Wydanie bieżące

15 maja 10 (106) / 2008

Andrzej Ciszewski,

ZJEDZ SWÓJ MAKIJAŻ, BEKSO! ORĘDNOWIK ZŁEGO SMAKU – JOHN WATERS

A A A
Widzowie nadali mu tytuł króla (choć niektórzy mówią jedynie o księciu) złego smaku, na który chyba nikt z żyjących twórców nie zasługuje w większym stopniu. Przekraczanie z uporem maniaka granic dzielących to, co jeszcze akceptowalne, od tego, co wzbudza najszczerszy niesmak, jest swoistą filozofią 61-letniego reżysera, scenarzysty, producenta, montażysty, kompozytora i aktora w jednej osobie. Amerykański autor, homoseksualista, koneser sztuki, kontestator – te wszystkie role społeczne zlewają się w wyrazisty portret jednego z najważniejszych twórców kina kultowego.

Waters dorastał na przedmieściach Baltimore, w miasteczku Lutherville w stanie Maryland. Swój pierwszy film zrealizował w wieku lat siedemnastu, używając kamery ośmiomilimetrowej, którą dostał na urodziny od swojej babci. Jego debiut „Wiedźma w czarnej skórzanej kurtce” (1964) trwał jedynie siedemnaście minut i był zapisem zainscenizowanego ślubu Afroamerykanina i białej kobiety udzielonego na dachu posesji reżysera przez (sic!) członka Ku-Klux-Klanu. Film doczekał się tylko jednego publicznego pokazu, który miał miejsce w kawiarni, będącej mekką lokalnych artystów oraz kontestującej młodzieży.

W 1966 roku Waters rozpoczął studia na University of Baltimore, by po roku przenieść się do Nowego Jorku, gdzie planował studiować reżyserię. Niestety, uczelniane życie nie pociągało niepokornego syna Lutherville, który utrzymywał się głównie z drobnych kradzieży, a pieniądze wydawał na marihuanę, LSD oraz bilety do kina. Wkrótce został relegowany z uniwersytetu za palenie trawki na terenie uczelni. Po tym incydencie wrócił do Baltimore, gdzie zrealizował kolejną krótkometrażówkę – „Rzymskie świece” (1966). W owym czasie Waters uważał się za beatnika i pozostawał pod przemożnym wpływem filmowego podziemia, w szczególności „Dziewczyny z Chelsea” Andy’ego Warhola (1966). Obraz nakręcony przez Watersa składał się z trzech taśm pokazywanych symultanicznie – część zrealizował sam reżyser, natomiast pozostałe fragmenty stanowiły zlepek filmów dokumentalnych. Co ciekawe, pomimo swego antyreligijnego charakteru, „Rzymskie świece” miały swoją premierę… w kościele. W filmie zadebiutował także dawny znajomy Watersa, Harris Glen Milstead, lepiej znany jako drag queen Divine. Należał on do grupy aktorów nazywanych Dreamlanders, wspierających Watersa niemal we wszystkich jego artystycznych poczynaniach. Poza graniem w filmach, Divine występował również na scenie jako piosenkarz. W latach osiemdziesiątych jego piosenki były hitami w Australii, Europie oraz w Ameryce. W 1988 roku został wybrany do ról matki Peggy Bundy i jej wuja Otto (sprawdzał się bowiem zarówno w rolach kobiet, jak i mężczyzn) w nowym serialu telewizji Fox „Married With Children” (w Polsce lepiej znanym jako „Świat według Bundych”). Jednak plany pokrzyżowała jego nagła śmierć. Divine zmarł 7 marca 1988 roku w czasie snu. Powodem były zaburzenia oddychania, które wynikały z jego nadmiernej tuszy (Milstead ważył 160 kilogramów i prowadził bardzo niezdrowy tryb życia).

