ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lutego 3 (99) / 2008

Paweł Goryl,

GENETYKA INFORMACJI

A A A
Ścieżka do zrozumienia twórczości Marka Sobczyka wiedzie przez ciekawy krajobraz. Raz ginie ona w sugestywnym natłoku znaczeniowych gąszczy, to znów wypada na rozległe równiny, gdzie przesłanie wydaje się być zepchnięte na margines przez stronę wizualną. Labirynty zaszyfrowanych treści nie stanowią dla niego trwałych, niezmiennych kompozycyjnie form. Znaczenia krzyżują się, ale nie są to chaotyczne płody bastardyzacji, gdyż malarz wyszukując „genotypy”, wybiera tylko takie, które leżą w przestrzeni możliwego dziedziczenia. Krzyżowanie następuje w czasie, obserwujemy więc kolejne metamorfozy – następujące po sobie „pokolenia” o wciąż ewoluującej formie, a co za tym idzie treści. Są to zawsze zmiany celowe i głęboko przemyślane, podległe niezmiennym prawom, które rodzi i ustala wyobraźnia artysty. Sobczyk odrzuca jakąkolwiek przypadkowość, jego twórczość „jest tak precyzyjna jak matematyka, ani mniej, ani więcej”.
Pojmując sztukę jako język artysta stara się dojść do sedna – ustalić pierwotną istotę komunikacji. Znajduje ją gdzieś pomiędzy tworzonym wizerunkiem, a symbolizacją. Do tradycyjnej, trójwymiarowej przestrzeni, w której zwykł funkcjonować język, dodaje, czwarty element – lingwistyczną furtkę kreowania nowych słów.

Pomysł przełożenia biologicznych praw Mendla na pole estetyki, wyjaśnia charakterystyczny styl prac Sobczyka. Jego obrazy o stylistyce zbliżonej do plakatu są ekspresyjnymi układami figuralnymi o bogatej fakturze i kolorystyce. O inspiracjach wiele mówi silna geometryczność, ustalanie środka wokół którego dobudowana zostaje reszta kompozycji, dobierane na zasadzie kontrastu kolory, traktowanie wykorzystywanych liter jako barwnych kształtów. Artysta igra z różnymi stylami, ekspresję miesza z konstruktywizmem, socrealistycznym motywom nadaje groteskowe albo surrealistyczne oblicze.

Stałe sięganie do naukowych idei znalazło odzwierciedlenie w ukazanym przed kilku laty w „Zachęcie” cyklu „Sześć głodów i trzynaście słów”. Ekspozycja stanowiła artystyczną ilustrację teorii Edwarda Tolmana, w myśl której piramidę naczelnych potrzeb żywego organizmu wyznacza problem zdobywania pożywienia. Właśnie fascynacja biologiczną stroną życia jest charakterystycznym elementem twórczości Sobczyka. Wystarczy przywołać inny, pełen zmysłowości i zachwytu nad jej istotą, cykl obdarzony tytułem publikacji Karola Darwina – „O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt”. Artysta, sięgając do korzeni współczesnej wiedzy wydaje się być zatem niejako prekursorem nowego, usystematyzowanego na wzór naukowych badań spojrzenia na sztukę i jej możliwości interpretacyjne.

Warto przyjrzeć się bliżej trzem, reprezentatywnym dla twórczości Sobczyka obrazom, ukazanym aktualnie na wystawie w warszawskiej Gaga Galerii. Obrazy te implikują to, co w pracach artysty najcenniejsze – zagadkowość i wieloznaczną symbolikę, często okraszoną osobliwym poczuciem humoru. Ekspozycja obejmuje prace powstałe od roku 1986, do chwili obecnej, pochodzące z okresu, gdy jego twórczość osiągnęła już pełnię dojrzałości artystycznej. Oprócz prac tworzonych indywidualnie, można podziwiać te z czasów najbardziej owocnych działań neoekspresjonistycznej „Gruppy”, z którym Sobczyk był ściśle związany.


Płótno „BHP” nieodparcie przypomina propagandowe plakaty z lat 50. Na łososiowym tle widnieją cztery rzędy, jakby odciśniętych stemplem białych liter. Elementem centralnym kompozycji jest ołtarzowa mensa nakryta szkarłatnym obrusem, ze spoczywającą nań czarną księgą, przywodzącą na myśl Biblię. Ciekawa jest jej okładka w karciane „dzwonki”. Jeśli potraktować ją jako rzeczywistą metaforę karty, to symbolizuje „piątkę”, liczbę określającą alegoryczne usprawiedliwienie ludzkiej niedoskonałości. Według biblijnej symboliki, zawiera w sobie boskie przyzwolenie na trwanie ułomnych imperiów z mitycznego czasu pogan. Dodajmy, że pięciokrotne biadanie proroka Habakuka dotyczyło potępienia niedoskonałości ludzkich systemów wytworzonych przed nastaniem Shoah. Istotne jest tu, że Sobczyk uważa się za osobę głęboko wierzącą i często sięga po chrześcijańską symbolikę. Należy do niej bez wątpienia ortodoksyjny (ośmioramienny) krzyż w retabulum. Wygląda jakby był wykonany z metalu, dodatkowo surowość formy nasuwa skojarzenie z robotniczym Krzyżem Nowohuckim czy tym ze Stoczni Gdańskiej. W ten sposób w obrazie „BHP”, poprzez mistrzowskie operowanie symbolami, artysta dokonuje trawestacji propagandowego afisza. Ma on wprawdzie „ludową formę”, lecz oprócz przestrogi dla robotnika nie przestrzegającego bezpieczeństwa i higieny pracy, niesie z sobą zakamuflowaną treść.

