ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lutego 4 (100) / 2008

Ewa Łączyńska,

WILHELM SASNAL. DOBRZE SIĘ PREZENTUJE

A A A
Do 2 marca można oglądać wystawę prac Wilhelma Sasnala w warszawskiej Zachęcie. Wokół ekspozycji było sporo szumu i słusznie. Wystawa jest, jak dotąd, największą ekspozycją dzieł artysty. Jej otwarcie zbiegło się z wydaniem przewodnika po sztuce Sasnala zredagowanego przez Krytykę Polityczną. W ten sposób polski odbiorca mógł wreszcie zobaczyć na własne oczy i nieco więcej poczytać o fenomenie Wilhelma Sasnala. Istotnie, o Sasnalu wiele się słyszało, ale niewiele można było doświadczyć.

Wystawa nosi tytuł „Lata walki”, co odnosi się do filmu o generale Karolu Świerczewskim i tytułu obrazu, z którym artysta długo się zmagał. Szerzej, można odczytywać go jako artystyczną drogę Sasnala, która nie od razu wróżyła wielki sukces. Wystawa jest obszerna i retrospektywna, ale nie ma charakteru vademecum, zawiera prace powstałe po 2001 roku, czyli po rozpadzie słynnej Grupy Ładnie, o której artysta niechętnie dziś wspomina. Znaczące jest, że większość prac musiała być sprowadzona na potrzeby wystawy zza granicy, m.in. ze znanych prywatnych kolekcji. Obrazy prezentowane są w trzech salach, w tym, w dwóch monumentalnych – Sali Matejkowskiej i Sali Narutowicza. Trzeba przyznać, że płótna Sasnala, niejednokrotnie inspirowane kulturą undergroundową, dobrze się prezentują w tych wnętrzach.

Filmy, które artysta stawia na równi ze swoimi obrazami, a które przez długi czas były traktowane jako margines jego działań, eksponowane są w dwóch salach. W pierwszej przestrzennej i starannie zaaranżowanej zobaczyć można przede wszystkim filmy strukturalne. Artysta wielokrotnie w wypowiedziach podkreślał znaczenie, jakie odgrywa w jego twórczości muzyka. Połączenie muzyki i obrazu daje, w najbardziej popularnej formie, teledysk i właśnie teledyski są formułą często przywoływaną w kontekście sztuki Sasnala. Nie tylko z racji, że inspiruje się teledyskami (jednym z ulubionych jest „Killing an Arab” The Cure), ale przede wszystkim dlatego, że połączenie obrazu i dźwięku w jego pracach tak bardzo je przypomina. W filmach strukturalnych bawi się obrazami i muzyką, np. w jednym z nich widać wydrukowany tekst piosenki i jednocześnie słychać nagranie tego samego utworu. Ręka artysty prowadzi pisak, który skreśla kolejne słowa wyśpiewane przez wokalistę. Innym przykładem jest historia pobitego Araba, opowiedziana w piosence i spisana w krótkich zdaniach, pozbawionych jakiejkolwiek obrazowej sugestii.

Drugą prezentowaną grupą filmów są filmy dokumentalne, zapiski wydarzeń, w których artysta brał udział rejestrując je na taśmie, w tym zapis zamieszek na ulicach Paryża, długą sekwencję obrazów, rejestrującą rozwój akcji od rozpoczęcia demonstracji przez starcie z policją, aż po wieczór i całkowite rozejście demonstrantów. W tym przypadku obraz staje się najważniejszy, nie ma żadnego podkładu, żadnej muzyki, nie słychać żadnych krzyków, żadnych wypowiedzi. Gubią się czasoprzestrzenne odniesienie. Trudno zidentyfikować to konkretne wydarzenie, uwaga widzów jest maksymalnie skupiona na zachowaniach ludzi, których wybrała kamera.