W 1968 roku powstał ostatni krótki film Watersa, „Zjedz swój makijaż”. Był on równocześnie pierwszym w pełni narracyjnym obrazem reżysera, nakręconym kamerą szesnastomilimetrową. Obraz szokował specyficznym, groteskowym i obrazoburczym stylem, a fabuła dotyczyła zuchwałych porwań młodych modelek. Rok później, dzięki pożyczce od ojca, Waters nakręcił „Mondo Trasho” – skomplikowany fabularnie eksperyment, pozbawiony synchronicznego dźwięku, za to przebogaty w improwizacje. Kształt dzieła wynikał jednakże nie tyle z chęci opowiedzenia konkretnej historii, co z dążenia do zaprezentowania wizji świata jako wszechogarniającego śmietnika. W 1970 roku Waters pracował nad „Historią Diane Linkletter”, będącą improwizowanym obrazem, opartym na prawdziwej historii samobójczej śmierci córki ważnej osobistości telewizyjnej. Według słów reżysera, film powstał zupełnie przypadkowo, w momencie testowania przez Watersa możliwości niedawno nabytej kamery… Kolejny obraz, „Tysiące maniaków” (1970), to z jednej strony nawiązanie do niesławnego dzieła Toda Browninga „Dziwolągi” (1932), z drugiej – czerpanie garściami z utartych wzorców kina gatunków oraz filmu „Dwa tysiące maniaków” Herschella Gordona Lewisa (1964). Ale film Watersa to także prowokacja, odwołująca się do zbrodni, która do dziś szokuje opinię publiczną: chodzi mianowicie o bestialski mord dokonany na Sharon Tate, ówczesnej małżonce Romana Polańskiego, przez bandę Charlesa Mansona.

Jednym z najbardziej znanych filmów Watersa są „Różowe flamingi” (1972), w którym Babs Johnson (Divine) ubiega się o tytuł „najbardziej odrażającej osoby świata”. Zrealizowany za dziesięć tysięcy dolarów film stał się przebojem. Nie zabrakło również głosów, że obraz jest najlepszym przykładem filmowego surrealizmu od czasów „Psa andaluzyjskiego” Luisa Bunuela oraz Salvadora Daliego (1929). Film znalazł się ponadto na liście 50 dzieł, które trzeba koniecznie obejrzeć przed śmiercią, sporządzonej przez brytyjski kanał Channel 4. Natomiast pomysł na „Kobiecy problem” (1974) narodził się już kilka lat wcześniej i był kolejną wariacją na temat zbrodniczej działalności Charlesa Mansona. Bohaterką obrazu jest Dawn Dawenport (Divine), którą poznajemy w momencie opuszczenia przez nią szkoły, a znajomość kończymy wraz z jej śmiercią na krześle elektrycznym. Jak podkreśla Anrzej Pitrus w książce „Kino kultu”, Waters starał się zilustrować tezę, iż „zbrodnia jest piękna”, a „każdy wygląda korzystniej, gdy jest aresztowany”. Realizacji kolejnego projektu („Rozpaczliwe życie”, 1977) przyświecało konkretne założenie: stworzyć obraz, który byłby pozbawiony przemocy oraz dosadnej erotyki, a mimo to otrzymałby kategorię X (tylko dla dorosłych) wyłącznie za epatowanie złym smakiem. W efekcie powstała anarchiczna komedia, której akcja toczy się w Mortville – fantastycznym mieście zasiedlonym przez barwną menażerię wykolejeńców.

