Wydanie bieżące

1 marca 5 (53) / 2006

Rafał Derda,

KRÓL TATIBAH

A A A
Jak zaczniesz, będzie dobrze. Możesz tak i tak zacząć, możesz nie i nie. Samorzutność wirusów podaje naddatek wybujałym wątkom. I zdumiewa harmonia rzeczy tak bezładnych. Te polipy, nie do dotknięcia przy pierwszym spojrzeniu, pod mikroskopem odsłaniają budowę jaśminowych pączków. Jeden rośnie na drugim, wyrasta z niego i z powrotem wrasta. W końcu końców odurza nas zapach amorficznych bukietów. Oprócz tego miłego prezentu, łączy nas zerowy stan posiadania. Kieszenie po karnawale, cesarz na bezludnej wyspie. Na próżno wysyłamy po tyralierę zagubioną w gatunkach śniegu. Mówiłem do ciebie zapomnianym językiem. Jak nie zaczniesz, będzie źle.

Codziennie zapraszamy do siebie piekło, darujemy sobie niebo. Nie przerywamy tej piekło/niebo gry nawet gdybyśmy już za chwilę mieli podchodzić do awaryjnego lądowania. Cudem trafiamy awionetką w puste pole. Przemykamy pod obstrzałem. Biegniemy, a już trafieni. I nawet jest nam z tym dobrze. Wstrzelony w nas ołów miesza się z wapnem kości. Truje nas i wzmacnia. Przygotowuje na przymrozki, bo wkrótce z góry runie puch. A z nim drobny opad pokruszonych sopli. Lecz już nie tych samych, co poprzednio. I nie takich też, jak teraz. Cicho. My nie tacy sami, sople nie te, tylko nieustająca, w styczniu i w grudniu, zima. To wszystko. Nie ma poza-zimy. Il n’y a pas hors d’hiver.

Nieznajomość terenu tylko wzmaga ekscytację. Obserwujemy ładne dłonie. Uda jeszcze ładniejsze. Smakujemy z dłoni ładne słowa. Frazy jeszcze ładniejsze. Ciężkie czasy, lekkie życie. Ciężkie analizy i lekkie przesunięcia. Rzeka zsiadła jak mleko w pępku krajobrazu. Prądy łechtające jak zabawy w muszlach amfiteatrów. Pióropusze tasiemek grają im wysokie hymny na wietrze, trzęsąc się obłędnie. Gwiazdozbiory pinezek wystukują salsę podskórnych erupcji, tracąc ostatecznie swoje powołanie. Możemy śledzić windę, wpuszczoną w głąb wieżowca jak szpikulec, przez nakrętkę dachu. Można się przejrzeć w dnie oka, który wsysa przepływające grupami chełbie poleceń. Funkcjonuj. Traw. Detonuj. Kasuj. Pasuj. Psuj. Wskakuj tam, gdzie one dojrzewają. Nowe poletka głębokich przemyśleń. Hydrofoniczne plantacje pozbawionych korzeni orchidei.

Król mówi, że igor mówi że (...) poeta używa języka do celów znanych tylko nam obu. Wielu jest nas, tych obu. Multiplikujemy się, symulujemy symultankę. Zmagania, zmachania (...) można wet za wet. Można zakładać dźwignię, przerzutnię, zdobywać w tym kolejne dany (...) przy każdym serwie i tak będzie net. Zielony stolik rozstrzygnie o wszystkim, weźmie bank. Potem przyjdzie sprzątaczka, albo jakiś inny krytyk, tylko parsknie (...) nie możesz wyrwać wzroku z uścisku pędów powietrza. Ale taki to poeta, taki to tomik. Nie mogę wyrwać wzroku. Nikt jeszcze tak siarczyście nie ukochał wentylatorów.

P o m i ę d z y r o z s t r z e l a n e, f o s f o r o w e o g r o d y
Robert Król: „Habitat”. Korporacja Ha!art, Kraków 2005.