Druga filmowa sala jest zaaranżowana w zupełnie odmiennym stylu, gdzieś na boku głównej promenady. W tej klaustrofobicznej i dusznej przestrzeni ustawiono ekran zwykłego telewizora. Niemniej właśnie w tej sali, przypominającej funkcjonowanie sztuki w mniej oficjalnym obiegu, znalazłam prawdziwe perełki. I choć siedziało się niewygodnie, to oglądałam cały cykl jak zahipnotyzowana. Zostały tam pokazane filmy dokumentalne i nazwijmy je quasi-fabularne. Tutaj muzyka ma szczególne znaczenie, co sprawia, że ten rodzaj wideo artu ogląda się z wielką przyjemnością. Są to filmy z podróży artysty do Stanów Zjednoczonych i Brazylii. W tym film „The Ranch” nakręcony podczas pobytu artysty w Teksasie w 2005 roku. Film ten prezentowany był już na wystawie „Wilhelm Sasnal. USA” w Zamku Ujazdowskim w 2006 roku, jednak tutaj został pokazany w innym ujęciu, co świadczy o tym, że artysta powraca do swoich prac, ciągle je przepracowując. Wszystkie filmy są wypełnione ludźmi, świadomymi bądź nieświadomymi obecności kamery. Dzięki zastosowaniu kamery analogowej powstaje specyficzny obraz, któremu brak cyfrowej płaskości. Przez całkowite wyeliminowanie autentycznej ścieżki dźwiękowej i podłożenie własnego muzycznego podkładu powstają obrazy oderwane od czasu i miejsca akcji, którym można przypisać wiele znaczeń i odczytać na wiele sposobów. Świetnym przykładem jest film o dziewczynie z mikrofonem. Proste ujęcie przedstawia małą scenkę rodzajową. Pod wiaduktem, przy ruchliwej ulicy widzimy zacienione sylwetki dziewczyny z mikrofonem i kamerzysty. Słodka piosenka w podkładzie, ruchy dziewczyny i sposób kadrowania mogą sugerować, że to rejestracja teledysku wschodzącej gwiazdki, jednak równie dobrze może być to przygotowanie materiału na temat natężenia spalin przy amerykańskich drogach kręconego dla miejscowej telewizji.

Anarchistyczne poglądy artysty uwidaczniają się w obrazach, które rejestruje. Często są to uliczne zamieszki z policją, jak te w Paryżu czy Brasilii. W dalekim ujęciu widzimy monumentalny pomnik architektury XX w. – siedzibę parlamentu autorstwa Oscara Niemeyera. Na tle białej modernistycznej architektury pojawiają się ludzie, wyjątkowo mali i jacyś obcy w tej idealnej przestrzeni. W przeciągu kilku minut akcji filmu przewinie się wielu demonstrantów i policjantów, nie widzimy ich twarzy ani innych szczegółów, nie wiemy czy buntują się w słusznej sprawie. Całość zostaje odrealniona, pozostaje obraz, związany z rzeczywistym biegiem wydarzeń, jednak bardzo odległy. Inny film z Brazylii przedstawia plaże, na której młodzi chłopcy bawią się, znowu jednak przez dalekie ujęcie, rozmycie kadru i wprowadzenie w tło muzyki, nie wiemy czy jest to tylko niewinna zabawa czy już akt przemocy.

Wilhelm Sasnal pracuje z materiałem znalezionym. W przypadku obrazów są to wielokrotne transpozycje fotografii, kadrów z filmów czy teledysków. Kiedy interesują go konkretne zagadnienia, wpisuje hasło w Google, szukając obrazowych skojarzeń. Podobnie podchodzi do obrazu filmowego. Film był dla niego zawsze ważny. Chcąc uciec od etykietki malarza, podczas wręczenia Nagrody im. Van Gogha (za dokonania w malarstwie) zdecydował się pokazać wyłącznie filmy. Te prezentowane w Zachęcie dowodzą, że zasługują na uznanie w takim samym stopniu jak obrazy. Jest w nich uniwersalizm i próba ujęcia rzeczywistości, która paradoksalnie przez swoje odejście od oryginału, tworzy obraz ciekawszy i bardziej obiektywny.
Wilhelm Sasnal „Lata walki”. Zachęta Narodowa Galeria Sztuki w Warszawie, 27 listopada 2007 – 2 marca 2008.