Na początku lat osiemdziesiątych Waters zrealizował „Poliester”, będący jego pierwszą dużą produkcją, dystrybuowaną przez New Line Cinema. W dziele brakowało jednak drapieżności wyróżniającej wczesne utwory Watersa. To film bardziej analityczny, odwołujący się w największym stopniu do tradycji kina popularnego. „Poliester” jest zgryźliwą satyrą na życiowe przyzwyczajenia przeciętnej amerykańskiej rodziny, rekrutującej się z klasy średniej, akcentującą równocześnie pozorność działań człowieka zniewolonego przez demona konsumpcji. Francine Fishpaw (Divine) to gospodyni domowa żyjąca w świecie fantazji kreowanej przez tandetną literaturę oraz papkowate telenowele. Poznajemy ją w chwili życiowej katastrofy: jej mąż, producent filmów pornograficznych, ma romans z sekretarką, córka rodzi dziecko, syn odurza się klejem oraz zapachem stóp, natomiast pies… popełnia samobójstwo. W ramach ciekawostki warto odnotować, że był to „pierwszy zapachowy film w historii” (zrealizowany w myśl systemu ODORAMA, stworzonego przez samego Watersa), który miał widzowi dostarczyć nie tylko wrażeń wizualnych i słuchowych, ale także węchowych. Każdy uczestnik tego niecodziennego spektaklu otrzymywał specjalną kartę, która po potarciu wydzielała różne, przeważnie nieprzyjemne, zapachy.

John Waters ucieka w swoich filmach od wyrazistego przesłania. Jego dwa musicale, „Lakier do włosów” (1987) oraz „Beksa” (1990), powstawały w zupełnie innych warunkach niż dotychczasowe dzieła, ale nadal przynależały do kręgu produkcji niezależnej. Element improwizacji zawsze odgrywał bardzo ważną rolę w jego twórczości, trudno jednak mówić w przypadku tych dzieł o braku inscenizacji. Jednak Waters nie byłby sobą, gdyby nie zaoferował widzom czytelnych przerysowań, obnażających sposób produkcji dzieła filmowego. W „Lakierze do włosów” poznajemy historię dwóch przyjaciółek z podwórka, które są wielkimi fankami muzycznego programu „The Corny Collins Show". Kiedy w programie pojawia się elitarna grupa nastolatków prezentujących najnowsze tańce, Tracy (Ricki Lake) postanawia za wszelką cenę dostać się do tego właśnie zespołu. Po ciężkich staraniach dziewczyna zostaje przyjęta do popularnego teamu i robi oszałamiającą karierę, choć zazdrosna przyjaciółka knuje okrutną zemstę. Waters od samego początku odsłania przed widzem kulisy muzycznego widowiska, obnaża mechanizm filmowego medium, a w szczególności jego fałsz i pustkę. Podobne zachwianie odnajdziemy w „Beksie”, gdzie muzyczne show, urządzane w parku przez grupę młodocianych kontestatorów, przypomina raczej profesjonalnie zorganizowany koncert niż spontaniczne muzykowanie. Dodatkowo sztuczność oraz umowność podkreśla wygląd tytułowego Beksy (Johnny Depp), ustylizowanego na Elvisa Presleya. Zresztą podczas pobytu w więzieniu Beksa brawurowo wykonuje numer będący dokładną repliką sceny z filmu „Więzienny rock” Richarda Thorpe’a z 1957 roku, w którym w rolę Vince’a Everetta wcielił się sam Król.

Jak wskazuje Pitrus, cechą charakterystyczną obu filmów jest odarcie postaci z funkcjonalności. Postawy przez nie reprezentowane podlegają nieustannemu różnicowaniu, a żadna z nich nie wyraża trwałych wartości. Opozycje znane z klasycznego musicalu (bohater-grupa rówieśnicza; bohater-rodzina) występują u Watersa jedynie w formie śladów, do których reżyser nawiązuje w celu podkreślenia idei nietrwałości. Bo nietrwałość odnosi się do jego pojmowania kina. Bardzo często swoje dzieła określał mianem produktów jednorazowych. W warstwę formalną swoich progresywnych musicalów Waters wplata archaiczne dziś figury, takie jak roletki, diafragmy czy nakładanie obrazu, przypominając nam, że kino to przede wszystkim sztuka iluzji. Forma w tym przypadku przekreśla znaczenie, zamiast mu służyć.

