Wydanie bieżące

15 września 18 (114) / 2008

Karolina Pawlas,

TEST NA CZŁOWIECZEŃSTWO

A A A
Koniec wakacji sprzyja nostalgicznym powrotom do obrazów dawnych, prawie zapomnianych, takich jak trzydziestoletni już, polsko-radziecki film Marka Piestraka „Test Pilota Pirxa”. W czasach mody na cyberpunk i niesłabnącej kultowości „Łowcy androidów” nie da się oglądać tego dzieła inaczej, jak z pewnym sentymentem – jedynie jego różowa mgiełka może uchronić tę niskobudżetową produkcję przed śmiesznością (zwłaszcza w kwestii osławionych efektów specjalnych).

Scenariusz filmu Piestraka oparty został na opowiadaniu Stanisława Lema, nie na „Teście” jednak, otwierającym zbiór „Opowieści o pilocie Pirxie”, lecz na przedostatniej „Rozprawie”. Treść dzieła i jego wydźwięk znacząco odbiegają od literackiego pierwowzoru. Historia zaczyna się w białym, sterylnym i naszpikowanym elektroniką laboratorium koncernu United Atomic Laboratory, gdzie w scenerii rodem z „Frankensteina” powołano właśnie do życia kolejnego androida. Zahibernowany robot zostaje wkrótce przetransportowany do siedziby UNESCO. Pod patronatem tej organizacji mają zostać przeprowadzone testy użyteczności elektronicznej załogi w żegludze kosmicznej. Komandor Pirx (Siergiej Desnitski) spędza tymczasem sześciotygodniowy urlop, wspinając się z przyjacielem na wysokie ośnieżone szczyty. Wezwany rozkazem, udaje się na spotkanie z przełożonymi, którzy przedkładają mu niecodzienną propozycję… Nastawiony negatywnie do idei upowszechnienia nierozróżnialnych od człowieka robotów, doskonalszych przy tym i tanich w produkcji, Pirx nie rozumie swojej roli jako dowódcy załogi złożonej częściowo z androidów. Konstatacje dotyczące natury nowo utworzonych istot pozostają jednak jakby zawieszone w próżni, pozbawione są głębszego znaczenia. Jedynie przywołany przez Mc Guirra (Igor Przegrodzki), przedstawiciela UNESCO, gest Piłata sygnalizuje wyraźną w literackim pierwowzorze problematykę nieuniknionego, niepowstrzymanego postępu i potencjalnej możliwości (opatrzonej znakiem zapytania, lecz wciąż niepokojącej) stworzenia maszyn „pełnowartościowych”, pod każdym względem doskonalszych od człowieka – problematykę w filmie niestety zaciemnioną, a obecną w dziełach literackich i filmowych z nurtu cyberpunk, takich chociażby jak „Ghost in the Shell”.

Inaczej niż u Lema zostają także przedstawione przez Piestraka dylematy Pirxa i motywacje jego ostatecznej decyzji. Oto tajemniczy właściciel United Atomic Laboratory z eleganckiej, wielkiej i pustej sali wydaje polecenie zabicia bohatera, co staje się pretekstem do długiej, mającej budować napięcie, rozgrywającej się na krętej drodze sceny, na którą składają się: sportowy kabriolet Pirxa (czerwony, oczywiście), helikopter i ogromna ciężarówka, której wybuch, sterowany z powietrza, stanowi zwieńczenie sekwencji. Pikanterii temu fragmentowi dodaje sztuczna, niewykończona twarz prowadzącego ciężarówkę androida, która na krótką chwilę pojawia się w oknie wozu. Ostateczna próba odsunięcia Pirxa od programu testowego skłania go do postąpienia dokładnie na odwrót. Jakże daleko filmowemu przekornemu i nieco zarozumiałemu Pirxowi do jego literackiego pierwowzoru, podejmującego decyzję niezależnie od zewnętrznych czynników, kierującego się przy tym nie tyle ciekawością, co chęcią poznania i dotarcia do prawdy, a w szerszej perspektywie – koniecznością zdefiniowania na nowo człowieczeństwa, odnalezienia jego cech dystynktywnych wobec łudząco (czy jednak na pewno?) doskonałego tworu ludzkich rąk, ale i ponownego zbudowania poczucia własnej – jako człowieka – wartości.

