ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (97) / 2008

Krzysztof Ociepa,

KIEDY MĘŻCZYZNA SPOTYKA KOBIETĘ…

A A A
Przyznam się, że obejrzałem ten film bez wypieków na twarzy, co jakiś czas zerkając na zegarek. Natomiast im więcej czasu mija od projekcji, tym więcej o nim myślę i coraz bardziej nie daje mi on spokoju.

Pan Vig jest 86-letnim starcem, żyjącym gdzieś na duńskiej prowincji. Stary kawaler, mający poglądy, dla których określenie „konserwatywne” jest najdelikatniejszym z możliwych. Vig to po prostu dziwak, żyjący we własnym zamkniętym świecie, do którego nigdy nie dopuścił innych ludzi. Jak sam przyznaje, nigdy nie lubił ludzi, nigdy nie miał przyjaciół, nigdy też nie założył rodziny. Obca jest mu sfera uczuć czy w ogóle emocji. „Seks? Tak, ale tylko w celach prokreacyjnych. Miłość? Trwa najwyżej dwa tygodnie, a co potem?”. Vig jest ucieleśnieniem stereotypów opisujących Skandynawów, jako ludzi zimnych, zasadniczych, surowych obyczajowo i pozbawionych uczuć. Z tego co Vig mówi o sobie, można wywnioskować, że jeszcze jako niemowlę był zrzędliwym i upartym starcem. Żadne zdarzenia z dzieciństwa czy dorosłego życia nie tłumaczą jego obecnego światopoglądu. Vig po prostu taki jest i najwyraźniej mu z tym dobrze. Spośród licznych obsesji jakie ma, jedna zasługuje na szczególną uwagę – Vig ocenia ludzi według kształtów ich nosów. Jak sam przyznaje, nos był jednym z powodów, który sprawił, że nigdy się nie ożenił. Vig to oryginał jakich mało – ultrakonserwatywny starzec, żyjący niczym hipis gdzieś na marginesie głównego nurtu życia. Dziwak, przez całe życie myślący tylko o sobie, człowiek który nigdy nie zaprzątał sobie głowy potrzebami innych, nagle dochodzi do wniosku, że warto po sobie zostawić coś w spadku dla następnych pokoleń. Chce, by go pamiętano.

Zamek, w którym zamieszkiwał przez niemal całe swoje dorosłe życie postanawia przekazać rosyjskiej cerkwi z przeznaczeniem na klasztor i kościół. Do domu Viga zaczynają przyjeżdżać zakonnice, które mają darowane lokum przygotować do przebudowy. Jak łatwo domyślić się spotkanie stetryczałego kawalera z młodymi zakonnicami zaowocuje konfliktem, być może kilkoma zabawnymi scenami i szczęśliwym zakończeniem. Rzeczywiście spotkanie dwóch kultur i dwóch odmiennych światów powoduje nieporozumienia i sprzeczki Viga z siostrą Awrosją wypełniają znaczną część filmu. Tym, co odróżnia „Klasztor” od podobnych filmów jest jednostkowy wymiar tego zdarzenia. Nie da się uciec od kontekstu społeczno-politycznego, bohaterowie zawsze skądś pochodzą i posiadają określony światopogląd. Mam jednak wrażenie, że sprowadzanie spotkania Pana Viga z zakonnicą Awrosją, do konfrontacji przedstawiciela kultury zachodu z kulturą wschodu jest cokolwiek mylące. Zwłaszcza, że ze swoim arcykonserwatywnym światopoglądem Vig jest mało reprezentatywnym przedstawicielem świata zachodu, podobnie jak Rosyjska zakonnica kultury wschodu.

Przede wszystkim oglądamy spotkanie kobiety z mężczyzną. Dosyć oryginalne spotkanie, biorąc pod uwagę różnice wieku i odmienny status społeczny. Spotkanie, którego efektem nie będzie miłość, ale które da staremu człowiekowi poczucie, że jest komuś potrzebny i że jego zasadnicze podejście do życia odgrodziło go od ludzi. Pięcioletnia współpraca Viga z zakonnicami sprawiła, że dostrzegł wartość w tym, co określamy jako „kobiecy punkt widzenia”, w sferze uczuć i emocji, czyli czymś od czego przez całe swoje życie trzymał się z daleka.

Ta prosta historia wyzwalania się z wieloletnich przyzwyczajeń i dostrzegania potrzeb bliźnich została opowiedziana w niezwykle spokojnej tonacji. Nie ma tutaj miejsca na życiowe rachunki sumienia i rozdzieranie szat za straconym czasem. Nawet kłótnie Viga z siostrą Awrosją wydają się być łagodnymi sprzeczkami, zwłaszcza, że często dotyczą spraw marginalnych. Jak w scenie redagowania dokumentu regulującego przekazanie zamku zakonnicom, kiedy przyczyną kłótni staje się źle postawiony przecinek. Zamiast nagłych przemian i szarpania się z własnym charakterem oglądamy człowieka, któremu pod koniec życia dana została szansa pogodzenia się ze światem i ludźmi, których zawsze uważał za sobie obcych. Czy należy w ogóle w tym miejscu mówić o konfrontacji? Skoro zarówno zakonnica, jak i Vig pragną tylko wybudować klasztor i cerkiew. Dążą do tego odmiennymi drogami, ale cel mają wspólny.

Twórcy filmu skupiają się na bohaterach, pierwszeństwo przyznając Vigowi, którego sylwetka w filmie przedstawiona jest najpełniej. Wydaje się natomiast, że wymiar religijny w „Klasztorze” jest sprawą drugoplanową. Wszyscy bohaterowie filmu poświęcają swoje życie Bogu, ale rzadko kiedy widzimy ich przy modlitwie. Oglądamy ich przeważnie przy sprawach zwykłych, związanych ze sferą profanum: gotowaniu, uprawianiu ziemi, pracach związanych z remontem zamku. Mam jednak wrażenie, że te zwykłe czynności wykonywane są z myślą o nadrzędnym celu, jakim jest budowa klasztoru. W „Klasztorze” myślenie o Bogu najwyraźniej widać w rozmowie o konieczności naprawy cieknącego dachu. Ten prozaiczny i pragmatyczny aspekt życia ludzi związanych z kościołem pokazuje, w jak piękny sposób życie duchowe przenika zwykłe codzienne czynności, które stają się cegiełkami w budowie świątyni. Naiwne? Być może, ale ja to kupuję. Nie ma tym filmie nic z kościelnej propagandy, to „czysty” dokument.
„Klasztor. Pan Vig i zakonnice” (The Monastery. Mr. Vig and the Nun) Reżyseria: Pernille Rose Gronkjaer. Obsada: Jorgen Laursen Vig, Siostra Amwriosza. Gatunek: dokumentalny. Dania 2006, 84 min.