Wydanie bieżące

1 lipca 13 (109) / 2008

Monika Ruszało,

PRZ(E/Y)WIDZENIE

A A A
„Kalendarz” Agnieszki Polskiej, który prezentuje krakowska Galeria Nova jest wystawą prac o zróżnicowanych formach i technikach wykonania, ale oscylujących wokół tych samych kwestii. Wśród tych prac znajdujemy zarówno rysunki wykonane najprostszymi kredkami ołówkowymi, jak i projekcję skonstruowaną z serii przeskanowanych starych fotografii oraz zapis wideo. Konstruowanie niejednoznaczności, umiejętne operowanie – wywołanymi – skojarzeniami oraz gra na emocjach ujawniają dojrzałość artystki, tym bardziej intrygującą, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż Agnieszka Polska jest jeszcze studentką (urodziła się w 1985 roku).

W środkowej sali Galerii są eksponowane rysunki wykonane kredkami na przyżółkłym, jakby postarzonym papierze stanowiące przerysy-reminiscencje ilustracji ze starego kalendarza, ukazującego prace gospodarskie i ich efekty. Scenki mają formę jakby podglądanych przez dziurkę od klucza wido(cz)ków w zatartych ramach. Obok przedstawienia idącej przez zagon i siejącej bosonogiej gospodyni widzimy rysunek ukazujący dłoń prezentującą dorodne owoce malin. Obrazek łąki z pasącymi się krowami i twarzą kobiety na pierwszym planie sąsiaduje z przedstawieniem pnących się wokół stelaża roślin czy nagiej zbieraczki truskawek. Te niewinno-naiwne rysunki nabierają nowych znaczeń, kiedy poznamy kontekst, w którym powstały ich pierwowzory: gospodarski kalendarz pojawił się na rynku w styczniu 1939 roku.
Przeczucie, prefigura stają się na/w naszych oczach: oto stelaż z tyczek z pnącymi się wokół nich roślinami zaczyna przypominać ogrodzenie obozu koncentracyjnego, także przedstawienie rozstawionego namiotu w nocy nasuwa skojarzenie ze słowem „obóz”. Dłoń pokazująca dojrzałe owoce zdaje się być odciętym członkiem ciała, zaś przekrój przez glebę z ręką człowieka sadzącego roślinę daje asumpt do stwierdzenia, iż widzimy zakopane ludzkie zwłoki. Naga, kucająca ogrodniczka może stać się w przyszłości (a może już jest?) pozbawianą godności więźniarką, zaś mężczyzna wspinający się na drzewo owocowe niemalże wisi na nim niczym na szubienicy.


Druga część wystawy to projekcja złożona z przeskanowanych, czarnobiałych fotografii, w które artystka ingeruje na dwa sposoby: wprawiając przedstawiane osoby i przedmioty w mikroruchy, co bynajmniej nie dodaje im życia, wręcz tym mocniej podkreśla „martwotę natur” oraz wprowadzając tu różne owady, których odgłosy, wraz ze śpiewem ptaków słychać w tle przesuwających się obrazów – fotografii. Amatorskie zdjęcia: ludzi odpoczywających w trawie, fragmentu willi, drogi do lasu, do którego zdajemy się przybliżać, kaczki płynącej ku brzegowi, przesuwających się na ciemniejącym niebie obłoków, wędkarza kiwającego się na stołeczku następują jedno po drugim. Ruch w górę, czy też w dół fotografii mający za zadanie ukazanie jej w całości powoduje pojawianie się uczucia niepokoju, powodowanego oczekiwaniem na to, co może ukazać się naszym oczom (jakkolwiek to, co się ukazuje jest zupełnie zwyczajne). Nastrój jest umiejętnie budowany: niepokój wzmaga się pod wpływem gwałtownego i naturalnego pragnienia oglądającego, aby powiązać te sceny w jakiś logiczny ciąg narracyjny. Z fotografii emanuje atmosfera ospałości, wyczuwalny jest klimat upalnego popołudnia w środku lata, zaś fotografia przedstawiająca pole ze snopami sugeruje porę, w której powstawały zdjęcia – czas zbiorów, które odbywają się w sierpniu. Jakkolwiek nie mamy informacji o tym, kiedy powstały fotografie, projektujemy na nie ową znaną z pierwszej części wystawy znamienną i fatalną datę roczną, co powoduje, iż nabierają one sensu nieuchronności, a zarazem nietrwałości tego, co na nich przedstawione. Zarazem silnie epatują grozą: fragmentarycznie ukazane postaci kobiece zdają się nam jawić jako zastrzelone ofiary (do których zaczynają zlatywać się owady). Niczym żołnierz z wiersza „Śpiący w kotlinie” autorstwa Charlesa Baudelaire’a, sprawiający wrażenie pogrążonego we śnie, podczas gdy faktycznie: „w boku ma dwie jamki krwawe”.