Warto zwrócić również uwagę na pytania, jakie dowódca stawia swojej załodze. Wyznaczają one płaszczyzny, na których komandor spodziewa czy raczej łudzi się (Pirx Lema natychmiast orientuje się w śmieszności i bezsensowności swoich pytań, której to cechy nie uświadczymy u dość zarozumiałego bohatera dzieła Piestraka), że odróżni ludzi od „nieludzi”: Browna pyta o wiarę w Boga, Caldera o lotnicze doświadczenie, Otisa zaś o wytrzymałość na promieniowanie. Próbuje więc zdefiniować człowieka, poczynając od metafizyki, nabytych umiejętności… i cielesnych ograniczeń. Pirx Lema, świadom bezcelowości swojego działania, przerywa test i zły na siebie prawie ucieka. Piestrak przedstawia tę scenę jako zamkniętą, skończoną i celową, a szybki krok komandora, zawsze wyprzedzającego próbującego go dogonić Mc Guirra, ukazuje raczej jako wyraz poczucia wyższości pilota wobec mocodawcy, jego niezachwianej pewności siebie. Przyznaję, że bardziej przemawia do mnie postawa zagubienia i bezradności wobec nowej, nieznanej i niezrozumiałej formy istnienia, pokrywana pozorami zdecydowania, jaką znajdujemy w literackim pierwowzorze.

Uproszczenia nie muszą być jednak bezcelowe. Drastyczne okrojenie treści filozoficznych, jakimi Lem nasycił swoje opowiadanie, pozwala na wyostrzenie psychologicznego aspektu sytuacji, a także zbudowanie zgoła odmiennego od oryginału wizerunku komandora. „Test pilota Pirxa”, zgodnie z dwuznacznością tytułu, okazuje się nie tylko testem robotów pod kątem ich użyteczności oraz relacji z człowiekiem; w dużej mierze jest także testem człowieka wobec robotów. Nieprawdopodobne pod względem psychologicznym, zaskakująco dobre stosunki członków załogi (u Lema bardziej naturalnie lodowate) akcentują narastającą niechęć i alienację dowódcy. Jego sylwetka, choć tak różna od narysowanej przez Lema (literacki Pirx potrafi przełamać uprzedzenia na tyle, by efektywnie współpracować z załogą, jego postawę cechują zaś otwartość, ciekawość i dążność do obiektywizmu), nabiera spójności. Podejrzliwy wobec wszystkich i nieufający nikomu, afirmujący swą moralną wyższość, wręcz wrogi – oblewa test. Wbrew swoim zapewnieniom o obiektywizmie w kwestii oceny załogi, za wszelką cenę próbuje rozróżnić ludzi i androidów, bezustannie wszystkich obserwując.

Jednak żywe zainteresowanie, z jakim komandor rozmawia z nieliniowcem Novakiem (Aleksandr Kajdanowski), a nawet ślady współczucia wobec histerycznych reakcji ludzi nieuprzedzonych o obecności androida, w końcu zaś podsumowująca sentencja o ludzkiej „ślamazarności” i „poczciwości” Pirxa łamią konstrukcję filmu, opartą na „fotograficznym” prawie negatywu zastosowanym do literackiego pierwowzoru i świadczą o przypadkowości (niestety!) tak interesującego odwrócenia wątków obecnych w utworze Lema. Owa „poczciwość” miała bowiem wynikać z wiary – wbrew narzucającym się faktom – w dobre intencje Caldera, którego precyzyjny plan w każdej wersji zakładał śmierć wszystkich ludzi na pokładzie Goliatha. Tej wiary jednak filmowemu Pirxowi zabrakło. Jest on przekonany, że Calder dążył do sabotażu i w duchu takiej niezachwianej pewności przedstawia całą sytuację w zeznaniach przed Trybunałem Izby Kosmicznej (inaczej niż Pirx Lema, wyłącznie w myślach roztrząsający fakty i nawet przed samym sobą przyznający, że to tylko niepoparty dowodami domysł, który pojawił się dopiero po finale niebezpiecznego epizodu). Swoje milczenie bohater filmu ukazuje jako świadome działanie, nie zaś przejaw ludzkiej słabości i niezdecydowania. W tym kontekście – ponownie w świetle teorii o zamierzonym efekcie fotograficznego „negatywu” względem literackiego pierwowzoru – zamykająca film sentencja jest niekonsekwentna, a w ustach komandora zwyczajnie nieszczera.

Mimo wielu uproszczeń, film miał szansę stać się interesującą wariacją na temat historii testowego lotu Goliatha. Żałuję jednak, że dzieła kreacji nowej osobowości komandora Pirxa nie dokończono, niekonsekwentnie powracając w wielu miejscach do Lemowskiego oryginału. Mimo to warto przypomnieć sobie „Test pilota Pirxa”. Choć sformułowanie to może się wydać przewrotne, można stwierdzić, że fabularne niedociągnięcia również mogą być pewnym walorem. Nie sposób zrozumieć filmu, nie przeczytawszy „Rozprawy”, dlatego też zachęcam gorąco do lektury literackiego pierwowzoru.
„Test pilota Pirxa”. Reż.: Marek Piestrak. Scen.: Marek Piestrak, Władimir Wałucki. Obsada: Siergiej Desnitski, Igor Przegrodzki. Gatunek: sci-fi. Polska / ZSRR 1978, 104 min.