Wydanie bieżące

15 marca 6 (102) / 2008

Monika Glosowitz,

HISTORIA STRAT LITERATURY

A A A
Pomysły rewizji literackiego kanonu pojawiały się już nie raz. Dyskusja nad kanonem stała się jednym z najważniejszych zagadnień historycznoliterackich podejmowanych chociażby w ramach gender studies. Tym razem kolejny projekt allohistorii literatury objął dzieła, których... nie ma. Stuart Kelly – autor „Księgi ksiąg utraconych” – podjął się zadania tyleż ambitnego, co karkołomnego. Jego zdaniem „okrzyczany ‘kanon literatury zachodniej’” istnieje tylko przez przypadek. Wyrasta na gruncie dzieł, do których nigdy nie dotrzemy. Toteż ze szczątek informacji o książkach, które w toku dziejów uległy zniszczeniu, zrekonstruował własną wirtualną bibliotekę. Biorąc pod uwagę dygresje i wewnątrzliterackie wycieczki, znalazło się w niej miejsce dla prawie stu pisarek i pisarzy – od autora „Eposu o Gilgameszu” poczynając, a na Georges’u Perecu kończąc.

Gromadzenie książek, jak przyznaje sam Kelly, jest obsesją. Pragnienie z dzieciństwa o bibliotece totalnej, ogarniającej wszystkie dzieła wszystkich autorów zostaje więc zaspokojone substytutem realnego księgozbioru  leksykonem niepełnym, ale niepełnym
w zamierzeniu. Bo „utrata nie jest anomalią, skrzywieniem czy wyjątkiem. Jest normą. Jest zasadą. Jest nieunikniona”. Jest też regułą wyznaczającą dzieje historii literatury.

Historia (nie)istniejącej literatury obejmuje wszystkie kategorie książek utraconych – zarówno te, które uległy zniszczeniu czy zawieruszeniu, ale i takie, które pozostały
w wiecznym stadium embrionalnym, a także te, które spotkał przedwczesny koniec, bo życie autorów dobiegło kresu szybciej niż proces twórczy. Kryterium wyboru jest proste – Kelly skupia się na autorach kanonicznych, tropiąc zapomniane i zaginione tytuły, które wyszły spod ich piór. Jego kompilacja obejmuje w dużej mierze utwory pisarzy anglojęzycznych, choć obok nich pojawiają się sylwetki pisarzy innych narodowości, w tym Brunona Schulza. Dzięki temu czytelnik, niezależnie od swojej narodowości, tworzy sobie „sztuczną tożsamość tubylca” (German Ritz), zyskując elementarne wskazówki ułatwiające poruszanie po wielkiej bibliotece obejmującej zbiory literatury powszechnej.

Strukturę „Księgi ksiąg” wyznacza chronologiczne uporządkowanie prezentowanych autorów i ich dzieł. Każdy mini-esej, jak nowo odkryty regał w Borgesowskiej „Bibliotece Babel”, odsłania zaledwie brzegi i obwoluty pożądanych utworów: czy to „Powieści
o dyabelskiey bździnie” Villona, „Wygranych zachodów miłości Peryklesa” oraz „Kardenia” Szekspira, niedokończonego utworu o tytule „Metempsychosis” Donne’a, czy hipotetycznego „Żywota wielkiego grzesznika” (zmieniającego tytuł parokrotnie na „Lata czterdzieste”, „Rosyjskiego Kandydat”, „Księgę Chrystusową” czy „Nieład”) Dostojewskiego, włączonego później w fabułę „Braci Karamazow”. Dokumenty, listy, informacje zawarte w dziełach innych autorów oraz historie ukute na kanwie opowieści z życia pisarzy pozwalają stworzyć hipotetyczne wersje żywotów ich dzieł.

„Księga ksiąg” łączy więc w sobie zalety pracy historyczno- i krytycznoliterackiej, cięte ostrze felietonu, eseistyczny warsztat i dynamikę dobrej powieści kryminalnej. Wyłuskując wszystkie te cząstki książkowych historii zarówno z dostępnej literatury, jak i faktów z życia pisarzy, Kelly podejmuje romantyczne wyzwanie interpretacji świata znaków. W rezultacie rekonstrukcja żywotów ksiąg (a może jednej Księgi?) staje się przygodą, zagadką, układaniem kostki Rubika, w której nie można jednak dopasować wszystkich elementów. Co więcej, fragmentaryczność utworu jest, podobno, w niego wpisana – jak twierdził Burroughs. Przedsięwzięcie Kelly’ego, które z wiadomych względów nie może stanowić projektu totalnego, również staje się układanką wymagającą przestawiania, porównywania
i dopasowywania elementów. Całość spinają rozważania o ewolucji technik utrwalania dorobku materialnego ludzkości. Droga do edytora tekstów, płyt CD i stron WWW zaczęła się przecież od wydłużonej bryłki ochry. Nic nie zapewnia jednak nieśmiertelności dzieła,
a „Księgę ksiąg” kończy nieco patetyczna konstatacja o erozji wszechświata.

Autor „Księgi” wprawną ręką zszywa swój własny patchwork. Zresztą, sam wspomina o formie centonu przy okazji omawiania twórczości Faltonii Betitii Proby – zapomnianej poetki tworzącej w IV wieku – która własnym utworem, będącym kompilacją wersów Wergiliusza, opowiada historię świata, by nawrócić męża na chrześcijaństwo. Rekonstruując szczątkową biografię autorki, autor wplata w nią nawet równanie na silnię, dzięki któremu można uzyskać liczbę możliwych kombinacji centonu Proby. Z kolei zajmując się specyficznym stylem „Tristrama Skandy” Laurence’a Sterne’a, przedstawia Kelly serię symboli graficznych, ukazujących sposób konstruowania wątku przez autora „Podróży sentymentalnej”. Obok odrobiny typograficznego szaleństwa, „Księga ksiąg” zawiera jeszcze sporą dozę humoru. Apokryficzne historie z życia Kālidāsy (żyjącego na przełomie IV i V wieku liryka i dramaturga), powiedzenia rolnicze zawarte w „Pracach i dniach” przypisywanych Hezjodowi czy autorskie uszczypliwe komentarze pod adresem uczniów i studentów szczerze bawią, przy okazji podtapiając brązowe pomniki „wielkich literatury” i jednocześnie czyniąc ich „namacalnie obecnymi”.

Widmowa historia literatury – jak można by nazwać „Księgę ksiąg utraconych” Stuarta Kelly’ego – zgodnie z autorskim zamierzeniem ma stanowić jedynie przewodnik dla początkujących podróżników buszujących w księgach. „Kalejdoskop dzieł możliwych”, który wyłania się z tej opowieści, przywraca obraz literatury jednolitej w swym zróżnicowaniu – trwałej, mimo że ufundowanej na stracie. „Księga ksiąg” oprócz tego, że stanowi kompendium wiedzy, staje się łamigłówką rozbudzającą apetyt na dalsze lekturowe przygody.
Stuart Kelly: „Księga ksiąg utraconych”. Przeł. E. Klekot. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2008 [seria: z wagą].