Wydanie bieżące

1 lipca 13 (109) / 2008

Magdalena Kempna-Pieniążek,

BOLLY(HOLLY)WOOD

A A A
Zacznę od tezy, która z pewnością oburzy wielu miłośników (czy też raczej miłośniczek) filmowych adaptacji prozy Jane Austen: bollywoodzko-hollywoodzka ekranizacja „Dumy i uprzedzenia” w reżyserii Gurinder Chadhy (2004) pod wieloma względami znacznie przewyższa film Joe Wrighta z 2005 roku z Keirą Knightley i Matthew Macfadyenem w rolach głównych. I choć z pewnością nie jest tak dobra jak brytyjski serial z Colinem Firthem i Jennifer Ehle z 1995 roku, nie sposób nie zauważyć, że krytycy potraktowali ją raczej niesprawiedliwie. Oto kilka powodów, dla których – moim zdaniem – film Chadhy zasługuje na uznanie.

„Duma i uprzedzenie” Chadhy jest swobodną ekranizacją wątków znanych z powieści Austen. Reżyserka osadziła akcję swojego filmu we współczesnych Indiach. Do Amrytsaru, w którym mieszkają państwo Bakshi ze swymi czterema córkami, przyjeżdża bogaty Hindus mieszkający na stałe w Londynie, Balraj (Naveen Andrews), by spełnić obowiązki drużby na weselu swojego przyjaciela. Młodzieniec przywozi ze sobą siostrę Kiran (Indira Varma) i amerykańskiego przyjaciela, Willa Darcy’ego (Martin Henderson). Podczas uroczystości Balraj poznaje i zakochuje się ze wzajemnością w najstarszej z sióstr państwa Bakshi, Jayi (Namrata Shirodkar). Tymczasem Darcy’emu wpada w oko młodsza, bystra i oczytana Lalita (Aishwarya Rai)…

Świadomość historycznoliteracka, jaką posiadają współcześni twórcy filmowi przymierzający się do zaadaptowania wybranego utworu z klasyki prozy światowej, coraz bardziej zbliża się do poziomu intelektualnego średnio rozgarniętego licealisty i to na dodatek niezbyt zainteresowanego literaturą, zapamiętującego z przeczytanych lektur tylko to, co wiąże się z wartką akcją. Być może dlatego tak zwane filmy „z epoki” stanowią niekiedy źle zamaskowane próby przemycenia pod historycznym kostiumem opowieści jak najbardziej współczesnych. Aby „ożywić” najsłynniejszą powieść Jane Austen, „Dumę i uprzedzenie”, Joe Wright wprowadził do swego filmu z 2005 roku szereg zupełnie absurdalnych rozwiązań: posadził bohaterkę, Elizabeth Bennet (Keira Knightley), na brudnej huśtawce zawieszonej nad basenem gnojówki i pozwolił jej samotnie plątać się o świcie po polach w koszuli nocnej i płaszczu, lady Katarzynie de Burgh (Judi Dench) nakazał składać nieprzewidziane wizyty w środku nocy, a z posiadłości angielskiej gentry z końca XVIII wieku zrobił XVII-wieczny zaścianek, w którym drób i świnie bez przeszkód włażą do domu, a mieszkańcy nie grzeszą przywiązaniem do zasad higieny. Wszystko to w imię „większego realizmu”, choć doprawdy nie sposób stwierdzić, o jaki realizm tu chodzi. W konsekwencji świat wykreowany przez Wrighta ma niewiele wspólnego z rzeczywistością ukazaną w powieści Austen. Skąd jednak reżyser mógłby to wiedzieć, skoro zamiast zadać sobie trud zinterpretowania powieści brytyjskiej pisarki, przywłaszczył sobie jedynie jej fabułę i nasycił ją wątkami, które uznał za interesujące?

