ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (110) / 2008

Agnieszka Nęcka,

POL(S)KA JEST KOBIETĄ

A A A
Pamiętacie Państwo plakat, na którym kilka nagich kobiet propagowało hasło „Polska jest kobietą”? Plakat ten był częścią kampanii wyborczej założonej przez Manuelę Gretkowską Partii Kobiet, przy okazji której pojawiło się sporo kontrowersji, z zarzutami typu „rozbierana kampania” na czele. Co łączy ów roznegliżowany plakat z wydaną właśnie „Obywatelką”, poza osobą inicjatorki? Ano postawienie w centrum uwagi spraw sytuacji społeczno-politycznej kobiet w Polsce. „Obywatelka” Gretkowskiej jest bowiem po „Polce” (2001) i „Europejce” (2004) trzecią częścią swoistego dziennika pisarki uważanej za jedną z największych literackich skandalistek ostatnich lat. I tym razem autorka „Kabaretu metafizycznego” nie zawiodła, pokazując, że potrafi łączyć bystre obserwacje z wyjątkową i dobrze już znaną, barwną stylistyką.

Jej najświeższa publikacja obejmuje okres od 10 sierpnia 2006 roku do 21 października roku 2007 i stanowi dość szczegółowy opis nie tylko intymnego życia rodziny Gretkowskiej, ale również bezkompromisową diagnozę naszego „tu i teraz”. Obok całkiem sporej ilości notatek dotyczących zabaw z ukochaną córką i relacji z Piotrem czy opisów spraw codziennych, znalazły się tu zapiski ze spotkań autorskich oraz sprawozdanie z rodzinnej wyprawy na Majorkę. Między notatki ze swojego „prywatnego” życia Gretkowska wplotła wydarzenia ze sceny politycznej, odnotowując nade wszystko co absurdalniejsze scenki. Dość wspomnieć taki oto fragment: „Premier przyznaje, że nie orientuje się w oświacie, bo nie ma dzieci, a siostrzenica jest małomówna. Kurrr... gdybym ja tak powiedziała publicznie... No, ale nie jestem zawodowym politykiem, muszę się na czymś znać. O, i jeszcze jeden kwiatek, premier przyznał się do braku konta, pieniążki oddaje mamusi. No proszę, moja (wycięta) intuicja w ‘Sukcesie’ była słuszna: powierzenie kobietom finansów państwa wzięło się u Kaczyńskich z relacji z matką”. Albo kolejny: „Giertych przeczytał właśnie ‘Transatlantyk’ o sobie i swoim ojcu. Przerażony, zmienia lektury szkolne. Wyrzuca Gombra, Kafkę. A gdyby tak odwrotnie: mniej polityki w kulturze, a więcej kultury w polityce? Kopcący papierosa minister zdrowia urósł w sondażach z powodu ciężkiej choroby. Dowiedział się o niej dzięki sekretarce. Zaniepokojona jego stanem zdrowia wysłała go, profesora kardiologii, na badania. Po operacji wrócił do pracy. – Strajk lekarzy? – zdziwił się. – Kiedy w Izraelu strajkowały szpitale, spadła śmiertelność. Minister zdrowia z Monthy Pythona. Nie dba o własne zdrowie, nie wierzy w medycynę; ulubieniec Polaków”. Czy jeszcze jeden: „Tematem najważniejszej dyskusji w kraju europejskim XXI wieku są genitalia gwałciciela. Czy poseł Samoobrony, oskarżony o «wymuszanie współżycia», mógł zgwałcić. Jego żonie przypomniało się, że po upadku z rusztowania jest impotentem. Impotent może molestować? Czemu by nie, skoro na podobnej zasadzie «niemożliwego» wydał z państwowej kasy 400 tysięcy na benzynę, nie mając wozu”.

