Wydanie bieżące

1 lipca 13 (109) / 2008

Wiesław Kowalski,

PO TEATRALNE TURY DO SEJN

A A A
Już od 17 lat w Sejnach, malowniczym miasteczku na Kresach Wschodnich, położonym nad rzeką Marychą, odbywa się w czerwcu Międzynarodowy Festiwal Teatralny Baltic-Satelid. W tym uroczym miejscu, pośród jezior i lasów, dzieci i młodzież z Polski, Białorusi oraz Litwy mogą nie tylko konfrontować swoje dokonania w dziedzinie teatru, ale też smakować sięgającą XV wieku historię miasta. Atmosfera pogranicznego miasta, które swój największy rozkwit zawdzięcza Dominikanom z Wilna, którzy weszli w posiadanie Sejn w roku 1602, sprzyja konfrontacji zespołów przyjeżdżających z Polski, Białorusi i z Litwy.

Tegoroczny festiwal trwał od 10 do 15 czerwca i zgromadził 15 konkursowych spektakli. W tym czasie władzę nad miastem sprawowała młodzież sejneńskich szkół i festiwalowi goście. Inaugurujący imprezę przemarsz wszystkich teatrów ulicami miasta był pierwszą okazją do wspólnej zabawy i międzynarodowej integracji uczestników. Bo choć teatry walczyły o nagrody Złotego, Srebrnego i Brązowego Tura, przyznawane przez jury młodzieżowe i profesjonalne (Ewa Jakubaszek – aktorka-lalkarka, Antanas Milinis – reżyser, Oleg Żiugżda – dyrektor artystyczny i główny reżyser grodzieńskiego Obwodowego Teatru Lalek) podczas całego konkursu nie czuło się atmosfery rywalizacji, raczej radość wspólnego obcowania z różnorodnością sztuki teatru: od musicalu po małe formy teatralne, od przedstawień kameralnych i monodramów po duże widowiska, z pełną scenografią i kostiumami. Najciekawiej w kategorii dziecięcej zaprezentowały się teatry z Grodna i z Alytusa. One też zebrały najwięcej nagród i wyróżnień.

Teatr dziecięcy Drevinukas z Alytusa przedstawił spektakl nie tylko bardzo pięknie zakomponowany przestrzennie, ale też znakomicie przez młodziutkich aktorów zagrany. W „Chipollino”, w reżyserii Jonasa Gaizauskasa i Ievy Ivanauskiene, opowiedziano zabawnie i bezpretensjonalnie historię dziejącą się w krainie warzyw i owoców. Humorystycznie potraktowano opowieść o przeciwstawieniu się Księciu Cytrynie, który pragnie unieszczęśliwić swoich poddanych podatkiem za słońce, deszcz i wiatr. Tytułowy bohater stara się walczyć z rządami tyrana i jego despotycznego pomocnika Pomidora (brawurowa rola nagrodzona przez jury za najlepszą rolę męską). Litewski spektakl, uhonorowany Złotym i Brązowym Turem, wzbudził aplauz festiwalowej publiczności, która owacją na stojąco dziękowała aktorom za wdzięk i lekkość, za temperament, dynamikę i nieprawdopodobną energię. Równorzędną walkę z grupą z Alytusa stoczył „Grodzieński Dzwoneczek” z Grodna (laureat Srebrnego Tura), prezentujący „Bremeńskich muzykantów”, w reżyserii Larysy Mikulich. Ten rozśpiewany i roztańczony spektakl otrzymał najwięcej nagród indywidualnych – za rolę żeńską (Weronika Barcewicz), za kostiumy (Alina Golcewa), za choreografię (Natalia Kirejewa), za reżyserię oraz zespołową za radość tworzenia. Obydwa przedstawienia to barwne, dynamiczne widowiska, w formie zbliżone do musicalu. Białoruskie i litewskie dzieci rzeczywiście potrafią bawić się swoimi rolami, są znakomicie przygotowane przez choreografów. Wspaniale się ruszają, mają świadomość ciała i tego wszystkiego, co robią na scenie. Niestety polskie zespoły dziecięce prezentowały poziom dużo niższy, tak jakby instruktorzy nie potrafili odblokować spontanicznych reakcji i emocji. Rzucał się w oczy brak umiejętności warsztatowych, brak przygotowania taneczno-rytmicznego i wokalnego, co w konsekwencji przynosiło spektakle statyczne, bezbarwne, pozbawione umiejętności naturalnego, a nie deklamacyjno-recytatorskiego bycia na scenie. Jedyna nagroda dla polskiego zespołu trafiła w ręce Czesławy Abramczyk, którą wyróżniono za scenariusz i podjęcie z Teatrem Pinokio z Warszawy aktualnego i współczesnego tematu dotyczącego podwórkowego życia i wyborów dokonywanych podczas zabaw, gier i dziecięcych spotkań w piaskownicy.