Współczesne, zwłaszcza hollywoodzkie, podejście do klasyki jest obrazem całkowitego zaniedbania interpretacji. Reżyser ma oczywiście prawo do ingerowania w tekst, ukazywania go w określonym świetle, wprowadzania zmian, akcentowania pewnych jego aspektów kosztem innych. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Patricia Rozema nakręciła oryginalną adaptację „Mansfield Park”, w której motywy powieści Austen przenikały się z wątkami biograficznymi i korespondencją pisarki. W efekcie powstało dzieło podatne na interpretacje w duchu gender, błyskotliwe i zaskakujące. Rozema zinterpretowała powieść Austen w odniesieniu do kulturowego dyskursu płci, nie włączając do swego filmu niczego, co byłoby sprzeczne z duchem utworu, co najwyżej akcentując pewne jego aspekty. Wright, mówiąc najogólniej, postąpił dokładnie odwrotnie.

Twórcy bollywoodzko-hollywoodzkiej adaptacji „Dumy i uprzedzenia” również dokonali stosunkowo oryginalnej interpretacji powieści Austen. Zauważyli przy tym to, co z pewnością umknęło Wrightowi: fakt, iż „Duma i uprzedzenie” jest dziełem osadzonym w określonej konwencji. Całe wieki minęły od momentu, w którym humaniści uświadomili sobie, że w odbiorze literatury liczy się nie tylko to, co, ale i jak zostało ujęte w utworze. Austen w swych dziełach nie kazała niechlujnie ubierać się swym bohaterkom ani nie rozpisywała się na temat zapachu gnojówki (choć akcja większości jej dzieł osadzona jest na wsi) nie dlatego, że nie dostrzegała tych elementów w otaczającym ją świecie, ale dlatego, że nie mieściły się one w ramach konwencji, do której nawiązywała. Wielu badaczy, między innymi George Steiner, zwracało uwagę na żywioł brytyjskiej sielanki realistycznej w utworach Austen. Taka konstatacja najwyraźniej przekraczała możliwości Wrighta i jego współpracowników. Fakt ten nie umknął jednak twórcom indyjskiej adaptacji „Dumy i uprzedzenia”, którzy – dostrzegając umowność świata przedstawionego w dziele Austen – przełożyli jedną konwencję na inną, a konkretnie – konwencję brytyjskiej sielanki realistycznej na konwencję bollywoodzkiej komedii romantycznej. Efekt okazał się zaskakująco dobry, w czym być może pomógł reżyserce fakt, iż kultura, jaką promuje Bollywood, jest tak samo (jeśli nie bardziej) patriarchalna jak kultura Anglii końca XVIII wieku. Dlatego też tak dobrze brzmią w tym filmie przywołane na zasadzie cytatu aforyzmy z powieści Austen w stylu: „samotny mężczyzna z dużym majątkiem musi poszukiwać żony”, a dyskusje na temat ideału panny na wydaniu nie wydają się wcale „przeterminowane”.

Realistyczne walory powieści Austen opierają się przede wszystkim na pewnych konstatacjach natury społeczno-psychologicznej – autorka prezentuje w swych dziełach określone typy osobowe: ekscentrycznego ojca, inteligentnej panny, ciekawskiego sąsiada, nietowarzyskiego snoba, próżnego bawidamka, wyniosłej i głupiej arystokratki. Chadha przekłada w swym filmie te typy na ich współczesne odpowiedniki: protegowany lady Katarzyny de Bourgh, pan Collins, staje się tu hinduskim dorobkiewiczem, panem Kholim (Nitin Ganatra), robiącym karierę w branży księgowości w Stanach, bogaty i dumny pan Darcy jest nieco zbyt przywiązanym do wysokiego standardu życia właścicielem sieci świetnych hoteli, a podły i uwodzicielski Wickham (Daniel Gillies) – współczesnym „niebieskim ptakiem”, łatwo odnajdującym się w każdej sytuacji. Przezabawna jest scena, której bohaterką jest jedna z sióstr Lality, Maya (Meghna Kothari) – odpowiedniczka powieściowej Mary. Maya, podobnie jak Mary, kieruje swoją energię na zdobywanie typowo kobiecych umiejętności. W czasie wizyty Balraja i Darcy’ego w domu państwa Bakshi bohaterka prezentuje hinduski komiczny odpowiednik nużących koncertów Mary – taniec kobry. Wijąc się i sycząc, dziewczyna wzbudza konsternację, a nawet przerażenie mężczyzn, dla których ten pokaz został przygotowany, a którzy podskakują w swych fotelach, kiedy tańcząca kobra narusza ich przestrzeń osobistą. Prawda zawarta w powieści Austen, dotycząca pewnego typu osób nadrabiających brak popularności próbami zwrócenia na siebie uwagi, zostaje uchwycona przez Chadhę w całej swej prostocie i nabiera znaczenia uniwersalnego, niezależnego od kultury i szerokości geograficznej.

