Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (111-112) / 2008

Izabela Franckiewicz,

NOWE HORYZONTY PO RAZ ÓSMY

A A A
O festiwalu Era Nowe Horyzonty piszę dla „artPapieru” już po raz trzeci. Pierwszą relację przygotowywałam, gdy został on przeniesiony z Cieszyna do Wrocławia. Im dłużej zajmuję się filmem, tym bardziej upewniam się w przekonaniu, że pięć lat studiów poświęconych filmowi i stosy przeczytanych książek to jedynie przyczynek do zdobycia kompetencji filmoznawczych. Filmy należy oglądać, oglądać, i jeszcze raz oglądać, co Nowe Horyzonty doskonale nam uświadamiają, stanowiąc jednocześnie świetną ku temu okazję.

Dobrze pamiętam cieszyńskie festiwale, na które jeździłam jako studentka. Przypuszczam, że nawet z wiedzą i umiejętnościami, jakie wówczas posiadałam, łatwiej byłoby mi pisać o nich niż o wrocławskich odsłonach Nowych Horyzontów. Możliwe było wówczas pełne ogarnięcie tego wydarzenia. Obecnie nie sposób zdać wyczerpującej relacji z festiwalu. Z każdym rokiem jest coraz trudniej. Program festiwalowy rozrasta się do monstrualnych rozmiarów. Nie można już obejrzeć wszystkich filmów czy nawet większości z nich. W tegorocznym programie, poza konkursem generalnym i konkursem polskim, znaleźć można było liczne retrospektywy (twórców polskich i zagranicznych, w tym greckiego mistrza reżyserii Theo Angelopoulosa), przeglądy kina nowozelandzkiego i brazylijskiego, tzw. panoramę kina współczesnego, a także blok poświęcony filmowi dokumentalnemu i oczywiście nocne szaleństwo, tym razem z Dario Argento. Z okazji swych sześćdziesiątych urodzin sporo miejsca w programie zajmowała również polska animacja.

W tym bogactwie oferty trudno poruszać się bez wcześniej obranego klucza. Skomponowanie indywidualnego programu okazuje się nie lada wyzwaniem. Nie chcąc ryzykować, bez żalu darowałam sobie filmy polskie. Nawet sam Roman Gutek ze swym sztabem programowym nie odmieni losu współczesnej kinematografii polskiej i nie wyczaruje w tej materii objawienia. Na uwagę zasługiwała z pewnością retrospektywa Andrzeja Żuławskiego. Była ona tym cenniejsza, że ostatnie, bardziej dostępne filmy („Szamanka”, „Wierność”), wpłynęły na pewne deprecjonowanie talentu objawionego przez reżysera we wcześniejszych dziełach. Dla tych, którzy nie znali dotąd twórczości Witolda Leszczyńskiego, z pewnością nie lada gratką był blok „In memoriam: Witold Leszczyński” z „Żywotem Mateusza” na czele. Poetycka opowieść z Franciszkiem Pieczką w roli głównej należy już do kanonu kina polskiego i stanowi wspomnienie czasów, w których nie byliśmy tak nieporadni w snuciu opowieści filmowych jak teraz. Ponieważ twórczość obu reżyserów jest mi znana, z czystym sumieniem mogłam skupić się na innych blokach programowych. Postawiłam – jak co roku – na konkurs, panoramę kina współczesnego i przegląd kina (tym razem nowozelandzkiego).

Z radością muszę przyznać, że poziom tegorocznego konkursu był naprawdę wysoki. Wszystkie zobaczone przeze mnie propozycje były godne uwagi. Najbardziej do gustu przypadł mi film Michelange Quay „Jedzcie, to jest bowiem ciało moje” – nawiązujący do estetyki Barneyowskiej obraz Haiti i podziałów wśród jego mieszkańców. Jest to film nierówny, momentami nawet nudnawy, jednak niektóre jego sceny, w dużej mierze dzięki ciekawym rozwiązaniom estetycznym, zapadają głęboko w pamięć. Drugim wartym polecenia dziełem okazała się „Delta” Kornela Mundruczo. Trzy lata temu w konkursie można było zobaczyć inny film tego węgierskiego reżysera, „Joannę”. Najnowsze dzieło Mundruczo zajęło drugie miejsce w tegorocznym konkursie. Publiczności najbardziej podobał się jednak nowozelandzki „Deszcz dzieci” w reżyserii Vincenta Warda. Na trzecim miejscu uplasował się „Derek” Isaaca Juliena – wspomnienie o brytyjskim twórcy kina niezależnego, Dereku Jarmanie.

