ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (103) / 2008

Ewa Josińska,

BAŚŃ O BIEGUNIE

A A A
Wydawało się, że Scena Kameralna Teatru Śląskiego zachwyci dekoracjami i ciekawą charakteryzacją. Powinien na niej królować śnieg i szerokie, puste przestrzenie. Tymczasem w sztuce Karge’a tytułowy biegun południowy znajdował się na strychu jednego z niemieckich domów. Bohaterowie nie mieli specjalistycznego ekwipunku, a lodowe połacie symbolizowały jedynie rozrzucone na scenie białe reklamówki.

Przede wszystkim metafora

Pojęcie metafory najwierniej oddaje charakter katowickiego przedstawienia. Dla bohaterów spektaklu „Zdobycie bieguna południowego” nie oznaczało prawdziwej wyprawy do krainy wiecznego śniegu. Zresztą żaden z nich nie miałby takiej możliwości. Wszyscy pochodzili z tej samej, niskiej warstwy społecznej. Ich jedyną rozrywką była „wódka i flipery”. Słupianek (Dariusz Wiktorowicz), Buscher (Marek Rachoń), Seiffert (Grzegorz Przybył) Beaukmann
(Andrzej Warcaba) i Frankieboy (Maciej Wizner) to niemieccy bezrobotni zatopieni w swojej codzienności. Nie szukali ani pracy, ani sensu życia. Woleli odprawiać swoje rytuały. Poznajemy ich, kiedy zakładają na głowy papierowe torby, a Słupianek pyta: „Czy
wielbłąd może jeździć na rowerze”? Pozostali bohaterowie zgodnie odpowiadają: „Nie, bo nie ma kciuka, żeby dzwonić”. Te zdania wydają się być kwintesencją ich egzystencji. Metaforycznym wyrażeniem tego, w jak absurdalnej rzeczywistości przyszło im żyć.
Swoisty cud przydarza się bohaterom dopiero wtedy, kiedy Słupianek znajduje książkę. To wspomnienia Roalda Amundsena, który w 1911 roku jako pierwszy zdobył biegun południowy. Charyzmatyczny Słupianek proponuje towarzyszom odtwarzanie tej wyprawy w nieznane. Początkowo propozycja wydaje się zupełnie niedorzeczna. Jednak niewinna zabawa w teatr wkrótce staje się sensem życia bohaterów. Mężczyźni zaczynają działać razem, robią wszystko, by ich inscenizacja była jeszcze bardziej wiarygodna. Wyprawa w krainę wiecznego śniegu okazuje się metaforą niespełnionych marzeń i planów. Jest pewnością w niepewnym, zapowiedzią sukcesu, który na pewno nadejdzie. Szczęścia, które nie ominie nawet bezrobotnych z małego niemieckiego miasteczka.

Jednak w spektaklu, wyreżyserowanym przez Grzegorza Kempinsky’ego, nie tylko tytułowy biegun pełni rolę metafory. Przenośniami mocno nasycona jest zwłaszcza druga część spektaklu. Coraz krótsze, często niejednoznaczne sceny, powodują u widza lekką dezorientację. Bohaterowie nagle znajdują się na przyjęciu w czyimś mieszkaniu. Potem znów zdobywają swój biegun, by za chwilę po raz kolejny zasiąść na ławce. Paradoksalnie w „Zdobyciu bieguna południowego” metafory są osią konstrukcyjną spektaklu, sprawiając równocześnie, że staje się on coraz bardziej skomplikowany.

Teatralna grupa

Jednak te cechy spektaklu dostrzega się dopiero później. Na początku są tylko aktorzy. Wyraziści, charakterystyczni. Od pierwszej sceny gra Dariusza Wiktorowicza zaciekawia. To on wprowadza widzów w świat tajemniczego strychu. Jego Słupianek jest jednocześnie spokojny i stanowczy. Potrafi być bardzo uparty. Wiktorowicz przywiązuje też dużą wagę do gestu i scenicznego ruchu. Jest charyzmatycznym, może nawet nieco zaborczym przywódcą grupy, która później razem z nim wyruszy na biegun.
Równie dynamiczna wydaje się postać Buschera, kreowanego przez Marka Rachonia. Ubranego w spodnie-bojówki młodzieńca od początku rozpiera energia. Busher trenuje boks, ciągle chce się bić. Jest „grupowym” buntownikiem, który rywalizuje ze Słupiankiem o przywództwo. W decydującym momencie będzie próbował przekonać współtowarzyszy do zdobywania bieguna w inny sposób.

