Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (111-112) / 2008

Anna Wróblowska,

BYTOMSKI ALFABET

A A A
A jak Absolutnie najlepsze przedstawienie tej edycji, czyli „4 pieces by Daniel Cordoso” portugalskiego zespołu Quorum Ballet. Grupa istniejąca od niespełna trzech lat szturmem zdobywa portugalskie sceny, jest zapraszana do wielu projektów, a teraz podbiła serca także międzynarodowej publiczności zgromadzonej w Śląskim Teatrze Tańca w Bytomiu. Cztery choreografie Daniela Cordoso trudno nazwać poszukującymi nowych środków wyrazu, eksperymentującymi z formą. Bardziej charakterystyczna jest dla nich prostota ruchu, łączenie prostych gestów w bardzo atrakcyjne wizualnie układy. Połączenie dynamicznych choreografii, niesamowitej energii tancerzy i muzyki doskonale dopasowanej do układów, sprawiło, że spektakl oczarował publiczność festiwalową.

B jak taniec Butoh, który w trakcie festiwalu zaprezentował amerykańsko-japoński duet Eiko & Koma w spektaklu „Mourning”. Butoh, nazywane także archeologią ciała, okazało się być sztuką dla koneserów, niestety wśród bytomskiej publiczności znalazło ich się niewielu. Ideą butoh jest badanie relacji ciało-umysł, odkrywanie tego, co tłumi w nas społeczeństwo. To taniec ciemności, uznający ciało i ziemię za świętą podstawę, symbol mroku i przeobrażenia – tak przynajmniej twierdzą tancerze i propagatorzy butoh. To wszystko można było odnaleźć w „Mourning”, tyle tylko, że dla większości odbiorców – nieświadomych, że mają do czynienia z tak specyficzną dziedziną – spektakl był niczym innym, jak tylko godzinnym tarzaniem się i czołganiem dwójki tancerzy wśród rozsypanych na scenie liści. „Mourning” stało się żałobą po bezpowrotnie utraconej godzinie.

C jak Compagnie Drift, czyli absolutny hit frekwencyjny XV Konferencji. Grupa okrzyknięta najlepszym teatrem tańca w Szwajcarii, pokazała dwa spektakle: „Amours et Delices” i „machine a sons”. Oba cechuje otwarte podejście do teatru tańca – artyści wykorzystują elementy charakterystyczne dla instalacji czy teatru dramatycznego, wzbogacają przedstawienia o piosenki wykonywane na żywo, czasem używają lalek. Cechą charakterystyczną choreografii Compagnie Drift jest próba łączenia tego, co z pozoru połączyć się nie da. Ich układy choreograficzne są niezwykłymi kombinacjami zwyczajnych gestów, zaczerpniętych z codzienności, są też kombinacjami ruchów, które za nic mają ograniczenia ciała ludzkiego, które przeczą grawitacji i wiedzy na temat możliwości ciała człowieka. Można powiedzieć, że ich przedstawienia są „w poprzek” ludzkiego ciała i chyba to oraz pojawiający się w sporych ilościach absurdalny humor, najbardziej przyciąga widzów.

D jak Dania, skąd pochodzi Henrik Kaalund, który na Konferencji wystąpił z przedstawieniem „On the verge”. Taneczna trylogia duńskiego choreografa skupia się na temacie przestrzeni osobistej, definiowania jej granic i przekraczania tychże granic. Używając coraz mniejszej ilości środków, tancerze nieustannie próbują przekraczać zarówno granice własne (nie tylko te wyznaczane przestrzennie), jak i granice partnerów. A wszystko to przy pomocy oświetlenia tak silnie dyktującego znaczenia spektaklu, że również ono staje się jego bohaterem, na równi z tancerzami i muzyką. Dzięki tym „składnikom” Kaalundowi doskonale udało się pokazanie życia na granicy.

