ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 września 17 (113) / 2008

Jarosław Czechowicz,

BURZYĆ, BY ZBUDOWAĆ NOWĄ ROSJĘ

A A A
Wydana przed dwoma laty w ojczyźnie Zachara Prilepina powieść „Sańkja” wyraźnie wpisuje się we współczesny dyskurs światopoglądowy dotyczący przyszłości narodu rosyjskiego, jego struktur społecznych i politycznych oraz związków z wielowiekową tradycją światowego mocarstwa kulejącego wskutek wpływów zachodniego kapitalizmu. Polski czytelnik ma możliwość zapoznać się z książką bardzo żarliwą, wyrazistą i dyskusyjną, która nie jest niestety wolna od tendencyjności. Idą za nią skłonność do poglądowej hiperbolizacji i „czarno-białe” konstrukcje bohaterów. Poza „dzianiem się” i fizyczną aktywnością sugestywnie nakreślonych postaci, Prilepin opiera swoją powieść na ideologicznych sporach, w których od początku widać wyraźnie stronę dominującą i tę, która głosi jedyną słuszną prawdę. Chociaż „Sańkja” stanowi wyraz światopoglądu i jest autorską kontestacją pisarza aktywnie działającego od lat w Partii Narodowo-Bolszewickiej, pozorna jednoznaczność wypowiedzi Prilepina jest nie tyle wyrazista, co mocno (zbyt mocno) stronnicza. Przypomnieć należy zasadnicze założenia powstałej w 1993 roku partii: silna nienawiść do odzierających Rosję z jej wyjątkowego charakteru liberalizmu i kapitalizmu, powołanie do życia nowego, wielkiego imperium na bazie dokonań cywilizacyjnych Rosji oraz konieczność walki z wrogami zewnętrznymi, ucieleśniającymi m. in. idee globalizmu, i wewnętrznymi, nowobogackimi Rosjanami budującymi swoje szczęście na niesprawiedliwości i nierówności społecznej. Eduard Limonow jest zapewne dumny z prozatorskiego dokonania członka swojej partii, Rosjanie również docenili ekspresję i wielkość tej książki. „Sańkja” wywołuje we mnie jednak przede wszystkim obawy. Można się bowiem bać bezkompromisowości Prilepina, dramatycznej wymowy jego książki, poglądów kwestionujących porządek, któremu ma być przywrócone nowe oblicze w imię pokrzywdzonych i poszkodowanych. Czy Prilepin jest pisarzem groźnym, czy to po prostu współczesny wyraziciel prawdziwej krzywdy narodu rosyjskiego?

Prologiem opowieści jest dynamicznie nakreślony obraz ulicznej demonstracji antyrządowej. Szarzy, brzydcy ludzie naprzeciw kamiennych twarzy służb milicyjnych i wojskowych. Konfrontacja siły masy i tajonej agresji aparatu porządku publicznego. Pośród buntowników główny bohater powieści, Sasza Tiszyn. Myślę, że postać tę najwyraźniej określają następujące – wypowiadane przez niego w myślach – słowa: „Bóg jest. Bez ojca źle. Matka jest dobra i droga. Ojczyzna jedna”. Sasza wierzy w to, że jest gdzieś odgórna siła, która właściwie steruje światem. Tyle tylko, że tej sile trzeba pomóc tu, na ziemi, na której zagubiła się prawdziwa idea wolności i braterstwa. Sasza jest zatem zdecydowany walczyć o nową Rosję z żarliwą wiarą w to, iż własną ojczyznę trzeba odbudować poprzez wskrzeszenie wartości, jakie zostały zrabowane przez konformistów, którzy nie dbają o łączność dawnej tradycji z dzisiejszym, chaotycznym życiem w państwie bez ducha narodowego. Bohater mówi z przekonaniem: „Ale ja nie żyję w Rosji. Próbuję ją sobie zwrócić. Zabrali mi ją”. Warto przyjrzeć się także temu, co jeszcze w życiu Saszy zostało odebrane.

