ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 września 17 (113) / 2008

Tadeusz Kosiek,

HITY I KITY

A A A
Subiektywny przegląd płyt I
Bielas. Biodro 2008.

Niezbyt szczęśliwy mariaż kontrolowanego słowotoku Jacka Bieleńskiego i rozmemłanego nu jazzowego muzaka Antoniego Gralaka (rym niezamierzony). Nieobyczajne teksty tego pierwszego to już nie strumienie, a prawdziwie rwące potoki, wzburzone rzeki świadomości, gejzery częstochowskich rymów, przewrotnych skojarzeń, wyrafinowanych metafor i niebanalnych konstatacji. Niestety surowy, naturszczykowski urok i charyzma słowo-dawcy mocno okaleczyła przeestetyzowana, wygładzona muzyka. Gdzieś przeczytałem, że: „gdyby nie wokal Bieleńskiego, mielibyśmy przyjemną nu jazzową płytkę, z samplami etnicznymi”, sądzę jednak, że gdyby erupcji tekstów Bielasa towarzyszyła odpowiednio brudna, mocarna i szybka muzyka (mógłby to być drum’n’bass albo jeszcze lepiej breakcore, bądź swojskie obertasy), to mielibyśmy do czynienia z polskim hitem dekady, a tak jest KIT.



Gnarls Barkley “The Odd Couple”. Warner 2008.

Tandem Brian Burton/ Thomas Callaway powrócił. Bez przeboju na miarę „Crazy”, bez rewolucyjnych zmian, jednak w całkiem niezłej formie i z tarczą. Danger Mouse i Cee-Lo Green przemyślnie połączyli klasyczne harmonie rodem z soulu, bluesa, gospel, wodewilu, pop, exotiki, itd. z okołohiphopowymi bitami, podlewając całość lekko rozrzedzonym sosem psychodelicznej neurozy. Doceniając producencki profesjonalizm Burtona, podziwiając nienachalną przebojowość jego aranżacji, przyznaję, że dla mnie prawdziwym bohaterem tej płyty jest Calloway – o jej sile decydują teksty i przede wszystkim jego, „piękny inaczej” głos, którym potrafi wyrazić całą gamę uczuć. Jednym słowem: HIT. Na pewno tegoroczny, czy przetrwa dłużej, nie wiem. Zapewne uda się to kilku piosenkom.

P.S.: Gdyby „The Odd Coupe” wydała się Wam za mało odjechana, polecam „elpuocddoeht”. To „wsteczna” wersja płyty, dostępna jako bonusowy LP wydania winylowego oraz darmowy plik na http://www.fronttobackbacktofront.com/signup/index.html



Beck “Modern Guilt”. XL Recordings 2008.

„Modern Guilt” jest portretem artysty w smudze cienia, muzycznie jest to nostalgiczna podróż po latach 60., tekstowo jest trochę bełkotliwie (zapewne to moja wina, bo przyznaję, że nigdy zbytnio nie rozumiałem, o czym właściwie Beck śpiewa) o zniechęceniu, rozczarowaniach, niepewności. Reasumując, przebojowo, ale ze smakiem; okołopopowo, ale nie banalnie; efektownie i bezpiecznie. Tym razem Beck Hansen skorzystał z producenckiej pomocy Briana Burtona (aka Danger Mouse), otrzymaliśmy więc bielszą wersję Gnarls Barkley, w której miejsce soulu i gospel, zajęły rozmaite odmiany popu: sunshine, baroque, psychedelic, surf music. Bity osadziły muzykę Becka w XXI wieku, być może pozbawiając ją lekkości (to nie zarzut skoro teksty nie są zbyt radosne), w zamian jednak dodając charakteru. Płyta nieszczególnie oryginalna, pełna jednak potencjalnych, niegłupich przebojów, więc Beckowy flirt z mainstreamem nie przyniósł mu wstydu. HIT.



Kapela ze wsi Warszawa „Wymixowanie”. Kayax/EMI 2008.