E jak Ekrany, które w teatrze tańca pojawiają się coraz częściej. Okazuje się, że multimedia i technologia cyfrowa na dobre wdarły się nie tylko do teatru dramatycznego, ale nie chcą zejść także ze scen teatrów muzycznych czy tanecznych. Bardzo często użycie różnego rodzaju ekranów jest jedynie pójściem na łatwiznę, rozwiązuje bowiem wiele technicznych problemów związanych ze scenografią. Na szczęście w spektaklach prezentowanych w Bytomiu, ekrany wykorzystano w sposób bardziej twórczy albo po prostu praktyczny: dla ukazania publiczności drobnych, ale ważnych dla akcji rekwizytów („machine a sons”) czy też do pokazania różnych perspektyw odbioru („Wesoła gonitwa…” Joe Altera).

F jak Formalne zróżnicowanie, które jest doskonałym mottem dla tegorocznej edycji festiwalu. Przedstawienia korzystały z tak wielu różnych środków i stylistyk, że nie sposób wymienić wszystkie. Na scenie ŚTT można było obejrzeć zarówno japońską sztukę tańca butoh, jak i teatr powietrzny, balet współczesny, jak i instalację, teatr fizyczny, jak i teatr inspirowany przestrzenią. Teatr wypowiadający się nie tylko za pomocą ciała tancerza, ale korzystający także z pantomimy, lalek, akrobatyki czy piosenki.

G jak Georg Blaschke, austriacki tancerz i choreograf. Od kilku lat w Bytomiu prowadzi zajęcia z tańca współczesnego, czasem pokazuje też swoje przedstawienia – w tym roku „body.building.places.” Najbardziej znany jest jednak jako obiekt westchnień żeńskiej części publiczności Konferencji.

H jak Hefczyńska-Lewandowska Sylwia – tancerka i choreografka Śląskiego Teatru Tańca. W tym roku doskonale zaprezentowała się w obu tych wcieleniach, łącząc je z jeszcze jedną rolą – nauczycielki tańca współczesnego i prowadzącej zajęcia z tańca trzeciej generacji. Zaprezentowała także autorski spektakl „Przelotnie”, zrealizowany w ramach Laboratorium Choreograficznego ŚTT. Spektakl niezwykle kobiecy, zarówno pod względem choreografii, jak i oprawy audio-wizualnej. A do tego poruszający temat relacji między kobietą i mężczyzną.

I jak Izrael, który doczekał się dość silnej reprezentacji na Konferencji Tańca w tym roku. Z kraju tego przyjechały lub wywodzą się takie zespoły, jak: LeeSaar The Company, Yossi Berg & Oded Graf, czy zamykający festiwal Idan Cohen. Spektakle z Izraela cieszą się niesłabnącą popularnością festiwalowej publiczności, niezależnie od tego, jaki zespół występuje – sala jest pełna.

J jak Joe Alter, czyli jeden ze stałych bywalców zarówno Konferencji, jak i Festiwalu. W tym roku oprócz zajęć z improwizacji i tańca współczesnego, pokazał się na bytomskiej scenie ze swoim nowym przedsięwzięciem – Hybrid Autorship Project. Wraz z choreografami: Liamem Clancy i Erykiem Geigerem, dramaturgiem D.J. Hopkinsem i neuropsychologiem Markiem Witmanem zaprezentowali spektakl „Wesoła gonitwa czy powracająca synteza iluzji”. Spektakl, w dużej mierze wykorzystujący technologię cyfrową, zadaje podstawowe dla komunikacji międzyludzkiej pytania: „Jak mam zacząć?”, „Jak mam do ciebie mówić żebyś usłyszał?”, „Co mam zrobić żebyś zrozumiał?” Pytania, dyktowane przez rzeczywistość, w której komunikacja coraz rzadziej idzie w parze z kontaktem.

K jak Kobieta, która mówi za dużo, czyli zabawne przedstawienie chorwackiej grupy Studio Contemporary Dance Company. Jedyne przedstawienie tej edycji, w którym artyści tańczą z przyczepionymi do tułowia krzesłami. Jedyne przedstawienie, które dzięki swingującej muzyce przeniosło nas w czarowny klimat lat czterdziestych i jedyne przedstawienie, które w sposób tak głęboki i zabawny zarazem próbowało uchwycić tajniki kobiecej natury.