Podobnie jak u Austen, w filmie Chadhy nobilitowane są silne więzi rodzinne: autentyczna miłość siostrzana, szacunek dzieci dla rodziców i obopólne przywiązanie małżonków. Apoteoza rodziny jest zresztą jedną z cech charakterystycznych kina bollwyoodzkiego, czego najdoskonalszym przykładem jest chyba słynny „Czasem słońce, czasem deszcz” (reż. Karan Johar, 2001). Wszystko to w filmie Chadhy pojawia się w charakterystycznej konwencji: żywe, teledyskowe układy muzyczno-taneczne przerywają regularnie tok filmowej narracji, wąskie uliczki Amrytsaru roją się od ludzi w barwnych strojach, a romantyczny wiatr poetycko rozwiewa włosy głównych bohaterów filmu.

„Duma i uprzedzenie” Chadhy jest jednak koprodukcją indyjsko-brytyjsko-amerykańską, dlatego posiada wiele cech z punktu widzenia Bollywoodu nieco nietypowych. Wszystko to, co mogłoby zachodniego widza drażnić w kontakcie z kinem indyjskim (potoki łez wylewanych przez mężczyzn równie często jak przez kobiety, skrajny emocjonalizm, pojawiające się co kwadrans wstawki muzyczno-taneczne, wszechogarniający kicz itd.), zostało tutaj złagodzone i potraktowane z dystansem. Charakterystyczna hinduska muzyka pojawia się często w wersji dostosowanej do zachodniego ucha (np. jedna z miłosnych piosenek w trakcie pobytu bohaterów w Los Angeles występuje w aranżacji niemal latynoskiej), mężczyźni nie płaczą, a kicz iście bollywoodzki współgra z kiczem jak najbardziej hollywoodzkim. Znamienna jest tu musicalowa scena obrazująca rodzenie się więzi emocjonalnej między Darcym i Lalitą: w chwili, gdy bohaterowie przechadzają się po plaży, mijają chór gospel wyśpiewujący refren miłosnego motywu przewodniego z filmu…

Twórcy „Dumy i uprzedzenia” są świadomi nie tylko konwencji, z jakiej wyrosła powieść Austen, ale i konwencji całego Bollywood. Najpełniej obrazuje to scena rozgrywająca się w Londynie, w której Darcy i Lalita ścigają Wickhama i trzpiotowatą Lakhi (Peeya Rai Chowdhary). W pewnym momencie para uciekinierów wbiega do kina, w którym akurat odbywa się przegląd kina Bollywood. W chwili, gdy na ekranie rozgrywa się scena walki, Darcy dopada Wickhama i wszczyna z nim bójkę korespondującą z wydarzeniami filmowymi, zwieńczoną dwoma siarczystymi policzkami wymierzonymi Wickhamowi przez obie siostry, co spotyka się z aplauzem publiczności. Wiadomo, że jedną z cech odbioru kina Bollywood w Indiach są żywiołowe reakcje publiczności, płaczącej i oklaskującej na bieżąco bohaterów oglądanych filmów. Do podobnego typu odbioru widz zachodni nie jest raczej zdolny. Chadha jednak pokazuje jego namiastkę. Bijący się przed kinowym ekranem bohaterowie są doskonałym symbolem tego, czym może być Bollywood dla Hindusów, odbierających filmowe wydarzenia tak, jak gdyby bohaterowie schodzili z ekranu w ich własną rzeczywistość, a granica między fikcją a realnością stawała się bardzo cienka.

