Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (111-112) / 2008

Wiesław Kowalski,

WALKA NA ROZUM I SERCE

A A A
Decyzja wystawienia „In Extremis” Howarda Brentona, sztuki pod względem koncepcyjnym, merytorycznym i dramaturgicznym napisanej bardzo sprawnie, wymaga niebywałej odwagi. Nie tylko ze względu na złożony i kontrowersyjny temat oraz problematykę dotykającą instytucji Kościoła, ale również ze względu na trudność zmierzenia się z postaciami, które zarówno w samej historii chrześcijaństwa jak i w tradycji teatralnej kojarzą się z określonym sztafażem cech osobowościowych, charakterologicznych a przede wszystkim światopoglądowych.

Iwona Kempa, tegoroczna zdobywczyni Lauru Konrada w Katowicach, dokonując tego repertuarowego wyboru, po raz kolejny podjęła próbę pokazania całej złożoności ludzkiej egzystencji i kondycji człowieka, również tej dotykającej sfery metafizyki; zbudowania na scenie rzeczywistości nie pokawałkowanej, wycinkowej czy marginalnej, opartej na interpretacyjnej dezynwolturze i teatralnej dowolności. W ten sposób i toruńscy aktorzy otrzymali, rzadko spotykaną dzisiaj w teatrze niechętnym linearnym historiom, możliwość wykreowania interesujących postaci dramatu, wbrew postmodernistycznej modzie, sprowadzającej bohaterów do prywatnego, nie podpartego psychologią, wypowiadania kwestii. Biografia Abelarda i jego walka z religijnym fanatyzmem i okrucieństwem inspirowała twórców dla różnych celów. O ile dla Rogera Vaillanda w dużej mierze stanowiła pożywkę natury czysto melodramatycznej, a Ronald Duncan nadał jej charakter opowieści epistolograficznej, to dla Brentona była podstawą do skonstruowania światopoglądowej dyskusji na temat filozofii chrześcijańskiej, zderzenia idei Kościoła i dogmatów wiary z tym, co każe sądzić rozsądek i rozum, skonfrontowania tego, co racjonalne i wyrosłe z humanizmu z tym, co niesie fundamentalizm i fanatyzm.

W „In Extremis” Piotr Abelard jawi się od początku jako zdeterminowany dociekliwością polemista, buntownik śmiało rozprawiający się z teologicznymi autorytetami, nie bojący się szukać metaforycznych sensów nawet w interpretacji przypowieści o cudach dokonywanych przez Chrystusa. Poznajemy go kiedy poddaje próbie nauki głoszone przez Wilhelma z Champeaux o „Platońskich powszechnikach”. Świadkiem tego zdarzenia jest Heloiza. Kiedy skrzyżują się ich spojrzenia Abelard powie: „Chcę mieć tę dziewczynę”. Wydawać by się mogło, śledząc kolejne fakty z historii średniowiecznych kochanków, próbujących zerwać ze scholastyką myślenia i z obyczajową obłudą, że sztuka Brentona nie wychodzi poza tradycyjną formę dramatyczną. Nic bardziej mylnego. Fakty zaczerpnięte z historii stanowią jedynie tło. Przeczy temu również konstrukcja i kształt inscenizacyjny spektaklu, ograniczony do pustej przestrzeni z rozświetlonym krzyżem na horyzoncie, gdzie każde słowo nabiera jakby jakiejś szczególnej mocy; także sposób poprowadzenia aktorów, którzy tworzą w tym przedstawieniu postaci prawdziwe i przejmujące nie tylko dzięki zastosowaniu całej gamy emocji, ale również dzięki umiejętności (poprzez groteskę, dystans czy komizm) przełamywania tego, co potęguje tragizm sytuacji. Dla Kempy najważniejsza była opowieść o człowieku postawionym w sytuacji ekstremalnej, a nie sugerowanie widzowi, co jest dobre, a co złe. Prostota zastosowanych środków inscenizacyjnych uczyniła ze sporu dwóch światopoglądów naprawdę pasjonującą lekcję na temat stosunku etyki do wiary, na temat prób i skutków laicyzowania i sakralizacji moralności. Sam Brenton zresztą, choć zadeklarowany ateista, zadbał o to, by kontrowersje sądów i przekonań brzmiały równie przekonująco z obydwu stron. Dlatego na scenie polemika Abelarda, propagującego wykorzystanie logiki Arystotelesowskiej w interpretowaniu Pisma Świętego, z Bernardem, sugerującym „całkowite poddanie się Bogu w uznaniu własnej nędzy i niemocy”, nie jest suchym wygłaszaniem intelektualnych racji. Dyspucie towarzyszy zapał, pasja, bezkompromisowość oraz inteligentne rozłożenie akcentów. Heloiza powie o dwóch protagonistach: „to dwaj filozofowie wojownicy, toczący bój na idee”. Widzom zatem pozostaje zadanie sobie wielu pytań dotyczących kultury indywidualizmu i szukanie odpowiedzi w tych rejonach, które w dramacie Brentona i spektaklu Kempy przekładają się bezpośrednio na problemy współczesnego świata.

