Wydanie bieżące

15 września 18 (114) / 2008

Przemysław Pieniążek,

ARCHIPELAG WYSP ŻUŁAWSKIEGO

A A A
Nowości wydawnicze
Na rynku wydawniczym ukazała się właśnie najnowsza propozycja Krytyki Politycznej, poświęcona jednej z najbardziej kontrowersyjnych osobowości kina europejskiego – Andrzejowi Żuławskiemu. Autorzy książki, Piotr Kletowski oraz Piotr Marecki, na przestrzeni ponad pięciuset stron snują wieloaspektowy wywiad-rzekę, wpływając de facto na erudycyjny przestwór oceanu Andrzeja Żuławskiego. Ich publikacja jest podróżą przez archipelag sztuk autora „Szamanki”, uformowany z nabywanej od dziesięcioleci wiedzy na temat literatury, kina, opery, a także całej gamy osobistych doświadczeń. Jest jednocześnie pretekstem do zastanowienia się nad miejscem sztuki Żuławskiego we współczesnym krajobrazie filmowo-literackim.

Anegdotyczny styl wypowiedzi artysty pozwala na (przynajmniej częściowe) zrozumienie dramatycznej sytuacji rodzimej kinematografii w czasach PRL-u. Niekiedy książka przybiera formę spowiedzi twórcy, dwukrotnie przymuszonego do opuszczenia ojczyzny oraz cierpiącego z powodu bezlitosnego okaleczania swych celuloidowych wyznań. Pytania zadawane przez Kletowskiego i Mareckiego pozwalają naszkicować portret 68-letniego indywidualisty, reżysera, scenarzysty, pisarza, bywającego także aktorem. Żuławski chętnie wspomina czasy asystentury u Andrzeja Wajdy (był drugim reżyserem na planie „Popiołów” w 1965 roku) czy okoliczności powstawania swoich najważniejszych dzieł, układających się (jak sugerują autorzy przewodnika) w konsekwentnie rozwijaną panoramę dziejów Polski. Chociaż w powszechnej świadomości figuruje jako reżyser, toczy zażarty bój o bycie postrzeganym przede wszystkim jako pisarz. Jego literackie dokonania, takie jak „Lity Bór” (1991), „W oczach tygrysa” (1992), „Moliwda” (1994), „Bóg” (2006) czy „Te panie” (2007) są w dużym stopniu erudycyjnymi (o)powieściami-ideami, przygotowującymi zaczyn pod materiał filmowy. Jak przyznaje niepokorny twórca, jego doświadczenie pisarskie ukształtowane zostało na zasadzie symbiozy stylistycznych i światopoglądowych przeciwieństw. Styl Josepha Conrada oddziaływał bowiem na niego równie silnie jak osiągnięcia Fiodora Dostojewskiego. Ernest Hemingway, William Faulkner, Franz Kafka czy Tomasz Mann to tylko niektórzy twórcy, w równym stopniu zapładniający poetycką wrażliwość autora „Trzeciej części nocy”.

Rozmowa z Żuławskim nie jest rzeczą łatwą, choć niewątpliwie stymulującą intelektualnie. Uznawany przez większość krytyków za enfant terrible europejskiej kinematografii (dla którego nie ma tematów tabu ani granic dobrego smaku) twórca jest obiektem stwarzającym poznawczy opór. Przepytujących go redaktorów wprowadza w ślepe zaułki, co rusz starając się zbić ich z pantałyku. W wielu fragmentach można wyczuć, że autorzy publikacji starają się „zabłysnąć” przed swoim rozmówcą, proponując inteligentne tropy interpretacyjne oraz analityczne. Niestety, w większości przypadków obraca się to przeciwko nim. Żuławski, nie stroniąc od dosadności oraz nieskrępowanej wulgarności, piętnuje naukowe podejście do swojej twórczości, obalając bez litości tezy, z którymi zdecydowanie się nie zgadza. Najlepszym przykładem są wszelkie próby Kletowskiego i Mareckiego polegające na ujęciu twórczości Żuławskiego przez pryzmat psychoanalizy, które – mówiąc oględnie – spełzają na niczym.