Z prac Agnieszki Polskiej dają się wyinterpretować dwie główne osie, wokół których artystka tka gęstą sieć opowieści. Należy do nich refleksja nad czasem, jego liniowością, nieuchronnością: rodzą się pytania o uniwersalnym wydźwięku: czym są przeczucia? Czy w ogóle istnieją, czy może tylko interpretujemy w takim duchu zdarzenia dopiero post fatum? Oś drugą zdaje się być problem tego, co rozbija zwartą strukturę, tego, co spychane gdzieś „poza”, co pomijane milczeniem, z pewnością nieoczywiste. Nierzadko artystka ciąży w stronę perwersyjności, czy raczej tego, co może być odbierane przez użytkownika kultury jako perwersyjne. Szczególnie w tym względzie widoczne zdaje się być podkreślanie seksualności dziecka, które kultura europejska wtłoczyła w ramy niewinności i a-płciowości. Przewartościowania Freuda, owocujące w środowisku naukowym nie znalazły wyraźnego oddźwięku w codzienności, podobnie jak świadomość korzeni – antyku, kiedy, jak pisze Pascal Quignard („Seks i trwoga”) dziecko było poddawane rytualnej inicjacji seksualnej dokonywanej przez dorosłego. Dziecięcą niejednoznaczność w kwestii płciowości na wystawie najdobitniej wyraża fotografia małego chłopca siedzącego z podciągniętą wysoko nogą i (prawie) ukazującego krocze. Równie trafne uwypuklenie problemu stanowią prace Agnieszki Polskiej pokazywane w maju i czerwcu w galerii VertexList w Nowym Jorku w ramach zbiorowej wystawy krakowskich artystów „Blankly, perfect summer”, prezentujące ćwiczenia korekcyjne z udziałem małych, półnagich dziewczynek. Do zagadnień związanych z opozycją czystego i nieczystego (o czym przed laty pisała Mary Douglas w „Purity and Dangeer”) można także zaliczyć kwestię owadów pojawiających i przemieszczających się na fotografiach, znacznie bardziej nieruchomych, jakby zakrzepłych, tych prawdziwych „still live”.

Ekspozycję zamyka wideo, które można obejrzeć w trzeciej sali Galerii. Przedstawia ono długie kłosy trawy, na tle których, u dołu ekranu bezustannie formują się jakieś kształty, nieraz przypominające żywe stworzenia, na wpół amorficzne, pełzające. Z jednej strony abstrakcyjne, przy bliższym przyjrzeniu okazują się być włosami kobiety – momentami widać fragment jej czoła. Reszta głowy postaci jest ucięta kadrem. Czarny jedwab włosów kontrastuje z żywą zielenią trawy – skoszonej bądź stratowanej. Pytanie, które nasuwa się automatycznie brzmi: co dzieje się z tą gwałtownie wijącą się postacią? Dychotomia przeżycia estetycznego oraz rodzących się pytań, gdyż abstrahowanie nie jest na tyle silne, aby pozostawało nas obojętnymi na okoliczności zdarzenia, stanowi podsumowanie wystawy, continuum emocji doznawanych przy oglądaniu-doświadczaniu „Kalendarza” Agnieszki Polskiej.
Agnieszka Polska „Kalendarz”. Galeria Nova, Kraków, 6 czerwca – 15 lipca 2008.