Niełatwe zadanie miał Tomasz Mycan, odtwórca roli Abelarda. Tym bardziej, że młody aktor musiał pokazać dojrzewanie bohatera od momentu spotkania 17-letniej Heloizy, poprzez zawarcie tajemnego małżeństwa, przeżycie prześladowań i okrutnej zemsty wuja, aż do finału, czyli zamknięcia w klasztorze, kiedy już z matką Astrolabiusza mogli tylko korespondować, pisząc listy pełne miłości, bólu i nadziei na lepsze życie. Mycanowi na premierze jeszcze nie do końca wiarygodnie udało się stworzyć postać rewolucjonisty, który nigdy się nie podda w walce ze skostniałymi formami i przyzwyczajeniami. Ale jest w tej roli wiele miejsc wskazujących na niewątpliwy talent aktora, który z roli na rolę dojrzewa i rozwija swój aktorski warsztat.

Matylda Podfilipska to aktorka wprost wymarzona do roli wykształconej w klasztorze Argenteuil Heloizy. Pomimo całej subtelności środków wyrazu, ale jakże czystych i szlachetnych, oglądamy bohaterkę nie pozbawioną siły i mądrości. Aktorka przepięknie potrafi operować najmniejszym gestem, spojrzeniem, a jej sposób bycia na scenie to kwintesencja szczerej prawdy i naturalności. Jej Heloiza, zarażona zapałem Abelarda, próbuje walczyć w obronie równouprawnienia kobiet, o ich prawo do wykształcenia, a także do miłości nie usankcjonowanej związkiem małżeńskim. To naprawdę piękna i wzruszająca rola. Niezwykle wyrazistą postać tworzy w toruńskim spektaklu także Marek Milczarczyk jako Fulbert, stryj Heloizy, który najpierw prosi, by Abelard udzielał jej prywatnych lekcji, a potem przyłapuje kochanków i doprowadza do wykastrowania najpopularniejszego nauczyciela teologii w Paryżu. Aktor znakomicie oddaje zakłamanie i małość człowieka opętanego żądzą zemsty, dla którego wybaczenie i miłość nie istnieją. Na osobne omówienie zasługuje rola Bernarda z Clairvaux w jakże wielowymiarowej interpretacji Sławomira Maciejewskiego. To przykład na to, jak ogromne możliwości tkwią cały czas w aktorstwie kreacyjnym, coraz rzadziej spotykanym we współczesnym teatrze. Maciejewski po raz kolejny zmienił się nie do poznania. Ale pasji i nieprzejednania jest w nim za dwóch. Niczym ideolog, bezkompromisowy bojownik polityczny walczy z wiarą Abelarda w ludzkie sumienie i rozum, bo dla niego wiara jest aktem łaski od Boga. Tylko jak na nią zasłużyć?!

Fot. Wojtek Szabelski / freepress.pl
Howard Brenton: „In Extremis”. Przełożył: Krzysztof Puławski. Reżyseria, scenografia i opracowanie muzyczne: Iwona Kempa. Kostiumy: Katarzyna Zawistowska. Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu. Prapremiera polska: 10 maja 2008.