W twórczości Sobczyka istotną rolę pełnią tytuły dzieł, proces odnajdywania odpowiedniego, uważa za skomplikowany rytuał, sztukę samą w sobie, pozwalającą na pełne wydobycie istoty tworzonej pracy. W pracy pt. „Język awangardy” Sobczyk maluje hasła: „JĘZYK AWANGARDY: GAMBIT; ODWET; POSTULAT; PROWOKACJA; REWOLUCJA; KASTRACJA”. Jest oszczędny w doborze kolorystyki – czerwień, czerń, brąz i biel układa na zasadzie kontrastu. Wielkie litery, wypełniając sobą całą przestrzeń płótna, zdają się krzyczeć w kierunku widza. Szeregując pojęcia, udaje się artyście w sposób jasny i sugestywny ukazać istotę i przebieg wszelkich rewolucyjnych ruchów. Pokazuje, jak krótka jest droga od heroicznej, iście Prometeuszowej ofiary (czego znakiem jest szachowy „gambit”), do nieuchronnej stagnacji (obrazowo nazwanej kastracją) i zatracenia pierwotnego impetu, zarazem zaprzepaszczenia uprzednio głoszonych wartości. Wniosek ten jest uniwersalny, można go odnieść zarówno do polityki, prądów artystycznych, jak i innych żywiołowych, powstałych na skutek działania określonego impulsu, przejawów ludzkiej aktywności.

W obrazie pt. „Kozakozioł, Corevolution” autor bawi się z widzem w skomplikowany kalambur. Słowo „corevolution” jest zbitką słowną z języka angielskiego. Można ją rozpatrywać na kilku płaszczyznach. Podstawowe słowo ,core oznacza „korzeń”, „rdzeń”, „jądro”. W połączeniu z wyrazem evolution, czyli ewolucja, daje znaczenie bliskie wyrażeniu „ewolucja jądra” (jąder) – co wydaje się być na pierwszy rzut oka uprawnione, gdyż z jąder „Kozykozła” wyrastają sutki. Można jednak równie dobrze potraktować drugi człon zbitki jako revolution, czyli rewolucja, i wtedy uzyskamy inne znaczenie, gdyż przedrostek co- w angielskim odpowiada mniej więcej słowu „wspólny”. Wprawdzie brak w tym języku sensownych odniesień do neologizmu „corevolution” (nazwę taką nosi pewien przyrząd gimnastyczny), ale istnieje w nim zaczerpnięte z biologicznej terminologii coevolution, oznaczające równoległą i współzależną ewolucję kilku gatunków. Poprzez przemianowanie „ewolucji” na „rewolucję”, Sobczyk wzmacnia pierwotne znaczenie. „Kozakozioł” może być także potraktowana jako odpowiednik wuji, czyli syntezy taoistycznych sił: yin i yang. Androgyniczne zwierzę przebija rogami słowo „CAPITALISM”, które opatrzone jest w nawiasie rozpatrywanym wyżej podtytułem „COREVOLUTION”, depcze zaś po wyrazie „NATURALISM”, z którym można kojarzyć trwale zdefiniowaną przynależność płciową. Zabawne, że „Kozakozioł” ukształtowana jest tak, iż można dostrzec podobieństwo do odbitek z wizerunkiem Che Guevary – obserwujemy tu zastosowanie socjotechnicznego triku, gdyż poprzez umiejętne nadanie formy artysta wywiera na odbiorcy określone, działające na podświadomość wrażenie. Całość wydaje się być, tak jak poprzedni obraz, satyrą na „rewolucyjność”.

Marek Sobczyk lubi zadawać niebanalne pytania. Nadaje nazwą i znakom daleko idącą autonomię, przydając im biologiczne cechy żywych organizmów, tworząc w ten sposób malarskie rebusy, których interpretacja stanowi frapującą, intelektualną rozrywkę. Część z nich, w imię programowego „genetycznego rozwoju”, zapewne nigdy nie ulega satysfakcjonującemu rozwiązaniu. Warto podjąć próbę pogłębionego dialogu i wejść w wielopłaszczyznową opowieść w błyskotliwym języku potrafiącym zamknąć „Raka w prostym labiryncie w kształcie litery T”.
Marek Sobczyk „Obrazy 1986-2007”. Gaga Galeria, Warszawa, 4 grudnia 2007 – 27 stycznia 2008.