Nieco lepiej porównanie zespołów polskich z tymi zza wschodniej granicy wypada w przypadku teatrów młodzieżowych, które – może jeszcze niezbyt śmiało i wyraziście – ale poszukują nowych form i środków wyrazu, języka bliskiego młodzieńczej wrażliwości w krytycznym spojrzeniu na współczesną rzeczywistość. Grupy ZONK z Legnicy ( „Nie mówcie aniołom dobranoc”, w reż. Bogusławy Cybulok), GZYGZAK z Jeleniej Góry (najbardziej ciekawa i dojrzała formalnie „Taka sobie historia”, w reż. Jacka Paruszyńskiego) czy O.S.A z Olecka (grzesząca inscenizacyjną naiwnością „Burza w teatrze Gogo”, w reżyserii Piotra Kowalewskiego i Renaty Dunaj) dopiero pracują nad stworzeniem własnego stylu, przy czym nie starają się opowiadać prostych linearnych historii, poszukują metafory i znaków teatralnych bliskich ich patrzeniu na otaczający świat. W porównaniu z inscenizacyjną skromnością i prostotą polskich zespołów, Teatr Maska z Kłajpedy uruchamia całą teatralną machinę. W „Pięknej i bestii”, w reżyserii Galiny Siemionownej, były pełne dekoracje, kostiumy, ciekawie poprowadzone role aktorskie, ale można było odnieść wrażenie pewnego nadmiaru i przeestetyzowania, niekiedy dość niebezpiecznie dryfującego w kierunku efektowności samej w sobie. Pomimo tych niedociągnięć Teatr Maska, wielokrotnie już w Sejnach nagradzany, i tym razem zdobył Złotego i Brązowego Tura oraz indywidualną nagrodę aktorską dla Vasilia Złotowa. Jednak w kuluarach głównym faworytem festiwalu był Teatr Trepse z Kłajpedy, który zaprezentował przepiękny spektakl „Jaunatis”, w reżyserii i scenografii Rimute Svytyte, oparty na muzyce (nagrodzony Ranferi Aguilar z Gwatemali) i ruchu, pełen poetyckiego nastroju i emanującej ze sceny magii. Litewskie dziewczęta do perfekcji opanowały operowanie gestem i rekwizytem; potrafiły w tańcu z wachlarzami wyczarować krainy dziecięcych marzeń i światów, za którymi tęsknimy. Potrafiły być tak samo wiarygodne za parawanem i na żywym planie. Było to naprawdę niezapomniane przeżycie, dostarczające wrażeń nie tylko estetycznych. Honoru polskiego teatru w kategorii młodzieżowej obroniły zespoły, które do Sejn przyjechały z Bydgoszczy. Studio Teatralne „Siódemka” otrzymało Srebrnego Tura i nagrodę za reżyserię dla spektaklu „Noce sióstr Bronte”; Katarzyna Grudlewska (Charlotte) została uznana za najlepszą aktorkę przeglądu, a Mateusz Krempa najlepszym aktorem drugoplanowym.

