potrafi przekroczyć, przy czym nie chodzi tylko i wyłącznie o sztukę. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś postępował według różnych zasad w sztuce i w życiu, nie da się chyba tego tak radykalnie oddzielić. Osobiście nie chciałbym przekroczyć granic artystycznego ekshibicjonizmu. Nie przekonują mnie realizacje, których głównym tematem jest czyjeś ego i problemy.

A.A.F.: Grupa młodych artystów, mających dość biernego wyczekiwania, postanowiła zrobić coś dla siebie , dla miasta i dla artystów. Udało się ? Czym jest poznański Starter?

H.Z.: Starter jest stowarzyszeniem zrzeszającym kilkanaście młodych osób, głównie z Poznania, w dużej mierze absolwentów lub studentów poznańskiej ASP oraz historii sztuki. Pytasz czy się udało... Chyba na razie się udaje, choć to dopiero początek. Na pewno jest jeszcze dużo do zrobienia i do poprawienia w naszej – starterowej działalności, ale jest to satysfakcjonująca praca, budowanie czegoś zupełnie od początku.

A.A.F.: Dziękuję za rozmowę.
„We Came From Beyond”. Galeria Starter, Poznań 15 – 23 listopada .2007. W wystawie wzięli udział: Jakub Czyszczoń, Marek Glinkowski, Alexey Klyuykov & Vasil Artamonov, Paweł Kowzan, Janek Simon, Radek Szlaga, Daniel Szwed, Matthias Wermke, Mateusz Witkowski, Honza Zamojski.