Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (104) / 2008

Paweł Tomczok,

FILOZOF ŻYCIA NOWOCZESNEGO

A A A
Georg Simmel należy dziś do autorów modnych i popularnych – w Niemczech ukazują się jego dzieła zebrane (nawet w taniej edycji), w Polsce mamy tłumaczenia kolejnych ważnych prac, a ilość monografii i tomów zbiorowych dawno już przekroczyła możliwości percepcyjne indywidualnego badacza. Co zatem przyciąga do tego autora – w lekturze bez wątpienia przyjemnego, ale zarazem niezbyt systematycznego, wymagającego skupienia, by dostrzec jakąś myśl ogólną? Przez lata Simmla klasyfikowano jako filozofa życia, co oznaczało zaszeregowanie go jako autora należącego całkowicie do przeszłości, do świata obcego już stylu pisarskiego, opartego na dygresyjnej erudycji oraz impresjonistycznym notowaniu wrażeń – jeżeli już gdzieś liczyć mógł na popularność, to raczej w socjologii, gdzie wciąż uchodzi za klasyka podejścia jakościowego. Simmel jednak powraca. Powraca, gdy szukamy zapisów doświadczenia moderny, gdy szukamy autorów, którzy nie bali się odejść od akademickiego traktatu (pamiętajmy, że autor „Mostu i drzwi” był pierwotnie kantystą, a spór z królewieckim filozofem prowadził właściwie do końca życia) i pisać w sposób eseistyczny, fragmentaryczny. Omawiany autor odważył się na próbę ze stylem, który bardziej odpowiadał będzie nowoczesnej zwiewności, przypadkowości niż odziedziczona po spokojniejszych epokach forma rozprawy akademickiej czy podręcznika.

„Filozofia życia. Cztery rozdziały metafizyczne” – tytuł nie wydaje się zapowiadać jakichś modernistycznych ekstrawagancji. Pamiętać trzeba jednak o jego niemieckiej postaci – Lebensanschauung – redaktorzy tomu zdecydowali się na „Filozofię życia” z powodu trudnego do przyjęcia pojęcia „życioogląd”, co wydaje się całkiem uprawnione pod warunkiem, że pamięta się o naocznościowym, oglądowym charakterze pisania Simmla. Autorowi nie chodzi przecież o żadną filozofię, ani tym bardziej o metafizykę, lecz o wejrzenie, wgląd w życie, w jego procesualny – chciałoby się powiedzieć: „żywy” – charakter. Metafizyki nie można tu rozumieć jako wiedzy o stabilnej rzeczywistości, lecz przeciwnie – jako sięgnięcie do najgłębszych, a tym samym najbardziej płynnych, „żywych” pokładów rzeczywistości.

Czym jest zatem życie? Oddajmy głos Simmlowi: „Właściwą istotą życia jest jednorodna w sobie funkcja. Symbolicznie i dość niedoskonale nazwałem ją transcendowaniem siebie.” (s. 29). Ten nieustanny ruch przekraczania powoduje, że możemy rozumieć życie tylko według kategorii, które rodzą kolejne paradoksy: życie jest zatem zarazem ciągłe, jak i ograniczone, „w każdym kierunku napotykamy granicę, w żadnym nie jesteśmy ograniczeni” (s. 16) itd. Życie wytwarza formy, które z czasem stają się życiu wrogie i muszą zostać przezwyciężone przez formy kolejne – życie może bowiem wyrażać się tylko w określonych postaciach, nie może istnieć życie same, całkowicie nieukształtowane. Kluczowe wydają się tu być dwa pojęcia: bardziej-życie (Mehr-Leben) oraz więcej-niż-życie (Mehr-als-Leben). Z jednej strony życie poszerza się, ogarnia rzeczywistość poza swoimi granicami, dąży do absolutności „nie opuszczając swojego scentralizowania” (s. 30). Zarazem jednak przekracza siebie, przechodzi w inne formy (np. obiektywizując się) – tu wyraża się jedność życia i śmierci, tego, że śmierć przynależy do życia. Życie toczy się w ciągłej grze przekraczania własnych form i poszerzania własnych granic.

Doświadczenie moderny to dla Simmla także świadomość tego, że nie żyjemy w jednym świecie – a także, że żaden ze światów naszej egzystencji nie posiada lepszego dostępu do rzeczywistości. Simmel jawi się tu jako filozof czy socjolog nowoczesnego społeczeństwa – podzielonego na odrębne dziedziny (takie jak nauka, sztuka, poezja, prawo, gospodarka), które tworzą swego rodzaju totalności. Autor „Filozofii życia” nie widzi jednak w tych formach jakichś trwałych fenomenów, lecz szuka ich genezy, genealogii w codziennym świecie praktycznym. To tu znajdują się początki wszelkich światów („embrionalne stadia form obiektywnych” – s. 53), które oddzielają i autonomizują się wobec wytwarzającego je życia – Simmel ujmuje to w formule: kiedyś poznawano, aby żyć, dziś żyje się, by pracować.

