Wydanie bieżące

15 lipca 14 (110) / 2008

Przemysław Pieniążek,

„SUKIYAKI WESTERN DJANGO”, CZYLI SPAGHETTI I RÓŻA

A A A
Takashi Miike urodził się w małym miasteczku Yao na przedmieściach Osaki. W młodości był zafascynowany motocyklami (rozważał nawet rozpoczęcie kariery sportowej), lecz ostatecznie zdecydował się na zasilenie szeregów szkoły filmowej w Jokohamie, założonej przez znakomitego reżysera, Shoheia Imamurę. Decyzja nie wynikała jednak z miłości do kina, lecz z prozaicznej przyczyny, jaką był brak egzaminów wstępnych. Miike traktował swoją edukację jako zło konieczne, więc gdy lokalna telewizja poszukiwała w szkole kandydata na (nieodpłatną) posadę asystenta producenta, uczelnia „nominowała” na tę pozycję niepokornego Miike. Jego mariaż z telewizją trwał blisko dziesięć lat. Obserwowany we wczesnych latach dziewięćdziesiątych boom na „V-Cinema” (czyli filmy kręcone techniką direct-to-video, dystrybuowane poza siecią kin) umożliwił Miike reżyserowanie własnych obrazów. Co więcej, nowo powstałe kompanie filmowe zaczęły zatrudniać młodych, tanich reżyserów, którzy mieli zająć się realizowaniem niskobudżetowych filmów akcji. Pierwszym dziełem Takashiego, które doczekało się premiery kinowej, był film „Shinjuku Triad Society” (1995). Stał się on przepustką do świata produkcji o znacznie wyższych nakładach finansowych. Poza Krajem Kwitnącej Wiśni Miike zabłysnął dzięki kontrowersyjnej „Grze wstępnej” (1999), zyskując status reżysera niemalże kultowego.

Reżyserski dorobek Miike obejmuje ponad sześćdziesiąt filmów zrealizowanych na przestrzeni zaledwie kilkunastu lat. Większość z nich, co prawda, to undergroundowe produkcje spod znaku „V-Cinema” – szokujące, przesycone brutalnością, szturmujące bariery tabu. Znaczna część jego filmów zawiera komiksowy, momentami odnoszący do poetyki anime „dla dorosłych”, obraz przemocy i rozlewu krwi („Ichi The Killer”, 2001), będący najczęściej odzwierciedleniem przestępczych działań Yakuzy (podobny obraz znajdziemy także w filmie „Brother” Takeshiego Kitano, 2000). Miike słynie z czarnego humoru oraz z permanentnego przekraczania granic cenzury. Nie można również zapomnieć o stosowanych przez reżysera niepokojących, niejasnych zakończeniach, pozostawiających widzom dowolność interpretacji, czego najlepszym przykładem jest zrealizowany w ramach gangsterskiego teatru grozy „Gozu” (2003). Pomimo faktu, że światową sławę zawdzięcza obrazom bezkompromisowym i ekstremalnym („Visitor Q”, 2001; serial „MPD Psycho”, 2000), Miike nie stroni także od „łagodniejszych” akcentów. „Szczęście rodziny Katakuri” (2001) jest komediowym musicalem, w którym występuje… rodzina zombie. Wchodzące w skład „The Black Society Trilogy” obrazy „Ley Lines” (1999) czy „Agitator” (2001) to mroczne, kryminalne dramaty. „Andromeda” (1998) jest dramatem społecznym z elementami fantastyki, w którym występuje grupa SPEED, czyli bożyszcze japońskiego popu; natomiast projekt „The Big Spook War” (2005) to adaptacja mangi opowiadającej o przygodach jedenastoletniego chłopca walczącego z wszelkiej maści potworami, pozostającymi na usługach tajemniczego władcy wampirów. Jak widać, nie bez powodu Miike określany jest mianem jednego z najbardziej wszechstronnych reżyserów japońskich.