Żuławski nie unika jednak odpowiedzi na pytania trudne oraz dotyczące jego życia osobistego. Często wspomina swego ojca, Mirosława Żuławskiego (także przez pryzmat artystycznego dorobku), nie zapominając również o literackiej schedzie po stryjecznym dziadku, Jerzym Żuławskim, czołowym przedstawicielu dekadentyzmu i symbolizmu (stałym współpracowniku młodopolskiej „Chimery”). Podkreślając swój zadeklarowany ateizm oraz niechęć do zinstytucjonalizowanych wyznań (choć w młodości był ministrantem), przyznaje równocześnie, iż ciągle marzy o nakręceniu filmu o cudzie. Wywiad obfituje także w wyznania dojrzałego smakosza kobiet, dzielącego się wspomnieniami o swych dawnych partnerkach i kochankach. Znajdziemy tu wspomnienia o zafascynowanej buddyzmem Małgorzacie Braunek oraz rozdartej duchowo Romy Schneider (gwieździe jego filmu „Najważniejsze to kochać” z 1975 roku). Pojawią się również reminiscencje burzliwej współpracy z kapryśną Isabelle Adjani oraz krótkotrwałego zauroczenia młodziutką Valérie Kaprisky, grającą główną rolę w ekranizacji „Biesów” Dostojewskiego, czyli „Kobiecie publicznej” (1984). Nie zabraknie także podsumowania wieloletniego związku mentora i jego uczennicy oraz życiowej partnerki, Sophie Marceau, którego zwieńczeniem była praca na planie „Wierności” (póki co ostatniego filmu Żuławskiego), będącej współczesną wersją XVII-wiecznej powieści pt. „Księżna de Cléves” autorstwa Marie de la Fayette. Jednocześnie reżyser przedstawiony zostaje jako inicjator artystycznych osiągnięć swoich aktorek, które w jego filmach – najczęściej traktujących o miłości niemożliwej – „błyszczą” niezapomnianym blaskiem, wcielając się w rozstrojone emocjonalnie heroiny.

Jako człowiek nieznoszący obłudy, nieszczerości oraz wszelkiej pretensjonalności, Żuławski obnaża bezzasadność artystycznych roszczeń teoretyków DOGMY 95 czy twórców z kręgu francuskiej Nowej Fali. Neguje „historiozoficzny realizm” dzieł Andrzeja Wajdy. Demitologizuje osobę Andrzeja Munka oraz piętnuje utartą recepcję jego dzieł. Nie oszczędza również twórczości Krzysztofa Kieślowskiego, określając ją mianem błahych treści ubranych w „cudowny celofan” (aczkolwiek podkreśla wagę filmu „Przypadek”). Nie szczędzi też gorzkich słów pod adresem państwowych szkół aktorskich, wskazując na przesadną manieryczność stylu gry wielu rodzimych artystów.

Siebie samego Żuławski przedstawia jako samotnego wędrowca, poszukującego zakorzenionej w codzienności metafizyki, której nie sposób utożsamiać z etyką. To ateista konsekwentnie kierujący się w życiu krytycznym spojrzeniem na dokonania platonizmu jako kierunku przynoszącego represję ludzkiej myśli. Bliżej mu zdecydowanie do myśli jezuity Pierre’a Teilharda de Chardina (będącego twórcą filozoficzno-religijnej koncepcji zwanej ewolucjonizmem chrześcijańskim), wedle którego istota ludzka wspina się po kolejnych szczeblach drabiny świadomości, rozpoczynając swoją wędrówkę jako bezrozumna bestia, która być może kiedyś zdobędzie status anioła.