Za całą (mikro-)recenzję wystarczą trzy słowa: mord na „Wykorzenieniu”. Jak dowiedziałem się z towarzyszącej płycie książeczki, „Wymixowanie” to: „futurystyczne oblicze ostatniego studyjnego albumu zespołu (…) dźwięki Kapeli, podane z perspektywy twórców, których zespół spotkał na swej drodze (…) najlepszych producentów i DJ’ów Europy”. Cóż, można i tak, sam zamysł niegłupi, ale co z tego, skoro wykonanie zawodzi. W zdecydowanej większości przypadków remikso-tfu-rcom (bo z małymi wyjątkami na takie właśnie miano zasłużyli twórcy tych remiksów) udało się zabić żywiołowość i pasję muzyki Kapeli, spacyfikować jej dramatyzm i okiełznać spontaniczność, nałożyć rytmom kaganiec przewidywanych bitów i zbanalizować to, co autentyczne. Bezpieczne, odgrzewane bity, dubowe głębie, męczące swą jednostajnością beznamiętne reggae’owe bujanie i downtempo’we rozmemłanie składają się na bezpłciowy world muzak, który tylko chwilami broni się użyciem większej porcji materiału wyjściowego. Zastanawia mnie, czy na świecie nie ma innych remikserów – takich, którzy potrafiliby się odnaleźć w muzycznym świecie KzWW, nie dających się wtłoczyć w odrapane ramy dub/ folk. Byłaby z tego niezgorsza EP-ka, a tak: KIT.



Sonic Youth w/ Mats Gustafsson & Merzbow “Andre Sidar Af Sonic Youth”. SYR 2008.]

W przypadku płyt wydanych przez Sonic Youth Records zwykle mamy do czynienia z inną stroną (andre sidar) zespołu, nie inaczej, co zresztą podkreśla tytuł, jest i tym razem. SYR 8 ukazuje oblicze grupy nieznane z płyt wydawanych przez Geffen, przedstawia ją jako zgrany kolektyw improwizatorów, czerpiących pełnymi garściami nie tylko z tradycji alternatywnego rocka, którego jedną z ikon sami od lat stanowią, lecz także i jazzu, noise, czy swobodnej improwizacji. Wydany z trzyletnim poślizgiem zapis koncertu z festiwalu w Roskilde ukazuje siedmioosobowe wcielenie Sonic Youth, wówczas jeszcze z Jimem O’Rourke w składzie, w znakomitej formie. Obecność dwójki gości: tytana free jazzu Matsa Gustafssona oraz herosa noise’u Merzbowa związana ze wspomnianą wcześniej predylekcją członków Sonic Youth do obu gatunków, sprawia, że paleta środków wyrazu, jaką grupa się posługuje jest szersza niż zwykle, pozwala również na swoiste żonglowanie składem oraz instrumentarium jako jedną z form improwizacji. Dla większości fanów ta płyta to HIT. Sądzę, że podobnie ocenią ją miłośnicy strukturalnej improwizacji, dla pozostałych słuchaczy może to być propozycja ciężkostrawna.



„Koniec basów. Kraśnica. Opoczyńskie”. Muzyka odnaleziona 2008.

Książka i płyta wydana w ramach cyklu muzyka odnaleziona, przedstawiającej nagrania z archiwum tradycyjnej muzyki wiejskiej Andrzeja Bieńkowskiego, poświęcona jest basom, instrumentowi, który niestety odszedł już do lamusa. Trzystrunowe basy opoczyńskie wykorzystywano jako instrument drugoplanowy, służący wraz z barabanem lub bębenkiem przede wszystkim do kreowania struktury rytmicznej transowych tańców. Oberki i polki, które w większości wypełniają omawianą płytę zostały zarejestrowane w Kraśnicy w latach 1984-1997, kiedy jeszcze w okolicy żyli członkowie ostatnich – zapomnianych, bo od z górą trzydziestu lat już niedziałających – kapel mających w składzie basy. Tria, którym przewodził skrzypek, grywały zwykle na weselach, doprowadzając tancerzy do stanu euforycznego zatracenia się. Niektóre z tych nagrań dowodzą, że nadal jest to możliwe. HIT miesiąca wraz z …



Morton Feldman “For Philip Guston”. Wergo 2008.

Kameralne arcydzieło na trio jednego z najbardziej wpływowych dwudziestowiecznych kompozytorów uwodzi delikatnymi, pastelowymi brzmieniami fletów, fortepianu, czelesty, dzwonków, dzwonów rurowych, marimby i wibrafonu, zachwyca prostym pięknem melodii, zwodzi halucynogennymi zmianami metrum, pozwalając słuchaczowi powoli zanurzyć się w odmętach formy, powoli rodzącej się w niezauważalnie upływającym czasie. Ciekawostką jest fakt, że choć Feldman poświęcił ten utwór pamięci swojego przyjaciela, amerykańskiego malarza, to kompozycję tę oparł na ciągu czterech dźwięków c-g-as-es, zaczerpniętych z nazwiska tego, który z Gustonem go poznał. Nie mogąc niczego zarzucić wykonaniu tria Julia Breuer/ Matthias Engler/ Elmar Schrammel, po prostu muszę przyznać temu czteropłytowemu wydawnictwu tytuł HIT miesiąca (exequo z „Końcem basów”).