Wydanie bieżące

1 lipca 13 (109) / 2008

Anna Kałuża,

SKOK NA BANK

A A A
„inne Tradycje” Johna Ashbery’ego, wydane w ramach serii „Linia krytyczna” wydawnictwa Ha!art, są publikacją zupełnie bezprecedensową. Podobne próby skomentowania poezji w polskiej krytyce nie mają takiej siły i zarazem lekkości, jakie cechują książkę amerykańskiego poety. To, co ją ewidentnie odróżnia od innych pomysłów na komentowanie twórczości literackiej, wiąże się z kilkoma sprawami. Trzeba jednak najpierw powiedzieć, że „inne Tradycje” stanowią pokłosie wykładów, jakie Ashbery wygłosił na Uniwersytecie Harvarda w roku akademickim 1989/90. Powstały one w ramach tego samego cyklu, co wykłady Italo Calvino, Jorge Luisa Borgesa czy Czesława Miłosza. Związane z poezją, miały dosyć szeroką formułę, w przypadku zaś Ashbery’ego wiązały się z nadzieją słuchaczy na „wytłumaczenie” skomplikowanej intelektualnie poetyckiej twórczości jego samego oraz autorów, o których miał opowiadać.

I faktycznie można uznać, że wykładowca zmierzył się z ideą poezji trudnej, która w powszechnym mniemaniu jest także „niezrozumiała”; można też uznać, że w jakimś stopniu podniósł sam sobie poprzeczkę, bo do twórczości „trudnej” dołączył także mało uznaną i mało znaną. Swoje wykłady poświęcił bowiem sześciu mało znanym twórcom. Zaprezentował wiersze Johna Clare’a, Thomasa Lovella Beddoesa, Johna Wheelwrighta, Laury Riding, Dawida Schuberta oraz prozę Raymonda Roussela. Co więcej, nie twierdził, że ich pisanie jest wybitne, często podkreślał natomiast, że zdarzają im się wiersze słabe i zupełnie go nieprzekonujące, sam także raz po raz przyznawał się, że niewiele z nich rozumie. Dało to w efekcie opowieść błyskotliwą, daleką od apologii i broniącą się przed mechanizmem, który byłby odwrotnością takiego, który owych poetów wyrzucił na margines. Ashbery nie chce nam udowodnić, że oni są z jakichś powodów lepsi niż ci, o których wiemy więcej; udowadnia raczej, że zdarzają im się wiersze błyskotliwe i że nie istnieją tzw. obiektywne miary uznania jakiegoś wiersza za dobry, a docenienie autora i jego wejście do społecznego obiegu jest zupełnie przypadkowym zbiegiem okoliczności. Jest wiele sensu w słowach Blanchota, który oczywiście także nigdy nie przystałby na żaden wiążący literaturę ze światem projekt krytyczny, że „nie chodzi o znęcanie się nad literaturą, ale o próbę jej zrozumienia i znalezienia odpowiedzi na pytanie, dlaczego rozumie się ją tylko wtedy, gdy się ją deprecjonuje”. Czasem Ashbery postępuje zgodnie z tą myślą.

