Wydanie bieżące

1 maja 9 (105) / 2008

Agnieszka Nęcka,

PRAWO DZIEDZICZENIA

A A A
To historia – czy ściślej: historie – jakich wiele już zapisano i jakich bez wątpienia jeszcze wiele zostanie zapisanych. Historia, która wydarzyła się lata temu w miejscu uznawanym za raj, ale – jak to zwykle bywa – jest to historia pokazująca raczej piekielne aspekty owego Edenu. Tym razem zaczęło się od listu, który otrzymała Abie i dzięki któremu powróciła do rodzinnego Rofathane, afrykańskiego miasteczka, do pozostawionej przez jej dziadka plantacji kawy. Ale tak naprawdę opowiadana w „Kamieniach przodków” Aminatty Forny historia zaczęła się długo, długo przed narodzinami Abie, w przeszłości, o której mówią jej cztery ciotki: Mariama, Hawa, Serah i Asana, a których narracje również wykraczają poza ich narodziny. „Zebrane tu opowieści należą do ciotek, choć teraz należą również do mnie, podarowane mi, bym z nimi zrobiła, co zechcę. Tak samo jak podarowały mi plantację kawy swojego ojca. Historie, które zaczęły się w jednym miejscu, a skończyły w innym. Wygładzone i oszlifowane niezliczonymi powtórzeniami w nowych wersjach niczym kamyki w strumieniu”.

Snute przez Mariamę, Hawę, Serah i Asanę narracje, opisujące ciężki los afrykańskich kobiet, mimo oczywistych różnic zdają się być bardzo do siebie podobne. Córki dziedziczą po matkach nie tylko geny, ale i biografie, powielając – mniej lub bardziej świadomie – ich zachowania. Godząc się ze swoim przeznaczeniem, przyjmują na siebie brzemię tradycji, według której znajdują się niżej w hierarchii ważności aniżeli mężczyźni. Wchodząc w role opiekunek domowych ognisk, dbają o dzieci i zajmują się codziennymi obowiązkami, wśród których na pierwszym miejscu znajduje się zadowalanie męża. Uprzedmiotowiona kobieta (posiadająca określoną cenę), poniżana i wykorzystywana, nie buntuje się. Stawia czoło przeciwnościom losu, udowadniając swą siłę i wytrwałość nawet w najcięższych warunkach, takich jak choćby: strata dziecka, zdrada ukochanego męża czy rozczarowanie małżeństwem, w którym zamiast miłości i czułości panuje tyrania. A bo i „Kamienie przodków” przynoszą zarówno opowiastki radosne, pełne namiętności i miłości, jak i narracje skupione wokół cierpienia, będącego konsekwencją zdrad i fizyczno-psychicznych okrucieństw. Ciotki nie szczędzą szczegółowych relacji z życia mieszkańców Rofathane, tkając tym samym rodzinną sagę. W związku z tym ich opowieści wzajemnie się ze sobą przeplatają, nakładają na siebie, naświetlając te same zdarzenia z różnych stron i pokazując odmienne punkty widzenia.

Abie, powracając za sprawą listu do swej ojczyzny, jednocześnie odbywa podróż w głąb siebie. Powrót do przeszłości, przypominając dziewczynie o jej korzeniach, ma ułatwić współczesnej kobiecie lepsze samopoznanie i zrozumienie tego, kim jest oraz uświadomić jej, kim być powinna. To nie jest jednak „typowa” proza psychologiczna. A może inaczej: nie o odsłanianie tajemnic osobowości Abie tu chodziło. Jest ona jedynie (a może aż?) tą, która słuchając zwierzeń innych, zapisuje je. Stając się ich właścicielką, przyjmuje odpowiedzialność za dalsze losy narracji ciotek. Tym samym zostaje kolejną strażniczką przeszłości. Ale bohaterki omawianej tu powieści Forny nie rozważają powodów kulturowo-społecznego braku równouprawnienia, a jeśli się buntują, to tylko w granicach wyznaczonych przez myślenie zdroworozsądkowe, podporządkowane poszanowaniu tradycji. W starciu „dawnego” świata z nowoczesną rzeczywistością okazuje się, że spartańskie warunki i twarde obyczaje nie tylko nie były pozbawione uroku, ale miały tę przewagę nad teraźniejszością, że odznaczały się wyrazistością i gwarantowały spokój oraz zachowanie porządku.