L jak LeeSaar The Company, zespół założony przez aktorkę i pisarkę Lee Sher oraz tancerza Saar Harare. Ich spektakl „Geisha” był intrygującym połączeniem dwóch sztuk: teatru tańca i kabaretu mocno posługującego się parodią. Sekwencje taneczne damsko-męskiego duetu przeplatały się z solowymi występami Lee Sher, parodiującej wielkie diwy światowego popu. Doskonała mieszanka naturalności sekwencji tanecznych i sztuczności występów wokalnych, a do tego rozbrajający uśmiech Lee Sher i wprawiająca w zdumienie giętkość tancerzy – nie pozwalają zapomnieć o tym przedstawieniu.

Ł jak Łumiński Jacek, czyli człowiek, od którego wszystko się zaczęło. Niezmiennie od siedemnastu lat dyrektor Śląskiego Teatru Tańca, od piętnastu dyrektor festiwalu. Choreograf, tancerz, nauczyciel, autor prezentowanych: „Kronik sąsiedzkich” i premierowego „Panoptikonu”. Inicjator wielu przedsięwzięć związanych z teatrem tańca, zarówno w kraju, jak i za granicą. Ojciec chrzestny teatru tańca na Śląsku.

M jak Modern Ballet, jeden z wielu nurtów w teatrze tańca. W trakcie festiwalu styl reprezentowany przez Liss Fain Dance. Niestety współcześnie to przedsięwzięcie ogranicza się do nazwy nurtu, w który jest ono wpisywane. Etiudy tego zespołu sprawiają, że czas najpierw staje w miejscu, by później drastycznie cofnąć się do epoki, w której świat zachwycał się romantycznym baletem i towarzyszącymi mu, lekkimi jak piórko, tancerkami na puentach. Szkoda tylko, że taki rodzaj teatru tańca nie współgra z koncepcją festiwalu współczesnej sztuki tanecznej.

N jak Nadzieja, że Międzynarodowa Konferencja Tańca Współczesnego i Festiwal Sztuki Tanecznej organizowane będą do końca świata, albo jeszcze jeden dzień dłużej. I że z roku na rok będą prezentowały coraz więcej, coraz lepszych i coraz bardziej zróżnicowanych wydarzeń.

O jak Opisywanie teatru tańca, czyli niełatwy kawałek chleba. Każdy spektakl to dla recenzenta szukanie odpowiedzi na pytanie: „jak ująć w słowa to, co słowami niewyrażalne?”, „jak poruszać się po nieznanym terytorium bez jakichkolwiek wskazówek?”, „jak badać coś, nie mając narzędzi badawczych?”. Jak sprawić, by krytyka teatru tańca nie była naszpikowana fachową terminologią, która znana jest tylko tancerzom? Bardzo często pozostajemy bezradni wobec tych problemów i jedyne, co nam pozostaje to opis bądź też uprawianie krytyki impresyjnej. Dlatego też, Drogi Czytelniku, bądź wyrozumiały!

P jak Publiczność – w tym roku dość intrygująca. Teoretycznie w dużej mierze złożona albo z tancerzy, albo z ludzi zainteresowanych teatrem tańca. Przypadkowi widzowie należą tu do rzadkości. Tym bardziej więc dziwi fakt, że w tym roku nagrodzono gromkimi brawami i głośnymi okrzykami wszystkie prezentowane spektakle. Zarówno te rewelacyjne, jak i te, o których w kuluarach mówiło się niezbyt pochlebnie. Czyżby zatem festiwalowa publiczność była tak dalece kurtuazyjna i postanowiła nagradzać nawet najmniej udane przedstawienia? Czyżby nadal panowało przekonanie, że przecież „nie wypada” schować rąk do kieszeni? W takich momentach człowiek tęskni do czasów, kiedy publiczność miała wiele sposobów na okazywanie swojego niezadowolenia i skrzętnie z nich korzystała.

R jak bytomski Rynek, czyli kolejne miejsce zaanektowane przez wydarzenia Konferencji. Festiwal z roku na rok coraz bardziej wychodzi z budynku teatralnego, zagarniając dla siebie coraz to inne przestrzenie. W tym roku do miejsc „teatralnych” dołączyło nawet… centrum handlowe.