W 1994 Waters nakręcił film „W czym mamy problem?”, w którym Misty Suthpin (rewelacyjna Kathleen Tuner), wzorowa żona i matka, zmienia się w seryjną morderczynię (stąd oryginalny tytuł „Serial Mom”). Misty mści się na wszystkich ludziach, którzy ją zirytowali. Pierwszą ofiarą jest nauczyciel, który poskarżył się na zachowanie jej syna. Później Misty nęka znienawidzoną sąsiadkę (która kiedyś zajęła jej miejsce na parkingu) obscenicznymi telefonami, a po lunchu dokonuje morderstwa. Aby sprowokować ją „do działania”, wystarczy niekulturalnie jeść kurczaka, żuć gumę w towarzystwie czy nosić nieodpowiedni do okazji strój. Złe słowo o mężu może kosztować życie, podobnie jak założenie białych butów w drugiej połowie września… Może wydać się dziwne, ale film oparty jest na prawdziwej historii. Scenariusz powstał na bazie zeznań sądowych oraz setki wywiadów. Początkowo główną rolę Beverly Suthpin zaproponowano Susan Sarandon, ale jej gaża okazała się za wysoka jak na tak niskobudżetowy film. A może aktorka nie chciała wracać do początków swojej kariery, kiedy to zaczynała od ról z kręgu kina kultowego (Janet w „The Rocky Horror Picture Show” Jima Sharmana, 1975)? W ramach ciekawostki dodam, że w epizodycznej roli Teda Bundy’ego z filmu „W czym mamy problem?” występuje sam Waters.

W 1998 reżyser zrealizował „Fotokłopoty”, będące opowieścią o nastolatku przezywanym Obiektyw, który z pasją fotografuje wszystkie napotkane przez siebie dziwne przedmioty, w tym… włosy łonowe pewnej kobiety. W tym cudacznym obrazie również „pojawia” się reżyser, wcielając się w… głos telefonicznego zboczeńca. Rok 2000 przyniósł obraz „Cecil B. DeMented” – opowieść o niezrównoważonym reżyserze filmów niezależnych (Stephen Dorff) oraz współpracującej z nim grupie podejrzanych filmowców, którzy porywają hollywoodzką megagwiazdę Honey (Melanie Griffith) i usiłują ją zmusić, by zagrała w realizowanym przez nich filmie, mającym być manifestem przeciwko tyranii Hollywood. Scenariusz niezależnego „dzieła” opowiada o ataku na multipleks, w którym odbywa się konferencja prasowa komisji filmowej stanu Maryland i jednocześnie kręcone są zdjęcia do kolejnej części „Forresta Gumpa”… Ostatnim, jak do tej pory, dziełem Watersa jest „Apetyt na seks” (2004), w którym fabularnym punktem wyjścia jest przybycie do Baltimore… Belzebuba (Johnny „Jackass” Knoxville). Jego zamiarem jest zmienienie mieszkańców miasteczka w zgraję seksoholików, z pomocą których uda się mu wymyślić nowy typ aktu seksualnego, przemieniającego poczciwców w zagorzałych erotomanów. Plany Belzebuba zamierzają jednak pokrzyżować tzw. bezpłciowcy, czyli ludzie nieopanowani jak dotąd przez żądzę seksu. Na ich czele staje właścicielka lokalnego sklepu (Tracey Ullman), której córka została wybranką diabła…

Istotą twórczości Johna Watersa zawsze było ukazywanie analitycznych możliwości drzemiących w filmowym medium. Jej największym walorem jest krytyczne wnikanie w te struktury, których istnienia często nawet sobie nie uświadamiamy. Przez kicz wiedzie bowiem tajemna droga do poznania esencji kinematografii. John Waters żyje i tworzy nadal. Niegdyś czołowy obrazoburca rodem z podziemia, dziś jest wykładowcą filmu oraz nauki o subkulturach na European Graduate School. A dodatkowego prestiżu dodaje mu fakt, że gościnnie wystąpił w jednym z najbardziej kultowych seriali w Stanach Zjednoczonych, czyli w „Simpsonach”…