Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (107) / 2008

Łukasz Iwasiński,

HIP-HOP JAK BAŁTYK

A A A
Rodzimy hip-hop to (w przeważającej części) jedna z największych chorób naszej popkultury. Etos osiedlowych meneli doprawiony mądrością ulicznych moralistów, ewentualnie poza prowincjonalnego pimpa. Napszyklat jawi się jako jeden z nielicznych wyjątków wyłamujących się z tego schematu. Wolna od jakiejkolwiek ortodoksji i dogmatyzmu, pełna niegłupiego humoru twórczość formacji zdaje się doskonale oddawać sens słów wypowiedzianych kiedyś przez Daleka: „Prawdziwe piękno hip-hopu polega na tym, że jest to muzyka eksperymentalna – pozwala ci użyć wszystkiego, co cię otacza do tworzenia własnych pomysłów, własnej muzyki”. Możecie przekonać się o tym sięgając po nową płytę Napszykłat, pt. „Brudne Zwierzaki”

Łukasz Iwasiński: Streśćcie w kilku słowach historię zespołu.

Piernik: Obecny skład zespołu ukształtował się w Poznaniu koło 2003 roku. Spotkaliśmy się na neutralnym terenie, gdyż każdy z nas pochodzi z innej strony kraju: Ansman i ja ze Świnoujścia (Pomorze Zachodnie), Charles z Florczak (Mazury) natomiast Małe JuJu z Sadek (Kujawsko-pomorskie).

Ł.I.: Co dla was oznacza hip-hop i czy identyfikujecie się z tym pojęciem? Czy jest to tylko pewien styl muzyczny czy wykracza poza warstwę estetyczną, oznacza jakąś postawę, albo kulturę?

Piernik: Hip-hop jest dla mnie stanem ducha bliskim szaleństwa. Oczywiście, patrząc globalnie, stanowi on coś więcej niż tylko styl muzyczny. Mam tu na myśli całą kulturę hip-hopową i jej mitologię, która mimo wszystko nie była nam przesadnie bliska. Nigdy nie byłem zwolennikiem zamykania się w jednej stylistyce, w związku z tym moje rozumienie hip-hopu zakłada nieustanną gotowość do wykraczania poza jego granice. Zawsze uważałem ten gatunek za najbardziej dynamiczny i nieprzewidywalny. Już pewnie wiesz, że nie mówimy tu o „hip-hopku“, który słyszymy w radio czy TV.

Charles: Hip-hop to kultura wysoka, głęboka i szeroka jak Bałtyk!

Ł.I.: No właśnie, zdecydowanie odstajecie od rodzimego hip-hopu (że pozwolę sobie na takie uogólnienie). Jak oceniacie aktualną krajowa scenę hip-hopową i czy z kimś na niej czujecie pokrewieństwo stylistyczne bądź mentalne?

Piernik: Polski hip-hop jest zakompleksiony. Niewiele jest zespołów, które nie boją się wyściubić nosa poza znane i słyszane już dźwięki a te, które nie boją się, nie wzbudzają zainteresowania naszych strachliwych i leniwych dziennikarzy muzycznych, którzy dowiadują się przykładowo z „Wire“ co ma się im spodobać. Zresztą ogólnie polska muzyka jest zakompleksiona – nie tylko hip-hop.

Charles: Nie znam dobrze obecnej sceny hip-hopowej w kraju, ale na pewno po piwnicach kryją się krewni.

Ł.I.: Jakie są wasze relacje z Pink Punkiem? To środowisko artystycznie bardzo zróżnicowane, ale światopoglądowo (mam na myśli: otwartość, bezpretensjonalność, ignorowanie wszelkich gatunkowych czy subkulturowych dogmatów, nierzadko zamiłowanie do surrealizmu), jest wam chyba dość bliskie? Wydaje się, że bardziej przystajecie do tego kontekstu niż obecnej sceny krajowego hip-hopu?

Charles: Pink Punk to śmietanka, a w śmietance takie ryby jak my pluskają swobodnie.

Piernik: ... i nie są to śledzie w śmietanie. Pink Punk jest rzeczywiście stylistycznie różnorodne, ale w warstwie mentalnej ogniwem łączącym wszystkich jest szaleństwo i... zamiłowanie do pamiętników Jana Chryzostoma Paska. Naturalne zatem było nasze zbliżenie i pozostaje tylko ubolewać nad małą ilością „eloziomów” z naszą płytą w przenośnym odtwarzaczu i palcem na przycisku „play“ bez przerwy.