Panorama kina współczesnego zawsze stanowiła dla mnie balsam po czasem drażniących filmach konkursowych. Tym razem nie był on potrzebny po, jak wspomniałam, różnorodnym, ale moim zdaniem jakościowo równym konkursie. „Numerem jeden” w tegorocznej panoramie okazał się, według mnie, zaprezentowany w ramach programu „Odkrycia” film Francesco Munzi „Schyłek nocy”. Jest to dzieło wewnętrznie rozbite na dwie części, z których pierwsza przynosi dość banalny obraz bogatych włoskich rodzin przemysłowców, a druga rewelacyjnie i bardzo realistycznie przedstawia świat imigracji, którego tło stanowią przejmujące zdjęcia Mediolanu, jakich z pewnością nie można zobaczyć na broszurach promujących to miasto.

W zeszłym roku miałam okazję zapoznać się we Wrocławiu z kinem australijskim. Za naturalne uznałam więc poszerzenie tej wiedzy o wiadomości dotyczące kina Nowej Zelandii, tym bardziej że moja znajomość produkcji z tego obszaru sprowadzała się do filmów Petera Jacksona z „Martwicą mózgu” i „Złym smakiem” na czele, co raczej nie dawało rzetelnego obrazu nowozelandzkiej kinematografii. Okazało się, że niezwykle ciekawie wypada zestawienie kina nowozelandzkiego z australijskim i amerykańskim. Zarówno kinematografia australijska jak i nowozelandzka zdają się inspirować kinem hollywoodzkim, świetnie jednak dopasowując jego konwencje do własnych możliwości technicznych i uwarunkowań kulturowych. Dlatego filmem, który niezwykle ujął mnie w tym roku, był „Smash Palace”. Jest to w gruncie rzeczy banalna opowieść o miłości, rodzinie i zdradzie, w której jednak pełno zaskakujących zwrotów akcji. Właśnie taka wiwisekcja codziennego życia mieszkańców różnych rejonów, na jaką proponowane przez Nowe Horyzonty przeglądy pozwalają, jest dla mnie najbardziej interesująca. Świetnie obrazuje ona dwustronną zależność między kulturą a kinem. Jak wiadomo bowiem, kinematografia każdego kraju posiada określone preferencje w obrazowaniu zjawisk, doborze problemów itd. Równocześnie to, co widzimy na ekranie, mówi nam wiele o kulturze danego obszaru, a tym samym i o jego kinie.

Fenomen Nowych Horyzontów polega na tym, że w ramach festiwalu pokazywane są filmy nie zawsze wybitne czy nawet dobre, za to bez wyjątku zjawiskowe, zapadające w pamięć, czasem rozbrajające jedną sceną, niekiedy wręcz męczące. Wrocławska uczta filmowa nie polega na serwowaniu samych lukrowanych pyszności, ale na poznawaniu różnorodnych smaków, zdobywaniu umiejętności delektowania się nimi, wychwytywaniu najlepszych, choć czasem ciężkostrawnych kąsków. I to właśnie ten walor stanowi o niepowtarzalności tego festiwalu.
WYNIKI KONKURSÓW ZORGANIZOWANYCH W RAMACH 8. EDYCJI MFF ERA NOWE HORYZONTY Międzynarodowy Konkurs Nowe Horyzonty GRAND PRIX – „Deszcz dzieci” („Rain of the Children”). Reż. Vincent Ward. Nowa Zelandia 2008. Konkurs Nowe Filmy Polskie NAGRODA GŁÓWNA – „Złota rybka” („The Goldfish”). Reż. Tomasz Wolski. Polska 2008. NAGRODA ZA NAJLEPSZY DEBIUT – „Gugara”. Reż. Andrzej Dybczak, Jacek Nagłowski. Polska 2008. Konkurs Polskie Filmy Krótkometrażowe 1. MIEJSCE W KATEGORII FILMÓW DOKUMENTALNYCH – „Henio idziemy na Widzew” („The Football Father”). Reż. Michał Jóźwiak. Polska 2007. WYRÓŻNIENIE – „Maria i Anna” („Mary and Ann”). Reż. Jacek Knopp. Polska 2008. 1. MIEJSCE W KATEGORII FILMÓW FABULARNYCH – „Aria Diva”. Reż. Agnieszka Smoczyńska. Polska 2007. WYRÓŻNIENIE – „Nowe legendy miejskie” („New Urban Legends”). Reż. Leszek Dobrucki, Maciej Olbrycht, Marzena Popławska, Joanna Pawluśkiewicz, Wojciech Zieliński. Polska 2007. 1. MIEJSCE W KATEGORII FILMÓW ANIMOWANYCH – „Drzazga” („The Sprinter”). Reż. Wojtek Wawszczyk. Polska 2008. WYRÓŻNIENIE – „Radostki” („Joyest”). Reż. Magdalena Osińska. Polska 2008.