Obecnie na ekranach naszych kin możemy oglądać najmłodsze dziecko Miike, które po raz kolejny dowodzi niewyczerpanych pokładów wyobraźni reżysera, a równocześnie potwierdza pozycję Takashiego jako czołowego postmodernisty z kręgu Dziesiątej Muzy. Akcja „Sukiyaki Western Django” (2007) rozgrywa się w Japonii, a konkretnie – w prowincjonalnym miasteczku Yuda, w którym od lat trwa wojna zwana „Genpei”, toczona przez klany Taira i Minamoto. W tym niespokojnym czasie do miasta przybywa nieustraszony Rewolwerowiec (Ito Hideaki), który staje w obronie biernych mieszkańców osady. Zwaśnione klany próbują przeciągnąć przybysza na swoją stronę, jednak nieznajomy ma względem nich własne plany. Od tej chwili nieczyste sztuczki, zdrada, pożądanie i pragnienie zemsty stają się imionami gry, która w rezultacie doprowadzi do… afirmacji miłości. Ale zanim to nastąpi, miasto zostanie skąpane w oczyszczającym deszczu krwi.

„Sukiyaki Western Django” jest filmowym hołdem złożonym dwóm gatunkom kina: japońskiej tradycji opowieści samurajskich oraz włoskiej odmianie westernu. Schemat fabularny obrazu Miike odwołuje się przede wszystkim do „Straży przybocznej” Akiry Kurosawy (1961), opowiadającej historię Sanjuro (Toshiro Mifune), ronina przybywającego do obcego miasta, terroryzowanego przez dwa zwalczające się klany. Sanjuro oferuje swe usługi temu, kto zapłaci więcej, ale odkrywszy zdradę swoich zleceniodawców, rozpoczyna misterną grę, w której obie strony ponoszą nieuchronną klęskę.

Obraz Kurosawy jest silnie osadzony w tradycji jidai-geki (filmu samurajskiego), choć stonowane sceny przemocy oraz spora dawka czarnego humoru sytuują go w opozycji do wystylizowanych, klasycznych pozycji tego gatunku. „Straż przyboczna”, podobnie jak „Siedmiu samurajów” (1954), jest hołdem złożonym ikonie westernu, Johnowi Fordowi. Zresztą historia po raz kolejny zatoczyła pełne koło, gdyż oba obrazy Kurosawy doczekały się zachodnich remake’ów – John Sturges zrealizował swoich „Siedmiu wspaniałych” (1960), natomiast w 1964 roku Sergio Leone nakręcił „Za garść dolarów” z małomównym, zblazowanym Clintem Eastwoodem w roli Bezimiennego, charyzmatycznego rewolwerowca doprowadzającego do upadku wrogie bandy przemytników (na marginesie warto wspomnieć, że obraz Leone stał się przyczyną głośnego procesu sądowego, który ostatecznie wygrał Kurosawa). Ale w obrazie autora „Rashomona” (1950) wyczuwalna jest także aura klasycznego filmu noir, ta sama, którą odnajdziemy w produkcji Takashiego Miike. Kurosawę zainspirowały bowiem „Czerwone żniwa” – powieść mistrza gatunku, Dashiella Hammetta, w której przybywający do sennego miasteczka prywatny detektyw, wykorzystując swój niewątpliwy spryt, nastawia przeciwko sobie dwie grupy lokalnych antagonistów, doprowadzając ich do wzajemnej eliminacji. Te same realia wykorzystał Walter Hill w swoim „Ostatnim sprawiedliwym” (1996), gdzie w rolę najemnego rewolwerowca wcielił się Bruce Willis. Nawet George Lucas, pracując nad „Powrotem Jedi” (1983), nazwał swój film roboczo „Błękitne żniwa”, nawiązując zarówno do powieści Hammetta, jak również do dzieła swojego ulubionego reżysera z Kraju Kwitnącej Wiśni.