Ł.I.: Jeśli miałbym jednak szukać odwołań w krajowym hip-hopie, to wskazałbym Kalibra 44. Nie chodzi mi nawet o bezpośrednie muzyczne skojarzenia (choć i te są obecne), ale przede wszystkim o fakt, że tak jak niegdyś Kaliber, tak teraz wy użyliście hip-hopu jako elastycznego narzędzia do kreacji własnego, nieco psychodelicznego świata. Zgodzicie się z taką opinią?

Charles: Zgadzam się z opinią, że wykorzystujemy hip-hop.

Piernik: I taki jest właśnie prawdziwy hip-hop, przy którym można przeżyć więcej niż tylko tupanie stópką w rytm bitu. Nie widzę innej możliwości niż stworzenie własnego świata, bo ten, który jest tu, nie pasuje do nas. Stworzyliśmy swój i teraz nadchodzi czas na wojnę światów. Kto wygra? A czy ten świat jest psychodeliczny? Sugerujesz, że mamy nie po kolei w głowie? No cóż, jak to mawia Peja: „jakie życie taki rap“.

Ł.I.: Jeśli chodzi o bezpośrednie muzyczne odniesienia, to nie sposób nie wskazać Anticonu. Podobnie jak oni tworzycie hip-hop erudycyjny, ale bezpretensjonalny; nie unikający liryzmu, a przy tym podlany absurdem i psychodelią. Przeczący kojarzonym z tym gatunkiem stereotypom, stroniący od lansu i szpanu, kultu siły. Najbardziej uchwytne skojarzenia są jednak na poziomie samego brzmienia, flow, produkcji. Nie macie wrażenia, że te analogie są czasem zbyt nachalne?

Małe JuJu: A co to jest Anticon?

Piernik: To, co ci puszczałem…

Charles: Liryczny kult siły w utworach z pewnością skłania do leniwych analogii z anticoniem, ale nie mamy z tym problemu, bo wstyd to z konia spaść, a nie kłusem przed siebie na koń.

Piernik: Lubimy Anticon, ale kserokopiarki używamy tylko do kserowania pieniędzy…

Ł.I.: Wydaje się, że twórczość Anticonu trafia raczej do publiki wyrosłej na niezależnym rocku, ideałach sceny indie, etyce DIY, niż do hip-hopowców. Kto odnajdzie się w Waszej muzyce? Zastanawiacie się w ogóle nad tym? Pytanie jest o tyle zasadne, że wydaje się, że u nas środowiska gitarowe i hip-hopowe są bardziej spolaryzowane i zamknięte niż na Zachodzie.

Piernik: Pewnie nikt się nie odnajdzie i zostaniemy samotni, opuszczeni w domu spokojnej rapowości.

Charles: Ja nie zastanawiam się nad tym.

Piernik: W naszej muzyce odnajdzie się ten, kto jest zagubiony.

Ł.I.: Jak pracujecie nad muzyką; ile jest w niej elektroniki / sampli, a ile żywego grania?

Piernik: Improwizacja wspiera kompozycje.

Charles: Co do walki żywego i elektronicznego to po równo dla każdego.

Piernik: Utwory nagrywamy w taki sposób, by móc je w takiej samej formie zagrać na koncercie. Staramy się nie tworzyć cudownych postprodukcji na kiju, których nie bylibyśmy w stanie zagrać przed zagubionymi, co się przy nas odnajdują. Z drugiej strony, sama produkcja może być improwizacją i wnosić elementy do samej kompozycji. Zacytuje w tym miejscu Briana Wilkinson’a : „Jest wiele różnych możliwości…“

Ł.I.: A jakie są źródła tekstów? (prosiłbym coś więcej i szerzej niż np. „inspiruje nas życie”).

Piernik: Świna, Uznam, bałwany morskie, „przemyślak“, Merkuriusz Polski, „Wilda-Jeżyce-Bronx“, dolewki do kawy, bursztyny, tajemnicze piktogramy w zbożu, inka i moka, Cheewbacca, droga krajowa nr 2, plamy na spodniach, owsiki i eukaliptusy.

Charles: A miłość i nienawiść, konie i cielaczki, żywność i podróże, spokój i ucieczka?

Piernik: To też.

Ł.I.: Jakie macie plany – krótko i długofalowe?

Piernik: Przygotowujemy powoli nową płytę i planujemy wydać ją sami poprzez nasze Dzieci Świny. No i chcemy sprawić, by zagubieni słuchacze odnaleźli się i zamieszkać w domu spokojnej rapowości.

Charles: Uzbierać kasę, kupić pensjonat i grać dla gości.

Ł.I.: Dziękuję za rozmowę.
    Zrealizowano dzięki wsparciu finansowemu: Samorzadu Województwa Slaskiego, Fundacji - Otwarty Kod Kultury Śląskie. pozytywna energia Fundacja Otwarty Kod Kultury