Intymne doświadczenia ciotek Abie posłużyły Fornie nade wszystko jako pretekst do odmalowania piękna afrykańskiego pejzażu, panujących tam w przeszłości zwyczajów oraz pokazania zanikającej powoli tradycji. „Kamienie przodków” to bowiem głównie opowieść o tym, jak niemal niepostrzeżenie „stary” świat upodabniał się do Zachodu, przyjmując jego obyczajowość i system wartości. Wielożeństwo zastąpiono monogamią, zabobony i przesądy ustąpiły miejsca wierze chrześcijańskiej, potrzeba edukacji wyparła analfabetyzm, zaś prymitywne warunki mieszkaniowe stały się jedynie reliktem przeszłości. Pomimo postępu cywilizacyjno-technicznego jedna z ciotek Abie konstatuje: „Pomyślałam sobie: Ta dziewczyna może mieć wszystko, czego zapragnie, a jednak czuje się nieszczęśliwa. Od tamtego czasu zaczęłam się zastanawiać nad naszym światem, jak wszystko w nim się zmieniło, a zarazem nie zmieniło się nic”. Owo dość banalne stwierdzenie, według którego szczęście oraz życiowa satysfakcja nie zależą od komfortowego poziomu egzystowania, nie jest jedynym trywializmem, jakie pojawia się na kartach „Kamieni przodków”. Niemniej, należy pamiętać, że mamy do czynienia z – podrabiającymi szczere konfesje – opowieściami znajdujących się niemal u kresy swego istnienia kobiet, których sposób myślenia ukształtowany został przez jasne zasady patriarchalnej rzeczywistości, rzeczywistości, której początek końca zaczął się wraz z przypłynięciem Europejczyków.

Tym, co sprawia, że nadal – mimo wszystko – pielęgnuje się pamięć o przeszłości, zachowuje się poszanowanie dla tradycji, jest przekonanie o roli kobiet jako opiekunek historii, wybranych przez los jednostek, które mają obowiązek przekazywać je z pokolenia na pokolenie. „Wysiłek zapamiętywania przybrał postać jednego wielkiego kamienia. A potem, kiedy już się poddałam, słowa zaczęły się pojawiać, jak kształt wyrzeźbiony w piaskowcu. Teraz je rozpoznaję. Imiona. Imię matki mojej matki. Mojej babki. Mojej prababki i jej matki. Kobiet, które były wcześniej. Które mnie stworzyły. Każdy kamień został wybrany i przekazany córce na pamiątkę. Żeby duchy tych kobiet przywoływano za każdym razem, gdy ktoś dotknie kamienia, ogrzeje go w dłoni i upuści na ziemię, prosząc o pomoc”. Wspomnienia zamykane zostają w słowach uobecniających się pod postacią opowieści w chwili, w której są „gotowe do przekazania. A może po prostu gotowe do wysłuchania”. Na wszystko bowiem musi być odpowiedni czas: i na powrót Abie w rodzinne strony, i na docenienie poprzedniczek, i na dorośnięcie do zrozumienia snutych przez nie narracji.

Forna dołożyła wszelkich starań, by oddać klimat dwudziestowiecznej Afryki. Zarysowane w „Kamieniach przodków” obrazy, dzięki swej detaliczności i plastyczności, są niezwykle wymowne. Nie jest to jednak książka, która mogłaby zadowolić „pożeraczy fabuł”. Pisarka, posiłkując się wiedzą socjologiczną i antropologiczną, zadbała o to, by jej proza bliższa była swoiście rozumianemu reportażowi aniżeli prozie fikcjonalnej. Jej intencje są aż nazbyt czytelne: chodziło o opisanie dziejów kontynentu za pomocą przywoływania fascynujących opowieści „naocznych” świadków zmian. Nawet jeśli nie mamy najmniejszych wątpliwości co do tego, że Forna – dzięki swemu wyjątkowemu wyczuleniu na konkret i specyficznym umiejętnościom re-konstrukcyjnym – posłużyła się powieściowymi konfabulacjami, to zrobiła to w sposób godny pozazdroszczenia. Opowiedziana przez nią narracja jest historią, jakich wiele zostało już zapisanych i jakich jeszcze wiele zostanie zapisanych, a jednak wciąga i zachwyca. Cóż, chodzi przecież o to, by to, co pod względem narracyjnym dobrze znane, pokazać w zajmujący sposób. I to się bezsprzecznie Fornie udało.
Aminatta Forna: „Kamienie przodków”. Przeł. Ewa Horodyska. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2008 [seria z miotłą].