W „Sukiyaki Western Django” Miike zaprasza widza do postmodernistycznej zabawy z cytatami oraz aluzjami, garściami czerpiąc głównie z klasyki spaghetti-westernu. Enigmatyczne imię zawarte w tytule odsyła do dzieła Sergio Corbucciego („Django”, 1966), gdzie w postać tajemniczego outsidera, który razem ze swoim imponującym gabarytami karabinem maszynowym staje po stronie rebeliantów, wcielił się Franco Nero. Rolę charyzmatycznego rewolwerowca odtwarzali także Glen Saxson („Django strzela pierwszy” Alberta De Martino, 1966) czy Terence Hill („Django, szykuj trumnę” Ferdinanda Baldi, 1968). Obok oczywistych nawiązań do wspomnianego już obrazu Sergio Leone, Miike przywołuje także sekwencje z równie głośnego „Za kilka dolarów więcej” (1965) – za przykład niech posłuży scena popisowej prezentacji broni (rozwijanie tobołka ze strzelbami) przez Rewolwerowca, będąca reminiscencją rozkulbaczenia konia przez pułkownika Douglasa Martinesa, w którego wcielał się onegdaj Lee Van Cleef.

Z drugiej strony, inaugurujący opowieść Ringo (Quentin Tarantino) nosi charakterystyczne ponczo i kapelusz Bezimiennego. Także imię postaci może budzić skojarzenia z sylwetką Ringo Kida (John Wayne) z filmu „Dyliżans” Johna Forda (1939) lub też osobą Jima Ringo (Gregory Peck) z obrazu Henry’ego Kinga („Rewolwerowiec”, 1950). Równie dobrze może jednak chodzić o skojarzenie z bohaterem serialu wyprodukowanego przez Aarona Spellinga pt. „Johnny Ringo” (reż. Laurence Stewart, 1959-1960), w którym w postać tytułową wcielał się Don Durant. Ale przecież wieloznaczność oraz problem – ba, wręcz niemożność – odnalezienia faktycznego źródła cytatu jest zasadniczą cechą postmodernizmu.

Japońskie sukiyaki to potrawa składająca się z kawałków polędwicy wołowej, pekińskiej kapusty, grzybków shiitake, warzyw, tofu, makaronu, surowych jaj oraz sojowego sosu zmieszanego z sake. Podobnie dzieło Miike jest orientalną potrawą przyrządzoną z często przeciwstawnych smakowo komponentów. Jednak Takashi okazał się wyjątkowo wprawnym szefem kuchni. Emocjonujące i wyestetyzowane walki samurajskie przeciwstawione zostają bezdusznym oraz tchórzliwym strzałom w plecy. Drastyczne obrazy przemocy przeplecione są ironią oraz czarnym humorem. Malowana na tekturze scenografia koliduje z wysmakowanymi kadrami, będącymi majstersztykiem pracy operatorskiej. Szekspirowski „Henryk VI” (nawiązujący do Wojny Dwóch Róż, czyli dwóch młodszych linii Plantagenetów: Tudorów i Yorków) spotyka się tu z „Samurajami i kowbojami” Terence’a Younga (1971). Nie zabrakło także elementów kina grozy za sprawą postaci służalczego szeryfa, łączącego w sobie cechy Tolkienowskiego Golluma oraz gotyckiego Nosferatu.

„Sukiyaki Western Django” bez wątpienia jest obrazem dziwnym, choć w równym stopniu intrygującym. Radość Miike płynąca z dekonstrukcji gatunkowej schematyczności oraz twórczej reinterpretacji udziela się także widzom. Sam Takashi lubi określać się mianem „ostatniego poety kina japońskiego”. Jego filmy to przykłady poezji turpistycznej, chwilami wręcz dekadenckiej, ale jednocześnie okrutnie lirycznej. Są one niczym ostre jak skalpel postmodernistyczne haiku, atakujące naszą wrażliwość, poczucie estetycznego smaku, obnażające równocześnie przed nami najmroczniejsze zakątki ludzkiej duszy – skrzywdzonej, cierpiącej, pragnącej miłości lub dyszącej z pragnienia zemsty. „Sukiyaki Western Django” jest dziełem o wiele bardziej przystępnym, choć z całą pewnością pozostaje nieodrodnym potomkiem Takashiego Miike. Z niecierpliwością czekam na kolejne poetyckie posunięcie reżysera.
„Sukiyaki Western Django”. Reż.: Takashi Miike. Scen.: Takashi Miike, Masa Nakamura. Obsada: Hideaki Ito, Masanobu Ando, Koichi Sato, Kaori Mamai, Masato Sakai, Quentin Tarantino. Gatunek: western / komedia / thriller. Japonia 2007, 121 min.