Książka Kletowskiego i Mareckiego pozwala także poznać okoliczności powstania najważniejszych dzieł filmowych niepokornego twórcy. Na przykładzie „Trzeciej części nocy” (1971) Żuławski określa swój stosunek do tradycji polskiej szkoły filmowej, oscylujący pomiędzy hołdem a demitologizacją. W nakręconym rok później, odwołującym się do tradycji romantycznej, „Diable” (określonym przez autorów książki mianem „horroru krwi, ognia i spermy”) Żuławski zawarł gorycz wydarzeń marca 1968 roku, ale także ukazał złożony proces degrengolady etosu szlacheckiego. „Na srebrnym globie” (1976-1981) nadal funkcjonuje w pamięci reżysera jako raport z tworzenia dzieła sztuki bezlitośnie okaleczonego przez cenzurę. Natomiast kultowe w kręgach amatorów fantastyki „Opętanie” (1981), wpisujące się w zakres kina spod znaku „Wstrętu” Polańskiego czy „Nocy żywych trupów” Romero, nadal robi wrażenie jako filmowy teoremat o lęku względem Boga – złego demiurga.

Najnowsza propozycja wydawnicza Krytyki Politycznej przynosi również ciekawą dyskusję na temat pojmowania istoty kina. Dla autora „Szamanki” kino nie jest naturalnym wynalazkiem człowieczej duszy, ale sztuczność tego medium (wszak film to wypadkowa teatru i fizyki) niezwykle podnieca, gdyż jest wyższą formą myślenia. Równocześnie reżyser stwierdza jednoznacznie, że kino pełni funkcję podrzędną w stosunku do życia, umożliwiając permanentną ucieczkę od rzeczywistości poprzez jej fabularyzację. Paradoksalnie, witalność X Muzy, opierająca się na jej „złych gustach”, żywiąc się bakterią zgnilizny, potrafi, zdaniem twórcy, wydać na świat najpiękniejsze kwiaty. Żuławski podkreśla kilkakrotnie, że forma jego obrazów jest jedynie środkiem wiodącym ku oświeceniu, poznaniu (przede wszystkim genezy ludzkiego zła). Jego kino jest inkubatorem pamięci, celuloidową trumną, z której „powstają trupy aktorów, by pożreć nasze dusze”. Kolejne pytania Kletowskiego i Mareckiego wyłaniają autorskie podejście Żuławskiego do materii filmowej. Jego sztuka, aby mogła zaistnieć, musi najpierw zostać napisana. To amalgamat kina i literatury, scalony w jedno osobą autora. To artystyczny monolit, w którym idea widowiska koresponduje z próbą zgłębienia tajemnic natury człowieka. Wreszcie – film to seksualność działająca poprzez zmysły i traktująca je jako narzędzia manipulacji odbiorcą.

Wywiad z Żuławskim jest całkiem udaną próbą skatalogowania oraz opisania przeróżnych wcieleń artysty, od lat konsekwentnie podążającego obraną przez siebie drogą. Jak przyznają sami autorzy: „Naszą ambicją było zbudowanie przewodnika po «kosmosie» Żuławskiego, w którym jest miejsce na refleksje zarówno dotyczące filmowego rzemiosła, jak i filozoficznego tła sztuki filmowej, specyfiki sztuki operowej i próby zrozumienia meandrów ludzkiej uczuciowości, fotograficznej tożsamości filmowego obrazu i rozumienia satori w japońskiej sztuce plastycznej”.

Publikacja Kletowskiego i Mareckiego jest wydawniczym rarytasem dla miłośników twórczości Żuławskiego, choć być może także ci niechętnie nastawieni do osoby kontrowersyjnego autora znajdą pewną dozę przyjemności w lekturze wyznań człowieka, który – według własnych słów – więcej o współczesnej Polsce dowiedział się z serialu „M jak miłość” niż z dorobku kolejnych pokoleń rodzimych reżyserów. Zachęcam do odwiedzenia archipelagu wysp Andrzeja Żuławskiego – archipelagu wieloznacznego, transgresyjnego oraz zaludnionego przez osoby poszukujące miłości i metafizyki.
Piotr Kletowski, Piotr Marecki: „Żuławski. Przewodnik Krytyki Politycznej”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2008 [seria: Przewodniki Krytyki Politycznej, tom V].