Wydanie bieżące

15 września 18 (114) / 2008

Przemysław Pieniążek,

OPOWIEŚĆ O CELNYM STRZALE… W PŁOT

A A A
Nowości DVD
Debiutujący na rynku DVD film „Osiem części prawdy” Pete’a Travisa jest doskonałym przykładem na to, w jaki sposób można zmarnować całkiem intrygujący scenariusz poprzez nieumiejętne operowanie fabularnymi schematami. Zacznijmy jednak od początku. Przyjrzyjmy się najpierw pokrótce samej intrydze.

Teren zabytkowego Plaza Mayor, rozgrzanego słońcem hiszpańskiej Salamanki, wypełniają tłumy ludzi oczekujących na przybycie prezydenta Stanów Zjednoczonych (William Hurt), który ma wziąć udział w konferencji poświęconej międzynarodowej walce z globalnym terroryzmem. Kiedy gość wstępuje wreszcie na mównicę, dosięga go kula niezidentyfikowanego zamachowca. Następująca kilka chwil później tajemnicza eksplozja potęguje chaos. Oddelegowani do ochrony prezydenta agenci Secret Service, Thomas Barnes (Dennis Quaid) oraz Kent Taylor (Matthew Fox), podejmują desperacką próbę pojmania snajpera, a także rozplątania gęstej sieci terrorystycznej intrygi. Kluczem do rozwikłania zagadki może być amatorskie nagranie amerykańskiego turysty Howarda Lewisa (Forest Whitaker), który przypadkowo zarejestrował na swojej cyfrowej kamerze znaczący dla śledztwa detal. Pomocna okaże się również dziennikarka Rex Brooks (Sigourney Weaver), nadzorująca z wozu transmisyjnego relację z przebiegu wydarzeń. Powoli przed widzem odsłaniane są kolejne elementy sensacyjnej układanki, na którą składa się osiem odrębnych punktów widzenia przypadkowych świadków zamachu. Każda „część prawdy” przybliża agentów (a także widzów) do poznania kulis zamachu, które okażą się być iście zaskakujące… Czy jednak na pewno?

Nie ukrywam, że rozpoczynając oglądanie niniejszej produkcji, oczekiwałem czegoś zgoła ciekawszego. Szkielet akcji pozwalał przecież na oryginalne przetworzenie historii opowiedzianej przez Akirę Kurosawę w głośnym „Rashomonie” (1950). Niestety, podobieństwo filmu Travisa do dzieła twórcy „Siedmiu samurajów” kończy się już na etapie zaprezentowania różnorodnych punktów widzenia na to samo sporne zagadnienie. „Osiem części prawdy” nie jest wykładem na temat epistemologicznego relatywizmu oraz ograniczoności ludzkich dążeń do poznania prawdy ubranym w kostium sensacyjnego dreszczowca. To jedynie – momentami dość pretensjonalne – kino akcji, usilnie próbujące udawać coś, czym z całą pewnością nie jest.

Mimo to jednoznaczne przekreślenie filmu byłoby niesprawiedliwe. „Osiem części prawdy” stoi na całkiem wysokim poziomie realizacyjnym. Trwająca blisko dziesięć minut sekwencja otwierająca film doskonale buduje napięcie, urzekając szybkim tempem narracji oraz warsztatową sprawnością. Na pochwałę zasługują bardzo dobre zdjęcia autorstwa Amira M. Mokri’ego, mającego w swoim dorobku prace przy takich obrazach jak futurystyczny „Freejack” Geoffa Murphy’ego (1992), „Bad Boys II” Michaela Baya (2002) czy „Nikomu ani słowa” Gary’ego Fledera (2001), w których aspekt wizualny bardzo często tuszował scenariuszowe niedociągnięcia. Nie można zapomnieć również o ciekawym aktorstwie. Dennis Quaid, dobrze sprawdzający się w rolach twardych mężczyzn, przekonująco prezentuje się jako zmęczony życiem ochroniarz, konsekwentnie i bezlitośnie zrywający kolejne zasłony tajemnicy. Ciekawie wypada także Matthew Fox, lepiej znany polskiemu widzowi jako odtwórca roli Jacka z kultowego serialu „Zagubieni”. Sympatię wzbudza również postać kreowana przez laureata nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej, Foresta Whitakera. Lewis w jego wykonaniu jest osobą zagubioną wśród szalejącego pandemonium, choć zdolną do anonimowego bohaterstwa. Cieszą wreszcie występy Sigourney Weaver oraz Williama Hurta, których obecność ratuje poniekąd produkcję przed zbyt szybkim zwietrzeniem w pamięci widzów.

Artystyczna porażka Pete’a Travisa może dziwić o tyle, że do tej pory święcił on tryumfy jako twórca seriali telewizyjnych. Zrealizowana przez niego w 2002 roku mini-seria „Ława przysięgłych” była z całą pewnością jednym z najciekawszych dramatów sądowych ostatnich lat. Podobnie rzecz miała się z „Henrykiem VIII”, w którym popisowe role zagrali Ray Winstone (wcielający się w postać krwawego tyrana) oraz Helena Bonham-Carter jako Anna Boleyn. Czyżby artystyczny niewypał był wynikiem nieumiejętności dostosowania się do wymogów nowego medium? Myślę, że odpowiedź nadejdzie wraz z kolejnymi projektami Travisa przeznaczonymi do dystrybucji kinowej.

„Osiem części prawdy” z całą pewnością nie zapisze się w annałach historii światowej kinematografii, ale może stanowić błahą, niezobowiązującą, niewymagającą zbytniego zaangażowania szarych komórek rozrywkę na jesienny wieczór. Atrakcyjna oprawa wizualna, rzetelne aktorstwo, ciekawa oprawa muzyczna oraz kilka scen rodem z rasowego kina akcji powinny skusić amatorów przeciętnych produkcji w doborowej obsadzie. Pozostałym poszukiwaczom filmowej „prawdy” polecam przyspieszoną retrospektywę filmów Kurosawy.
„Osiem części prawdy” („Vantage Point”) Reż.: Pete Travis. Scen.: Barry Levy. Obsada: Dennis Quaid, Matthew Fox, Forest Whitaker, Sigourney Weaver. Gatunek: sensacyjny / thriller. USA 2008, 90 min.