Autora „Filozofii pieniądza” interesuje także podmiotowość modernistyczna, nowoczesne ja, które tworzy się w konfrontacji z rzeczywistością stawiającej opór jego woli – to właśnie niemożność spełnienia naszych aktów wolitywnych umożliwia powstanie ciągłego podmiotu. Gdyby kolejne akty nie napotkały przeszkody, nie byłoby między nimi ciągłości, lecz tylko szeregowe przejścia. Podmiot zdobywa autonomię, gdy „wola przetrwa swoje zetknięcie z rzeczywistością, ponieważ rzeczywistość nie zaspokaja woli: wtedy pragnące ‘ja’ jest wciąż jeszcze obecne tam, gdzie rzeczywistości już nie ma” (s. 101). Podmiot nie jest zatem dany jako oczywisty, lecz kształtuje się w osobniczym rozwoju – możliwe będą też rozmaite formy podmiotowości: niektóre ja pozostaną „bliżej” rzeczywistości (np. w estetyce), zależne od kontekstów, inne osiągną całkowitą autonomię. Jako przeciwników swojej koncepcji podmiotowości widzi Simmel Kanta i Fichtego, dla których człowieka warunkuje wyłącznie ja czyste, transcendentalne, takie same u wszystkich ludzi, zaś ja empiryczne to jedynie zabrudzenia podmiotowości idealnej. Inaczej dla Simmla – interesuje go, jak „społeczne instytucje i warstwowania wpływają na nas unimorfizująco, [jak] ogólne historyczne okoliczności odciskają na nas swoje piętno” (s. 152). Dochodzi tu do głosu nowoczesna świadomość podmiotu ulegającego wpływom swojego otoczenia, podmiotu, który swą płynną tożsamość zawdzięcza trwałym instytucjom, a swoją autonomię musi wywalczyć w sporze z nieświadomie przejętą tradycją. Przykładem takiego sporu będzie poszukiwanie mediacji między obiektywnym prawem a indywidualnością – według etyki kantowskiej podmiot ma przyjąć obiektywne prawo jako własne, co oznacza, że nie znajdzie się miejsce na indywidualne rozstrzygnięcia etyczne. Simmel tymczasem wychodzi od analizy pojęcia powinności, aby odnaleźć miejsce styku tego, co indywidualne i tego, co ogólne. Doświadczenie zależności osobowości oraz historii czy społeczeństwa oznacza jednak przymus przyjęcia nowoczesnej świadomości kontyngencji, co rodzi „uczucie bezgranicznej przypadkowości naszego całego empirycznego życia” (s. 107). Dalsze konsekwencje tego przeżycia obcości to poczucie „bezdomności, zagubienia, błądzenia, głębokiej bezradności” (s. 108) – rodzi się wtedy pokusa religijnego, mistycznego przezwyciężenia kontyngencji, tak częsta w modernistycznych epifaniach.

Tak jak przy badaniu wielości światów nowoczesnego społeczeństwa, tak i w obrazie nowoczesnej podmiotowości, możemy spostrzec, że myślenie Simmla kieruje się zawsze w stronę przekroczenia dualizmów, starając się zagęścić przestrzeń pomiędzy nimi – nie chodzi tu o proste opozycje, ale raczej o bieguny pomiędzy którymi toczy się życie.

Filozofia Simmla rozgrywa się zatem jako mediacja między tym, co ogólne a tym, co indywidualne – ukazując ciągłość przejścia między nimi, rekonstruuje tym samym klasyczne rozróżnienia między wnętrzem a zewnętrzem, zbiorowością a jednostkowością, życiem a formą. Takie podejście zmusza często do sformułowań wykraczających poza uzus językowy, często rażąco nielogicznych, ale chodzi tu przecież o życiowy, „metafizyczny korzeń logiki” (s. 35). Autor „Mostu i drzwi” ukazuje jednolity charakter życia, które tworząc nowe formy, uznaje ich granice tylko relatywnie, nie pozwalając zapomnieć o ich życiowej genezie. Nowoczesne życie jako rozpięte między sprzecznymi propozycjami może zarazem szukać jakiegoś elementu wspólnego, choć należy pamiętać, że element ten nie stanie się nigdy fundamentem, na którym można zbudować coś trwałego, gdyż przeczyłoby to procesualnemu, historycznemu charakterowi życia. Lekcja, jakiej udziela nam Simmel uczy nas zatem, że pomimo pozornej stabilności, życie zawsze toczy się dalej – a warunkiem ujawnienia tego ruchu jest właśnie nowoczesność.
Georg Simmel: „Filozofia życia. Cztery rozdziały metafizyczne”. Przekł. Monika Tokarzewska. Wstępem opatrzył Stanisław Borzym. Wydawnictwo IFiS PAN. Warszawa 2007.