Ale już trudniej byłoby uznać, że jego strategia może być do powtórzenia, że znalazł metodę, która rozwiąże nasze problemy z opisem eksperymentu językowego i włączeniem tego eksperymentu w obszar historii literatury, wreszcie – że „na serio” potraktował całą sprawę. Z tym pierwszym nie ma kłopotu: brak metody najczęściej obraca się w pozytywny aspekt krytycznych ustaleń, istnienie „wolnych elektronów” w postaci autorów trudniej mieszczących się w podręcznikach historii literatury również nie spędza już nikomu snu z powiek. Gorzej z tym, że po lekturze „innych Tradycji” odnosimy wrażenie, iż ich autor trochę jednak zakpił z oczekiwań na poważne potraktowanie idei poezji ekscentrycznej, awangardowej, eksperymentującej itd. Bierze się ono stąd, że Ashbery tak naprawdę wcale nie napisał książki krytycznej i w gruncie rzeczy chciał dokopać krytykom (jego negatywne wypowiedzi na temat krytyki literackiej są bardzo znane), niż przyjść im w sukurs. Jego komentarze mogą bowiem stanowić doskonałą ilustrację tezy, że za pomocą języka dyskursywnego można osiągnąć zdecydowanie mniej niż za pomocą metafory; i że krytyczna działalność jest zwykle trywializowaniem i upraszczaniem problemów podjętych przez poezję. A narracja zyskuje na pewno w momentach analiz szczegółowych, zresztą – co tu dużo mówić: Ashbery rzadko daje panoramiczne ujęcia i nie zapuszcza się w rejony ustaleń historycznoliterackich. To jawne lekceważenie istniejących już umocowań różnych dzieł w ideologiach poetyckich i nomenklaturze (typu: modernizm, awangarda, postmodernizm itd.) jest także znaczącym gestem: można go czytać jako gest silnego poety, za którym stoi autorytet, i który decyduje o tym, jaki poeta wynurzy się z niezróżnicowanego jeszcze obszaru, zbyt rozdrobnionego, by jego elementy były dostrzegalne dla historyków literatury.

Oczywiście należałoby czytać i rozpatrywać tę książkę w dwóch kontekstach: anglojęzycznym oraz polskim. Ponieważ kontekst zagraniczny, a zarazem macierzysty dla publikacji Ashbery’ego, omawia w posłowiu Grzegorz Jankowicz, zwrócę uwagę na to, jak znaczy ta książka w polskich warunkach.

Największą zaletą „innych Tradycji” byłaby niewątpliwie próba zasypania przepaści między akademicką krytyką a krytyką empatyczną. Pierwsza z nich lubi kategorie teoretyczno-filozoficzne, druga pławi się z kolei w opisach doznań podmiotu czytającego. Ashbery unika takich strategii, proponując w zamian więcej lekkości i dezynwoltury, nie rezygnując przy tym z interpretacji oraz mocno zaznaczając swoje kaprysy i preferencje. Krótki przykład stylu poety: „Innym rysem współczesności Clare’a jest pewna nagość wizji, do której jesteśmy przyzwyczajeni, przynajmniej w Ameryce, od czasów Walta Whitmana i Emily Dickinson, aż do Roberta Lowella i Allena Ginsberga. […] Przypomina to ‘natychmiastową intymność’, dzięki której my, Amerykanie, jesteśmy w dalekich krajach powszechnie znani. Clark nie żywi do nas wrogich uczuć, nie chce nas ani zaszokować, ani sprawić nam bólu, ale z tego powodu nie zamierza też zmienić swojej opowieści choćby o jotę; jeśli nagle wybuchniemy płaczem, będzie to dla niego kolejne zjawisko przyrody, takie jak deszcz lub pisk borsuka” (s. 31). Ashbery pisze więc o „nagości wizji” lub o „natychmiastowej intymności” – czymś bardzo nieuchwytnym, i te bardzo nieokreślone hasła mają określić omawianą przez niego poezję.

I jeśli coraz częściej mówi się o tym, że w ramach krytyki literackiej obowiązują pewne dogmaty, to publikacja Ashbery’ego wpuszcza nieco więcej powietrza w ustalone (obowiązujące) sposoby pisania o poezji i jej rozumienia. Przede wszystkim nie boi się bardzo swobodnie i bez nadmiernej powagi podchodzić do najtrudniejszych fraz, nie fetyszyzując zbytnio poezji trudnej, ale też nie demonizując jej.
John Ashbery: „inne Tradycje”. Przeł. J. Fiedorczuk, J. Jarniewicz, T. Pióro, P. Sommer, A. Sosnowski, B. Zadura. Korporacja Ha!art. Kraków 2008 [seria: Linia krytyczna].