Ironiczny dystans – tak przecież charakterystyczny dla powieści Austen – jest jednym z najważniejszych walorów filmu Chadhy. Jego twórcy ani przez moment nie tracą świadomości tego, że są uczestnikami gigantycznej zabawy. Co nie zmienia faktu, że dobre aktorstwo – zwłaszcza Martina Hendersona i Aishwaryi Rai – dodaje psychologicznej wiarygodności scenom rozgrywającym się pomiędzy parą głównych bohaterów, Lalitą i Darcym. Ironicznego potraktowania nie uniknął nawet fakt, iż film powstał jako koprodukcja: twórcy „Dumy i uprzedzenia” śmieją się tak samo z Bollywoodu, jak i z Hollywoodu, czy też raczej z pewnego postrzegania obu tych zjawisk. Jeden z bohaterów, pan Kholi, aspirujący do ręki Lality, jest wielkim entuzjastą wszystkiego, co amerykańskie, deprecjonującym swą rodzimą kulturę. Bohater zachwyca się nabytą przez siebie posiadłością w stylu kolonialnym umiejscowioną niedaleko Hollywood, rozkoszuje się swymi dwoma basenami i – ogólnie – amerykańskim stylem życia. Twórcy filmu otwarcie drwią z tego typu postawy. W jednej z muzycznych wstawek, w której siostry Lality przedstawiają wizję jej przyszłego życia z Kholim, pojawia się zabawna antycypacja: pan Kholi i jego żona, zgodnie z amerykańskim stylem życia, ćwiczą w swej domowej siłowni na tle wielkiej tapety z napisem „Kholiwood”. Bezrozumne przyjmowanie obcych wzorców kończy się wszak stworzeniem pewnej iluzji rzeczywistości, która w najlepszym razie staje się groteskowa.

„Duma i uprzedzenie” Chadhy jest uroczym, śmiesznym traktatem na temat uprzedzeń i złudności pierwszych wrażeń. Zupełnie tak jak literacki oryginał. Inteligentna (a nie impertynencka, jak nieprzekonująca Knightley w filmie Wrighta) Lalita daje Willowi nauczkę podobną do lekcji, której udzieliła w powieści Elizabeth Darcy’emu: bogactwo, lepsze wykształcenie i wysoki status społeczny nie pozwalają na deprecjonowanie uczuć mniej szczęśliwych w życiu ludzi. Oczywiście w filmie Chadhy ma to wymiar iście kulturowy: Lalita uciera nosa Willowi oceniającemu z góry kulturę Indii jako niemal barbarzyńską. I podobnie jak w powieści Austen, Will uczy czegoś Lalitę: pokazuje jej, że uprzedzenia rodzące się często z faktu, iż nasza próżność nie została odpowiednio połechtana, mogą prowadzić do szeregu komplikacji.

Oglądając „Dumę i uprzedzenie” Chadhy, można łatwo stwierdzić, co stanowi siłę zarówno Bolly- jak i Hollywoodu. Oba te zjawiska tworzą przecież często wizje rzeczywistości, w których piękni bohaterowie żyją bez większych materialnych trosk, a po szeregu perypetii zyskują to, czego najbardziej pragną: miłość, szacunek, a nawet niekiedy bogactwo. Można ten fakt odnieść także do powieści Austen, kreującej świat brytyjskich sielanek, w których cnota była nagradzana, a podłość stosownie – choć nigdy stanowczo i bez moralizatorskich zapędów – karana. W efekcie zarówno „Duma i uprzedzenie” Austen jak i film Chadhy są odpowiedzią na ludzkie marzenia. Przeczucie, iż w realnym świecie raczej nie uda się ich zrealizować oraz świadomość konwencji rodzą ironiczny dystans, który chroni oba dzieła przed popadnięciem w (nieświadomy) kicz.
„Duma i uprzedzenie” („Bride and Prejudice”). Reż. Gurinder Chadha. Scen.: Gurinder Chadha, Paul Mayeda Berges. Obsada: Martin Henderson, Aishwarya Rai. Gatunek: komedia / musical. Indie / USA / Wielka Brytania 2004, 111 min.