Na tym wyrazistym aktorsko tle doskonalone prezentuje się młodziutki Maciej Wizner. Jego Frankieboy to prawdziwy majstersztyk aktorstwa. Wizner z rozwagą doświadczonego aktora buduje wizerunek najmłodszego członka grupy bezrobotnych. Frankie to właściwie jeszcze dziecko, być może chłopak upośledzony. Jąka się, nie potrafi wypowiedzieć nawet kilku słów. Jego oczy wydają się puste, pełne naiwności. Z pasją udaje jazdę na nartach, najczęściej posługuje się gestami. Dlatego tak wielkie wrażenie robi fragment piosenki Franka Sinatry „Strangers in the Night”, którą chłopak wykonuje bezbłędnie. Ważne są nawet najdrobniejsze szczegóły zachowania Fankiego: wyraz twarzy, pozycja, jaką zajmuje, siadając na ziemi. Widać, że w tej postaci nic nie jest przypadkowe. Wszystko zostało w pełni przemyślane przez Macieja Wiznera.

W porównaniu do Słupianka, Buschera i Frankieboy’a pozostałe postacie wydają się raczej papierowe. Warcab jako Beaukmann wywołuje smutek i politowanie. Jego rola zagubionego męża jest ściśle określona. To samo dotyczy Seifferta, kreowanego przez Przybyła. Jednak takich postaw zarówno od aktorów, jak i postaci wymaga grupa, do której należą Seiffert i Beaukmann. Nie każdy może być w niej bardzo wyrazistym bohaterem.

Kempińsky’ego wariacje?

Ważnym aspektem katowickiego spektaklu są rozwiązania reżyserskie. Nawet fragmenty nasycone erotyką zostają pokazane w delikatny sposób. Słomianek i Beaukmannowa (Chechelska) prawie w ogóle nie dotykają swoich ciał. Rolę łączącego ich spoiwa pełni białe prześcieradło. Kempińsky w swoim spektaklu rozsądnie gospodaruje scenicznym napięciem. Wykorzystuje także głosy z offu, które opisują obecny stan pogody. Widać tutaj charakterystyczny, baśniowo-nowoczesny styl reżysera, znany chociażby z „Pana Pawła” czy nagrodzonego „Złotą Maską” spektaklu „Oskar i Pani Róża”. Jednak wydaje się, że czasami intencje reżysera nie zostają do końca zrozumiane przez widownię. Postacie biegają w kółko, Buscher bezmyślnie uderza w worek treningowy, a Beaukmann wchodzi na projektor. I choć są to sceny efektowne, to właściwie nie wiadomo, czemu służą.

Metafizyczny biegun

„Zdobycie bieguna południowego” przypomina nieco „Baśń o ludziach stąd”, wyreżyserowaną przez Władysława Sikorę. Zarówno u Kempinsky’ego, jak i w obrazie Sikory, na jednej płaszczyźnie akcji współistnieją dwa światy. Jednak to, co dobrze przedstawia się w filmie, trudniej przełożyć na język teatralny. Okazuje się, że metaforyczna, a jednocześnie metafizyczna sztuka Manfreda Karge’a jest dla widzów wyzwaniem. Każe ciągle porządkować prezentowaną im rzeczywistość. Oddzielać sferę marzeń od rzeczywistości. Niestety w przypadku „Zdobycia bieguna południowego” ta sztuka nie każdemu się udaje.
Manfred Karge: „Zdobycie bieguna południowego”. Przekład: Andrzej Kopacki. Reżyseria: Grzegorz Kempinsky. Scenografia: Bożena Pędziwiatr. Śląski im. S. Wyspiańskiego w Katowicach, Scena Kameralna. Prapremiera 15 marca 2008.