S jak elektrociepłownia Szombierki, która cieszy się coraz większą popularnością, zarówno wśród odwiedzających festiwal zespołów, gości konferencji, jak i tubylców. Coraz więcej przedstawień odbywa się właśnie w tej ogromnej postindustrialnej hali. W tym roku wystąpili tam między innymi: Nora Chipaumire, Trajal Harrel, Johannes Wieland Company, Śląski Teatr Tańca czy Mobius Strip Theatre. Ogromna przestrzeń i specyficzny klimat wnętrz z pewnością przyczynią się do tego, że w ciągu kilku lat elektrociepłownia Szombierki stanie się miejscem równie kultowym jak gliwickie Ruiny Teatru Miejskiego.

T jak Taniec, który przestaje być głównym czy jedynym tworzywem, jakim posługują się teatry tańca. Coraz częściej sięgają one po środki wprost z teatru dramatycznego, muzycznego, lalkowego czy też po pantomimę. Inspiracje płyną także z innych dziedzin sztuki niż teatr. Efekty bywają różne, ale wydaje się, że mimo wszystko pozycja tańca jest niezagrożona.

U jak USA, które w tym roku zdecydowanie zdominowały festiwalowe prezentacje. Stany Zjednoczone reprezentowali: Eiko & Koma, Johannes Wieland Company Liss Fain Dance, Joe Alter, Trajal Harrel, wielu nauczycieli oraz jedna z „wizytówek” Konferencji, jej współtwórczyni – Catherine Peila.

W jak Warsztaty, czyli jeden z głównych trzonów Konferencji. Zróżnicowane pod wszelkimi możliwymi względami. Warsztaty praktyczne dla tancerzy i teoretyczne dla historyków i krytyków. Dla początkujących i zaawansowanych, dla starych i młodych, warsztaty tańca integracyjnego i warsztaty menadżerów sztuki. Warsztaty tańca brzucha i warsztaty Body Mind Centering.

Y jak Y-Space – grupa z Hongkongu, skupiona na tematyce ekologicznej. W Bytomiu pokazali spektakl „Air and Breath” – najbardziej powietrzne przedstawienie, jakie scena ŚTT widziała. Idąc za twierdzeniem, że wszystko ma swój początek w oddechu, grupa postanowiła pokazać na scenie różne zjawiska i sytuacje związane z powietrzem lub oddychaniem. Artyści zadbali o ciekawą oprawę tych prezentacji – na scenie pojawiło się wiele rekwizytów, których rzadko można tam doświadczyć (odkurzacz, bańki, rośliny doniczkowe, kurtyna z folii bąbelkowej, latawce, kadzidła, rózgi i mnóstwo innych). Furorę robił ogromny balon, najpierw wędrujący po widowni, potem wyznaczający centralny punkt sceny. Choreografia także nie rozczarowała. Jednak grupa popełniła jeden z grzechów głównych – nieumiarkowanie. Rozciągnięcie na półtorej godziny tego, co mogło intrygować widza najwyżej przez dwa kwadranse, zabiło to przedstawienie, a publiczność solidnie zmęczyło.

Z jak „Zwischenmensch”, czyli największe zaskoczenie w doborze repertuaru Konferencji. Spektakl rosyjsko-czeskiej grupy Teatr Novogo Fronta, czerpiący z wielu technik, jednak z tańca w najmniejszym stopniu. Prezentowany rok temu podczas Gliwickich Spotkań Teatralnych w nurcie przedstawień inspirowanych Ruinami Miejskimi. Spektakl-układanka, która ostatecznego kształtu nabiera dopiero w umyśle widza. Oczywiście pod warunkiem, że nie przeszkadza mu fakt, iż artyści nie dostarczyli mu wszystkich elementów niezbędnych do złożenia całości.
XV Międzynarodowa Konferencja Tańca Współczesnego i Festiwal Sztuki Tanecznej. Śląski Teatr Tańca w Bytomiu. 29 czerwca – 12 lipca 2008.