Studio Teatralne Siódemka działa od 5 lat przy VII Liceum Ogólnokształcącym w Bydgoszczy. „Noce sióstr Brontë” to najnowszy spektakl grupy, który swoją premierę miał 2 marca w Warszawie podczas Spotkań Teatrów Młodych. Autorką dramatu, uhonorowanego nagrodą im. Adolfa Grimme, jest Suzanne Schneider, urodzona w 1953 roku w Stuttgarcie, niemiecka pisarka, reżyserka teatralna, radiowa i telewizyjna. „Suzanne Schneider za punkt centralny sztuki obrała moment, który okazał się decydujący w życiu słynnej literackiej rodziny, zarówno w wymiarze jej losu, jak jej fizycznej egzystencji. Udramatyzowane dzieje rodzeństwa Brontë toczą się z początku spokojnie przed oczyma widza w obrazach budowanych na dosyć jednostajnym poziomie emocjonalnym, ukazując w krótkich charakterystycznych scenach najistotniejsze cechy osobowości trzech sióstr. Więc Anne deklaruje posłuszeństwo woli Bożej, Emily ujawnia przykre strony charakteru, przede wszystkim skłonność do złośliwości i zamiłowanie do makabry, a Charlotte przeżywa swoje romantyczne widzenia, których uosobieniem jest Lord Byron. Wszystko to składa się na obraz trzech postaci, z których każda na jakiś sposób pogodziła się z ograniczającą ją rzeczywistością – tak o tej kameralnej sztuce, zrealizowanej swego czasu w Teatrze Telewizji przez Macieja Prusa, pisała w „Dialogu” z 1998 roku Anna Przedpełska-Trzeciakowska.

Ciekawie zaprezentował się też Teatr WIE-KO z bydgoskiego Pałacu Młodzieży w kameralnej sztuce „Izydor” Lia Karavii. Widać, że polityka i uczestnictwo w niej są dla młodych ludzi tak samo zajmujące, jak nauka czy korzystanie ze wszystkich dobrodziejstw naszej cywilizacji. Cieszy fakt, że młody teatr stara się mówić o rzeczach ważnych, istotnych i szlachetnych; że nie próbuje szokować, przedstawiać patologii i wynaturzeń, sytuacji ekstremalnych, zdeformowanych, od których aż kipi na profesjonalnych scenach. Teatr – na co zwracał szczególną uwagę Gustaw Holoubek – potrzebuje przede wszystkim sensu i słowa, które jest nośnikiem myśli i wywołuje emocje. Dobrze, że pracujący z młodzieżą i z dziećmi instruktorzy i reżyserzy o tym pamiętają. Każda konfrontacja zespołowej pracy z tym, co robią inni w teatrze to skarbnica wiedzy i nowych doświadczeń nie tylko dla młodych adeptów sztuki, ale i dla samych twórców. To oni starają się doprowadzać do wspólnego przeżywania emocji i dokonywania w swoich podopiecznych przemiany nie tylko w momencie powstawania spektaklu, ale również podczas oglądania innych zespołów na scenie. Starają się, by młody człowiek na własnym organizmie poznawał reguły i prawa scenicznego świata, by zagłębiał się w swoje wnętrze i ciało po to, by podczas zajęć warsztatowych usuwać napięcia i wszelkie blokady. Dlatego tak ważne jest, by rozmawiać i wymieniać poglądy na temat spektakli, które się ogląda. Takie rozmowy pobudzają wyobraźnię i rozwijają wrażliwość na to, co w teatrze jest naprawdę ważne, szlachetne i godne scenicznej prezentacji. Pobyt w Sejnach był dla niektórych teatrów pierwszą okazją do skonfrontowania swojej pracy z działaniami zespołów zza naszej wschodniej granicy. Pozwolił zderzyć nie tylko narodowe kultury, ale i różne estetyki w kreowaniu teatralnej rzeczywistości.
XVII Międzynarodowy Festiwal Teatralny Dzieci i Młodzieży „Baltic-Satelid 2008”. Sejny. 10 – 15 czerwca 2008.