Strata ojca była bardzo dotkliwa. Zabiła go rzeczywistość albo nadmiernie spożywany alkohol. Faktem jest, że młody Tiszyn nie ma męskiego wzorca do naśladowania, a mroczny cień pamięci o ojcu z czasem jedynie coraz bardziej rani. Sańkja ma dwie wielkie miłości – Rosję, którą trzeba wskrzesić, i matkę. Tutaj należy zauważyć, że Prilepin powołuje do życia w swej powieści dość specyficzną formę matriarchatu. W rodzie Tiszynów kobiety są najsilniejsze i kobiety zasługują na największy szacunek. Babka Saszy pochowała trójkę swoich synów i szykuje się do tego, by pożegnać się także ze swym niedomagającym mężem. Matka bohatera zaś jest niemym, ale znaczącym tłem dla wszystkich jego poczynań. Matka, harująca za marne pieniądze, nieustannie zamartwiająca się o syna, jednocześnie tak subtelna w swym rodzicielskim cierpieniu i stojąca gdzieś obok działań syna, które napełniają jej serce lękiem i cierpieniem. Matka, która jest dla Sańkji absolutem i ucieleśnieniem kalekiego pojmowania miłości oraz przywiązania. To matka będzie dla niego niemym autorytetem i to dla niej przede wszystkim Sasza będzie chciał zmieniać porządek świata w agresywny sposób. Znaczenia prostych kobiet w tej powieści nie można nie dostrzec. W końcu tytuł jest pieszczotliwą formą imienia, jakiej używa w stosunku do Saszy babka. Prilepin zatem, pokazując dynamicznie przemianę chłopca w mężczyznę, do końca pochyla się nad bohaterem z czułością i autentyczną troską. Nie pozwala mu stać się mordercą, kiedy kierownictwo partii wysyła go z bronią do stolicy Łotwy. Nie potępia jednoznacznie za kradzież na „zgniłym kapitaliście”, w końcu część łupu ma pomóc ubogiej wdowie…

Nie z chłopcem mamy jednak do czynienia na kartach tej powieści, lecz z wyrazicielem myśli socjalizmu utopijnego, z zacietrzewionym i pewnym siebie rewolucjonistą. Jedyny przedstawiciel ginącego rodu musi udowodnić światu, że w symboliczny sposób jest gotów dać nowe życie, natchnąć Rosję duchem, o którym naród już zapomniał. Jego chęć do siłowego i gwałtownego sposobu naprawy świata skonfrontowana jest z poglądami Biezlietowa, zachowawczego wobec zastanego porządku politycznego i społecznego przyjaciela ojca. Dyskusje Saszy i Biezlietowa stanowić będą trzon światopoglądowy książki Prilepina. Chociaż tak naprawdę nie można tutaj mówić o prawdziwych dyskusjach, bohaterowie bowiem próbują jedynie przedstawić swoje punkty widzenia, nie licząc na jakiekolwiek zrozumienie przez drugiego, a tym bardziej nie nastawiając się na przekonanie go do swoich racji.

Zarzutów formułowanych przez Biezlietowa wobec poczynań członków Sojuszu Stwórców jest bardzo wiele. „Nie macie nic wspólnego z ojczyzną. A ojczyzna z wami. I ojczyzny już nie ma. Tyle, ona pękła!”, „Tu już nie ma niczego, co mogłoby się podobać. Tu jest puste miejsce. Tu nie ma nawet gleby. Ani patriarchalnej, ani tej, którą zainteresowane jest państwo, jak modnie się dzisiaj mówi, geo – poli – tycznie. I państwa nie ma” – to słowa, do jakich Sasza odnosi się z pogardą i szyderstwem. Niemniej jednak brak wiary w poczynania sojuszowców idzie u Biezlietowa w parze z autentycznym pragnieniem zrozumienia motywów postępowania ludzi, którzy w swej agresji wyrażają także bezsilność, ale są jednocześnie niesamowicie mocni i przekonujący w tym, co robią.

Wokół wszechobecnego wręcz klimatu abnegacji i bierności rosyjskiej ulicy, działania Saszy i jego przyjaciół stają się nie tyle spektakularne, co przede wszystkim literacko żywe. Ta żywotność jest tutaj niepokojąca, albowiem Prilepin konstruuje świat przedstawiony w taki sposób, że silne i prawidłowe okazuje się każde działanie kwestionujące porządek, a jakiekolwiek wymiany myśli bądź próby ideologicznego pojednania gniewnych sojuszowców nie wchodzą w grę, są jakby obok barwnego kalejdoskopu zdarzeń. Tym niemniej „Sańkja” zadziwia umiejętnością konstruowania dramatycznego napięcia, jakie tworzy się między słowem a czynem.
Zachar Prilepin: „Sańkja”. Przeł. Kacper Wańczyk. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2008 [seria: inna Europa, inna literatura].