Komentarze Gretkowskiej dotyczące współczesnych zdarzeń z polskiej sceny politycznej są ironiczne i nie pozostawiają wątpliwości co do przekonań pisarki. Autorka „Namiętnika” kpiąc, piętnuje bez oporów czy skrępowania. Nie jest jednak tak drapieżna, jak bywała niegdyś. Zdarza się, że pisarka jedynie wrzuca „modne” tematy, takie jak aborcja czy pornografia, pozostawiając je bez bliższego omówienia. A szkoda. Tym bardziej żal, gdyż większość uwagi poświęcona została zarysowaniu statusu społeczno-politycznego Polek. Gretkowska porównuje sytuację swoich rodaczek do rzeczywistości szwedzkiej, udowadniając ponad wszelką wątpliwość, że kraj nad Wisłą daleki jest od stawiania na równouprawnienie. Świadoma tego pisarka postanawiając przyjąć rolę polityka, który będzie walczył w obronie pokrzywdzonych przez patriarchalny system i wbrew pozorom godzących się na dalsze upokorzenia kobiet, zamierza powołać do życia partię. Gretkowska-Europejka-Obywatelka Polski chce walczyć także w imieniu swej córeczki. Wszak Pola jest Polką, która dorastając wśród ludzi, mikrofonów i medialnego szumu, mieszka w jedynie pozornie tolerancyjnej rzeczywistości. Jej wolność duchowa i obywatelska może w przyszłości zostać skrępowana przez nieodpowiedzialne decyzje rządzących. Potrzeba głośnego wykrzyczenia kobiecych potrzeb wypływała zatem także (a może głównie?) z troski o Polę. „Obywatelka” jest przeto nade wszystko zapisem perypetii związanych z zakładaniem Partii Kobiet oraz swoistym sprawozdaniem z początkowego okresu jej działalności. Choć, jak wyznaje sama pisarka, „Jest jeszcze inna wersja naszej konferencji, też w prywatnej stacji: Partia Kobiet to sprytna promocja książki Gretkowskiej. Moja powieść skojarzyła się komuś ze światową promocją ‘Kapitału’ Marksa? Zaraz po tym kolejna recenzja ze mnie: podejrzana metamorfoza wrażliwej intelektualistki w matkę i zaangażowaną politycznie działaczkę. W Polsce nie można być, kim się chce, nie można dojrzewać”.

Plakat reklamujący partię Gretkowskiej nie miał za pomocą strategii skandalu jedynie przyciągać uwagi. Jego bazująca na nagości wymowa podkreślała kobiece piękno, odwagę i autentyczność, bezbronność „wobec prawa, pieprzonej mentalności”. Ich siła miała tkwić w determinacji, ponieważ kobiety nie mają nic do stracenia. Nikt lepiej od nich samych nie wie, czego im potrzeba. Ale wbrew pozorom Gretkowska nie afirmuje kobiecości. Bezkompromisowo opisuje problemy z porozumieniem się z nastawionymi sceptycznie kobietami, zwierza się z ogromu pracy, jaki z zakładaniem nowej organizacji się wiązał, oraz z ceny, jaką przyszło jej w życiu prywatnym zapłacić w związku z powiększeniem się zakresu codziennych obowiązków. Nie tyle bowiem przytłaczała ją konieczność odpowiadania na tysiące mejli czy użerania się przez telefon z natrętnymi żartownisiami, co spustoszenie w jej domowym rajskim zaciszu, z jakim wiązało się budzenie nowego politycznego bytu. Jej nieco nazbyt naiwne podejście do tworzenia opartego na kolektywnej aktywności z chcącymi samoczynnie kształtować swój los działaczkami, w starciu z pojawiającymi się nieustannie problemami wewnątrzpartyjnymi, nieporozumieniami komunikacyjnymi (mającymi zwykle egoistyczne podłoże) oraz z brutalnymi zasadami rządzącymi światem polityki sprawiło, że najnowsza książka Gretkowskiej pełna jest nie tyle pretensji pod adresem współaktywistek, co żalu wywołanego niemożnością zmiany istniejącej sytuacji.

Dziennik, jak wiadomo, rządzi się określonymi prawami, zatem zżymanie się na przytłaczające narrację „ja” byłoby ze wszech miar nieuprawnione. Niemniej wysuwająca na plan pierwszy siebie Gretkowska sprawia, że zbyt łatwo zignorować to, o czym pisze. W efekcie, mimo zajmowania się palącym problemem społecznym i ważkością poruszanej w „Obywatelce” sprawy sytuacji kobiet, najświeższa publikacja autorki „Polki” jest jednak literackim drobiażdżkiem, potrafiącym przykuć uwagę czytelników jedynie na chwilę. Równie łatwa jest jej lektura, jak i szybki proces wypierania jej z pamięci. Faktu tego nie jest w stanie zmienić nawet warstwa językowa, która – będąc kopalnią rozmaitych metafor czy błyskotliwych neologizmów – obnaża mentalność współczesnych Polek i Polaków.
Manuela Gretkowska: „Obywatelka”. Wydawnictwo Świat Książki. Warszawa 2008.